Mediewita

Bohaterem dzisiejszego wykładu będzie „mediewita”.

Mediewita jest to specjalny gatunek człowieka, żyjący dziś. Tu i teraz, w tym kraju. Produkt kapitalizmu z ludzką twarzą, wiekowych tradycji środkowoeuropejskich, 50 lat bolszewizacji oraz 123 lat niewoli.

Mediewita to nie mediewista. Nie należy mylić z badaczem czasów średniowiecznych. Medium Vitae  Średnie Życie ergo mediewita = żyjący średnio. Średniożyjący,  Średniożyciel, Średniożytnik, tutaj można by mnożyć lemowski wariacje tego terminu jednak zwał jak zwał ważne jest kim On jest. Szaraczkiem, przeciętniakiem, zjadaczem chleba, Trybikiem,  średnioniezamożnym.

Mediewita zarabia średnio, mieści się pomiędzy najniższą krajową, a granicą satysfakcjonującego poziomu życia. Głównym zajęciem jego jest obniżanie wymagań, rozwijanie inwencji usprawiedliwiania niepotrzebny różnych rzeczy które mógłby mieć, a na które go nie stać

Mediewita musi zbierać by pozwolić sobie na odrobinę luksusu. A luksusem dla mediewity jest kawior z Lidla za 6,99 i mrożone krewetki za 19.90. Mediewici spędzają wakacje w Krynicy Morskiej, nad Zalewem, a to przecież nawet nie jest prawdziwe morze… namiastka w sam raz dla mediewity. Raz na kilka raz nazbiera sobie taki średniożytnik może nawet na wycieczkę zagraniczną. Last minute, dwa tygodnie w Chorwacji. Będzie pamiętał to do końca życia.

Czy mediewita może być zadowolony z życie??? Może. Jeśli jest humanistą. Mediewita humanista już na studiach nauczył się obniżać wymagania, żyć częścią życia, minimalizować życiowe koszty i wprowadzać racjonalną politykę marzeń i potrzeb. Za to w mediewicie tkwi wulkan energii wewnętrznej. Wie że jest średniożytnikiem i kiedy patrzy na otaczających go pełnożytniaków lub bezżytniaków wie że ma szczęści i nieszczęście będąc w swoim położeniu.

Mediewitów przybywa. Czemu? Ponieważ średniożytnik jest idealnym obywatelem. Podatny na kiełbasę wyborczą, zawsze pójdzie za tym kto zaoferuje mu wizję poprawy jego losu. Zagłosuje za głośniejszym krzykaczem, który obieca mu 100milionów, dywan i wakacje dla dziecka. No ale jak już zagłosuje to trzeba postarać się by pozostał tym średniożytnikiem. Potrzebny będzie znowu za cztery lata.

Czy ty jesteś mediewitą?

[zdjęcie pochodzi z serwisu Flickr z kolekcji użytkownika furiousgeorge81]

Nostalgia

Gdybym miał kominek, albo piec kaflowy to natychmiast bym w nim rozpalił. Najlepiej gdyby spadł jeszcze śnieg, albo zaczęła się ulewa targająca za oknem łysymi drzewami. Siadłbym w fotelu i zanurzył się w nostalgię..

Bo kiedyś było inaczej. Z wypiekami na twarzy odkrywałem świat, czasem poczułem się na szczycie, choć nawet nie wiedziałem że to tylko pagórek. Kiedyś szło się z kolegami na piwo i potrafiło zapomnieć o świecie. Nie miąłem komórki, byłem wolny od komunikacyjnego terroru. Umawiałem się na spotkanie i przychodziłem, życie było proste, kontakty międzyludzkie bardziej bezpośrednie a czas płynął wolniej…

Dziś jest początek dorosłego życia, ZUS, Vat, PIT, rachunek, pensja, obowiązek i całe morze niepewności o przyszłość za która jestem jedynym ponoszącym odpowiedzialność. To przytłacza, to także powoduje motywacje. Na dzisiejsze „dziś” za 20 lat też pewnie będę patrzył jak na życie z włączonym najniższym poziomem trudności wobec poziomu hard na którym wówczas będzie mi się wydawało że „gram” w życie.

Bo w tym wszystkim to właśnie chyba chodzi o to, że duży problem staje się małym problemem wobec większego problemu.

Obawiam się że powoli ogarnia mnie to co psychologowie nazywają syndromem „szczęśliwego dzieciństwa” lub „szczęśliwymi latami siedemdziesiątymi” (w moim przypadku „szczęśliwymi latami dziewięćdziesiątymi”). Chyba po prostu z dystansu to wszystko wygląda lepiej niż sam myślałem o tym wówczas. I oby tak było by przeszłość zawsze była powodem do uśmiechu i miłych wspomnień…

PS. Wyszedłem z depresyjnej fazy cyklu, kolejna dopiero za kilka tygodni :)

Uczcijmy śmierć życiem

Przeczytałem wczoraj tekst z Wysokich Obcasów, który dotknął mnie bardzo bardzo głęboko i jednocześnie pozwolił spojrzeć z dystansu na pewne sprawy związane ze śmiercią i życiem. Gazeta rozpoczęła niedawno akcję "Umierać po ludzku" – <TUTAJ> możecie przeczytać więcej na jej temat a <tutaj> dowiedzieć się "dlaczego". Uważam wywołaną dyskusję za jedno z najważniejszych wydarzeń społecznych ostatniego czasu.

Zamiatanie pod dywan i unikanie tego tematu przynosi zbyt wiele szkody i prowadzi do niszczenia więzi międzyludzkich. Śmierć jest częścią życia. Katolickie rytuały o zatraconym zupełnie znaczeniu i powierzchownej duchowości rozmywają sens rytuału przejścia ukrywając go za nic już (w dzisiejszej kulturze i dzisiejszej kondycji ludzkiej) nie znaczącymi gestami.

Jak dla mnie pozostaje jedno logiczne wyjście: Uczcijmy śmierć życiem.

_____________________

_____________________

Zapraszam więc do lektury przejmującego wywiadu:

Śmierć zbliżyła mnie do życia

Z Małgorzatą Braunek rozmawia Alina Mrowińska.

Wysokie Obcasy, sobota 25.10.2008

link: http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,5842385.html

 

Soundtrack mojego życia…

Czy myśleliście kiedyś o sobie jako o filmie, o swoim życiu jako ruchomym, niemym obrazie pod który podkładacie muzykę. Tworzycie soundtrack do swojego życia. Może to być piosenka jedna, może być ich kilka, może być ich kilkadziesiąt… Dla każdego momentu, każdej sytuacji podpinacie odpowiednią piosenkę, bądź melodię. Dla różnych okresów muzyka różni się tak jak różnicie się wy teraz i wy sprzed 10 lat. Jeśli postawiono by przed wami takie zadanie czy umielibyście stworzyć soundtrack do swojego życia? Jak sam zauważyłem do listy soundtracku dostają się czasem piosenki całkiem dziwne i nie odzwierciedla on tego co słucham na codzień – raczej jest to obraz namalowany przez ekspresjonistę. Różne motywy razem niepasujące do siebie zestawione w odpowiedni sposób

Często o tym myślę i często natrafiam na piosenki, które jakoś dziwnie ( a może wcale nie dziwnie) trafiają w sedno tego co w danym momencie czuje i myślę. Na ten utwór do mojego soundtracku natrafiłem u Skem.

Obecny moment i stan ducha w moim życiu chyba opisuje poniższy utwór – wszystko jest dobrze, nie ma poważnych zmartwień, ciesze się z tego kim jestem, jaki jestem i mam wiarę w życie. czasem bywa gorzej, jednak wtedy trzeba wrócić do swojego wnętrza, bo moje szczęście jest przede wszystkim we mnie…

Ayo. – Life is Real z płyty Joyful

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=qYzrYXRGWkU]

[dla tych co czytaci i rozumiaci po angielski polecam lekturę fragmentu tekstu piosenki Ayo. Mądre rzeczy tam można wyczytać. Bardzo mądre. Zgadza się z nimi w pełni i stosuje. Miło jest odkryć kiedy ktoś śpiewa choćby w części o tobie]

Some people say that i’m to open
they say it’s not good to let them know everything about me
and they say one day they will use every little things against me
but i don’t mind maybe they’re right
that’s just how it is and i got nothing to hide.

i live my life the way i want
i got nothing to hide nothing at all l
ife is not a fairy tale life is about more
cause life is real.

A friend of mine gave me an advice
he saiybe careful and think twice before you talk about your life
protect yourself just keep quiet
the more they know the harder they try
to spoil your ways to spread lies
and even though i know he could be right i just said i..

i live my life the way i want
i got nothing to hide nothing at all
life is not a fairy tale life is about more cause life is real

Wracając jednak do mojego soundtracku to składa sie on zdecydowanie z melodii spokojnych i nieśpiesznych, tak jak wiodę swój żywot. Piosenki które zdecydowanie mogę do niego wrzucić to:

Imogen Heap – Hide and Seek

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=5cpSv2mNhhc]

A także kilka innych piosenek, które miałem pod ręką [pod klawiszem w zasadzie]:

- Tom Helsen – Sun in Her Eyes

- India Arie – ready for love

- Nada Surf – The Blankest Year

- Santana & Alex Band – Why don’t U & I

- U2 – Beautiful day