<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rozbuchany intelektualizm &#187; zły</title>
	<atom:link href="http://rynarzewski.pl/tag/zly/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://rynarzewski.pl</link>
	<description>Maciek Rynarzewski / Blog</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 16:24:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Dział zły</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2010/01/dzial-zly/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2010/01/dzial-zly/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jan 2010 22:52:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[( Próby ) literackie]]></category>
		<category><![CDATA[biblioteka]]></category>
		<category><![CDATA[zły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1101</guid>
		<description><![CDATA[Kolejny raz budzik przerwał mu sen o&#160;namiętnym spotkaniu pośród kokosowych palm, o&#160;gorącym piasku błękitnej laguny. Kolejny raz budzik wyrwał go z&#160;lepszego świata i&#160;walnął nim o&#160;szary bruk codzienności. Otworzył oczy. W&#160;pierwszym zmęczonym już spojrzeniu  na&#160;plakat znajdujący się na&#160;wprost łóżka. Idealny krajobraz &#8230; <a href="http://rynarzewski.pl/2010/01/dzial-zly/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a title="dział_zły by Rynarzewski, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/rynarzewski/4348408447/"><img class="aligncenter" src="http://farm5.static.flickr.com/4031/4348408447_c1a77d2625.jpg" alt="dział_zły" width="500" height="333" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Kolejny raz budzik przerwał mu sen o&nbsp;namiętnym spotkaniu pośród kokosowych palm, o&nbsp;gorącym piasku błękitnej laguny. Kolejny raz budzik wyrwał go z&nbsp;lepszego świata i&nbsp;walnął nim o&nbsp;szary bruk codzienności. Otworzył oczy. W&nbsp;pierwszym zmęczonym już spojrzeniu  na&nbsp;plakat znajdujący się na&nbsp;wprost łóżka. Idealny krajobraz prosto z&nbsp;Malediwów, kupiony na&nbsp;wyprzedaży plakatów w&nbsp;supermarkecie, wypełniał sobą większą część ściany małego pokoju. Marzenia do&nbsp;spełnienia. Nawet nie chciało mu się rzucić w&nbsp;kierunku sufitu tradycyjnego porannego bluzgu skierowanego do&nbsp;sił wyższych zawiadujących tym całym biznesem. Postawił stopy na&nbsp;zimnych panelach, potarł zarośnięty policzek – dziś zdecydowanie nie będzie mu się chciało ogolić. Jaskrawy blask ostrego zimowego słońca uwydatniał brudne szyby, popaćkany czymś parapet oraz brudną pościel. Otoczenie doskonale pasowało do&nbsp;jego nastroju.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1101"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Do&nbsp;pracy. Znowu. Żeby to&nbsp;jeszcze była fabryka. Budowa. Huta Katowice czy kasa w&nbsp;supermarkecie, to&nbsp;gotów byłby się pogodzić z&nbsp;koniecznością odbębnienia swojej szychty i&nbsp;wydania zarobionych pieniędzy w&nbsp;celu zapomnienia o&nbsp;poprzednich ośmiu godzinach. I&nbsp;na pewno by więcej płacili. A&nbsp;tak liceum, studia, podyplomówka, cztery miesiące bezrobocia i&nbsp;teraz w&nbsp;końcu od&nbsp;pół roku praca. Cholerna, pierdolona praca. W&nbsp;bibliotece. Kto by się spodziewał… Zresztą szkoda gadać o&nbsp;tym nawet. Świetna okazja… Załatwiona naturalnie po&nbsp;znajomości. Ciocia poszła na&nbsp;macierzyński i&nbsp;zwalniało się miejsce. “<em>Jak chcesz to&nbsp;pogadam z&nbsp;dyrekcją. Bo wiesz, pani Bożena z&nbsp;gromadzenia podobno chciała córkę wepchnąć. Dziewczyna wróciła z&nbsp;Anglii niedawno. Też tak jak ciebie na&nbsp;przeczekanie. Co…? Chcesz…? Załatwię.</em>” Nie spodziewał się że&nbsp;będzie to&nbsp;tak brzemienna w&nbsp;skutki rozmowa.</p>
<p style="text-align: justify;"><a name="more-1101"></a>Daje sobie jeszcze kilka miesięcy, może się odezwą z&nbsp;jakiejś firmy, może w&nbsp;cholerę wyjedzie do&nbsp;Australii. Trzydzieści sztuk wysyłanych co miesiąc CV musi w&nbsp;końcu przecież dać jakiś skutek. Wysyłanych naturalnie w&nbsp;służbowych kopertach, bo chyba jedynie to&nbsp;zostało żeby zemścić się na&nbsp;tej parszywej pracy.</p>
<p style="text-align: justify;">Na&nbsp;śniadanie dwie kanapki z&nbsp;pasztetem podlaskim, kubek herbaty marki “Minutka” i&nbsp;szklanka płynu powstałego z&nbsp;zagęszczonego koncentratu soku pomarańczowego. To&nbsp;wszystko co rano mógł zrobić żeby wzmocnić swój system immunologiczny przed pojawieniem się w&nbsp;ciemnych i&nbsp;zakurzonych pokojach Działu. Pokojach pełnych paprotek, serwetek, podróbek perfum marki Dolce&amp;Gabana, cukiereczków na&nbsp;spodeczkach, katalogów Avonu, starych drewnianych biureczek, obitych sztuczną skórą drzwi i&nbsp;wytartych klepek podłogowych. Wszystko niczym z&nbsp;koszmarnego skansenu minionej epoki. Wszystko wciąż żywe. Drugie śniadanko o&nbsp;10, pogaduszki, kawka. Ujadanie gębami, drobne uszczypliwości. Jak u&nbsp;Orwella – godzina nienawiści. Pani Maria obgada kreację Pani Joli, że&nbsp;taka stara a&nbsp;się jak młódka stroi. Pani Jola konfidencjonalnie zacznie mu opowiadać, że&nbsp;Maria jest jak but głupia, że&nbsp;mąż profesor to&nbsp;ją tu umieścił po&nbsp;znajomości i&nbsp;że to&nbsp;jego studentka kiedyś była, jej dziecko zrobił, nie było wyjścia. Potem obie obrzucą się pogardliwymi spojrzeniami w&nbsp;przejściu, a&nbsp;on wlepi na&nbsp;gębę zużyty uśmiech. Potem z&nbsp;kolei zobaczy jak obie poszeptują coś patrząc na&nbsp;pana Henryka, który akurat przyjdzie wymienić żarówkę. Młoda dziewczyna z&nbsp;magazynu też swoje zarobi. A&nbsp;pod koniec zmiany któraś na&nbsp;pewno zacznie się przymilać do&nbsp;niego żeby posiedział za&nbsp;nią do&nbsp;końca dyżuru bo ona ma wizytę u&nbsp;fryzjera.</p>
<p style="text-align: justify;">Potworzyce, dwulicowe maszkarony. Fałszywe, spiskujące. O&nbsp;nim pewnie też mają coś do&nbsp;powiedzenia. Kiedyś słyszał: “<em>Taki młody, nie mógł pracy znaleźć, fajtłapa, co to&nbsp;za facet jak w&nbsp;bibliotece pracuje, rozumu też za&nbsp;wiele nie ma. Taki sam jak ta jego ciotka. Mój syn, rok starszy od&nbsp;niego to&nbsp;w banku pracuje i&nbsp;już szefem został. Nie to&nbsp;co ten</em>”</p>
<p style="text-align: justify;">Zapętlające się kontakty, gra strategiczna, towarzyski węzeł gordyjski, symbiotyczne pasożyty. Psychiczne wampiry, wysysające radość życia, wysysające do&nbsp;ostatniej krztyny. Dwie stare baby, których nie usuną, nie przeniosą. Nikt ich nie chce, nikt nie ruszy, bo zostało im 3, albo 4 lata do&nbsp;emerytury. Taka to&nbsp;jest, budżetówka kurwa jej mać. Dziś coś w&nbsp;końcu z&nbsp;tym zrobi.</p>
<p style="text-align: justify;">Zacisnął mocniej dłoń na&nbsp;małym toporku, który wychodząc dziś do&nbsp;pracy zabrał z&nbsp;pawlacza. Z&nbsp;zamyślenia wyrwało go głośne skrzypnięcie przegubowego autobusu. Wyłaniający się zza zakrętu widok architektonicznej perły lat 80tych spowodował u&nbsp;niego przyspieszone bicie serca i&nbsp;szczękościsk jak u&nbsp;bulteriera.</p>
<p style="text-align: justify;">Tam gdzie się udawał był zdecydowanie zły dział. Dział zły.</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2010/01/dzial-zly/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

