Historie rodzinne

Chyba powoli jako historyk i członek mojej rodziny dojrzewam by zająć się zebraniem, zbadaniem, a kiedyś może opisaniem historii mojej rodziny. Czas upływa, zdjęcia blakną, pamięć staje się coraz zawodna, a ludzie niestety odchodzą. Lata studiów, z których wyniosłem wcale nie tak wiele wiedzy i jeszcze mniej wzorców z pewnością nauczyły mnie jednego – że historię zamiast nauczyć się, lepiej jest spróbować zrozumieć. A że niezbędnym elementem do jej poznania jest najpierw zebranie i spisanie jej okruchów to ktoś musi podjąć sie tego zadania. raczej przyjemności.

Zawsze najbardziej pociągało mnie obcowanie z materią historyczną na poziomie jak najbardziej bezpośrednim. Ad fontes chciałoby się rzec i dobrze, gdyż właśnie w nich znajdowałem zawsze największą przyjemność badawczą, lecz wielki żal mam iż nie pokazano nam i nie pokierowano ku źródłom innym niż drukowane. Źródło słowa – źródłu pamięci. To w ludzkich wspomnieniach kryje się najpiękniejsza historia.

 

[fragment albumu mojej babci Eugenii Rynarzewskiej]

 

Uzbrojony w aparat, dyktafon i skaner mogę chyba już zaczynać. Najwyższa pora i najwyższy obowiązek.

Black&White

Wakacje 2003 lub 2004, Zenit 312m, czarno-biała klisza. To był chyba ostatni raz kiedy zrobienie paru zdjęć sprawiło mi tak ogromną przyjemność. Analogowy aparat, ręcznie ustawiana ostrość, zabawa na całego.

Technicznie zdjęcia są koszmarem profesjonalnego fotografa, ale moimi rękoma (i nie tylko moimi) powstały zdjęcia z klimatem. Choć nie wszystkie ostre, nie wszystkie idealnie wykadrowane, to wszystkie zdają się opowiadać jakąś historię. Wszystkie maja coś co mógłbym nazwać „duszą”. Od cyfrowych różnią się nieprzewidywalnością, bo robiąc je nie wiedzieliśmy co z nich wyjdzie. Część kliszy jest nieczytelna, ale te kilkanaście zdjęć bardzo mi się podoba…

Służbowy skaner do mikrofilmów, GIMP, kilka minut czasu, WordPressowy blog, zero złotych. Czyż technologia nie daje wspaniałych możliwości?

Chyba trzeba odświeżyć Zenita. Naprawić go, bo zrywa klisze i kupić czarno-białą kliszę…