Za mną przeprowadzka. Pierwsza. Nowy rok 2010 zaczynam od dużej jak dla mnie (ale koniecznej i wyczekiwanej) zmiany jaką jest wyfrunięcie z rodzinnego Wipsowa do Olsztyna. Czyli jednym słowem ze wsi do miasta. Pomyślmy jak wygląda bilans zysków i strat:
około 2-3 godzin czasu dziennie poprzez zlikwidowanie dojazdów – obecnie mając do pracy na godzinę ósmą wstaję przeciętnie o 5.55 i o 7.50 jestem w pracy (daje to dwie godziny od wstania do dotarcia do pracy). Kończąc pracę średnio o 14.25 w domu jestem o 16.40 (!!!). Daje to prawie 2,5 godz. na dotarcie do domu. Liczę obecnie na proporcje czasowe: wstawać o 6.55, bo do pracy mam 5 minut 8 minut samochodem. W domu być o 14.40 ( bo z powrotem tez jest 5 minut 8 minut- dosłownie) zysk powinien więc wynieść godzinę rano i około 2 godzin przy powrocie. Dla mnie bomba. Kiedy mam na 12 do pracy w końcu coś realnie mogę popracować nad własnymi zadaniami, a nie spieszyć się na pociąg o 9.50 ;/. Z drugiej strony dokładam sobie przez to ochoczo na plecy kolejne porcje rzeczy do zrobienia.