Wojna Zombie – Max Brooks

World War Z: an Oral History of the Zombie War, po polskiemu „Wojna Zombie” [wydawnictwo Red Horse] bo tak brzmi tytuł perełki napisanej przez Maxa Brooksa, jest lekturą, która mnie przyjemnie zaskoczyła. Wymarzona na świąteczną przerwę, dla odseparowania się od wszędobylskich mikołajów, śnieżynek i filmów familijnych klasy B.

Poprzednie spotkanie z twórczością Brooksa utarło w mojej głowie obraz literatury zgrabnej, ale odtwórczej, dobrej ale bez błyskotliwych wypadów fabularnych. No ale poprzednio był to jedynie poradnik survivalowy na wypadek epidemii zombizmu. Tym razem otrzymaliśmy najprawdziwszą literaturę faktu. Cóż z tego że fakty te zostają zmyślone… ale za to jak! Sugestywnie, barwnie i tworzące całkiem logiczną i kompleksową całość.

Na Wojnę Zombie spojrzę także jako historyk, ponieważ autor oparł się na metodzie badawczej z pogranicza warsztatu reportera oraz historyka, czyli Oral History – historii mówionej. Stanowiącą to niezwykle interesujący sposób tworzenia narracji historycznych, a jak dowodzi m. in. omawiana książka doskonale nadaje się także do tworzenia interesujących fikcji literackich.  Metoda ta pozwala na stworzenie dużego realizmu opisywanych wrażeń, autor przeskakując z rozmówcy na rozmówcę, z tematu na temat, może w dość zwięzłej formie przedstawić całościowy obraz wydarzenia/zagadnienia. Podobne prace historyczne powstają na całym świecie, z tym zastrzeżeniem że dotyczą one jednak prawdziwych wydarzeń… w przeciwieństwie do omawianej książki :) . Brooks doskonale „dobrał” rozmówców, z którymi jego awatar – twórca raportu powojennego, przeprowadza wywiady. Mamy więc szeroką gamę przedstawicieli różnych klas społecznych i wzory ich zachowań, od Indyjskich wojskowych dowódców po standardową amerykańską rodzinę. Mamy tez szeroki zakres terytorialny, obejmujący cały świat, z którego pominięta została chyba jedynie Australia.

Historie/wywiady opowiadane w książce są ciekawe, większość z nich swobodnie mogłaby stanowić tematy dla oddzielnych książek. Jednak to właśnie ta skondensowana forma, powoduje że z kilku dobrych historyjek i kilku świetnych powstała fenomenalna książka. Autor błyska pomysłem, warsztatem i talentem.

Podobno w drodze już ekranizacja książki… może i dobrze, choć ja wolę swoje własne ekranizacje w wyobraźni powstające podczas zaczytywania się książką. Może mam trochę gorsze efekty specjalne, ale za to ja sam jestem jej reżyserem i jedynym widzem. Doskonale zaspokaja to moją próżność czytelniczą.

Książkę zdecydowanie polecam, a jeśli jeszcze nie macie prezentu dla jakiegoś fana twórczościa pana Romero to tą książką go uradujecie :) .

Historia-legenda-mit-topos? Opowieść o 47 roninach.

Do poniższych rozważań skłoniła mnie lektura książki Johna Allena „Opowieść o 47 roninach”.

Opowiada ona historię samurajów z zamku Ako, których pan z rodu Asano został skazany na śmierć za uchybienie dworskiej etykiecie, atakując na dworze shoguna Tokugawy Tsunayoshiego, jego dworzanina Kire, który go obraził. Sprawa zakończyła się nakazem rytualnego samobójstwa pana Asano, odebraniem mu włości oraz zhańbieniem poddanych mu samurajów. Bowiem zgodnie z kodeksem swojej kasty nie mogli oni żyć pod jednym niebem z zabójcą swego pana Kirą. Pozostało im popełnić samobójstwo, lub dokonać zemsty, której jednak zabronił im shogun. Ostatecznie wybrali oni jednak trzecią drogę, skazali się na ostateczne pohańbienie zostając roninami i wiodąc życie handlarzy, kupców oraz najemników. Na tym jednak polegał właśnie plan, gdyż Kira obawiając się zemsty szpiegował ich oraz ukrywał się za murami zamku shoguna. W taki sposób dawni samurajowie z Ako postanowili uśpić czujność swego nieprzyjaciela. Ostatecznie zaś po kilku latach dokonali zemsty, zabili Kirę, po czym uwiezieni przez shoguna zostali skazani na popełnienie seppuku. Za swoje czyny zyskali powszechny szacunek, stając się przykładem lojalności oraz wierności ideałom samurajów.

Tak w kilku jedynie słowach starałem się streścić fabułę, która nie jest zapewne dla czytelników żadną tajemnicą, gdyż legenda o zemście 47 roninów jest znana z wielu odwzorowań literackich oraz medialnych.

W tytule postawiłem pytanie o drogę od historii do mitu i toposu funkcjonującego w kulturze. Taki proces wyraźnie możemy zaobserwować na przykładzie tej właśnie historii. Jest to historia, a więc wydarzenia, które miały miejsce w określonym czasie i miejscu, potwierdzona są źródłami pisemnymi i materialnymi. Szybko w Japonii stała się ta historia opowieścią, powoli ewoluująca w legendę.

Gdy skończyła się zaś era samurajów i pewne zachowania, znaki które pozwalały w określony sposób odczytać tą opowieść zaniknęły, jedyne co pozostało to z legendy stanie się mitem. Motyw 47 roninów stał się dla Japończyków symbolem ich wartości narodowych: lojalności, poświęcenia, honoru. Pomaga on niby przypowieść lub średniowieczne exemplum wykładać te wartości ludziom żyjącym w całkowicie już odmiennym świecie.

Książka Allena [wydana po raz pierwszy w już 1970 roku, u nas zaś dopiero teraz] pomaga przekazać ten symbol ludziom kultury zachodu, którzy są jeszcze bardziej odlegli od wartości w nim przedstawianym. W tym też może tkwi nasze zafascynowanie, bo im bardziej egzotyczne coś nam się wydaje tym jest bardziej interesujące. Jak to jednak z legendą bywa jest wiele ich wersji i Allen, moim przynajmniej zdaniem, przetworzył ją w dość nudny, acz z kolei prawdopodobny i realistyczny sposób. Nie pozwolił sobie „zagrać” patosem w najbardziej bohaterskich momentach, za to rozciągając na wiele stron długi proces wyczekiwania na spełnienie zemsty.

Na przysłowiowy „zachód” nasza historia/legenda dotarła już w roku 1822 – wspomniana w książce Isaaca Titsingh‘sa Illustrations of Japan. Potem zaś szeroko spopularyzowana przez A.B. Mitforda w książce Tales of Old Japan z roku 1871. [Książka dostępna jest w dużych fragmentach w serwisie Google Booksearch - #Tales of Old Japan]. Następni zaś legenda ta zaczęła gdzieś krążyć, by powrócić w kulturze amerykańskiej po II wojnie światowej, kiedy to nastąpiło pewne zafascynowanie tym „dziwnym” narodem. Z kultury amerykańskiej zaś rozprzestrzeniła się na całą cywilizację „zachodnią” tworząc topos wierności i lojalności obecny w wielu utworach jako bezpośrednie odwołanie się do tej historii lub pośrednio wykorzystując jej symbolikę. Dochodzi tutaj często do tak dziwacznych mieszanek dwóch kultur jak np.: komiks Ronin Hood and the 47 Samurai czy odcinek programu historyczno-komediowego History Bites pt. Samurai Goodfellas przedstawiający historię roninów w stylu mafijnego Ojca Chrzestnego, a nawet jeden z odcinków serialu The Simpsons w którym Homer i Bart uwięzieni w Japonii odgrywają sztukę o 47 roninach w teatrze kabuki. Z braku miejsca nie wspomnę tu zaś o wielu przykładach obecności tego motywu w filmach.

[groby 47 roninów oraz ich pana na cmentarzu przy świątyni Sengaku-ji]

Wydaje mi się że historia zemsty i śmierci owych 47 roninów, stanowi już jeden z elementów nowej homogenicznej kultury ogólnoświatowej, która cały czas się kształtuje czerpiąc z róznych kultur narodowych. Zastanawia mnie tylko spoglądając na drogę i procesy jakie przeszła omawiana powyżej historia, czy jakis element naszej, polskiej historii, ma szansę z biegiem lat stać się takim symbolem. Choćby wymienić iż Amerykanie mają Alamo, Rosjanie generała Mroza, Niemcy Wunderwaffe, Anglicy Szarżę Lekkiej Brygady…. itd.

Jaki ekportowy towar z historycznych opowieści [mitów] rozpoznawalny na „zewnątrz” posiadamy my, Polacy? – Westerplatte? Sierpień 80? Odsiecz wiedeńska? Straceńcze Powstania Narodowe? Cud nad Wisłą? Ciekawe co….

Pozostaje mi więc zaprosić do lektry książki Johna Allena „Opowieść o 47 roninach” i życzyć żeby pobudziła ona was tak samo do rozważań jak mnie…

[dziękuje wydawnictwu Red Horse za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego]

John Allen, Opowieść o 47 roninach, wyd. Red Horse, Lublin 2008

Czy w Śródziemiu historię też piszą zwycięzcy?

Rozważania literacko-historyczne o dylogii Ostatni Powiernik Pierścienia.

Orkowie nie są krwiożerczymi bestiami… Mordor nie jest imperium zła… Wojna o Pierścień wcale nie wyglądała w taki sposób jak opisał to pewien stronniczy Anglik… Na takich założeniach swoją wersję wydarzeń znanych z „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena postanowił zbudować Kirył Jeskow w dwutomowej powieści Ostatni Powiernik Pierścienia. Jak więc wygląda wg niego świat Śródziemia po zakończeniu konflitu opisanego we tolkienowskiej epopei – najsławniejszej z epickich opowieści o walce dobra ze złem?

Nim przejdziemy jednak do rozważań nad samą książką, wypada zatrzymać się na chwilę nad problemem który legł u podwalin książki Jeskowa. Chodzi tu o stwierdzenie, iż historię piszą zwycięzcy. Dobrze znane powiedzenie, parafrazowane na wiele sposobów, niezmiennie zachowuje swoją aktualność o czym przekonać się możemy studiując historię odrobinę bardziej wnikliwie niż zalecają to podręczniki.

W roku 1944 w felietonie dla lewicowej gazety „Tribune” tak pisał o tym problemie George Orwell: Spośród milionów przykładów, które można by podać, wybiorę jeden, który – tak się składa akurat – można sprawdzić. W roku 1941 i 1942, gdy Luftwaffe była zajęta w Rosji, niemiecki radio raczyło swoich krajowych słuchaczy opowieściami o niszczących nalotach na Londyn. Obecnie wiadomo, że nigdy nie miały one miejsca. Cóż jednak przyszłoby nam z tej wiedzy, gdyby Niemcy podbiły Wielką Brytanię? Myśląc o przyszłych historykach, zapytajmy: czy nazistowskie naloty były, czy nie? Odpowiedź brzmi tak: jeśli Hitler będzie nadal rządzić – naloty były. Jeśli do tego czasu upadnie – żadnych nalotów nie było. [...] Historię piszą zwycięzcy. [źródło].

Tak też do analizy „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena podszedł Jeskow. Stara się przekonać czytelników, iż mają w tym przypadku do czynienia z pewnym relatywizmem historycznym. Rozebrał on tolkienowskie uniwersum na składniki pierwsze, po czym złożył je na powrót ukazując już całkowicie odmienną opowieść. Tak jak w prawdziwym życiu świat nie jest u niego dwubiegunowy, a zawiera całą gamę odcieni postaw moralnych zamykających się pomiędzy dobrem a złem – powodujących rozmycie ich granic. Monumentalne postacie Aragorna, Arweny czy Gandalfa, w rękach Jeskowa zyskują całkowicie nowe cechy: pychę, bezwzględność, próżność. Z kolei okazuje się że ork postępuje według honorowego regulaminu wojsk mordorskich i może być zakochany w pewnej trollicy.

W książce Jeskowa, Mordor stoi u progu rewolucji technicznej, w jednym z jego licznych uczelni technicznych odkryty zostaje proch, co stanowi zagrożenie dla dotychczasowej dominacji magii w świecie Ardy, czemu postanawiają przeciwdziałać magowie z Białej Rady oraz elfy. Wykorzystują do tego marionetkowe ludzkie królestwa Rohanu i Gondoru. Wszystko to ma zaś prowadzić do ostatecznego rozwiązania sprawy mord orskiej. Takie są wg wizji Jeskowa podwaliny konfliktu, w którym dotknięty katastrofą ekologiczną i niezdolny wykarmić się Mordor zostaje podbity. I w tym momencie rozpoczyna się zasadnicza intryga mająca doprowadzić, w ten czy inny sposób, do końca pewnej epoki….

Jeskow zdaje się lepiej niż Tolkien przedstawiać splot czynników ekonomiczno-politycznych, które decydują w dużej mierze o obliczu rzeczywistości i historii, obojętne czy jest to dwudziestowieczna europa, czy Śródziemie na początku 3 tysiąclecia Trzeciej Ery. I chyba właśnie w tym tkwi większość uroku Ostatniego Powiernika Pierścienia. Sama bowiem intryga oraz przynajmniej połowa objętości dylogii nie zachwyca ani oryginalnością ani walorami literackimi. Wtórność, dość wyraźne przenoszenie wizji naszego świata na grunt Śródziemia, które jest najczęstszym grzechem autorów fantastyki działa zdecydowanie „in minus”. Autor usilne utożsamia Umbar z Italią, zaś Harad i Khande z krajami „naszego” Bliskiego Wschodu z religią a’la islam. Sprawia to wrażenie pewnego lenistwa intelektualnego. Oryginalny świat wykreowany przez Tolkiena wolny był od takich uproszczeń i stanowiło to jeden z czynników jego sukcesu. Odbiorcy bowiem nie chcą zapewne czytać po raz kolejny o intrygach szpiegowskich we Włoszech i knowaniach islamskich terrorystów skoro sięgają po książkę dziejącą się w fantastycznym świecie. Śródziemie posiada tak olbrzymi potencjał, iż grzechem było go nie wykorzystać, szczególnie ze pierwsze kilkadziesiąt stron można uznać za naprawdę bardzo dobre i dotrzymujące kroku oryginalnemu „Władcy Pierścieni”. Kirył Jeskow musiał być świadom na jak trudny teren wkracza podejmując się napisania tej książki i że czymś naturalnym będzie ciągłe przyrównywanie jego dylogii do oryginału.

Niemniej książkę mogę z całą pewnością polecić. Ciekawa idea w niej zawarta, skłania do wielu przemyśleń i spojrzenia z całkowicie innej perspektywy na książki jakie czytaliśmy bądź będziemy mieli okazję przeczytać. Prawdy nie ma. Historia jest tworzywem w rękach zwycięzców, którzy z pozycji siły mogą w annałach zapisać swoją wersję wydarzeń.

Kirył Jeskow, Ostatni Powiernik Pierścienia, tom 1 i 2, wydawnictwo Red Horse 2007

[Dziękuję wydawnictwu Red Horse za udostępnienie egzemplarzy recenzyjnych]