Chwila refleksji i ciekawy przykład jak wędrują ludzkie [moje] myśli…

Pociąg do domu godz. 15:54 – na uszach mp3. Leci najlepszy polski jazzowy gitarzysta Jarek Śmietana, mój ulubiony kawałek pt. „Papierek Lakmusowy” z płyty „Talking Guitar” [POBIERZ TUTAJ]. Muzyka przecudnej urody i „leniwa” gitara elektryczna, która spokojnie jazzuje sobie i wprowadza w nastrój wakacyjno-relaksujący. W głowie od razu pojawiają się mi różne wspomnienia, różne obrazy:
Pusty peron na zapadłym dworcu kolejowym gdzieś hen hen, ja leże rozłożony na ławce, śpiwór pod głową. chylące się ku zachodowi słońce delikatnie świeci mi w oczy – naciągam głębiej słomkowy kapelusz. Czas zatrzymał się w miejscu… Przyjemny chłód wieczoru, schodzimy z jachtu do nadbrzeżnej knajpki na zasłużone zimne piwko. Przyjemny chłód zroszonego szkła w dłoni. Przeciągam palcem po szklance zmazując krople. Cisza i idealnie gładka tafla jeziora na widoku, odległe pokrzykiwania i śmiechy żeglarzy. Kolejny wieczór mazurskiego słonecznego rejsu. Problemy odpłynęły, w głowie przyjemna pustka…
Jednym słowem lato. Myślałem że w lato pociągi będą trochę mniej tłoczne. Pomyliłem się – pociąg relacji Olsztyn – Ełk przez Mikołajki – jeden z dwóch w ciągu całego dnia na tej trasie. Uprzednio jeździły dwa wagony, ale marszałek województwa nie dał pieniędzy od jakiegoś czasu jeździ jeden. Wynik prosty. Tłok porównywalny jedynie z tym w piętnastce jadącej na Kortowiadę. Wejdzie kobieta z wózkiem, ktoś z rowerem i jest strasznie. Duszno, tłoczno i niewygodnie. Brakuje jedynie grupy meksykanów z kurami i kozą na sznurku oraz kilku hindusów na dachu… Myślenie z głębokiego PRLu – „ich problem, niech się zmieszczą…”, nie obchodzi ich to że ktoś jeździ tym pociągiem codziennie z pracy…
Na uszach nadal Jarek Śmietana. Przyglądając się od jakiegoś czasu tytułom piosenek jazzowych z okresu PRLu rozmyślam jakie bajeczne formy one przybierają i jak musiały działać na przeciętnego demoluda który już wziął taką płytę w ręce. Choćby płyta Jarka Śmietany:
- Bieganie po Manhattanie / Manhattan Jogging – 3’14″
- Alisia – 4’45″
- Tabasco Song – 3’08″
- Podróżując we Śnie / Travellin’ In Dream – 4’13″
- Trzech Panów w Łódce / Three Men In A Boat – 4’05″
- Samba Carrera – 3’33″
- Papierek lakmusowy / Litmus – 3’12″
- Od siedmiu wzwyż / From Seven Up – 3’55″
- Polowanie na robaczka / Hunting A Bug – 4’12″
- Samochody w Pokrowcach / Cased Up Cars – 4’15″
Czyż to nie jest jakaś magiczna mieszanka. Powiew światowego życia w głębokiej dziurze Europy…? Czy choćby dla tego nie warto było pokochać jazzu? Przez 3 minuty i 14 sekund poczuć jak to jest uprawiać jogging w Nowym Jorku? Bezcenne, nawet jeśli zaraz w wiadomościach podają co nowego na VI Plenum a piwo sprzedają dopiero od trzynastej…
Wiadomość z ostatniej chwili! Vive la revolution ! PKP zmiękło właśnie w tym momencie, po kilku tygodniach, postawieni pod ścianą w końcu dadzą dziś dodatkowy wagon. Zmiękli w obliczu międzynarodowego skandalu. Pociąg pełen, a tu nagle pojawia się wycieczka dzieci z Rosji. Na szali zostaje położony międzynarodowy honor RP! Trzeba działać… a może tam jakieś dzieci z Syberii całą srogą zimę czekały żeby pojechać do Sorkwit na spływ Krutynią….
Syberia kojarzy mi się z książką „Przez Syberię na gapę” Romualda Koperskiego. Książka podróżnicza, piękna w swej prostocie, a jednocześnie pouczająca i mądra. Idealna na wakacje. Bo są takie książki które sie doskonale nadają na hamak, na plażę lub do pociągu w drodze nad morze lub góry. Co mógłbym jeszcze zaproponować na początek wakacji – jaka książka doskonale nadaje się do lekkiego a zarazem ciekawego rozpoczęcia wakacyjnego sezonu literackiego? Od wakacyjnych książek oczekuje przede wszystkim wprowadzania w inny świat, by umiały oderwać mnie od codzienności. Więc zdecydowanie polecić mogę „Luna to surowa pani” Heinleina, lub coś z Tolkiena – sam myślę czy nie przypomnieć sobie w tym roku „Silmarillionu” lub nie wziąć sie za „Niedokończone Opowieści”.
Niestety jednak to nie są dla mnie prawdziwe wakacje. zacząłem pracę, moment przełomowy w życiu – pierwsza „prawdziwa” stała praca, codzienna… Wydaje mi się że moment ten jest bardziej przełomowy w moim życiu niż mające nastąpić niedługo otrzymanie tytułu magistra, które wydaje mi się jakoś mało znaczące, mało nobilitujące i mające niezbyt wielki wpływ na moją przyszłość samo w sobie. Za to myśl, że już nigdy nie spędzę dwóch, ani trzech miesięcy w błogiej niezależności i wolności, jakoś mnie bardziej porusza i powoduje pewną nostalgię.
Więc ponownie przełączam na piosenkę nr 7 – Papierek Lakmusowy i wsłuchuje się w gitarę Jarka Śmietany. I wspominam. Zamknę oczy i się uśmiechnę bo wielka jest siła wyobraźni.