Muzyczna retrospekcja

O polskiej muzyce szarych powojennych lat głębokiego PRLu wbrew temu co by się mogło wydawać wiemy przeważnie niewiele. Znamy główne zespoły, które dały radę przetrwać do czasów „wolności” lub tak skutecznie sprzedały się władzy że tapetowano nimi każdy festiwal.  Skaldowie, Czerwone Gitary itp. Innych z kolei znamy najbardziej z ich lżejszych, mainstreamowych piosenek jak np Czesława Niemena czy grupę Breakout, a ich prawdziwa twórczość pozostaje nieznana.

Miałem ostatnio możliwość przeszkolenia się z muzyki trochę bardziej zapomnianej przygotowując prezentację do wykładu prof. Grzegorza Jasińskiego pt: „Pomiędzy „Marszową śpiewką” a „Balladą o Nutrońcach”. Oblicza polskiej muzyki rockowej na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych” który wygłosił na 17 Ogólnopolskim Zjeździe Studentów Historyków w Olsztynie w połowie kwietnia. Poniżej kilka z wrzuconych na tubę i nieudolnie wykonanych „tymy rencamy” teledysków.

Podczas słuchania należy zwrócić uwagę głównie na treść piosenek, która dziś wywołuje często szeroki uśmiech. No i ci ludzie na zdjęciach [głównie skany oryginalnych okładek i "książeczek"]:

  • Test – Żółw na Galapagos:

httpv://www.youtube.com/watch?v=3y_zsD8-1m4

  • Nurt – Parter na klaustrofobię

httpv://www.youtube.com/watch?v=CGq0ATDQnQg

  • Romulad i Roman – Towarowy rusza do Indii [fragment]

httpv://www.youtube.com/watch?v=UCKwmxXEsds

I best of the best:

  • Zdrój Jana – Ballada o nutrońcach

httpv://www.youtube.com/watch?v=iVO94vQL9hc

Każdy kawałek prezentuje inny zapomniany zespół. I bardzo szkoda, że zapomniany, bo miały one COŚ do zaoferowania. Co prawda przeważnie kopiują muzykę w mniejszym lub większym stopniu od swoich braci z zachodu, jednak jako całość tworzą odświeżającą jakość. Szczególnie dziś w papce szołbizu i wytwórnianych „odkryć”. To byli chłopaki, które dobrze bawili się muzyką, jednak nie dorośli do profesjonalizmu. Nie było im todane,  a socjalistyczna ojczyzna zdecydowanie nie sprzyjała muzyce funkcjonującej poza głównym obiegiem. Z czasem zespoły umierały na prozę życia i rozpadały się na muzyków, którzy szukali zarobku w nurcie koryta lub np. fabryce opon samochodowych w Dębicy.

Jeśli chcecie posłuchać więcej tego typu psychodelicznej :) muzyki, zapraszam na mój kanał na youtube: Ozi84. Polecam

Głowa myśli

Chwila refleksji i ciekawy przykład jak wędrują ludzkie [moje] myśli…

Pociąg do domu godz. 15:54 – na uszach mp3. Leci najlepszy polski jazzowy gitarzysta Jarek Śmietana, mój ulubiony kawałek pt. „Papierek Lakmusowy” z płyty „Talking Guitar” [POBIERZ TUTAJ]. Muzyka przecudnej urody i „leniwa” gitara elektryczna, która spokojnie jazzuje sobie i wprowadza w nastrój wakacyjno-relaksujący. W głowie od razu pojawiają się mi różne wspomnienia, różne obrazy:

Pusty peron na zapadłym dworcu kolejowym gdzieś hen hen, ja leże rozłożony na ławce, śpiwór pod głową. chylące się ku zachodowi słońce delikatnie świeci mi w oczy – naciągam głębiej słomkowy kapelusz. Czas zatrzymał się w miejscu… Przyjemny chłód wieczoru, schodzimy z jachtu do nadbrzeżnej knajpki na zasłużone zimne piwko. Przyjemny chłód zroszonego szkła w dłoni. Przeciągam palcem po szklance zmazując krople. Cisza i idealnie gładka tafla jeziora na widoku, odległe pokrzykiwania i śmiechy żeglarzy. Kolejny wieczór mazurskiego słonecznego rejsu. Problemy odpłynęły, w głowie przyjemna pustka…

Jednym słowem lato. Myślałem że w lato pociągi będą trochę mniej tłoczne. Pomyliłem się – pociąg relacji Olsztyn – Ełk przez Mikołajki – jeden z dwóch w ciągu całego dnia na tej trasie. Uprzednio jeździły dwa wagony, ale marszałek województwa nie dał pieniędzy od jakiegoś czasu jeździ jeden. Wynik prosty. Tłok porównywalny jedynie z tym w piętnastce jadącej na Kortowiadę. Wejdzie kobieta z wózkiem, ktoś z rowerem i jest strasznie. Duszno, tłoczno i niewygodnie. Brakuje jedynie grupy meksykanów z kurami i kozą na sznurku oraz kilku hindusów na dachu… Myślenie z głębokiego PRLu – „ich problem, niech się zmieszczą…”, nie obchodzi ich to że ktoś jeździ tym pociągiem codziennie z pracy…

Na uszach nadal Jarek Śmietana. Przyglądając się od jakiegoś czasu tytułom piosenek jazzowych z okresu PRLu rozmyślam jakie bajeczne formy one przybierają i jak musiały działać na przeciętnego demoluda który już wziął taką płytę w ręce. Choćby płyta Jarka Śmietany:

  1. Bieganie po Manhattanie / Manhattan Jogging – 3’14″
  2. Alisia – 4’45″
  3. Tabasco Song – 3’08″
  4. Podróżując we Śnie / Travellin’ In Dream – 4’13″
  5. Trzech Panów w Łódce / Three Men In A Boat – 4’05″
  6. Samba Carrera – 3’33″
  7. Papierek lakmusowy / Litmus – 3’12″
  8. Od siedmiu wzwyż / From Seven Up – 3’55″
  9. Polowanie na robaczka / Hunting A Bug – 4’12″
  10. Samochody w Pokrowcach / Cased Up Cars – 4’15″

Czyż to nie jest jakaś magiczna mieszanka. Powiew światowego życia w głębokiej dziurze Europy…? Czy choćby dla tego nie warto było pokochać jazzu? Przez 3 minuty i 14 sekund poczuć jak to jest uprawiać jogging w Nowym Jorku? Bezcenne, nawet jeśli zaraz w wiadomościach podają co nowego na VI Plenum a piwo sprzedają dopiero od trzynastej…

Wiadomość z ostatniej chwili! Vive la revolution ! PKP zmiękło właśnie w tym momencie, po kilku tygodniach, postawieni pod ścianą w końcu dadzą dziś dodatkowy wagon. Zmiękli w obliczu międzynarodowego skandalu. Pociąg pełen, a tu nagle pojawia się wycieczka dzieci z Rosji. Na szali zostaje położony międzynarodowy honor RP! Trzeba działać… a może tam jakieś dzieci z Syberii całą srogą zimę czekały żeby pojechać do Sorkwit na spływ Krutynią….

Syberia kojarzy mi się z książką „Przez Syberię na gapę” Romualda Koperskiego. Książka podróżnicza, piękna w swej prostocie, a jednocześnie pouczająca i mądra. Idealna na wakacje. Bo są takie książki które sie doskonale nadają na hamak, na plażę lub do pociągu w drodze nad morze lub góry. Co mógłbym jeszcze zaproponować na początek wakacji – jaka książka doskonale nadaje się do lekkiego a zarazem ciekawego rozpoczęcia wakacyjnego sezonu literackiego? Od wakacyjnych książek oczekuje przede wszystkim wprowadzania w inny świat, by umiały oderwać mnie od codzienności. Więc zdecydowanie polecić mogę „Luna to surowa pani” Heinleina, lub coś z Tolkiena – sam myślę czy nie przypomnieć sobie w tym roku „Silmarillionu” lub nie wziąć sie za „Niedokończone Opowieści”.

Niestety jednak to nie są dla mnie prawdziwe wakacje. zacząłem pracę, moment przełomowy w życiu – pierwsza „prawdziwa” stała praca, codzienna… Wydaje mi się że moment ten jest bardziej przełomowy w moim życiu niż mające nastąpić niedługo otrzymanie tytułu magistra, które wydaje mi się jakoś mało znaczące, mało nobilitujące i mające niezbyt wielki wpływ na moją przyszłość samo w sobie. Za to myśl, że już nigdy nie spędzę dwóch, ani trzech miesięcy w błogiej niezależności i wolności, jakoś mnie bardziej porusza i powoduje pewną nostalgię.

Więc ponownie przełączam na piosenkę nr 7 – Papierek Lakmusowy i wsłuchuje się w gitarę Jarka Śmietany. I wspominam. Zamknę oczy i się uśmiechnę bo wielka jest siła wyobraźni.

Towarzysz Szmaciak – Janusza Szpotańskiego

Satyra w PRL była jednym ze sposobów odreagowania licznych absurdów i świństw wyrządzanych ludziom, jakimi charakteryzowała się ówczesna epoka. Czy lata stalinizmu, epoka Gomułki czy solidarnościowa ofensywa lat 80tych satyrycy tworzyli. Jedyna różnica polegała na tym iż początkowo utwory te powstawały na użytek własny, nikt nie warzył się na ich publikowanie, zaś schyłkowy PRL to rozkwit bareizmów i wszelkiego kabaretów.

Był jednak taki czas kiedy za uprawianie satyry można było zostać wsadzonym do więzienie… i to nawet nie trzeba było owej satyry drukować… wystarczyło ją na imprezie wyrecytować. Rozprawa, wyrok i prawie 3 lata odsiadki.

To właśnie Janusz Szpotański [nota biograficzna] był bohaterem takiego absurdalnego wyroku. Kilka chwil uwagi poświęcił mu nawet sam Gomułka w jednym ze swoich płomiennych przemówień, co przyniosło mu niemałą sławę w „towarzystwie” yntelygenckiej Warszawy. Był autorem kilku znanych ówcześnie satyr m.in : opera „Cisi i gęgacze”, „Kartoflarnia”, „Ballada o Łupaszce”, „Caryca i Zierkało”, „Towarzysz Szmaciak”. Szpotański sam nigdy nie mówił o sobie że jest literatem choć za takiego był uważany. W przedmowie do antologii swoich utworów, stwierdził zę jeśli patrzyć na jego karierę zawodową przez pryzmat legitymacji to jest szachistą, ponieważ taką legitymację ma najdłużej i jest mu ona najmilsza. Utwory swoje Szpotański jak sam mówił tworzył doraźnie jako reakcję na codzienną frustrację i stres towarzyszący życiu w ludowej ojczyźnie. Stąd też są to utwory dzisiaj już dla mojego pokolenia częściowo nieczytelne. Pomimo tego taki majstersztyk jak Towarzysz Szmaciak jest genialnym uchwyceniem ówczesnej rzeczywistości, mechanizmów sterujących władzą na poszczególnych szczeblach. Wystarczy podstawowa wiedza o historii PRL by uśmiać się setnie z przedstawionych tam epizodów. Olbrzymia błyskotliwość i inteligencja jaką Szpotański zdołał utkać opowieść zachwyca. tytułowy towarzysz Szmaciak, Deptała, Maczuga, Rurka, Gnom, Bagno, generał Ślepowron to postacie zarówno uniwersalne jak i personalnie możliwe do zidentyfikowania.

Szpotański został podobno wzięty pod lupę przez bezpiekę właśnie za recytowanie swoich poematów na różnych rautach i przyjęciach. Podobno nagrywano z tego taśmy z podsłuchów stanowiące dowód w procesie. Swoją drogą, ciekawi mnie czy owe taśmy gdzieś miały szansę się jeszcze zachować. Oryginalne zapisy owych imprez towarzyskich z recytacją poematów Szpotańskiego były by prawdziwym skarbem.

Polskie Radio niedawno wyprodukowało słuchowisko oparte na trzech poematach Szpotańskiego dotyczących Szmaciaka. Jako że akurat mam przyjemność ich słuchać, muszę przyznać że jest to prawdziwy majstersztyk. Doborowa obsada [Zbigniew Zapasiewicz, Marian Opania, Andrzej Zaorski, Janusz Zaorski, Jan Kociniak, Andrzej Fedorowicz, Krzysztof Kowalewski] oraz ciekawe opracowanie dźwiękowe uzupełniające poemat nagraniami z epoki oraz soc-muzyką. Nadmienię że słuchowisko można jeszcze złowić gdzieś w przestworzach internetu.

Towarzysza Szmaciaka możecie zaś poczytać sobie w internecie np. [TUTAJ]

Polecam satyryczne utwory Janusza Szpotańskiego.

Tajemnica Złotej Maczety

Może ktoś z was pamięta taki komiks z końca lat 80tych. Sześcioodcinkowa opowieść rodem z PRL. Historia o dwóch chłopcach, którzy sprowadzają się z rodziną do nowego miasta, gdzie ich tata jest inżynierem w kombinacie ;]. Idealna socjalistyczna familia… Bracia zaprzyjaźniają się z rówieśnikami oraz poznają pana Witolda, starszego człowieka, weterana II Wojny Światowej, który opowiada im przygody jakie spotkały go na frontach – od wojny obronnej 1939 do lotów dla Powstania Warszawskiego i powrotu do kraju, a wszystko okraszone jeszcze tajemnicą pewnej złotej maczety…

Był to jeden z czytanych wielokrotnie przeze mnie w dzieciństwie albumów, obok wielu wielu innych [o czym kiedy indziej]. Jakoś nie zauważałem jednak wówczas perelowskiej propagandy, a poziom wiedzy historycznej nie pozwalał na zauważenie pewnych przemilczeń i manipulacji dokonanych na naszej przeszłości. Dla mnie wówczas była to po prostu fajna opowieść przygodowa, w której mogłem zobaczyć, jak to na walczą wojnie i strzelają się i samoloty, i karabiny i takie sielankowe życie w demolandzie i pomarzyć że może kiedyś mi też przydarzą się takie przygody. Pod tym względem komiks jest trafiony.

Wrażenia po kilkunastu latach: graficznie średniawy, fabularnie słaby, faktograficznie widzę pewne celowe zabiegi mające przedstawić historię w określony sposób, a propaganda sukcesu socjalistycznej ojczyzny jest rażąca… no ale wspomnienia są wspomnieniami i sentyment mam.

Niestety z całej posiadanej przeze mnie kolekcji 6 części ostały się jedynie dwie, gdyż drogą wymiany pozbyłem się części w zamian za Klosssy gdzieś pod koniec podstawówki. Niemniej odnalazłem całość dzięki kolegom piratom/bandytom i jako zwyrodnialec udostępniam dalej dostępne na moim Chomiku spakowane w jednej paczce. Można je ściągnąć –> TUTAJ

A potem się dziwią że ich dzieci poszły na historię jak sie naczytały różnych takich komiksów ;] hehehehe