… bo czasem słowa są zbędne. wystarczy posłuchać i zrozumieć.
MADREDEUS – Haja o Que Houver
httpv://pl.youtube.com/watch?v=4z1l3Mop0_A
… bo czasem słowa są zbędne. wystarczy posłuchać i zrozumieć.
MADREDEUS – Haja o Que Houver
httpv://pl.youtube.com/watch?v=4z1l3Mop0_A

Czy myśleliście kiedyś o sobie jako o filmie, o swoim życiu jako ruchomym, niemym obrazie pod który podkładacie muzykę. Tworzycie soundtrack do swojego życia. Może to być piosenka jedna, może być ich kilka, może być ich kilkadziesiąt… Dla każdego momentu, każdej sytuacji podpinacie odpowiednią piosenkę, bądź melodię. Dla różnych okresów muzyka różni się tak jak różnicie się wy teraz i wy sprzed 10 lat. Jeśli postawiono by przed wami takie zadanie czy umielibyście stworzyć soundtrack do swojego życia? Jak sam zauważyłem do listy soundtracku dostają się czasem piosenki całkiem dziwne i nie odzwierciedla on tego co słucham na codzień – raczej jest to obraz namalowany przez ekspresjonistę. Różne motywy razem niepasujące do siebie zestawione w odpowiedni sposób
Często o tym myślę i często natrafiam na piosenki, które jakoś dziwnie ( a może wcale nie dziwnie) trafiają w sedno tego co w danym momencie czuje i myślę. Na ten utwór do mojego soundtracku natrafiłem u Skem.
Obecny moment i stan ducha w moim życiu chyba opisuje poniższy utwór – wszystko jest dobrze, nie ma poważnych zmartwień, ciesze się z tego kim jestem, jaki jestem i mam wiarę w życie. czasem bywa gorzej, jednak wtedy trzeba wrócić do swojego wnętrza, bo moje szczęście jest przede wszystkim we mnie…
Ayo. – Life is Real z płyty Joyful
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=qYzrYXRGWkU]
[dla tych co czytaci i rozumiaci po angielski polecam lekturę fragmentu tekstu piosenki Ayo. Mądre rzeczy tam można wyczytać. Bardzo mądre. Zgadza się z nimi w pełni i stosuje. Miło jest odkryć kiedy ktoś śpiewa choćby w części o tobie]
Some people say that i’m to open
they say it’s not good to let them know everything about me
and they say one day they will use every little things against me
but i don’t mind maybe they’re right
that’s just how it is and i got nothing to hide.i live my life the way i want
i got nothing to hide nothing at all l
ife is not a fairy tale life is about more
cause life is real.A friend of mine gave me an advice
he saiybe careful and think twice before you talk about your life
protect yourself just keep quiet
the more they know the harder they try
to spoil your ways to spread lies
and even though i know he could be right i just said i..i live my life the way i want
i got nothing to hide nothing at all
life is not a fairy tale life is about more cause life is real
Wracając jednak do mojego soundtracku to składa sie on zdecydowanie z melodii spokojnych i nieśpiesznych, tak jak wiodę swój żywot. Piosenki które zdecydowanie mogę do niego wrzucić to:
Imogen Heap – Hide and Seek
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=5cpSv2mNhhc]
A także kilka innych piosenek, które miałem pod ręką [pod klawiszem w zasadzie]:
- Tom Helsen – Sun in Her Eyes
- Nada Surf – The Blankest Year
Jadąc ostatnio samochodem, w radiowej Trójce usłyszałem zapomnianą, genialną piosenkę… potem kolejną. Gdybym miał depresję to z pewnością wyleczyłyby mnie one ze wszystkich objawów, jednak ona po prostu wprowadziły mnie w świetny humor. Niezwykłe, porywające – pure energy, pure happiness.
Phil Collins – Wear my hat
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=JlklbPvKfb4]
Phil Collins – Dance into the light
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=_E6Le1Ooi8I&feature=related]
Potem usłyszałem kolejne melodie. Uderzenie w całkowicie drugi biegun – dwie inne genialne piosenki Collinsa – nostalgiczne, smutne i skłaniające do przemyśleń. Taki chillout na smutno.
Phil Collins – Another day in paradise
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=ftlYLcEW_I4]
Phil Collins -In the air tonight
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=Gz7gajAb2ww&feature=related]
I za to chyba właśnie trzeba muzykę choć czasem pokochać, że ma tak ogromny wpływ na nasze emocje. Za to ze 3-minutowy utwór może nasz dzień zasnuć chmurami, a czasem zamienić go w pasmo uśmiechu.
Poranne wstawanie w poniedziałkowy poranek to niekoniecznie musi być mordęga z poczuciem odsiadki wyroku. W myślach pozostaje przykre uczucie że skończyło się coś pięknego [weekend], a najlepszym lekarstwem na to jest poranna dawka energii w postaci muzyki. Jeśli nie ma akurat pod ręką mojego ulubionego Beautiful Day zespołu U2 to można zdać się na inną melodię, która nas podbuduje. Na szczęscie stacje radiowe biorą to widać pod uwagę puszczając z rana odpowiednią do tego muzykę. Dziś odkryłem, że równie dobrze jako rozpędzasz sprawdza się piosenka zespołu Blenders – Poniedziałek:
[audio http://www.chomikuj.pl/rynarzewski/Muzyka/blenders-poniedzialek.mp3]
Przebój stary, ale doskonale oddający codzienność nie tylko poniedziałkową. Po raz kolejny sprawdza się stwierdzenie, że dobre kawałki się nie starzeją. Z tą muzyką na uszach, przemierzając puste ulice o 6:45, jakoś miałem ochotę się uśmiechać. Bo przecież życie nie jest takie w końcu złe.
*[tekst na zdjęciu celowo nie jest tym z piosenki, cobym kopyrajtów nie dajcie bogowie nie złamał]
Może i trochę jestem opóźniony, ale lepiej późno niż wcale… odkryłem niedawno płytę zespołu Lao Che „Powstanie Warszawskie„. Genialne muzyczno-słuchowiskowe przedstawienie, w którym mieszają się style muzyczne i wybuchają emocje związane z jednym z najtragiczniejszych epizodów „naszej” II Wojny Światowej. Jestem pod olbrzymim wrażeniem…
Album Powstanie Warszawskie wydany został w marcu 2005 roku i jest uważana za najważniejsze wydawnictwo muzyczne tego roku. O płycie niech wypowiedzą się sami jej twórcy:
„Powstanie Warszawskie to zjawisko tak bardzo osobliwe, że trudno przypisać mu jakiekolwiek analogie. Dla nas – bez względu na różnorodne kontrowersje, które ten temat powoduje – jest to okres historyczny przede wszystkim przesycony romantyzmem. Postanowiliśmy napisać płytę o owym czasie, czasie prób człowieczego morale. Bestialstwo kontra uniesienie młodzieńczej odwagi, przyjaźni, współistnienia w warunkach tak dalece ekstremalnych, że niemożliwych do pełnego odczucia przez nas – ludzi teraźniejszości. Jedyne co możemy to iść drogą wyobraźni. Powstanie Warszawskie to płyta-słuchowisko złożona z 10 kompozycji, których najważniejszym zadaniem jest pokazanie poprzez dźwięki owego świata. Układ płyty oraz aranżacje utworów odpowiadają realiom historycznym, które miały bardzo duży wpływ na nasze tworzenie. Postaraliśmy się aby scenariusz przedstawiał się dokładnie tak jak faktyczne zdarzenia owych dni. Chcielibyśmy, aby słuchacze poczuli choć namiastkę tamtych emocji.”
Lao Che – Zrzuty
[audio http://www.chomikuj.pl/rynarzewski/Muzyka/Lao+Che+-+Powstanie+Warszawskie/Powstanie+Warszawskie+-+04+-+Zrzuty.mp3]
Trzeba zwrócić, przy okazji, uwagę na wartość popularyzacyjno-edukacyjną takiego przedsięwzięcia jak nagrania zespołu Lao Che. Zainteresowanie młodego pokolenia tymi wydarzeniami poprzez popularną muzykę z pewnością jest drogą, która ułatwi zaszczepienie, choć kilku faktów z tamtej epoki, a może dla części będzie inspiracją do dalszego zgłębienia historii Powstania 44. Wydarzenia sprzed ponad 60 lat zacierają się w naszej świadomości więc trzeba cały czas szukać drogi by utrzymać ją żywą wśród kolejnych pokoleń. Jednocześnie nie można popaść w zbytnią mitologizację i odrealnienie Powstania. Wydaje mi się, że Lao Che uniknęło tych pułapek.
[audio http://www.chomikuj.pl/Aradia/Muzyka/Lao+Che/Powstanie+Warszawskie/Powstanie+Warszawskie+-+03+-+Barykada.mp3]
[słuchając tej piosenki, starając się wczuć w sytuacje tych młodych ludzi z batalionu Zośka na Woli, cały się rozpadam]
We mnie „Powstanie Warszawskie” wzbudza olbrzymie emocje. Wsłuchanie się w teksty, przesłuchanie całości tego słuchowiska zmusza do zastanowienia się nad losem tysięcy młodych ludzi, którzy oddali życie za ideały – wolność, Polskę, ojczyznę. Porażające i jakby niepojmowane zdaje się być to, że w beznadziejnej walce gotowi byli poświęcić się oddając wszystko to czego jeszcze nie zdążyli poznać. Czy sam byłbym gotów na takie poświęcenie. Szczera odpowiedz to: nie wiem. I czy w takim razie jestem coś winien tym ludziom, którzy odważyli się walczyć. Z pewnością jestem im winny pamięć.
Z całą odpowiedzialnością POLECAM płytę Lao Che „Powstanie Warszawskie” jako naprawdę dobry kawał muzyki, a zarazem podróż w historię, bo w końcu kto może zrozumieć emocje targające ludźmi z tamtego pokolenia, jeśli nie ich dzisiejsi rówieśnicy. W gruncie rzeczy jesteśmy przecież tacy sami…
Całą płytę można nielegalnie ściągnąć TUTAJ