Na srebrnym globie [1976-1988] reż. Andrzej Żuławski

Wydawnictwo kanału filmowego Kino Polska wydaje niezwykle ciekawe reżyserskie pakiety w serii Arcydzieła Polskiego Kina. Miałem możliwość obejrzeć niedawno pochodzący z tej kolekcji film Andrzeja Żuławskiego (jeden z trzech w pakiecie) pod tytułem: Na srebrnym globie. Obraz niezwykły i ciekawy… także ze względów pozafilmowych.

Obraz ten jest ekranizacją prozy Jerzego Żuławskiego, znanego literata, fantasty młodopolskiego. Jest on ni mniej ni więcej tylko stryjecznym dziadkiem reżysera obrazu Andrzeja Żuławskiego. Powierzenie nakręcenia fantastycznej superprodukcji władze PRL, poza światową renomą i umiejętnościami, powierzyły mu między innymi także z tego względu.

Fabuła dla osób, które nie czytały trylogii Żuławskiego (Jerzego), czego ja niestety także o ile mnie pamięć czyni nie zrobiłem, jest dość trudna do streszczenia. W kilku słowach opiera się jednak na tym że prymitywni mieszkańcy ziemiopodonej planety znajdują kawałek żelastwa, który postanawiają dostarczyć rezydującym w jakimś rodzaju stacji nasłuchowej traktowanym jak bóstwa kosmonautom. Ci po odcyfrowaniu zapisanych w pamięci, jak się okazało, prymitywnej sondy, obrazów odnajdują pamiętnik z nieudanej ekspedycji kolonizacyjnej. Akcja przenosi się na opisywaną w pamiętniku planetę. Jest ona surowa, pusta i spowita w dziwnym granatowo-szarym blasku. Tam też po rozbiciu się statku muszą starać się przeżyć kosmonauci rozbitkowie. Jeden z pośród tych którzy przeżyli umiera w trakcie podróży, zaś pozostała trójka: kobieta i dwóch mężczyzn, zakładają osiedle i próbują żyć. Stopniowo rodzą im się dzieci, które są zaczątkiem kolejnych pokoleń. Ulegają oni jednak stopniowemu dziczeniu, stając się prymitywną kulturą plemienną.

Na tym zakończę opis fabuły, żeby ustrzec się spoilerów. Od strony technicznej film jest wykonany bardzo ciekawie jak na koniec lat 70tych. Jest to chyba najwcześniejszy znany mi przykład obrazu kręconego w dużej mierze „z ręki” widzimy charakterystyczne rozbiegane ruchy kamery, patrzymy z punktu widzenia coraz to innego bohatera. Właściwie to patrzymy z punktu widzenia ich osobistych kamer rejestrujących wyprawę.  Na prawdę robi wrażenie, jeśli przypomnimy sobie nudne i sztywne produkcje z tamtego okresu . Tutaj mamy zaś nowatorskiego reżysera, który nie boi się zastosować nowatorskich metod. Oprócz kamery z ręki, mamy więc jeszcze ów dziwny filtr koloryzujący życie na obcej plancie i bardzo udanie imitujący światło obcej gwiazdy. Mamy też ekspresyjne role, najeżony emocjami i wręcz opętańczy styl gry, co jest najczęściej pojawiającym się określeniem wobec sposobu kierowania aktorami przez Żuławskiego. Wszystko robi fenomenalne wrażenie. Szczerze nie chce się wierzyć, że coś takiego można było wówczas kręcić w mainstreamie.

Można było, jednak jak się okazało w trakcie realizacji, do pewnego tylko czasu. Film po dwóch latach kręcenia, w momencie zakończenia 3/4 zdjęć, został nagle zablokowany. Odgórnym nakazem ówczesnego ministra kultury Janusza Wilhelmi wstrzymano wszelkie prace zaś dekoracje i kostiumy, które zostały już wówczas przygotowane do końcowych scen, skazano na zniszczenie. Zarzutem była olbrzymia kosztochłonność produkcji, rujnująca polski przemysł filmowy. Po latach mit ten wciąż stara się obalać sam reżyser filmu, który opisuje, chałupnicze wręcz metody jakimi realizowano tą superprodukcję SF.  Władza dopięła jednak swego i film pozostał niedokończony. Jedynie cudem ocalał dekadę po której Żuławski w miejsce scen brakujących dokręcił sceny z wizerunkiem warszawy oraz swoim głosem tłumaczącym co powinno się znaleźć w danym momencie.

Na tym zakończę rozpisywanie się bo o perypetiach tego ciekawego filmu można by wiele opowiadać.  Na koniec pozostaje więc podzielić się moimi refleksjami osobistymi. Film „Na srebrnym globie” jest niezwykle ciekawym przykładem zmarnowanych szans. Genialne kostiumy, realistyczna gra aktorska, świetna scenografia, której pozazdrościć mógłby nawet Kubrick. Pięknie i sugestywnie wykreowany świat. Jednym słowem film wyprzedzający swoją epokę. Z drugiej strony w warstwie tekstowej trudny, bardzo symboliczny, wręcz filozofujący. Niestety nie wiemy jak wyglądałby on w momencie gdyby udało się go dokończyć. Być może brakujące sceny spięły by go klamrą, która trochę wyprostowałaby jego zawiłości. Wersja końcowa dzięki współczesnym dokrętkom i komentarzowi uzyskała niezwykle ciekawy klimat zarazem filmu SF, jak i dokumentu odsłaniającego proces twórczy. Doskonały przykład na to że proces twórczy trwa do ostatniego momentu, do ostatniego tknięcia dzieła przez artystę. Dopiero wtedy możemy powiedzieć czym jest jego dzieło. W przypadku tego filmu zostało to sztucznie przerwane. Pomimo iż jest to film długi i momentami nużący, wywodzący na manowce i dezorientujący widza, to uważa, że koniecznie trzeba go obejrzeć. Obowiązkowa misja dla każdego filmofila.

[fragment filmu]

httpv://www.youtube.com/watch?v=YhMu149W6V4

Dla tych co już bedą oglądać: Pierwsza scena i kostiumy pierwszych dzikusów, moim zdaniem arcydzieło. Na tle innych, także zagranicznych filmów SF z podgatunku społeczno-filozoficznego film „Na srebrnym globie” zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Jest to zdecydowanie jednocześnie film SF, jak  artystyczny, może wręcz eksperymentalny. Ciekawi mnie odbiór go na zachodzie…

Szybka aktualizacja: Na zachodzie jak sprawdziłem w IMDb odbiór filmu bardzo dobry. Ogólnie przewija się porównanie, że pewnie w tym stylu wyglądałaby nie zrealizowana nigdy przez Jodorowsky’ego Diuna.

Polecam: szersze opracowanie na temat filmu Na srebrnym globie w serwisie Film Polski. Na prawdę warto sięgnąć do jego lektury. Bardzo.

Trzy książki. Odć 1.

ksiazki3

Co prawda Światowy Dzień Książki już za nami, ale puszczam w neta wirusowego posta-zabawę – napisz tekst o trzech książkach. Ciekawych, pouczających, tych do których zawsze wracasz itp.  Muszą one posiadać jeden wspólny czynnik, który je łączy, jakąś oś wokół której oplatamy swojego posta. Zainspirowała mnie do tego rubryka w serwisie NPR.

W pierwszym odcinku chciałbym przedstawić trzy książki, które najbardziej zapamiętałem ze swojego dzieciństwa.

  1. Moje najwcześniejsze jeszcze pre-literackie wspomnienie  dotyczy obrazkowej książeczki dla dzieci. Nie wiem już dziś jaki miała ona tytuł, kto był jej autorem, jednak dokładnie pamiętam jej treść. Opowiadała ona o budowie bloku, od wykopania fundamentów do wprowadzenia do niego PRLudzi. Jako że byłem szkrabem moja mama „czytała” mi a raczej opowiadała co się dzieje w tej książce, bo tam nie było żadnego tekstu, same obrazki. Ja zaś zawsze domagałem się innej wersji opowieści.
  2. Drugą książką jest znana chyba wszystkim książka Adama Bahdaja „Podróż za jeden uśmiech”. Opowieść o dwóch chłopcach i ich przygodach w trakcie samodzielnej wakacyjnej podróży. Pamiętam jak dziś bordową okładkę,  pożółkły papier trzeciej kategorii.  Miałem chyba 6 czy 7 lat i była to chyba moja pierwsza pełnowymiarowa, licząca kilkaset stron książka, od której tak na prawdę zaczęło się moje czytanie. To ona jest wszystkiemu winna.
  3. Trzecią książką, a właściwie cyklem, jest „universum” jakbyśmy to dziś powiedzieli, Muminków – autorstwa Tove Jansson. Pierwsze było chyba „W dolinie Muminków”, wypożyczone ze szkolnej biblioteki. Potem kolejne części wprowadziły mnie w świat wyobraźni i czytania. To chyba właśnie na Muminkach uczyłem się wyobrażać, cieszyć się słowem i rozkoszować w obrazach istniejących jedynie w mojej głowie.  Saga Muminków zajmuje niepoślednie miejsce w panteonie książek, które miały na mnie wpływ.  Dolina Muminków, ich nadmorska kabina kąpielowa, zimowy sen, Buka, przerażająca część o komecie [Być może sny o komecie nawiedzające mnie czasem są właśnie pokłosiem traumy post-muminkowej?], latarnia morska, hatifnatowie…  W tak ważnym momencie jak dzieciństwo zdecydowanie należy zetknąć się z pisarstwem pani Jansson, gdzie  można nauczyć się wielu rzeczy o świecie. Jest to chyba najważniejsza książka mojego dzieciństwa.. Utopijny wszak świat Muminków jest schronieniem moich dziecinnych marzeń,  symbol szczęścia i beztroskiego bezpieczeństwa w jakim wszyscy wtedy żyliśmy. Muminki doskonale oswajają dzieci ze światem, dawkują wiedzę o jego niebezpieczeństwach [wszak zło/zagrożenie jest tak elementem powszechnym] i dają radość odkrywania swojej wyobraźni w oparciu o abstrakcyjne białe istoty.

Zapraszam do zabawy i czytania kolejnych odcinków.

przegląd RSS. Lajtmotiv książki

Dziś przegląd paru ciekawostek z mojego kanału RSS, w którym nazbierało się zdecydowanie za dużo treści i w końcu muszę przez nią przebrnąć :) Przy okazji te warte uwagi wyciągam i prezentuje.

Trafiłem na bardzo ciekawą kolumnę dotyczącą książek w której jest m.in cykl dotyczący 3 książek: w tym odcinku młoda pisarkaopowiada o trzech książkach, które pomagają napisać bestseller, a przynajmniej podszkolić w rzemiośle: Stephen King – On Writing, Donald Maass – Writing the Breakout Novel, James Scott Bell – Plot & Structure. Z branży literackiej dochodzą także informacje że potentatka literatury dziecięcej JK Rowling rozpoczęła walkę z serwisem Scribd na którym użytkownicy udostępniają sobie nielegalnie jej książki. W internecie zrobił się też straszny buzz – szum medialny- wokół serwisu Amazon, który nabroił usuwając ze swoich katalogów i list bestsellerów książki o tematyce homoseksualnej.

Trafiłem także na opowieść o dwóch książkach, które zostały zwrócone do biblioteki po dość długim ich przetrzymaniu. Pierwsza wróciła po 145 latach, druga musiała czekać na zwrot „jedyne” 110 lat. A jakie w dzisiejszych warunkach byłyby to kary :)

Ciekawa książka: „Patriots: A Novel of Survival in the Coming Collapse „ – jakby komuś wpadła w ręce niech da znać, chętnie pożyczę ;]. Wciąż fascynuje mnie wzrastające zainteresowanie dla motywów końca świata, życia po końcu świata, radzeniu sobie w ekstremalnych warunkach. Książka jest bardzo ciekawym przykładem marketingu wydawniczego, który także i u nas coraz częściej znajduje zastosowanie np. przez wydawnictwo Fabryka Słów.

Na koniec dwie informacje trochę na marginesie:

Niedziela bibliotekarza

W niedzielę bibliotekarze nie pracują…ale nadal nieustannie knują jak przejąć władzę nad światem, zdominować Pudelka i zagarnąć stanowisko sekretarza generalnego nato. A co na to nato? Na to nie ma odpowiedzi. Bibliotekarze są o krok bliżej od dominacji nad światem.

Podobno za oceanem biblioteki z jednej strony przeżywają finansowy kryzys, ale z drugiej ma miejsce wielki najazd użytkowników, którzy tnąc wydatki na kulturę coraz częściej wypożyczają książki niż je kupować i wypożyczają filmy niż chodzą na nie do kina. Poza tym darmowy net w bibliotece pozwala szukać pracy. To za oceanem. A u nas po staremu.

Nie żeby bibliotekarz w pracy się nudził, ale czasem w drodze z książką w ręce od półki do klienta, pojawia się myśl. Bibliotekarz zamyśla się i już wie co ożywiłoby wokół niego rzeczywistość, wyrwało go z monotonii.

Rzeźba.

Taka jak ta. Wiosenna lub z książki SF:

A tu rzeźba na której biblioteka wymiotuje książkami :)

Największe wrażenie robi na mnie jednak rzeźba z Biblioteki Mijeskiej w Pradze. Majstersztyk.

O wiele więcej przykładów rzeźb z wykorzystaniem książek znajdzieie w serwisie Flickr

Nie wywołany odpowiadam

Po lekturze wpisu z bloga Bawidełka, pomimo iż nie zostałem wyzwany/wezwany do odpowiedzi na łańcuszkowe i zawarte tam pytania sam sobie i wobec na nie odpowiadam, bo skoro już czytając tekst w myślach na niego odpowiadałem to zapisuję co pomyślałem. Archiwista – nawet jeśli nie praktykujący i niewierzący to jednak zawsze czujny. Archiwizuje się więc moje odpowiedzi:

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
najchętniej wieczorem, jednak by nie marnować czasu staram się czytać w każdej wolnej chwili. Codziennie przed snem- bez książki nie zasypiam, potem niestety zapominam gasić światło kiedy zasnę z książka w ręku przez co pai się ono całą noc i zastanawiam się coraz częściej nad automatycznym kontaktem z możliwością ustawienia czasu zgaśnięcia światła

2. Gdzie czytasz?
W domu – na łóżku, na dworcu kolejowym, w pociągu, na przystanku autobusowym, w autobusie. Nie czytam w pracy, bo jak to sie mówi nie ma co wnosić drewna do lasu. W pracy pracuje… i pisze.

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

Na plecach jeśli czytam długo. Najczęściej na boku, zmieniając bok co kilkanaście minut przez co kiedy zasypiam książka ląduje na podłodze (wersja optymistyczna) bądź za łóżkiem (wersja mniej optymistyczna) lub zasypiam na niej (wersja tragiczna). Ostatnio staram się czytać na fotelu nabytym drogą przekazania.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Jeśli miałbym całkowitą możliwość wyboru wyłącznie jedynego gatunku to z pewnością literatura sf. Nie liczę książek „służbowych” choć i je lubię.

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś?

Pracuje w bibliotece ;] jednak ostatnio kupiłem „Miasto” Simaka za piątaka od żula w Wysokiej Bramie, cztery tomy dziel zebranych Lema, „Pamieć, etyka i historia”, 1000 stronicową Biografię Hitchcocka, mało tego staram się hamować, a poza tym książki przysyłają mi czasem za darmo ;]

6. Co czytałaś ostatnio? [zgaduje że z książek]

„Nośniki Pamięci historycznej” M. Kula

„Red-ball express” t.1

„Wojna Zombie” Max Brooks

„Świat bez historii” J. Topolski

7. Co czytasz aktualnie?

„Pamieć, etyka i historia”

„Miasto” C. Simak

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Czytam i zapamiętuję stronę, jednak jeśli już używam zakładki to jest to najczęściej paragon.

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?
Książki do słuchania są całkowicie nie do słuchania, jedyne co możliwe to zrobienie z książki słuchowiska, jak np. Lesio – Chmielewskiej. Przesłuchalem kilka audiobooków i jestem nieusatysfakcjonowany.

10. Co sądzisz o e-bookach?

Druga i równoległa gałąź rozwoju książek użytkowych typu, podręczniki, paperbacki (które ebooki prawdopodobnie zastąpią). Popieram i nie mogę się doczekać na czytnik readius… byle tylko staniał jeszcze ;/

Nikogo nie naznaczam jakom i ja nie był naznaczony!

Podwójna recenzja ze wskazaniem

Dawno nie pojawiła się już u mnie żadna recenzja książki, teraz więc w ramach tzw. bonusu vel. gratisu przedstawię podwójną recenzję ostatnie przeczytanych przez mnie książę. Dwa tytuły nie zostały przeze mnie zestawione przypadkowo. Obie książki łączy gatunek literacki – science fiction, obaj autorzy są Polakami i obie książki stanowić miały miły i lekki przerywnik pomiędzy trudniejszymi i bardziej wymagającymi lekturami. Poza tymi kwestiami nie wymienię chyba już żadnego ważnego podobieństwa poza sprawami czysto technicznymi: czarną czcionką, białym papierem i umiarkowanie wygórowaną ceną. Od tego momentu pomiędzy obiema książkami pojawiać isę będzie znane z komputerowych bijatyk i bokserskich ringów słowo „versus”.

vs.

Pora więc zająć się ważną kwestią jaką jest przedstawienie obu książek z imienia i nazwiska. Pierwsza to „Apokalipsa wg Pana Jana” RobertaSzmidta, a druga – „Krótki lot motyla bojowego” Eugeniusza Dębskiego. Ograniczając do maksimum ilość szczegółów fabularnych [spoilerów], by nie zepsuć nikomu ewentualnej zabawy, dokonam jedynie krótkiej charakterystyki uczestników starcia. Z jednej strony mamy więc post apokaliptyczną wizję europy i losy odradzającej się Polski z drugiej cyberpunkowe niewiadomoco bez wyraźnej koncepcji fabularnej. Z jednej strony zaskakująca czasami, prostota z olbrzymim polotem z drugiej wyraźne trudności w kreowaniu świata książki wraz z rozbudowanymi ponad miarę wątkami psychologicznymi bohaterów. Z jednej strony kolejne przetworzenie dość wyświechtanego tematu, z drugiej ciekawy pomysł i duży potencjał. Z jednej strony czysta rozrywka, z drugiej czysty mętlik.

Wyraźna dysproporcja jakości pomiędzy przedstawionymi powyżej powieściami spowodowała u mnie duży zawód. "Apokalipsę" uważam za książkę bardzo udaną, natomiast "Lot motyla.." to zdecydowany niewypał. O ile Szmidt wyciągnął z wyświechtanego [zdawałoby sie jedynie] tematu coś niezłego na miarę rozrywki jaką książka ta miała stanowić, to Dębski z bardzo zabił swoje własne dziecko gubiąc główny i najciekawszy wątek na rzecz pobocznego i banalnego.

 Na koniec zostaje mi tylko polecić obie i samemu przekonać się o ich wartości.

Dobre choćby dlatego że polskie. Kupujcie polskie książki SF.