Dawno nie pojawiła się już u mnie żadna recenzja książki, teraz więc w ramach tzw. bonusu vel. gratisu przedstawię podwójną recenzję ostatnie przeczytanych przez mnie książę. Dwa tytuły nie zostały przeze mnie zestawione przypadkowo. Obie książki łączy gatunek literacki – science fiction, obaj autorzy są Polakami i obie książki stanowić miały miły i lekki przerywnik pomiędzy trudniejszymi i bardziej wymagającymi lekturami. Poza tymi kwestiami nie wymienię chyba już żadnego ważnego podobieństwa poza sprawami czysto technicznymi: czarną czcionką, białym papierem i umiarkowanie wygórowaną ceną. Od tego momentu pomiędzy obiema książkami pojawiać isę będzie znane z komputerowych bijatyk i bokserskich ringów słowo „versus”.
vs.
Pora więc zająć się ważną kwestią jaką jest przedstawienie obu książek z imienia i nazwiska. Pierwsza to „Apokalipsa wg Pana Jana” RobertaSzmidta, a druga – „Krótki lot motyla bojowego” Eugeniusza Dębskiego. Ograniczając do maksimum ilość szczegółów fabularnych [spoilerów], by nie zepsuć nikomu ewentualnej zabawy, dokonam jedynie krótkiej charakterystyki uczestników starcia. Z jednej strony mamy więc post apokaliptyczną wizję europy i losy odradzającej się Polski z drugiej cyberpunkowe niewiadomoco bez wyraźnej koncepcji fabularnej. Z jednej strony zaskakująca czasami, prostota z olbrzymim polotem z drugiej wyraźne trudności w kreowaniu świata książki wraz z rozbudowanymi ponad miarę wątkami psychologicznymi bohaterów. Z jednej strony kolejne przetworzenie dość wyświechtanego tematu, z drugiej ciekawy pomysł i duży potencjał. Z jednej strony czysta rozrywka, z drugiej czysty mętlik.
Wyraźna dysproporcja jakości pomiędzy przedstawionymi powyżej powieściami spowodowała u mnie duży zawód. "Apokalipsę" uważam za książkę bardzo udaną, natomiast "Lot motyla.." to zdecydowany niewypał. O ile Szmidt wyciągnął z wyświechtanego [zdawałoby sie jedynie] tematu coś niezłego na miarę rozrywki jaką książka ta miała stanowić, to Dębski z bardzo zabił swoje własne dziecko gubiąc główny i najciekawszy wątek na rzecz pobocznego i banalnego.
Na koniec zostaje mi tylko polecić obie i samemu przekonać się o ich wartości.
Dobre choćby dlatego że polskie. Kupujcie polskie książki SF.