Ostatnio doszedłem do wniosku że motywem przewodnim mojego życia, jeśli miałbym takowy wybierać, z pewnością byłyby dworce i kolej nasza wspaniała, PKP.
Stykałem się z PKP od lat najmłodszych – pierwsze wspomnienia moje kolei dotyczące sięgają wczesnego dzieciństwa. Miałem pewnie 5-6 latek, czyli akurat wypadał przełom ustrojowy, a ja zapoznawałem sie z molochem-instytucją o tajemniczym skrócie PKP, która miała wywrzeć wielki wpływ na moje późniejsze życie. Jednak od początku…
Dziadek i Babcia byli kolejarzami. Mieszkali w budynku przy samych torach – tzw. Spedycji. Wakacje spędzane u nich to m. in. okno za którym co chwila przejeżdżały pociągi (kiedyś jeździło ich więcej niż dziś). Nocą pociagi te początkowo mnie budziły, podobno płakałem, ale szybko sie przyzwyczaiłem i spałem jak kamień przy przetaczających się za oknem pospiesznych i towarowych. Dziadek nim przeszedł na emeryture pracował jako spawacz na kolei ichodziliśmy wtedy z nim czasem na dyżury do takich śmiesznych wagonów mieszkalnych, co dla mnie jako smyka było frajdą niesamowitą. Zapamiętałem z nich piętrowe łóżka i piecyk w przedsionku. Zapamiętałem też zapach kolejowy. Trudny do określenia, będący zapewne pochodną woni jakichś smarów, stali, tłucznia. Na nieużywanych torowiskach można też było znaleźć różne ciekawe kawałki żelastwa, a tłuczeń kolejowy stanowił świetny budulec do tras dla naszych resoraków. Często spotykałem też w dzieciństwie „robaki kolejowe” – charakterystyczny gatunek czerwono czarnego żuka, który mieszkał przy dworcach, torach ib udynkach kolejowych. Miał charakterystyczne wzorki na pancerzu i lubił wygrzewać się na betonie w ciepłe dni. Niestety od kilku lat już ich nigdzie i wcale nie spotykam… co się stało z tym gatunkiem? Wyginął?
Dzieciństwo to także podróże pociągiem z rodzicami nim jeszcze kupiliśmy pierwszego malucha. Najlepiej pamiętam chyba podróże zimowe – wyprawy wigilijne do dziadków, którzy mieszkali jedną stacje dalej. Rodzice ubierali mnie w misiowaty płaszczyk, pamiętam też rękawiczki na sznurkach i czapkę zawiązywaną pod brodą. Mróz szczypał w twarz, śnieg skrzypiał pod podeszwami butów, a my czekaliśmy na pociąg, który wjeżdżał na stację ciągnąc za sobą tuman śnieżnego pyłu. Pamiętam że nigdy nie siadaliśmy w przedziałach, bo podróż trwała tylko 7 minut i pilnie oglądałem uciekające za szybami krajobrazy. Na stacji u dziadków był kiosk. Lubiliśmy z bratem oglądać wszystko co było za okratowanymi szybami wystawione – plastykowe karabiny, kolorowanki, szampony, komiksy, gazety, karty do gry i inne drobiazgi…. Z dzieciństwa najbardziej chyba właśnie pamiętam trasę Wipsowo-Czerwonka Czerwonka-Wipsowo.
A długo potem, po skończeniu podstawówki zaczęło się dojeżdżanie… ale o tym później