Skaner naprawiony! Hurra! Można pracować. A przy skanerze praca się opłaca. Bo jako wysokiej klasy zawodowiec i specjalista od skanowania ręcznego, a poniekąd dzięki cudownemu oprogramowaniu , które ogrom pracy wykonuje za mnie, mogę dzielić swój czas pracy z przyjemnością, bez żadnej ujmy dla efektywności. I oglądam filmy. Może już kiedyś o tym wspominałem, ale mam najwspanialsze stanowisko pracy na świecie. Pracuje, oglądam, pracuję, piję herbatę i oglądam. Wszystko naraz! Bez utraty jakości pracy, bez najmniejszego uszczerbku dla obowiązków służbowych!!
Tag Archives: kino
Najważniejsza ze sztuk
Jakoś zachciało mi się jednak coś napisać… to nałóg!….
Najważniejsza ze sztuk ponownie schwyciła mnie i trzyma. Popadłem w kolejny ciąg filmowy.
Spotkanie [The Visitor] – podobno miał być oskarowy pewniak, jak się jednak niedawno objawiło, niestety nie zostanie wyczytany ani razu na gali. Niemniej film ciekawy. Zblazowany i znudzony swoim dotychczasowym życiem wykładowca akademicki zostaje zmuszony przez swoich zwierzchników do wyjazdu na konferencję do NY (chyba). Tam przez przypadek poznaje parę nielegalnych emigrantów Syryjczyka i Senegalkę [?], którzy jakoś próbują żyć swój american dream. Odnajduje w nich, a dzięki nim także w sobie, to czego brakowało w jego własnym życiu – radość i zachwyt nad tym co jest wokół nas. Chłopaka aresztują jednak pewnego dnia w metrze, trafia do aresztu dla nielegalnych imigrantów, grozi mu wydalenie z USA … Film na pierwszy rzut sprawia wrażenie iż ktoś chciałby pomóc wyprać sumienia amerykańskiego człeka.Ułatwić mu dzięki pokazaniu jaki to dramat przeżywają tak na prawdę imigranci, doprowadzić do jakiegoś drobnego katharsis. Kojarzy mie sie trochu z niedawnym oskarowcem Crash/Miasto Gniewu. Przemyślenie mam na koniec takie że dobrze w Spotkaniu pokazane zostało że prawdziwi amerykanie są zblazowani i bez pomysłu na siebie, syci do wyrzygania i nudności. To co tak na prawdę pozwala temu społeczeństwu zachować dynamizm, to właśnie ta nielegalna krew która wciąż ich odświeża.
7/10
Przenicowany świat – Ekranizacja klasyków. Bracia Borys i Arkadij Strugaccy skrobnęli wiele socjologiczno społecznych utworów SF, które tworzą sztywny pień klasyki gatunku. Ruskie ludzie zabrali się za ekranizację jedego z ich dzieł. Wydali duuużo kasy, coś około 40 milionów dolców na dwuczęściową fabularkę. Rozmach jest, nie da isę zaprzeczyć, tylko umieszczony nie tam gdzie trzeba. Fabuła spłaszczona bardziej niż zazwyczaj robią to w ekranizacjach. No a postać Maksyma, głównego bohatera to jeden wielki kooooszmar!!! Blond cherubinek o słodkim uśmiechu, nie umiejący robić nic innego poza uśmiechaniem. Dość idiotyczne wrażenie oglądać satyrę na totalitarne społeczeństwo nakręcone przez dzisiejszych Rosjan……
4/10 …. byłoby 3 ale obejrzałem na razie jedną część więc nie wiem jak bedzie w drugiej… no ale nie podejrzewam wielkiej poprawy.
Czerwony Baron – Kolejny awiacyjny przebój. Po nieudanych Flajbojsach i podobno bardzo dobrym (nie widziałem) Dark Blue Sky, po raz kolejny z kamerą do samolotu. Opowieść o Czerwonym Baronie. Plus za to że nie pokusili sie o pokazanie zestrzelenia barona i bicie przy tej okazji patosem… Bo w końcu to był człowiek który jak by nie patrzeć zabił kilkudziesięciu pilotów…W sumie dość dobrze ogląda się jako piątkowy relaks.Murowany hit polsatu i wielkie kino w TVN. Może niezbyt odkrywcza wizja I WW ale na plus z pewnością podkreślenie wątku bezsensowności tamtych okopowych walk i pokazanie ze to była w dużej mierze wojna dżentelmenów…. przynajmniej w wydaniu lotników. No i przyczynili się do powstanie tego filmu nasi słowiańscy bratia Czesi.
5/10

Admirał – Kino propagandowe w wydaniu Nowej Rosji. Historia adminrała Kołczaka, dowódcy floty czarnomorskiej potem zaś zwierzchnika państwa rosyjskiego na dalekiej Syberii w czasie trwania rewolucji bolszewickiej. Film Rosyjski. Dużo wątku miłosnego, podnoszenie Kołczaka jako gieroja godnego naśladowania. Nagle więc okazuje się że ci „biali” nie byl do końca tacy źli jak wmawiała radziecka nomenklatura, choć tez nie do końca. Rosyjska machina propagandowa stara się wyeksploatować postać admirała do stworzenie kolejnego z mitów państwotwórczych dla Nowej Rosji. Ciekawe jest że owa „Nowa Rosja” która wypoczwarzyła się w ostatnich latach, stanowi złożenie elementów wydawałoby się całkowicie nieprzystających. Z zewnątrz carska prawie, że imperialna Rosja, wewnątrz wciąż jeszcze radziecka, a dodatkowo jeszcze oligarchiczna. Dziwne, ciekawe oraz przerażające. A film Admirał to klocek do budowania takiego właśnie wizerunku.
4/10

Gran Torino – Najnowszy film Clinta Eastwooda. Ksenofobiczny Polak z pochodzenia – pan Kowalsky oraz jego azjatyccy sąsiedzi i ich przygody . Bardzo dobry, nie przesadzony film o ciekawej fabule i dobrej grze aktorskiej. Podobnie jak w Spotkaniu wątek stosunku ludności napływowej i „rodowitych” amerykanów ciekawie rozważony i zachęcający do dialogu międzykulturowego…. czyżby to jakiś nowy nurt w kinie amerykańskim??? Poza tym jak to u Eastwooda trochę akcji, lekcja jak być twardym facetem i dobrym człowiekiem. No i obowiązkowo muscle car i broń… Fabuły nie zdradzam bo sami pewnie obejrzycie. Bardzo godny polecenia.
8/10
Taksówkarz [Taxi Driver] – Kolejny obraz z serii Klasyka. Młody mężczyzna (DeNiro) zostaje taksówkarzem, jednak od samego początku widać że coś z nim nie tak. Jest zagubiony i brak mu pomysłu na siebie. Wrócił z wojny w Wietnamie i jak wielu z żołnierzy nie potrafi się przystosować. W nim problem tkwi jednak głębiej. Ma lekko psychopatyczną osobowość… na półce pewnie miał „Buszującego w zborzu”
. Świetna gra aktorska młodego jeszcze wówczas gwiazdora. Film o poszukiwaniu bliskości i alienacji w społeczeństwie XX wieku. Pewnie każdy, nawet ten kto nie widział Taksówkarza zna scenę z lustrem „Are you talking to me”???
8/10

Znikający punkt [Vanishing Point] – ehhhhh KLASYKA. Film drogi. Graliście kiedyś w Interstate’76 ?? To włąśnie było inspiracją dla twórców gry. Koniecznie musicie obejrzeć Ten film. Kowalsky [tak jak Gran Torino Eastwooda] w Dodge’u Challengerze model 1970 ucieka przed wszystkimi policjantami świata za kierownicą genialnej bryki. Ameryka przedstawia swój mityczny muscle car światu. Powstaje legenda. Wszystko zaś na drogach które walą prosto po kilkadziesiąt kilometrów po niewyobrażalnych dla nas pustkowiach. Kurcze… to film w którym american dream cały czas był niedoścignionym snem ale wciaż BYŁ, nie zdążyli jeszcze go zniszczyć konsumpcyjnym pędem. Mocne samochody, hipisi, charyzmatyczny DJ Super Soul, 160 na deklach i szalone lata 70te. I to wszytko dla wolności. Wolności, która nie jest patetyczna ani wzniosła – jest szalona, naćpana i najważniejsza. I nie da się jej nigdy do końca uchwycić. Klimat klima klimat.
9/10 KONIECZNIE……….
PS. Unikać należy rimejku z 1997 z Vigo Mortensenem bo słabe.
Psy – pokłosie jedenj z moich żadkich ostatnio przygód z TV. Jak wino z wiekiem film ten robi się coraz lepszy. Co tu dużo mówić. Jeden z bardziej udanych filmów polskiej kinematografii. Pasikowski przegonił nim Wajdę w kwesti wkładu w polską kulturę. Połowa dialogów z filmu stała się elementem naszego codziennego języka.
9/10.
Against the dark - Na koniec coś niesamowitego co trafiło mi pod oczy. Najnowszy film ze Stevenem Segalem. Świat opanowała dziwna zaraza, ludzie zmieniają sie w zombie-wampiry. Walczy z nimi naturalnie pan Senegal. Fabuła dzieje się w szpitalu po którym spacerują, dosłownie spaceruja, przez półtorej godziny pewni ludzie i co jakiś czas wyskoczy wampir, poleje się krew i powyciągają flaki ewentualnie urwą jakąś rękę. Wtedy pojawia sie Segal i jego ekipa, którzy zabijają złych panow. Szczerze nie wiem jak się film kończy bo nie wytrzymałem i wyłaczyłem go. MASAKRYCZNIE bezsensowny film. W najbardziej irytyujący sposób nielogiczny. Bo ile można chodzić p szpitalu żeby się wydostać, choćby nie wiem jak był wielki. Że niby drzwi pozamykane brak zasilania. O ile wiem przy braku zasilania to się wszystkie wyjścia awaryjne właśnie otwierają, a włóczenie się po korytarzach to tylko nieudany wybieg fabularny. I naturalnie w takiej sytuacji wszyscy prowadziliby urocze pogawędki jak przy grillu u znajomych… nienawidzę głupich filmów. Ofijalnie uznaję ten film za najgorszy film roku 2008.
Ocena naturalnie 1/10
Buntownik ponadczasowy
Liczący już ponad pół wieku film Buntownik bez powodu (Rebel without a cause) wciąż pozostaje dziełem niezwykłym. Zarówno gra aktorska jak i temat powodują ze wraz z każdym nowym pokoleniem staje się o na powrót aktualny w odniesieniu do jego problemów

Wśród licznych klasyków, które stały sie kulturowym mitem, gładko obtaczanymi słowami dotyczącymi dzieł ważnych i znanych znajduje się także film Buntownik bez powodu z Jamesem Deanem w roli głównej. Na pytanie dlaczego Buntownik to taki genialny film część naszych interlokutorów stwierdzi coś na wzór „Słowacki wielkim poetą był”. Kiedy postaramy sie dopytać głębiej „no ale czemu?” zapewne kolejną warstwą argumentacji logicznej będzie ” był wielkim poetą ponieważ wielkim poetą był!”… itd. Niestety a może stety mechanizm taki pozwala na włączenie w krąg tzw. kultury więcej osób przez co więcej z nas ma poczucie bycia intelektualistami powtarzając treści zasłyszane od tzw. autorytetów.
btw. jesteśmy jedną wielką kulturą cytatu, w której już prawie nikt nie „tworzy” nowych treści, a w przeważającej większości powtarza tylko „po innych”. Wśród przyczyn takiego stanu na szybko, bez dogłębnego analizowania potrafię wskazać, m. in. trudność z opanowaniem ogromu informacji – powtarzanie opinii zwalnia nas z samodzielnego przetwarzania dużej ilości danych w celu wyrobienia sobie własnego zdania. Powodów i zagadnień składających się na ten, nie bójmy sie tak tego nazwać< problem jest o wiele więcej i wymagają odrębnej analizy.
Wracając do Buntownika, patrząc z dzisiejszej perspektywy, w filmie z roku 1955, odnajdują niezwykle silną nić łączącą ten film z naszymi czasami. Wydawałoby sie że problemy z jakimi borykamy się dziś są inne od tych z roku 1955. Otóż nie!. Zatrata więzi międzyludzkich, niszczące rodziny rozwody, samotność, sztuczna miłość, alienacja i poszukiwanie akceptacji, jak dowodzi Buntownik to problemy uniwersalne. A może raczej problemy powracające z każdym kolejnym pokoleniem młodzieży oraz pokoleniem ich rodziców.
Fabuła Buntownika jest niezykle uniwersalna, można by ją umieścić w dowolnym miejscu na świecie, w tej mutacji zalatuje tochę american dream czasów powojennych (wiadomo, hollywood). Młody chłopak sprawiający problemy przenosi się wraz z rodziną do nowego miasta. Jest „nowy” – musi zdobyć akceptacje środowiska, co wraz z jego skłonnościami do wpadania w tarapaty powoduje że fabuła napędza się w dość dramatyczny sposób. W galerii postaci mamy oprócz Jima Starka (Dean) jeszcze kilka ciekawych osób: dziewczynę z rodziny po rozwodzie, która czuje sie odrzucona przez ojca i macochę, a także Platona – chłopca wychowującego się samotnie bez rodziców, którzy tylko przysyłają pieniądze na jego utrzymanie w luksusowym domu ze służbą. Platon tak jak wszyscy bohaterowie rozpaczliwie poszukuje bliskości innych ludzi. Wszyscy oni są zagubieni i choć z wierzchu wszystko wygląda wzorowo i na pokaz to w nich kipia emocje, które sa podyktowane czymś więcej niz młodzeińczym buntem. To niezgoda wobec ignorancji, niesprawiedliwości i zakłamania dorosłych.
Stąd też tytuł. W jednej z pierwszych scen rodzice Jima mówię że przeciez ma wszystko czego zapragnie, czemu więc ciągle sprzeciwia im sie i buntuje. Przeceiż nie ma powodu.
Jakie to uniwersalne… a poza tym dobrze zagrane, nie przegadane i szczere.
Polecam
9/10 w skali.
CASABLANCA – Film kultowy
[referat wygłoszony 23 X 2008 r w ramach projektu Biblioteka Kulturalna jako wstęp do projekcji filmu "Casablanca"]
„Casablanca” w reżyserii Michela Cutiza jest filmem, który można odkrywać wciąż na nowo. Zdobywca trzech Oskarów, nominowany do kolejnych pięciu statuetek obraz jest dziś dla wielu osób pozycją kultową uznawaną za jeden z najbardziej klasycznych filmów wszech czasów (które dla kinematografii wynoszą jednak dopiero niewiele ponad sto lat).
Chciałbym nim obejrzymy projekcję „Casablanki” zająć się kilkoma kwestiami, które nieodparcie powracają przy temacie tego filmu. Po pierwsze postaram sie zarysować szerszy kontekst wydarzeń historycznych przed, po oraz w trakcie trwania akcji filmu, którego wydaje mi się brakować w "Casablance". (jednak w tym przypadku mogę być nieobiektywny patrząc na świat jako historyk… choć w skórze bibliotekarza). Inną sprawą która poruszyć jest to czym właściwie jest film kultowy, jak on się tworzy czy raczej należałoby powiedzieć dojrzewa do tego miana, a w końcu co świadczy o kultowości "Casablanki" i jak się to przejawia.
Najpierw przedstawię jednak jak zapowiedziałem kilka podstawowych faktów
Casablanca jest miastem leżącym w Maroku w Afryce Północnej nad Oceanem Atlantyckim. Ten rejon Czarnego Lądu już w XIX wieku był miejscem ścierania się interesów Europejskich potęg: Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec. Jeśli zaś dodamy jeszcze do tego bardzo silne lokalne arabskie ruchy wyzwoleńcze otrzymamy obraz niezwykle burzliwego regionu targanego konfliktami politycznymi oraz etnicznymi. W roku 1912 Maroko, a wraz z nim Casablanca, najważniejszy port tego afrykańskiego państwa, stały się protektoratem pod rządami Francji, zaś niepodległość Maroko odzyskało dopiero w roku 1956.
W momencie wybuchu II wojny światowej Casablanca znajdowała się w ramach zamorskich dominiów III Republiki Francuskiej. Po pokonaniu jej przez wojska Rzeszy w 1940 Maroko stało się częścią państwa władanego przez marionetkowy, kolaboracyjny rząd w Vichy. Stad też, tak jak widzimy to w filmie, Niemcy zachowywali pozory władzy francuskiej nad tymi terenami, co wraz z oddaleniem od głównego teatru działań wojennych i politycznych dawało jednak pewien zakres swobody niedostępny w wielu częściach okupowanej Europie.
Z regionem w którym rozgrywa się akcja filmu niewątpliwie wiąże się także przełomowe dla dziejów II wojny Światowej wydarzenie – Operacja "Torch" czyli lądowanie wojsk amerykańskich w Afryce Północnej 8 listopada 1942, a wiec niecały rok po fikcyjnych wydarzeniach przedstawianych w filmie. Korpus ekspedycyjny pod dowództwem generała Georga Pattona, liczący 105 okrętów oraz desant 35 tysięcy amerykańskich żołnierzy, których głównym celem natarcia na terenie Maroka była właśnie Casablanca, szybko zdołał opanować wybrzeże i odebrać Maroko z rąk Francuzów podlegających Vichy. To w Casablance także odbyła się na początku 1943 roku mało znana, lecz ważna konferencja przywódców alianckich państw, na której poczyniono ustalenia odnoście dalszych kierunków natarcia przeciw III Rzeszy oraz długoterminowe cele ofensywy.
W tym szerokim a jednak dość pobieżnym zarysie sytuacji politycznej Maroka pozostaje więc umieścić akcję filmu. Fabuła ma miejsce w grudniu roku 1941, gdy na świecie w najlepsze trwa II wojna światowa. Ameryka dopiero rozpędza swoja maszynę wojenną, pod wpływem Japońskiego ciosu spod Pearl Harbour. W Tobruku tymczasem dzięki waleczności polskich żołnierzy z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich udało się przełamać Niemieckie oblężenie. Pod Moskwą rozpoczęło się właśnie Rosyjskie przeciwnatarcie które odrzuci wojska niemieckie o ponad 300 km. Wojna wchodziła w swój szczytowy okres. W filmie "Casablanca" życie zdaje się toczyć jednak swoim stałym rytmem nocnego życia w Rick’s Cafe Americain.
Co ciekawe "Casablanca" miała swoją premierę 24 listopada 1942, czyli tuż po sukcesie operacji "Torch", zaś do kin wchodziła na początku roku 1943 w momencie gdy kończyła się właśnie konferencja w Casablance. Jednym słowem producenci nie mogli sobie wymarzyć lepszej promocji filmu.
Teraz chciałbym rozważyć druga z kwestii, których podjęcie zapowiedziałem wcześniej, czyli to jakie procesy powodują coś tak rzadkiego jak pojawienie się filmu kultowego i w jaki sposób się to najczęściej objawia.
Film "Casablanca", jak sami to potwierdzali wielokrotnie jego twórcy, miał być po prostu kolejnym z pośród kilkuset produkowanych rocznie w tamtych czasach w Hollywood obrazów. Jednak filmem zdają się rządzić prawa podobne do tych z astrologii – wszystko zależy od odpowiedniej koniunkcji wielu skomplikowanych czynników. Do powstania filmu kultowego potrzebny jest dobry scenariusz, zdolny reżyser, świetna muzyka, zgrani oraz pasujący do poszczególnych ról aktorzy, nawet odpowiedni czas pojawienia się w kinach oraz last but not least – pewien nieokreślony, nie dający się sklasyfikować czynnik, który wieńczy całość dzieła iskrą geniuszu.
Najpierw może wyjaśnijmy sobie czym jest film kultowy. Ze względu na płynność i wieloznaczność terminu "kultowy" nie jest to łatwe zadanie, jednak podsumowując różne definicje można stwierdzić tak oto, iż: film kultowy jest to obraz o dużym znaczeniu dla pewnej grupy społecznej, która utożsamia się z nim oraz jego elementami przenosząc pewne cytaty, zachowania oraz wartości w nim przedstawiane do własnego życia. Film taki staje się kulturowym mitem, który na stałe włączony zostaje do szeroko pojętej pop lub sub -kultury i oddziałuje na społeczeństwo.
Film kultowy może powstać jako swoisty "wypadek przy pracy", kiedy z pozoru zwyczajna, zdawałoby się nie wyróżniająca niczym produkcja dzięki jakiemuś elementowi lub swoją całością, na przestrzeni wielu lat fascynuje coraz to nowe pokolenia i zyskuje to zaszczytne miano. Takim właśnie przykładem jest Casablanca.
Film kultowy może być także związany z osobą reżysera, tak dzieje się zazwyczaj z filmami Davida Lyncha, który jako kultowa postać filmowego postmodernizmu automatycznie prawie że nadaje piętno kultowości swoim kolejnym obrazom.
Może on powstać także niejako na zamówienie, dzięki działaniom perswazyjnym specjalistów od marketingu i public relations, olbrzymim pieniądzom włożonym w produkcję oraz szeroko zakrojonej promocji. Jeszcze przed pojawieniem się takiego filmu, a nawet już w etapie planowania stają się obrazami kultowymi. Przykładem takiego mechanizmu może być film Titanic czy ekranizacja Władcy Pierścieni, o których z góry zakładać można było, iż od razu staną się dla wielu osób obrazami kultowymi.
Moim osobistym kryterium kultowości jest, iż film mogę oglądać nieskończoną ilość razy i każda scena, każde ujęcie jest dla mnie perfekcyjne. Zostać takim więc może jedynie film, który można określić jako "skończony", czyli taki w którym nie można już nic dodać lub ująć by stał się lepszy i wraz z wszelkimi swoimi niedoskonałościami, przemienionymi w tym przypadku często w atuty, tworzy harmonijną całość. Kultowy oznacza to także dla mnie "offowy", mało popularny, taki który daje poczucie pewnej elitarności i nie schlebia niczyim gustom. W filmie kultowym muszę mieć czas by rozsmakować się niczym w wytrawnym winie, którego smak początkowo cierpki i nieprzyjemny, staje się coraz bardziej bogaty z każdą kolejną wypitą lampką…
Co jednak w takim razie świadczy o kultowości "Casablanki"?. Po pierwsze to iż zalicza się do uznawanego często za kultowy gatunku filmów "noir" – mrocznych, ciemnych i zadymionych obrazów, które powstawały w Ameryce w latach 40tych i 50tych. Kaźdy kojarzy też na pewno melodię przewodnią pt. "As time goes by". Tak samo znane są cytaty: "Ze wszystkich knajp we wszystkich miastach na całym świecie ona wchodzi akurat do mojej." lub "Louis, myślę, że to jest początek pięknej przyjaźni." "Zawsze będziemy mieli Paryż", "Zatrzymajcie podejrzanych. Tych, co zwykle", czy w końcu najbardziej znany z cytatów "Zagraj to jeszcze raz Sam", który jednak wcale nie pochodzi z "Casablanki", a z parodii tego klasyka nakręconej przez Braci Marx w 1946. Tutaj też właśnie dochodzi inny wyznacznik wskazujący na popularność filmu, czyli jego kopiowanie oraz nawiązywanie bezpośrednio do niego przez inne filmy oraz seriale. Przykładem tego jest wspomniana komedia Braci Marx, dwa seriale, wersje radiowe, wersja animowana z Królikiem Bugsem (przez wielu uznawana za najlepszy "hołd" złożony oryginalnemu dziełu) oraz do dziś nieustające i liczne odwoływanie sie do poszczególnych scen – choćby klasycznej sceny pożegnania głównych bohaterów na lotnisku. Wciąż jednak nie pojawił sie remake Casablanki, gdyż wiele osób uważa, że nie należy stawać w szranki z tak kultowym obrazem. Ostatnio dochodzą jednak informacje, iż szykowana jest jej nowa wersja "Casablanki" w Bollywood oraz o zakusach znanej piosenkarki Madonny do wcielenia się w rolę Ilsy i wielki powrót na srebrny ekran.
Pozostawiając jednak te domysły ich własnemu życiu pozostaje mi jedynie zaprosić wszystkich by poznali lub przypomnieli sobie magię Casablanki.
Sie idzie do kina czasem…
Czasem zdaży się pójść człowiekowi do kina. Z nudów. Miasto wojewódzkie – około 200tyś mieszkańców, kilkadziesiąt tysięcy studentów, dwa kina (sic!). Multipleks i kino studyjne. W multipleksie reprtuar oferuje głównie "Małpy w kosmosie" i "Mamma Mia". Bez komentarza. W kinie studyjnym repertuar całkowicie odmienny. Wiadomo.
Wybór jest prosty – kino studyjne. Seans na godz. 20. Przed seansem można napić się herbaty w kinowej kawiarence. Miło. Grają francuski film "Paris" czyli po polskiemu "Niebo nad Paryżem". Jakby dosłowne tłumaczenie komuś krzywdę zrobić mogło. Może copyrighterom/tłumaczom płacili od wyrazu… [ albo dlatego, że IMDb znajduje 14 filmów pt.: "Paris"...;]…]
Poszliśmy. Weszliśmy. Bilet udało się kupić dopiero jak pani bileterka skończył palić peta na zewnątrz. Też człowiek taka bileterka. Potrafi zrozumieć. Bilet nie tani. Jeszcze zapomniałem na dokładkę powiedzieć że ulgowy, zdziwiony zapytałem czemu tak mało reszty. Pani stwierdziła że nie może już cofnąć… Jestem pewien że można, nie chciałem się już awanturować. Może nie umie. Tak czy inaczej człek musi się zacząć przyzwyczajać do pełnej stawki. Potraktowałem to jako bolesną lekcję finansowej pokory wobec nadchodzących (za miesiąc już) bolesnej zmiany. A pełna stawka za bilet w kinie studyjnym to tylko o złotówkę taniej od biletu niż w multipleksie. Potrafię zrozumieć i uszanować.
Przed wejściem kolejka. Bileterka wpuszcza nas do sali. Niewielka, może ze 100 – 120 miejsc tak na oko. W sali jest zimno. Pomimo że właśnie skończył się poprzedni seans. Nauczeni doświadczeniem ubraliśmy się ciepło. Człowiek czasem uczy się na błędach, a szczękając zębami ciężko skupić się na filmie.
Film zaczyna się z kilkuminutowym opóźnieniem. Wrażenia bardzo pozytywne. Klimat ciepły i mądry. Opowieść o życiu kilku osób w Wielkim Mieście, dość uniwersalnie ujęte, umieszczone akurat w Paryżu, lecz równie dobrze fabuła mogłaby dziać się w dowolnym dużym mieście. Postacie to m. in.: młody tancerz z wadą serca, jego siostra rozwódka pracownica pomocy społecznej, profesor historii w kryzysie wieku średniego [?], jego studentka bawiąca się facetami [w tym owym profesorem] , sprzedawcy z bazaru i parę innych ciekawych charakterów. Wszystkie losy przeplatają się w pewien sposób tworząc małą, nieświadomą tego społeczność w z pozoru anonimowym Wielkim Mieście – tu akurat Paryżu. Ogólnie film opowiada o ludziach i ich problemach i zawiera ogólne przesłanie że życie nie jest takie straszne, choć spotykają nas tragedie na które nic nie poradzimy. Że trzeba żyć.
Życie, śmierć, plany, nadzieje, porażki, upokorzenie, miłość, kłamstwo, radość, depresja. Przyprawy rzeczywistości. "Niebo nad Paryżem" to ciekawy film.
Zamiast podsumowania przytaczam kilka wrażeń estetycznych z pobytu w kinie. Jak wspominałem było zimno. Za nami siadły jakieś starszawe babsztyle, które nawijały przez pół filmu jak kwoki. Po prawej siedziała para nastolatków, która śmiała się w bardzo dziwnych momentach, kiedy moim zdaniem nie było nic do śmiechu. Ktoś szeleścił czipsami. Nie mogłem cofnąć jak chciałem obejrzeć jeszcze raz poprzednią scenę. Nie było pauzy. Do kina musieliśmy najpierw dojechać, a potem wracać w nocy ponad pół godziny nim trafiliśmy do ciepłego łoża…
Kino jest fajne. Byle nie za często. Człowiek przyzwyczaił się trochę do wygody.