Najważniejsza ze sztuk

Jakoś zachciało mi się jednak coś napisać… to nałóg!….

Najważniejsza ze sztuk ponownie schwyciła mnie i trzyma. Popadłem w kolejny ciąg filmowy.

Spotkanie [The Visitor] – podobno miał być oskarowy pewniak, jak się jednak niedawno objawiło, niestety nie zostanie wyczytany ani razu na gali. Niemniej film ciekawy. Zblazowany i znudzony swoim dotychczasowym życiem wykładowca akademicki zostaje zmuszony przez swoich zwierzchników do wyjazdu na konferencję  do NY (chyba). Tam przez przypadek poznaje parę nielegalnych emigrantów Syryjczyka i Senegalkę [?], którzy jakoś próbują żyć swój american dream. Odnajduje w nich, a dzięki nim także w sobie, to czego brakowało w jego własnym życiu – radość i zachwyt nad tym co jest wokół nas.  Chłopaka aresztują jednak pewnego dnia w metrze, trafia do aresztu dla nielegalnych imigrantów, grozi mu wydalenie z USA … Film na pierwszy rzut sprawia wrażenie iż ktoś chciałby pomóc wyprać sumienia amerykańskiego człeka.Ułatwić mu dzięki pokazaniu jaki to dramat przeżywają tak na prawdę imigranci, doprowadzić do jakiegoś drobnego katharsis.  Kojarzy mie sie trochu z niedawnym oskarowcem Crash/Miasto Gniewu.  Przemyślenie mam na koniec takie że dobrze w Spotkaniu pokazane zostało że prawdziwi amerykanie są  zblazowani i bez pomysłu na siebie, syci do wyrzygania i nudności. To co tak na prawdę pozwala temu społeczeństwu zachować dynamizm, to właśnie ta nielegalna krew która wciąż  ich odświeża.

7/10

Przenicowany świat – Ekranizacja klasyków. Bracia Borys i Arkadij Strugaccy skrobnęli wiele socjologiczno społecznych utworów SF, które tworzą sztywny pień klasyki gatunku. Ruskie ludzie zabrali się za ekranizację jedego z ich dzieł. Wydali duuużo kasy, coś około 40 milionów dolców na dwuczęściową fabularkę. Rozmach jest, nie da isę zaprzeczyć, tylko umieszczony nie tam gdzie trzeba. Fabuła spłaszczona bardziej niż zazwyczaj robią to w ekranizacjach. No a postać Maksyma, głównego bohatera to jeden wielki kooooszmar!!! Blond cherubinek o słodkim uśmiechu, nie umiejący robić nic innego poza uśmiechaniem. Dość idiotyczne wrażenie oglądać satyrę na totalitarne społeczeństwo nakręcone przez dzisiejszych Rosjan……

4/10 …. byłoby 3 ale obejrzałem na razie jedną część więc nie wiem jak bedzie w drugiej… no ale nie podejrzewam wielkiej poprawy.

Czerwony Baron – Kolejny awiacyjny przebój. Po nieudanych Flajbojsach i podobno bardzo  dobrym (nie widziałem) Dark Blue Sky, po raz kolejny  z kamerą do samolotu.  Opowieść o Czerwonym Baronie. Plus za to że nie pokusili sie o pokazanie zestrzelenia barona i bicie przy tej okazji patosem… Bo w końcu to był człowiek który jak by nie patrzeć zabił kilkudziesięciu pilotów…W sumie dość dobrze ogląda się jako piątkowy relaks.Murowany hit polsatu i wielkie kino w TVN.  Może niezbyt odkrywcza wizja I WW ale na plus z pewnością podkreślenie wątku bezsensowności tamtych okopowych walk i pokazanie ze to była w dużej mierze wojna dżentelmenów…. przynajmniej w wydaniu lotników. No i przyczynili się do powstanie tego filmu nasi słowiańscy bratia Czesi.

5/10

Admirał – Kino propagandowe w wydaniu Nowej Rosji. Historia adminrała Kołczaka, dowódcy floty czarnomorskiej potem zaś zwierzchnika państwa rosyjskiego na dalekiej Syberii w czasie trwania rewolucji bolszewickiej. Film Rosyjski.  Dużo wątku miłosnego, podnoszenie Kołczaka jako gieroja godnego naśladowania. Nagle więc okazuje się że ci „biali” nie byl do końca tacy źli jak wmawiała radziecka nomenklatura, choć tez nie do końca. Rosyjska machina propagandowa stara się wyeksploatować postać admirała do stworzenie kolejnego z mitów państwotwórczych  dla Nowej Rosji.  Ciekawe jest że owa „Nowa Rosja” która wypoczwarzyła się w ostatnich latach, stanowi złożenie elementów wydawałoby się całkowicie nieprzystających. Z zewnątrz carska prawie, że imperialna Rosja, wewnątrz wciąż jeszcze radziecka, a dodatkowo jeszcze oligarchiczna. Dziwne, ciekawe oraz przerażające.  A film Admirał to klocek do budowania takiego właśnie wizerunku.

4/10

Gran Torino – Najnowszy film Clinta Eastwooda. Ksenofobiczny Polak z pochodzenia – pan Kowalsky oraz jego azjatyccy sąsiedzi i ich przygody . Bardzo dobry, nie przesadzony film o ciekawej fabule i dobrej grze aktorskiej. Podobnie jak w Spotkaniu wątek stosunku ludności napływowej i „rodowitych” amerykanów  ciekawie rozważony i zachęcający do dialogu międzykulturowego…. czyżby to jakiś nowy nurt w kinie amerykańskim??? Poza tym jak to u Eastwooda trochę akcji, lekcja jak być twardym facetem i dobrym człowiekiem. No i obowiązkowo muscle car i broń… Fabuły nie zdradzam bo sami pewnie obejrzycie.  Bardzo godny polecenia.

8/10

Taksówkarz [Taxi Driver] – Kolejny obraz z serii Klasyka. Młody mężczyzna (DeNiro) zostaje taksówkarzem, jednak od samego początku widać że coś z nim nie tak. Jest zagubiony i brak mu pomysłu na siebie. Wrócił z wojny w Wietnamie i jak wielu z żołnierzy nie potrafi się przystosować. W nim problem tkwi jednak głębiej. Ma lekko psychopatyczną osobowość… na półce pewnie miał „Buszującego w zborzu” :) .  Świetna gra aktorska młodego jeszcze wówczas gwiazdora. Film o poszukiwaniu bliskości i alienacji w społeczeństwie XX wieku. Pewnie każdy, nawet ten kto nie widział Taksówkarza zna scenę z lustrem „Are you talking to me”???

8/10

Znikający punkt [Vanishing Point] – ehhhhh KLASYKA. Film drogi. Graliście kiedyś w Interstate’76 ?? To włąśnie było inspiracją dla twórców gry.  Koniecznie musicie obejrzeć Ten film.  Kowalsky [tak jak Gran Torino Eastwooda] w Dodge’u Challengerze  model 1970 ucieka przed wszystkimi policjantami świata za kierownicą genialnej bryki.  Ameryka przedstawia swój mityczny muscle car światu. Powstaje legenda. Wszystko zaś na drogach które walą prosto po kilkadziesiąt kilometrów po niewyobrażalnych dla nas pustkowiach.  Kurcze… to film w którym american dream cały czas był niedoścignionym snem ale wciaż BYŁ, nie zdążyli jeszcze go zniszczyć konsumpcyjnym pędem. Mocne samochody, hipisi, charyzmatyczny DJ Super Soul, 160 na deklach i szalone lata 70te.  I to wszytko dla wolności. Wolności, która nie jest patetyczna ani  wzniosła – jest szalona, naćpana i najważniejsza. I nie da się jej nigdy do końca uchwycić. Klimat klima klimat.

9/10 KONIECZNIE……….

PS. Unikać należy rimejku z 1997 z Vigo Mortensenem bo słabe.

Psy – pokłosie jedenj z moich żadkich ostatnio przygód z TV.  Jak wino z wiekiem film ten robi się coraz lepszy. Co tu dużo mówić. Jeden z bardziej udanych filmów polskiej kinematografii. Pasikowski przegonił nim Wajdę w kwesti wkładu w polską kulturę. Połowa dialogów z filmu stała się elementem naszego codziennego języka.

9/10.

Against the dark - Na koniec coś niesamowitego co trafiło mi pod oczy. Najnowszy film ze Stevenem Segalem. Świat opanowała dziwna zaraza, ludzie zmieniają sie w zombie-wampiry. Walczy z nimi naturalnie pan Senegal. Fabuła dzieje się w szpitalu po którym spacerują, dosłownie spaceruja, przez półtorej godziny pewni ludzie i co jakiś czas wyskoczy wampir, poleje się krew i powyciągają flaki ewentualnie urwą jakąś rękę. Wtedy pojawia sie Segal i jego ekipa, którzy zabijają złych panow. Szczerze nie wiem jak się film kończy bo nie wytrzymałem i wyłaczyłem go. MASAKRYCZNIE bezsensowny film. W najbardziej irytyujący sposób nielogiczny. Bo ile można chodzić p szpitalu żeby się wydostać, choćby nie wiem jak był wielki. Że niby drzwi pozamykane  brak zasilania. O ile wiem przy braku zasilania to się wszystkie wyjścia awaryjne właśnie otwierają, a włóczenie się po korytarzach to tylko nieudany wybieg fabularny. I naturalnie w takiej sytuacji wszyscy prowadziliby urocze pogawędki jak przy grillu u znajomych… nienawidzę głupich filmów. Ofijalnie uznaję ten film za najgorszy film roku 2008.

Ocena naturalnie 1/10

Akira Kurosawa

Oglądam filmy Akiry Kurosawy [黒沢 明]. Dotychczas znane mi wyrywkowo – teraz zabieram się za obejrzenie większości jego dostępnych u nas filmów. Oglądam i jestem zachwycony!

Po Siedmiu Samurajach [七人の侍]Straży Przybocznej zastanawiam się jak dużo czerpał on z amerykańskich westernów. Ciekawe byłoby w takim razie zapętlenie się tego w taki sposób, iż potem z kolei kinematografia hollywoodzka inspirowała się Kurosawą [Siedmiu Wspaniałych, Last Man Standing i inne]. Czy jednak u podstaw części jego dorobku na prawdę leży dogłębna fascynacja kinem amerykańskim, czy może widać w nich jedynie jego odrobinę – czerpanie motywów, czy amerykanizacja niektórych jego filmów?. Czy część jego filmów w takim razie zaliczyć można do kinematografii stricte japońskiej czy jest to odmiana którą można nazwać inaczej „ryżowymi westernami” [tak jak spaghetti westerny]?

Takie to moje nieskładne przemyślenia odnośnie „części samurajskiej” jego twórczości. Zabiorę sie niedługo do Szekspirowskiej części, a jest także realistyczna opowieść współczesna którą także reżyserował i jak się dowiaduje, także rosyjskie motywy… Bogactwo!

Analizowanie wzajemnych inspiracji Kurosawy [duży wpływ Johna Forda] i Kurosawą to na prawdę fascynujące zajęcie. Doszukiwanie się w poszczególnych filmach dawnych i współczesnych elementów zaczerpniętych od mistrza i tych które mistrz zapożyczał to świetna zabawa intelektualna. Test na filmową erudycję. Ciekawa zabawa.

[na zdjęciu ulubiony aktor Kurosawy Toshirō Mifune w genialnej kreacji ronina w filmie Straż Przyboczna]

Filmów jeszcze przede mną wiele więc i zabawa trwa dalej! :D

Kolja – reż. Jan Sverak

Są filmy, które zapadają w pamięć, są filmy, które potrafią człowieka poruszyć, są filmy, które wpisuje na listę ulubionych. Taki właśnie film to „Kolja” w reżyserii Jana Sveraka. Czeska produkcja z roku 1996, która zdobyła m. in. Oskara.

W naszym europejskim kinie jest coś takiego co powoduje że jest ono nam bliskie, przemawia, dotyka naszych problemów, uczuć. Niewiele filmów z Hollywood, pomimo gigantycznych nakładów, potrafi spojrzeć na człowieka w taki sposób jak robi to Sverak, Kolski czy Dejczer w „Bandycie”. Spielberg, owszem jest efekciarski, ale to rozrywka na półtorej godziny z ziewaniem w co nudniejszych momentach. Nie wywołuje on żadnych emocji poza „wow” „fajne” „widziałeś!… aaaale nieźle”. Film europejski z braku środków zdaje się iż wyewoluował w całkowicie innym kierunku – treść dominuje ponad formą. Człowiek jest w „naszym” kinie człowiekiem na całej linii. Żyje w realnym świecie, bliskim naszej rzeczywistości, osadzony jest w naszej charakterystycznej kulturze, która jeszcze [na szczęście nie została całkowicie zamerykanizowana]. W tym też chyba tkwi przewaga sztuki europejskiej, nad sterylną amerykańską papką podaną na zasadach political correctness..

„Kolja” [Kolia, Kolya] wykorzystuje zdawałoby się, najbardziej oczywisty chwyt każdego scenarzysty – dziecko i stary zgorzkniały facet, który przebywając z dzieckiem przechodzi metamorfozę. Ale jak to podane…!!! Wyśmienicie!!! I moim zdaniem nie trąca to banałem, nie popada w schematyczność i tworzy piękną opowieść bez happy endu, jak to w życiu bywa. Albo może po prostu z happy endem w wydaniu realistycznym.

Film wzrusza, porusza, narusza duszę. Plasuje go na bądź na poziomie „Bandyty”, bądź nawet powyżej o jedną gwiazdkę w moim prywatnym rankingu…

Amatorski trailer też jest moim zdaniem bardzo dobry i świetnie reklamuje film.

[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=72Z6yyHI744]

Postać chłopca jeśli nie zawładnie waszym sercem to najprawdopodobniej znaczy ze go po prostu nie macie. Świetny mały aktor. Kilka scen z małym kolją jest genialnych. Na koniec dodam tylko że jeśli masz czytelniku jakąkolwiek możliwość dotarcia do tego filmu, to koniecznie go obejrzyj – sam bądź w gronie najabliższych/z ukochaną/… KONIECZNIE!!!