Ćwierćwieczność

Wczoraj skończyłem 25 lat. Data poniekąd przełomowa, poniekąd bez znaczenia.

kakePrzeżycie jednej czwartej stulecia nie jest tym czym się wydaje. Tak naprawdę jest to dopiero kilka lat mojego „prawdziwego” żywota. Pierwsze kilkanaście wiosen mija wszak na rozwijaniu się. Założyć można że do momentu podjęcia studiów, a bezpieczniej może byłoby przyjąć, że do połowy studiów – więc choćby do tej przysłowiowej granicy 21 lat spędzamy czas na kształtowaniu siebie. Budujemy, tworzymy, układamy i naginamy swój charakter, poznajemy siebie i swoje możliwości. Jesteśmy przez to w pewien sposób ubezwłasnowolnieni, poddani biologicznych oraz społecznym procesom, które wymuszają na nas pewne zachowania, narzucają pewne etapy.

Świadomie biorę więc życie w swoje ręce gdzieś od 3 roku studiów, kiedy w końcu pojawił się w mojej głowie mniej więcej sprecyzowany plan życiowy, kiedy zreflektowałem się na to co mam i czego mi wciąż brakuje. Wcześniejszy okres uznaję więc za swoistą implementację mojego życia, można wyprowadzić prostą analogię do terminologii software’owej:

  • 1-18 y.o.– wersja alpha
  • 18-21 y. o. – wersja beta
  • 21 y.o.- wersja 1.0

Inwentaryzacja mojego dotychczasowego życia mogę zrobić bardzo łatwo, a jednocześnie bardzo zaskakujące jest jak wiele „tego” się zebrało w trakcie kilku, przecież dopiero lat mojego życia. Co prawda nastrój ogarnia człowieka z lekka melancholijny to jakoś pozytywnie staram się podtrzymywać na duchu mając świadomość tego co jest i co mam. Wiele z przemyśleń które mógłbym dziś przytoczyć zawarłem już we wcześniejszym tekście „Nic nie mam” więc mogę skupić się na innych aspektach mojej ćwierćwieczności.

Oprócz zdrowia (które wciąż jak na razie mam – nawet okularów się nie dorobiłem jeszcze, hehe), ukochanej kobiety (której mogę przy okazji tej okazji za wszystko podziękować) i rodziny, za rzecz najważniejszą, której w wieku 25 lat się „dorobiłem”, uważam PLAN. Plan ów, który stanowi cel i „mapa drogowa” do jego uzyskania, a które zachowam dla siebie w sekrecie, potrzebne są i nadają sens drodze życiowo-zawodowej. Bez tego byłoby o wiele trudniej w te kolejne 25 lat patrzeć. A kolejne 25 będzie okresem o wiele ważniejszym niż obecne 25.

KSU – Moje Bieszczady (choć nigdy nie byłem)

Legendarny zespół KSU [WIKIPEDIA} z okazji swojego 30lecia wydał płytę "KSU Akustycznie" z folkowo-akustycznymi przeróbkami swoich piosenek. Na sklepowe półki płyta trafiła 28 kwietnia, a więc całkiem niedawno. Przy powstawaniu płyty udział wziął nie tylko stały skład zespołu - zaproszono Małgorzatę Ostrowską oraz co cekawe, aktora Andrzeja Grabowskiego.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=HbCcGjVHjM8]

Wśród piosenek na nowej płycie KSU znajduje się także utwór nr 8 „Moje Bieszczady”, który promowany jest aktualnie mocno w radiowej Trójce. Kawałek posiada w sobie to coś – połączenie muzyki oraz ciekawego tekstu. Pobudza wyobraźnię, wyzwala jakiś emocje i wpada w ucho. Nie jest jednocześnie popową papką, ma w sobie coś z klimatu starej dobrej muzyki rockowej… Z pewnością jednak nie punkowej co mogliby oczekiwać starzy fani KSU. Zespół z wiekiem widać zmienia klimaty i łagodniej wchodząc w bardziej mainstreamowe kierunki muzyczne

KSU – Moje Bieszczady

Góry aż do nieba
I zieleni krzyk
Polna droga pośród kwiatów
Złamany krzyż
Strumień skryty w mroku
I zdziczały sad
Stara cerkiew pod modrzewiem
Pęknięty dzwon
Zarośnięty cmentarz
Na nim dzikie bzy
Ile łez i ile krzywdy ile ludzkiej krwi
Księżyc nad Otrytem
Niebo pełne gwiazd
Tańczą szare popielnice
San usypia nas

To właśnie są
To właśnie moje Bieszczady

Zarośnięte olchą pola dawnych wsi
Kto je orał kto je zasiał
Nie pamięta nikt
Skrzypią martwe świerki
To drewniany płacz
Świat się kończy w Sokolikach
Dalej tylko las
Druty na granicy
Dzielą nacje dwie
Dzieli ściana nienawiści
Przeraża mnie
San jest taki płytki
gdzie Beniowej brzeg

Dzieli ludzi
Dzieli myśli
Straszny jego gniew…

[UPDATE][Po zwróceniu uwago przez użytkownika 4te4d3qs4si5r poprawiłem błędy w tekście link do oryginalnego tekstu - http://ksu.art.pl/teksty/moje%20bieszczady.htm]