Naleśniki a’la Zielona Pożywka

W filmie „Soylent Green” społeczeństwo karmione jest zieloną substancją mającą stanowić substytut normalnego pożywienia w przeludnionym świecie. Charlton Heston przechadza się po świecie (wykreowanym przez Harrego Harrisona w książce „Przestrzeni, Przestrzeni”) i próbuje dowiedzieć się skąd bierze się tajemnicza zielona pożywka. Po wielu trudach dociera do tej informacji i odkrywa przerażającą prawdę…

U mnie także nastał czas na zieloną pożywkę. Na szczęście nie ma ona nic wspólnego z przetworzonymi szczątkami ludzkimi. Pochodzi prosto z mojego zamrażalnika. Dostała się tam z Tesco. Do Tesco zaś jak głosi opakowanie dotarła ona z Austrii.

Mrożony szpinak! Zielony klocek z supermarketu! Zielona pożywka!

Continue reading

Stek wołowy… to jest prawdziwe mięso!

Na co dzień żywię się w dużej mierze nabiałem w postaci jogurtów, otrębami, musli, rożnego rodzaju zieleniną. Nic nie zmienia jednak faktu, że jestem drapieżnikiem. Nic nie zmieni mojej natury. Muszę jeść mięso. Przynajmniej raz na jakiś czas. Tkwi we mnie pierwotny instynkt wbijania zębów w kawał mięsa, smaku surowego, krwistego kawałka jakiegoś zwierzęcia.

Królem wszystkich mięs jest dla mnie w sposób bezdyskusyjny wołowina. Od dłuższego czasu polowałem na kawałek porządnego czerwonego, krwistego mięsa, które mógłbym wziąć na ząb. Nie tam żaden mdły kurczak naładowany sterydami, czy żylasta wieprzowina, tylko najprawdziwszy kawałek dużego zwierza.

[Przepiękny stek - fot. Flickr by FotoosVanRobin]

W Tesco [ gdzie swoją drogą mają bardzo dobry dział mięsny] zakupiłem w końcu porządny stek wołowy. Około 36 zł za kilogram. Wybrałem ładny zgrabny kawałek o wadze około 400 gram.  Różowo-czerwony, soczysty, sprężysty. Wprost idealny. Mój wymarzony stek, który miałem zamiar usmażyć i zjeść.

Continue reading

War… war never changes…. ;)

    Zawsze lubiłem ten cytat z intra do Fallouta. „Wojna jest wojna” tłumacząc tą sentencję na prosty język. I bez względu czy estetycznie podana, czy owinięta w papierek metafory, należy pamiętać, że na wojnie w jednym momencie jesteś, a w drugim cię nie ma. I to jest w niej najstraszniejsze.

    Tak więc czas trochę z estetyzować wojnę, przedstawić historię a’la Makłowicz. Food Fight, ciekawy filmik zrealizowany przez wytwórnię (?) TouristPictures. Prezentuje on oryginalne podejście do konfliktów zbrojnych począwszy od WWII do okupacji Iraku. Wszystko jak sam tytuł sugeruje zobrazowane jest przez różne gatunki jedzenia charakterystyczne dla danych krajów. Dużo zabawy daje odkrywanie kto jest jakim jedzeniem więc nie będę wam tego psuł, polecam obejrzeć w spokoju…

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=e-yldqNkGfo&hl=pl]

    Jeśli oglądając nie mogłeś rozwikłać tajemnicy jakie konflikty są tam odgrywane lub jakie jedzenie reprezentuje jaką nację polecam zajrzeć na stronę twórców filmu – Food Fight.

PS – mi najbardziej podoba się Pearl Harbour, a najobrzydliwsze ą sajgonki i cały ten żółty catering… fuj.

A przygotowania do świąt trwają dalej :/