Prokrastynacja świąteczno-konferencyjna

Istnieje w świecie takie zjawisko jak prokrastynacja, zwane także „syndromem studenta”. Znamy je wszyscy. Przejawia się nierobieniem-tego-co-się-powinno-robić-choć-trzeba-to-koniecznie-robić. Ogólnie polega to na odkładaniu pewnych rzeczy na później pomimo pełnej świadomości, że musimy się tym zająć właśnie teraz. Skutkuje to obsuwami w terminach, nie oddanymi pracami, lub siedzeniem po nocach. Znają to wszyscy którzy kiedykolwiek przeżyli choć jedną sesję na studiach. Ogólnie jest to chyba naukowy termin mający wyjaśnić staroświeckie lenistwo, które dopada każdego z nas od czasu do czasu [przy czym niektórych częściej od innych]

Ja także obecnie doświadczam więc prokrastynacji vel. lenistwa, co związane jest po części ze świętami, po części ze zbliżającą się konferencją w Szczecinie. Doświadczam i trafiam na ciekawe rzeczy przeczesując sieć. Jest to np.:

Continue reading

…a kiedy wszedł Pan na Onet, spojrzał i zapłakał…

Od bodajże roku kwintesencją internetowej tabloidyzacji jest dla mnie portal internetowy Onet.

…a  pomyśleć że kiedyś była to moja strona startowa.

Przegląd informacji umieszczonych na pierwszej stronie Onetu, wieczorem 23 kwietnia 2009:

Politykę i wiadomości pomijam bo każdy wie jakie są, wszędzie te same i papkowate do oporu, ale za to reszta… reszta mówi wiele [przeglądowo]:

A im głębiej tym gorzej. W krótkim czasie Onet stracił wszystko, poszedł w trend kliknięcia, poddał się podszeptoom kosmatej ręki marketingu i zaczął w 100% projektować swoją treść wg wzorców a nie pisać wartościowe, mniej lub bardziej teksty. Całkowicie odrzuca mnie i zbiera się na intelektualnego pawia… Wchodzę rzadko, niemniej regularnie co kilkanaście dni żeby sprawdzić czy aby bez zmian. Jak widać powyżej. I choćby tam były ciekawe teksty nawet ,to zanim do nich dotrę moje oczy zaatakują dziesiątki beznadziejnie głupich tekstów, które całkowicie mnie sparaliżują nim dotrę gdzie chciałem… A mieli [i nadal mają tylko tam nie zachodzę już niestety] taki fajny dział prasy zagranicznej.

Aż na usta ciśnie się cytat z Adasia Miauczyńskiego w „Dniu Świra”, krzyk który w eter niesie cała moją frustrację mediami:

„Dżizus kurwa ja pierdole”

I nie mam nic do dodania.

…a tutaj tekst w oryginale i inny wymiar frustracji znany nam wszystkim – zarobki i „misja” w pracy.

httpv://www.youtube.com/watch?v=pVlMddE8TOc

Szybko odchodzą? … a długo byli?

Wykruszają się moi blogowi „znajomi”.

Odchodzą, znikają, przestają pisać, milkną w dyskusjach… wracają do reala?. Osób które lubiłem odwiedzać na ich stronach, dyskutować na temat kwestii poruszanych w ich tekstach ostaje się coraz mniej. Nie mam czasu spędzać wielu godzin w necie, szukać tekstów, znajdować przypadkowych blogów, do których już potem nie wrócę i tam zostawiać swój ślad.  Preferuje niewielką grupę tematycznych blogów w których odnajdują to czego potrzebuję.  Nie przeintelektualizowane, ale i nie „pudelkowate”. Przez pewien czas miałem taki zasób, który pozwalał mi zaspokoić intelektualno-internetowe potrzeby czytelnicze. Od jakiegoś czasu takiego zestawu już nie mam. Nie chce mi się szukać.

Najpierw został zmuszony przez czynniki zewnętrzne (i haniebne) do milczenia HaeS, potem Frustrat zamilkł na emigracji bo mu się pewnie znudziło, teraz zaskoczyło mnie po powrocie z Irlandii całkowite „zdeletowanie” wszelkiej obecności  Skem z blogosfery i to do samego dna.

Na marginesie tego fenomennu zanikania, należy zadać pytanie o ulotność którą znacznie „człowieka”, którą znacznie bardziej widać dziś w przestrzeni cyfrowej… o kształt cywilizacji elektronicznej w której egzystujemy… o sens i kształt relacji międzyludzkich w XXI stuleciu.  Kwestie do przedyskutowania przy piwku ze starymi znajomymi z reala :)

Na koniec czy ktoś wie co stało się z niejaką SKEM autorką „skemblog.wordpress.com” że zniknęła  ?

Ciekawość mnie zżera.

Pulowerek.pl – serwis dla bibliotekarzy

Pojawiło się w mojej głowie COŚ. To coś przybrało formę pomysłu. Skąd się wziął nie wiem do końca. Pewnie trochę stąd trochę stamtąd, częściowo z rozmów, częściowo z obserwacji. Skutek taki że wymyśliłem.  Co z tego będzie nie wiem. Prawdopodobnie niewiele, może coś więcej.

Swoją działalność, choć na razie jeszcze bierną, rozpoczął serwis internetowy PULOWEREK.PL – Branżowy serwis społecznościowy dla bibliotekarzy.

W moim pomyśle ma to być strona dedykowana dla społeczności bibliotekarzy – tej specyficznej grupy ludzi w okularach i w kurzu. Powinna ona łączyć w sobie elementy serwisu społecznościowego, agregatora treści i informacji, serwisu rozrywkowego, publicystycznego, kulturalnego. Jednym słowem, coś pomiędzy Ebibem, PudelkiemNaszą Klasą.

A czemu pulowerek? Wiadomo przecież że to jeden ze  stereotypowych  symboli  zawodu bibliotekarza.

Cóż jak wam się podoba taki pomysł?

Co myślicie o logo?

Personal Google

Google dawno przestało być jedynie nazwą wyszukiwarki.

Google stało się stylem bycia.

Korzystacie z Google? Na pewno. A korzystacie w całego Imperium Google? Używacie strony iGoogle? Macie konto na Gmailu? Bloga na Bloggerze? Oglądacie filmy na Youtubie? Umieszczacie swoje zdjęcia na Picasie? Macie zainstalowaną przeglądarkę Chrome? Synchronizujecie swoje kanały RSS na Google Readerze? Czy tworzycie grafikę w Google Sketchup? Używacie pakietu biurowego Google Docs? Czytacie fragmenty książek w Google Books?

Liczne opcje które udostępnia nam firma Google, powodują że teoretycznie moglibyśmy korzystać z internetu operując jedynie w universum firmy Google.  Google stało się już prawe internetowym monopolistą, jednak jak na razie jest monopolistą niezwykle łaskawym i elastycznym.

Szczerze przyznaje ze korzystam chętnie z udogodnień oferowanych przez naszego wielkiego brata, jednak gdzieś w tyle głowy kręci się pytanie o co tak na prawdę w tym wszystkim chodzi. Czy reklamy dają google na tyle przychodu że może pozwolić sobie na tak bogatą i świetną ofertę darmowego softu? Czy może firma stosuje po postu taktykę długoterminowego uzależniania od siebie jak największej rzeszy internautów, by w pewnym momencie wprowadzić opłaty za korzystanie z ich usług….

Szczerze przyznaje że nie wyobrażam sobie szwędania w internecie bez mojego iGoogla który pozwala mi oszczędzić przyajmniej kilkanaście do kilkudziesięciu minut dziennie prezentując wszystkie potrzebne mi informacje zaraz po właczeniu przeglądarki. Zamiast wykonywać rytuał klikania po kolejnych stronach przed oczami wyświetla mi się od razu wyszukiwarka, moja poczta, czytnik RSS, lista rzeczy do zrobienia, kalendarz z terminarzem, najczęsciej używane linki, katalog moich dokumnetów z któryc mogę korzystać na cąłym świecie i modyfikować je z dowolnego komputera [to jest dopiero rewolucja dla mobilnych osób]. Mój iGoogle da mi pogodę w okolicy, nawet podłączy moje gadu i pozwoli szybko znaleźć pociąg do Poznania. I to wszystko na jednej stonie przeglądarki: posortowane tak jak chcę, z estetycznym graficznym tematem oraz możliwością ułożenia w dowolne działy tematyczne. iGoogle to na prawdę genialny wynalazek i jego zastosowanie pozwala oszczędzić np kilkanaście sekund na wklepywanie adresu logowanie się do kolejnych serwisów, kolejne kilkanaście sekund na otwarcie się skrzynki pocztowej, a potem jeszcze na włączenie wolno chodzącej strony z pogodą. Kto nie próbował to polecam z całego serca wypróbować to narzędzie.

Jednak drugą stroną medalu jest to że powierzamy prywatnej firmie dużo ważnych informacji, które mówią o nas, o naszym życiu i zainteresowaniach. Google zna nasze gusta, wie o czym piszemy w poczcie do ukochanej lub do partnera biznesowego. Wie o czym będzie nasza najnowsza książka i jakie były wyniki naszego przedsiębiorstwa w ostatnim kwartale. Google może te informacje zbierać, analizować i sprzedać nasz profil firmie marketingowej jako ich idealnego klienta lub kto wie co jeszcze zrobić z wiedzą o nas…

Dobrowolnie decydujemy się w takim przypadku przekazać część informacji o nas w zamian za te sekundy, i minuty oszczędzonego czasu, które zyskujemy dzięki otrzymanym narzędziom. Jet to więc zwykła wymiana.Barter w wydaniu XXI wieku. "Sprzedajemy" informacje w zamian za czas.

Każdy sam musi ocenić czy zyskuje na tej transakcji czy czuje się oszukany.