World News Report

Austria i Węgry: W Galicyi zdarzyła się powódź ogromna, dawno nie widziana. Wskutek deszczów ulewnych i oberwania chmur wystąpiły z łożysk wszystkie rzeki, przystoki, strugi, pustosząc mieszkania ludzkie, prace i nadzieje blzkiego żniwa. [...] Fałszywe i szkodliwe nauki socyalnych demokratów nihilistów rozszerzają się także w Austryi. Anarchiści zrobili zamachy dynamitowe, a jeden z nich, nazwiskiem Stellmacher opróch innych zgrodni i morderstw zamordował ajenta policyjnego Blocha.

Rosja: [...] zawsze jeszcze nihiliści anarchiści swoje krecie roboty dalej prowadzą, a policja tu i ówdzie odkrywa ich spiski i aresztuje ich licznie [...] Prześladowania żydów zawsze jeszcze się zdarzają, na przykład w Niżnym Nowogrodzie były w czerwcu 1884 r. zaburzenia przeciw żydom. Pięc domó żydowsich ruinowano na niektórych nawet zdarto dachy.

Anglia ma dużo kłopotu z Egiptem. W zeszłym roku musieli Anglicy Aleksandrię bombardować i kraj gwałtem uspokoić, a teraz w Sudanie, kraju znajdującym się pod panowaniem Egiptu, powstał pomiędzy murzynami i arabami fałszywy prorok, nazwiskiem Mahdi, który wojnę ogłosił przeciwko Anglikom i Europejczykom i Sudan chciał oswobodzić.

Francyą zawarli Chińczycy pokój pod warunkami dla Francuzów bardzo korzystnymi. Ledwie jednak że największa część wojska francuzkiego do Europy powróciła, napadli Chińczycy na pozostałe wojsko i wyrządzili mu dotkliwą klęskę. [...] Dla Europy miała ta wojna w Chinach bardzo nieszczęśliwe skutki. Wojsko przyniosło bowiem z Azyi cholerę ze sobą do Tulonu, miasta portowego w południowej Francyi [...]

Na podstawie: Kalendarz Prusko-Polski Ostródzki na rok 1885

Świat według Stefana Mellera

Przed kilkoma dniami pochłonąłem (bo inaczej tego nazwać nie mogę) książkę pt: Świat według Mellera. Jest to zapis wspomnień Stefana Mellera zebranych podczas rozmów z Michałem Komarem.

Stefan Meller, historyk, pisarz, polityk, minister spraw zagranicznych, zmarł niestety ledwie doczekawszy pojawienia się swoich wspomnień. Odkryłem go dopiero dzięki tej książce i to odkryłem go jako człowieka oraz historyka. Zawsze wesołego, pogodnego, starającego się przetrzymać liczne przeciwności jakie los rzucał mu pod nogi – czy to oskarżenia i pomówienia w roku 1968, czy to długoletni całkowity zakaz pracy w zawodzie, czy inne przeszkody na życiowej drodze. Stefan Meller, jak dowiadujemy sie z jego wspomnień, nawet w najczarniejszych czasach potrafił się dobrze bawić, robić żarty i żyć… bo co innego miał w sumie robić.

Nie jest o jednak tylko zapis jego figli i psot. Znajdujemy w książce wiele wspomnień dotyczących poważnych spraw oraz przemyśleń dojrzałego, doświadczonego mężczyzny. Jest też charakterystyka ówczesnego środowiska inteligencko-historycznego Warszawy, kręgu przyjaciół i znajomych którzy jakoś sobie radzili w tych realiach. Świetne historie z czasów studenckich, interesujące opowieści o legendarnych dziś postaciach – historykach UW,

Książkę czytałem jednym tchem, zarówno dlatego, że jest dobrze napisana (w końcu to wypowiedz człowieka będącego znakomitym mówcą), jak i dlatego że ogromnie wciągnęła mnie jej atmosfera oraz ludzie w niej wspominani. Polecam książkę wszystkim, w szczególności historykom, zaręczam że można zarówno uśmiać się do łez, jak i przeczytać wiele mądrych słów. Ogromnie cieszę się że mogłem poznać tego człowieka.

Poniżej pokuszę się o kilka ciekawych z licznych cytatów jakie wynotowałem sobie ze wspomnień Mellera:

Po latach kiedy, dojeżdżałem do Białegostoku, była nią [szczepionką przeciwko protekcjonalnemu traktowaniu ludzi z innych środowisk] i samo miasto i ludzie z zupełnie innych środowisk, których tam spotykałem, ale przede wszystkim – pociąg (zwłaszcza osobowy) Warszawa-Białystok. To powinna być właściwie obowiązkowa lekcja dla osób interesujących się polityką i problemami społecznymi: pociąg fenomenalnie weryfikuje wszystkie, nawet teoretycznie nadzwyczaj szlachetne pomysły. Daje dar oglądu rzeczywistości. Nawet jeśli jest to rzeczywistość niekiedy głupia.” s. 43-44

W Paryżu zorientowałem się, że mam niepokojącą lukę dotyczącą tej epoki: przez rok zaczytywałem się monografiami z dziedziny mediewistyki. Uzupełniałem wykształcenie, bo nagle zrozumiałem, że to takie głupie i prostackie lenistwo i zaniechanie. Każdy historyk musi przez to przejść – bez znajomości średniowiecza nie jest profesjonalistą, niewiele rozumie z tego czym się zajmuje” s. 65

Kobiecość to nie tylko uroda twarzy , ale także sposób chodzenia, poruszania się, sposób mówienia, cały wdzięk – to bardzo trudno ocenić; klasyczne pytanie „czy pan woli brunetki, czy blondynki: jest pytaniem idiotów do idiotów, bo to nie na tym polega” s. 130-131

i na koniec anegdota przy której zaśmiewałem się do łez :D :

Historia z profesorem [Stefanem] Kieniewiczem zdarzyła się kiedy Adam szykował się do kolokwium habilitacyjnego. Zadzwoniłem do niego na kilka godzin przed kolokwium i powiedziałem: – Dzień dobry, panie docencie. Na co mi Adam powiedział: – Uspokój się, nie mów do mnie „panie docencie”, bo mi to przyniesie pecha. Po godzinie odbieram telefon. Dzwoni Adam i pyta: – Słuchaj, czy ty dzwoniłeś do mnie? Ja mówię: – Nie, to nie ja. Po drugiej stronie słyszę przerażone: – O, cholera.
- Słuchaj – Mówi Adam – przed chwilą był telefon i ktoś powiedział „Dzień dobry, panie docencie, mówi Stefan” Ja już nie słuchałem dalej, tylko wrzasnąłem – Odpierdol się, przecież już ci mówiłem. I rzuciłem słuchawkę. Byłem przekonany że to ty…
Widocznie musiałem przekonujący w zaprzeczeniach, bo Adam spytał z przerażeniem: – A jak myślisz, kto to mógł być? Czy masz jakiś pomysł? Mówię: – A jak powiedział „Dzień dobry”?. Czy wymawiał poprawnie „r”? Jaki miał głos?
Jednym słowem – wyszło na to, że dzwonił do niego profesor Kieniewicz, zresztą jeden z recenzentów rozprawy habilitacyjnej. Tyle tylko że nie zdążył się do końca przedstawić kiedy usłyszał, że ma się odpierdolić… Adam wpadł w histerię, w końcu było to tuż przed kolokwium.
” S. 223-224.

Oparte na faktach autentycznych! ;]

    W trakcie długich rejsów po mazurach i przy licznych ogniskach słychać szanty. Piosenki wokalnie niewymagające, zaśpiewa się po kilku piwach bez problemu, a i zagra je każdy średnio-zaawansowany gitarzysta. I to ich urok. A i rytm skoczny i tekst zawsze jakiś klimatyczny.

Dla przykładu szanta: Szkuner „I’m Alone” zesołu Smugglers.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=4SljgOXkO5c&hl=pl]

    Prawda że ładna muzyczna opowieść :) Jednak jak się okazuje w rzeczywistości ta historia była o wiele ciekawsza, bowiem istniał taki właśnie szkuner o nazwie „I’m Alone” i rzeczywiście szmuglował on alkohol do USA w czasie prohibicji. Był jednym z bardziej znanych „rum-runnerów” tamtego okresu. Opowieść, którą chciałbym przytoczyć zaczyna się jednak o wiele wcześniej…

    John T. Randell, Kanadyjczyk, był porucznikiem marynarki w czasie I Wojny Światowej, w trakcie której dowodził okrętem „Tenby Castle”. Zasłynął pojmaniem okrętów „Pallas” (Niemiecki) oraz „Malmland” (Szwedzki), które z ładunkiem rudy próbowały sie przedrzeć z Narwiku do Niemiec. Największą sławę przyniosło Randellowi jednak zatopienie niemieckiego okrętu „Friedrich Asp”. Problem jednak w tym, że frachtowiec znajdował się jeszcze wówczas ponad 14 mil morskich od brzegu, czyli na wodach międzynarodowych… Teoretycznie, kapitan Randell popełnił wiec przestępstwo, jednak jak to bywa na wojnie, reguł przestrzega się tylko teoretycznie, a liczy się w ostatecznym rozrachunku kto wygrał. Pomimo protestów, admiralicja nie wyciągnęła więc żadnych konsekwencji.

    Po wojnie John Randell próbował różnych zawodów, ostatecznie jednak powrócił do dowodzenia statkiem, tym razem jednostkom cywilną. Wydarzenia które stały się kanwą powyższej szanty, osiągnęły punkt kulminacyjny w roku 1929. Wiadomo, w USA susza, nie ma nic porządnego do picia… W marcu szkuner Randella wypłynął po raz kolejny, tak jak robił to wiele razy z portu Belize w Brytyjskim Hondurasie i skierował się ku brzegom Luizjany z ładownią wypełnioną 2800 skrzynkami gorzały.

    Cały proceder polegał zaś na tym, że by nie narażać się na aresztowani, kapitan Randall wykorzystywał bezsilność Coast Guard na wodach międzynarodowych, gdzie dochodziło do spotkania z odbiorcą towaru i przeładunku alkoholu. Dlatego „I’m Alone” cumował zawsze 15 mil morskich od wejścia do rzeki Missisipi. Tym razem jednak, okręt straży przybrzeżnej przyuważył Randalla i nadając mu sygnały do zatrzymania się rozpoczął pościg za uciekającym „I’m alone”. Kuter „Walcott” oddał kilka strzałów ostrzegawczych, dogonił obciążony ładunkiem szkuner, a jego oficer wszedł na pokład, jednak nie zezwolono mu na przeprowadzenie kontroli. Wszak był to statek pod banderą Kanady na wodach międzynarodowych.

    Oficer zszedł ze Szkunera, który kontynuował ucieczkę na południe. Do pogoni dołączył się po jakimś czasie drugi kuter Coast Guard „Dexeter”. W odległości 200 m.m. od wybrzeży USA nadano do „I’m Alone” sygnał-ultimatum do zatrzymania się, inaczej zostanie zatopiony. Randell wściekł się i odpowiedział że mogą go ostrzelać, ale i tak nie zgadza się na zatrzymanie. Otwarto ogień w kierunku szkunera, niszcząc maszt, demolując pokład i ostatecnie, zatapiając okręt. Na szczęście od ostrzału nikt nie zginął, ani nie został ranny i tylko nieszczęsny francuski kucharz utonął w czasie ewakuacji.

    Tak oto zakończyły się dzieje szkunera „I’m alone”. Jego zatopienie wywołało w prasie kanadyjskiej i brytyjskiej prawdziwą burzę, a co gorętsze głowy domagały się nawet wypowiedzenia Stanom Zjednoczonym wojny. Ostatecznie sprawę rozwiązała dwustronna komisja, przyznając Randellowi odszkodowanie i umarzając wszelkie oskarżenia przeciwko niemu ze strony USA o przemyt.

MORAŁ: Kapitan Randell zatopił w 1915 roku statek znajdujący się na wodach międzynarodowych, a los zemścił się na nim zatapiając tak samo jego szkuner w roku 1929. Nie wolno igrać z losem. Czasem ma on dziwne poczucie humoru.

[na podst.: Antoni Strzelbicki, Marynarski Koktajl, Warszawa 1982]

Lao Che – Powstanie Warszawskie

     Może i trochę jestem opóźniony, ale lepiej późno niż wcale… odkryłem niedawno płytę zespołu Lao ChePowstanie Warszawskie„. Genialne muzyczno-słuchowiskowe przedstawienie, w którym mieszają się style muzyczne i wybuchają emocje związane z jednym z najtragiczniejszych epizodów „naszej” II Wojny Światowej. Jestem pod olbrzymim wrażeniem…

    Album Powstanie Warszawskie wydany został w marcu 2005 roku i jest uważana za najważniejsze wydawnictwo muzyczne tego roku. O płycie niech wypowiedzą się sami jej twórcy:

    „Powstanie Warszawskie to zjawisko tak bardzo osobliwe, że trudno przypisać mu jakiekolwiek analogie. Dla nas – bez względu na różnorodne kontrowersje, które ten temat powoduje – jest to okres historyczny przede wszystkim przesycony romantyzmem. Postanowiliśmy napisać płytę o owym czasie, czasie prób człowieczego morale. Bestialstwo kontra uniesienie młodzieńczej odwagi, przyjaźni, współistnienia w warunkach tak dalece ekstremalnych, że niemożliwych do pełnego odczucia przez nas – ludzi teraźniejszości. Jedyne co możemy to iść drogą wyobraźni. Powstanie Warszawskie to płyta-słuchowisko złożona z 10 kompozycji, których najważniejszym zadaniem jest pokazanie poprzez dźwięki owego świata. Układ płyty oraz aranżacje utworów odpowiadają realiom historycznym, które miały bardzo duży wpływ na nasze tworzenie. Postaraliśmy się aby scenariusz przedstawiał się dokładnie tak jak faktyczne zdarzenia owych dni. Chcielibyśmy, aby słuchacze poczuli choć namiastkę tamtych emocji.”

 

Lao Che – Zrzuty

[audio http://www.chomikuj.pl/rynarzewski/Muzyka/Lao+Che+-+Powstanie+Warszawskie/Powstanie+Warszawskie+-+04+-+Zrzuty.mp3]

 

    Trzeba zwrócić, przy okazji, uwagę na wartość popularyzacyjno-edukacyjną takiego przedsięwzięcia jak nagrania zespołu Lao Che. Zainteresowanie młodego pokolenia tymi wydarzeniami poprzez popularną muzykę z pewnością jest drogą, która ułatwi zaszczepienie, choć kilku faktów z tamtej epoki, a może dla części będzie inspiracją do dalszego zgłębienia historii Powstania 44. Wydarzenia sprzed ponad 60 lat zacierają się w naszej świadomości więc trzeba cały czas szukać drogi by utrzymać ją żywą wśród kolejnych pokoleń. Jednocześnie nie można popaść w zbytnią mitologizację i odrealnienie Powstania. Wydaje mi się, że Lao Che uniknęło tych pułapek.

 

Lao Che – Barykada

[audio http://www.chomikuj.pl/Aradia/Muzyka/Lao+Che/Powstanie+Warszawskie/Powstanie+Warszawskie+-+03+-+Barykada.mp3]

[słuchając tej piosenki, starając się wczuć w sytuacje tych młodych ludzi z batalionu Zośka na Woli, cały się rozpadam]

 

    We mnie „Powstanie Warszawskie” wzbudza olbrzymie emocje. Wsłuchanie się w teksty, przesłuchanie całości tego słuchowiska zmusza do zastanowienia się nad losem tysięcy młodych ludzi, którzy oddali życie za ideały – wolność, Polskę, ojczyznę. Porażające i jakby niepojmowane zdaje się być to, że w beznadziejnej walce gotowi byli poświęcić się oddając wszystko to czego jeszcze nie zdążyli poznać. Czy sam byłbym gotów na takie poświęcenie. Szczera odpowiedz to: nie wiem. I czy w takim razie jestem coś winien tym ludziom, którzy odważyli się walczyć. Z pewnością jestem im winny pamięć.

    Z całą odpowiedzialnością POLECAM płytę Lao Che „Powstanie Warszawskie” jako naprawdę dobry kawał muzyki, a zarazem podróż w historię, bo w końcu kto może zrozumieć emocje targające ludźmi z tamtego pokolenia, jeśli nie ich dzisiejsi rówieśnicy. W gruncie rzeczy jesteśmy przecież tacy sami…

Całą płytę można nielegalnie ściągnąć TUTAJ

 

 

Nadanie ziemi w Puszczy Przełomskiej z 22 grudnia 1522 roku

    Poniższy dokument oraz (najprawdopodobniej) jego transkrypcja pochodząca z Metryki Litewskiej stanowią najstarsze świadectwo odnośnie dziejów miasta Sejny. W dotychczasowej literaturze pokutuje błędne przekonanie, iż jest to nadanie ziemi na rzeką Sejną, jednak jak wynika z analizy tekstu ML jest to nadanie ziemi w powiecie przełomskim z zaznaczeniem i iż dzierżawca ma sam wyszukać odpowiedni teren dla nadania. O nadaniu nad rzeką i jeziorem Sejny mówi dopiero dokument z 21 maja 1523 roku.
    Jeśli dotychczas wiedzę o historii czerpaliście jedynie z książek i opracowań to zapraszam na zatknięcie się z „prawdziwą” historią. Dokument faktycznie ma te prawie 500 lat, a transkrypcja (i dokonana przeze mnie transliteracja) tekstu pochodzi z księgi wpisów Metryki Litewskiej z kancelarii WKL. Zdjęcie dokumentu jest mojego autorstwa i wykonałem je w Muzeum Ziemi Sejneńskiej w Sejnach.
nadanie ziemi Ivanowi Wiszniowieckiemu w 1522

transliteracja z jezyka Starobiałoruskiego:

Wojewodie podliaszkomu, marszalku naszomu, derżawcy ożskomu i perelomskomu i radunskomu, panu Januszu Kostiewiczu. Bil nam czolom dworianin nasz kniaz Iwan Michajłowicz Wiszniewieckij i prosil w nas pusczy w Perelomskom powiete. Ino my, z laski naszoje na ego czolombitie to wczynili, a proto ż, aby iesi iemu zabel puszczi naszoje Perelomskoje wdolż na polmili i wszyrki też na w polmili tam gdie by nam nieszkodno było, i w to ażby eci emu uberanie dal. Pisan u Parcowie, pod jiet bożogo narożenia 1000 piatsot 22, miesaca diekabria 22 dien, indykt 11. W tom listie ruka korolewskaja. Kopot, pisar.

[Metryka Litewska 12, nr 78, s. 195]