Sie idzie do kina czasem…

Czasem zdaży się pójść człowiekowi do kina. Z nudów. Miasto wojewódzkie – około 200tyś mieszkańców, kilkadziesiąt tysięcy studentów, dwa kina (sic!). Multipleks i kino studyjne. W multipleksie reprtuar oferuje głównie "Małpy w kosmosie" i "Mamma Mia". Bez komentarza.  W kinie studyjnym repertuar całkowicie odmienny. Wiadomo.

Wybór jest prosty – kino studyjne. Seans na godz. 20. Przed seansem można napić się herbaty w kinowej kawiarence. Miło. Grają francuski film "Paris" czyli po polskiemu "Niebo nad Paryżem". Jakby dosłowne tłumaczenie komuś krzywdę zrobić mogło. Może copyrighterom/tłumaczom płacili od wyrazu… [ albo dlatego, że IMDb znajduje 14 filmów pt.: "Paris"...;]…]

Poszliśmy. Weszliśmy. Bilet udało się kupić dopiero jak pani bileterka skończył palić peta na zewnątrz. Też człowiek taka bileterka. Potrafi zrozumieć. Bilet nie tani. Jeszcze zapomniałem na dokładkę powiedzieć że ulgowy, zdziwiony zapytałem czemu tak mało reszty. Pani stwierdziła że nie może już cofnąć… Jestem pewien że można, nie chciałem się już awanturować. Może nie umie. Tak czy inaczej człek musi się zacząć przyzwyczajać do pełnej stawki. Potraktowałem to jako bolesną lekcję finansowej pokory wobec nadchodzących (za miesiąc już) bolesnej zmiany. A pełna stawka za bilet w kinie studyjnym to tylko o złotówkę taniej od biletu niż w multipleksie. Potrafię zrozumieć i uszanować.

Przed wejściem kolejka. Bileterka wpuszcza nas do sali. Niewielka, może ze 100 – 120 miejsc tak na oko. W sali jest zimno. Pomimo że właśnie skończył się poprzedni seans. Nauczeni doświadczeniem ubraliśmy się ciepło. Człowiek czasem uczy się na błędach, a szczękając zębami ciężko skupić się na filmie.

Film zaczyna się z kilkuminutowym opóźnieniem. Wrażenia bardzo pozytywne. Klimat ciepły i mądry. Opowieść o życiu kilku osób w Wielkim Mieście, dość uniwersalnie ujęte, umieszczone akurat w Paryżu, lecz równie dobrze fabuła mogłaby dziać się w dowolnym dużym mieście. Postacie to m. in.: młody tancerz z wadą serca, jego siostra rozwódka pracownica pomocy społecznej, profesor historii w kryzysie wieku średniego [?], jego studentka bawiąca się facetami [w tym owym profesorem] , sprzedawcy z bazaru i parę innych ciekawych charakterów.  Wszystkie losy przeplatają się w pewien sposób  tworząc małą, nieświadomą tego społeczność w z pozoru anonimowym Wielkim Mieście – tu akurat Paryżu. Ogólnie film opowiada o  ludziach i ich problemach i zawiera ogólne przesłanie że życie nie jest takie straszne, choć spotykają nas tragedie na które nic nie poradzimy. Że trzeba żyć.

Życie, śmierć, plany, nadzieje, porażki, upokorzenie, miłość, kłamstwo, radość, depresja. Przyprawy rzeczywistości. "Niebo nad Paryżem"  to ciekawy film.

Zamiast podsumowania przytaczam kilka wrażeń estetycznych z pobytu w kinie. Jak wspominałem było zimno. Za nami siadły jakieś starszawe babsztyle, które nawijały przez pół filmu jak kwoki. Po prawej siedziała para nastolatków, która śmiała się w bardzo dziwnych momentach, kiedy moim zdaniem nie było nic do śmiechu. Ktoś szeleścił czipsami. Nie mogłem cofnąć jak chciałem obejrzeć jeszcze raz poprzednią scenę. Nie było pauzy. Do kina musieliśmy najpierw dojechać, a potem wracać w nocy ponad pół godziny nim trafiliśmy do ciepłego łoża…

Kino jest fajne. Byle nie za często. Człowiek przyzwyczaił się trochę do wygody. :)

 

Jezus Chrystus Łowca Wampirów

Blogowe wakacje przerywa mi nieodparta chęć podzielenia się ze światem i zanotowaniem dla potomnych informacji o niesamowitym znalezisku – filmie Jezus Chrystus Łowca Wampirów [IMDb]. Fabuła powinna zachęcić was wystarczająco: Wampiry posiadły moc poruszania się za dnia, atakują bezbronne lesbijki, których populacja zaczyna niepokojąco maleć! Ta sprawa wymaga ingerencji samego Jezusa Chrystusa Łowcy Wampirów.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=4LRIypcaIX4]

Film pomimo że wykonany metodą pół-amatorską to jest moim zdaniem fenomenalny, niezależnie od tego jak zapatrujemy się na tematy wiary. Kanadyjska produkcja powala absurdalnym humorem oraz umiejętnością nabrania dystansu do wielu spraw związanych z religią jak np. Bóg przemawiający do Jezusa jako kulka lodów z deseru – dla wielu takie ukazanie wydawać sie może obrazoburcze albo po prostu głupie, dla mnie jest po prostu zabawne. No a poza tym jest to film karate w konwencji komediowego horroru z wampirami, a przewijają sie nawet pewne elementy musicalu. Swoją drogą walki są zrobione z tak fenomenalną inwencją, świeżością i poczuciem humoru, że powinny zadowolić największych koneserów – także wielbicieli kina akcji!

Polecam film dla ludzi, którzy mają dystans do spraw religijnych. Dla tych bez dystansu może to być trochę szokujące. O tym jak bogobojnie pochodzą niektórzy do tych tematów niech przemówi cytat ze jednej z internetowych recezji tego filmu

„Jesus Christ Vampire Hunter” mogłem jednak obejrzeć ze spokojem sumienia, tłumacząc sobie, że skoro zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Najwyższego i mamy jako ludzie poczucie humoru, to i On musi poczucie humoru mieć i nie zdenerwuje się na mnie, gdy taki film obejrzę. Zresztą i tak większego stracha powinni mieć Ci, którzy ten niecodzienny film zrobili, a z tego co wiem, wciąż żyją. Z tą myślą pozostawiam Was drodzy Czytelnicy i idę zamknąć okno, bo zaczyna się chmurzyć…

Film możecie za darmo obejrzeć na stronach serwisu Joox.net – pod linkiem:

„Jezus Chrystus Łowca Wampirów”

Akira Kurosawa

Oglądam filmy Akiry Kurosawy [黒沢 明]. Dotychczas znane mi wyrywkowo – teraz zabieram się za obejrzenie większości jego dostępnych u nas filmów. Oglądam i jestem zachwycony!

Po Siedmiu Samurajach [七人の侍]Straży Przybocznej zastanawiam się jak dużo czerpał on z amerykańskich westernów. Ciekawe byłoby w takim razie zapętlenie się tego w taki sposób, iż potem z kolei kinematografia hollywoodzka inspirowała się Kurosawą [Siedmiu Wspaniałych, Last Man Standing i inne]. Czy jednak u podstaw części jego dorobku na prawdę leży dogłębna fascynacja kinem amerykańskim, czy może widać w nich jedynie jego odrobinę – czerpanie motywów, czy amerykanizacja niektórych jego filmów?. Czy część jego filmów w takim razie zaliczyć można do kinematografii stricte japońskiej czy jest to odmiana którą można nazwać inaczej „ryżowymi westernami” [tak jak spaghetti westerny]?

Takie to moje nieskładne przemyślenia odnośnie „części samurajskiej” jego twórczości. Zabiorę sie niedługo do Szekspirowskiej części, a jest także realistyczna opowieść współczesna którą także reżyserował i jak się dowiaduje, także rosyjskie motywy… Bogactwo!

Analizowanie wzajemnych inspiracji Kurosawy [duży wpływ Johna Forda] i Kurosawą to na prawdę fascynujące zajęcie. Doszukiwanie się w poszczególnych filmach dawnych i współczesnych elementów zaczerpniętych od mistrza i tych które mistrz zapożyczał to świetna zabawa intelektualna. Test na filmową erudycję. Ciekawa zabawa.

[na zdjęciu ulubiony aktor Kurosawy Toshirō Mifune w genialnej kreacji ronina w filmie Straż Przyboczna]

Filmów jeszcze przede mną wiele więc i zabawa trwa dalej! :D

Dzień dziecka – Artur i Minimki

Dziś Dzień Dziecka w telewizji repertuar skierowany do określonego targetu, to i ja oglądam bo dziś mam leniwą niedzielę na kanapie.

Znany i lubiany reżyser Luc Besson – autor m. in. Leona Zawodowca, 5tego Elementu, Joanny D’arc i wielu innych znanych filmów, postanowił w pewnym momencie wziąć się za film dla dzieci – nakręcił film „Artur i Minimki”….. I jak mu to wyszło!!!

Wow. Ja, jako stary chłop po obejrzeniu tego filmu jestem zachwycony. Obejrzyjcie trailer.

[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=MBiN6QYK1vU]

Szkoda że takich filmów nie było kiedym był szczawikiem. Świetna fabuła – wciągająca i niebanalna. Świetne wykonanie i realizacja – grafika komputerowa czyni cuda i dobrze wykorzystana. Chowają się przy tym wszelkie Kroniki Narni….

Fajnie czasem [choć na chwilę] móc powrócić w lata beztroskiego dzieciństwa… Polecam!

Kolja – reż. Jan Sverak

Są filmy, które zapadają w pamięć, są filmy, które potrafią człowieka poruszyć, są filmy, które wpisuje na listę ulubionych. Taki właśnie film to „Kolja” w reżyserii Jana Sveraka. Czeska produkcja z roku 1996, która zdobyła m. in. Oskara.

W naszym europejskim kinie jest coś takiego co powoduje że jest ono nam bliskie, przemawia, dotyka naszych problemów, uczuć. Niewiele filmów z Hollywood, pomimo gigantycznych nakładów, potrafi spojrzeć na człowieka w taki sposób jak robi to Sverak, Kolski czy Dejczer w „Bandycie”. Spielberg, owszem jest efekciarski, ale to rozrywka na półtorej godziny z ziewaniem w co nudniejszych momentach. Nie wywołuje on żadnych emocji poza „wow” „fajne” „widziałeś!… aaaale nieźle”. Film europejski z braku środków zdaje się iż wyewoluował w całkowicie innym kierunku – treść dominuje ponad formą. Człowiek jest w „naszym” kinie człowiekiem na całej linii. Żyje w realnym świecie, bliskim naszej rzeczywistości, osadzony jest w naszej charakterystycznej kulturze, która jeszcze [na szczęście nie została całkowicie zamerykanizowana]. W tym też chyba tkwi przewaga sztuki europejskiej, nad sterylną amerykańską papką podaną na zasadach political correctness..

„Kolja” [Kolia, Kolya] wykorzystuje zdawałoby się, najbardziej oczywisty chwyt każdego scenarzysty – dziecko i stary zgorzkniały facet, który przebywając z dzieckiem przechodzi metamorfozę. Ale jak to podane…!!! Wyśmienicie!!! I moim zdaniem nie trąca to banałem, nie popada w schematyczność i tworzy piękną opowieść bez happy endu, jak to w życiu bywa. Albo może po prostu z happy endem w wydaniu realistycznym.

Film wzrusza, porusza, narusza duszę. Plasuje go na bądź na poziomie „Bandyty”, bądź nawet powyżej o jedną gwiazdkę w moim prywatnym rankingu…

Amatorski trailer też jest moim zdaniem bardzo dobry i świetnie reklamuje film.

[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=72Z6yyHI744]

Postać chłopca jeśli nie zawładnie waszym sercem to najprawdopodobniej znaczy ze go po prostu nie macie. Świetny mały aktor. Kilka scen z małym kolją jest genialnych. Na koniec dodam tylko że jeśli masz czytelniku jakąkolwiek możliwość dotarcia do tego filmu, to koniecznie go obejrzyj – sam bądź w gronie najabliższych/z ukochaną/… KONIECZNIE!!!