Klasyczne śniadanie w afrykańskim więzieniu przeminęło z wiatrem… i deszczem

Oglądamy ostatnio klasykę. Wręcz klasykę klasyki. Głównie filmy z lat 5ote XX wieku (i okolice)  w wydaniu Hollywoodzkim. Deszczowa Piosenka, Śniadanie u Tiffaniego  czy choćby Jailhouse Rock to nadal świetne filmy! I choć oficjalnie nie są to już złote lata Hollywood to powstało w tym okresie wystarczająco wiele genialnych filmów bym pałał szczególnie silnym uczuciem do tej dekady. A jeśli do wspomnianych wyżej klasycznych filmów dodam moją wielką miłość do filmów SF z tego okresu to mówiąc kolokwialnie lata pięćdziesiąte rulez. Poniżej nie znajdują się żadne głębokie analizy filmoznawcze. Ich szukajcie gdzie indziej. U mnie po prostu trochę własnych wrażeń:

http://i2.pinger.pl/pgr212/388b02f00013fcc14bc5da1a/lgpp30403%2Baudrey-hepburn-stars-in-breakfast-at-tiffanys-breakfast-at-tiffanys-poster.jpgŚniadanie u Tiffaniego – Uczta. W budynku zamieszkałym przez całą galerię zwariowanych postaci zamieszkuje początkujący pisarz-żigolak, który powoli zaczyna wsiąkać w zwariowany świat Holly Golightly. Film jest przepięknie abstrakcyjny, a Audrey Hepburn zagrała w nim niesamowitą rolę narwanej dziewczyny. Jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widziałem.Ma w sobie jakieś ciepło, a człowiek po jego obejrzeniu czuje się jakoś magicznie podniesiony na duchu. Końcowa scena z kotem w deszczu jest fenomenalna. Towarzyszy jej przepiękny motyw muzyczny „Moon River”, a cała rola kota imieniem „Kot” jest moim zdaniem oscarowa.

Film także wizualnie przyciąga niczym magnes. Audrey Hepburn jest piękna i wspaniale wystylizowana. Plakat ze „Śniadania..” (a choćby taki jak po lewej stronie) z pewnością zawiśnie na mojej ścianie.

Warta odnotowania jest scena w bibliotece, kiedy Paul „Fred” Varjak tłumaczy Holly co i jak w tym przybytku wiedzy.

Continue reading

Festiwal Filmów Fabularnych w Pracy

Skaner naprawiony! Hurra! Można pracować. A przy skanerze praca się opłaca. Bo jako wysokiej klasy zawodowiec i specjalista od skanowania ręcznego, a poniekąd dzięki cudownemu oprogramowaniu , które ogrom pracy wykonuje za mnie, mogę dzielić swój czas pracy z przyjemnością, bez żadnej ujmy dla efektywności. I oglądam filmy. Może już kiedyś o tym wspominałem, ale mam najwspanialsze stanowisko pracy na świecie. Pracuje, oglądam, pracuję, piję herbatę i oglądam. Wszystko naraz! Bez utraty jakości pracy, bez najmniejszego uszczerbku dla obowiązków służbowych!!

Continue reading

Na srebrnym globie [1976-1988] reż. Andrzej Żuławski

Wydawnictwo kanału filmowego Kino Polska wydaje niezwykle ciekawe reżyserskie pakiety w serii Arcydzieła Polskiego Kina. Miałem możliwość obejrzeć niedawno pochodzący z tej kolekcji film Andrzeja Żuławskiego (jeden z trzech w pakiecie) pod tytułem: Na srebrnym globie. Obraz niezwykły i ciekawy… także ze względów pozafilmowych.

Obraz ten jest ekranizacją prozy Jerzego Żuławskiego, znanego literata, fantasty młodopolskiego. Jest on ni mniej ni więcej tylko stryjecznym dziadkiem reżysera obrazu Andrzeja Żuławskiego. Powierzenie nakręcenia fantastycznej superprodukcji władze PRL, poza światową renomą i umiejętnościami, powierzyły mu między innymi także z tego względu.

Fabuła dla osób, które nie czytały trylogii Żuławskiego (Jerzego), czego ja niestety także o ile mnie pamięć czyni nie zrobiłem, jest dość trudna do streszczenia. W kilku słowach opiera się jednak na tym że prymitywni mieszkańcy ziemiopodonej planety znajdują kawałek żelastwa, który postanawiają dostarczyć rezydującym w jakimś rodzaju stacji nasłuchowej traktowanym jak bóstwa kosmonautom. Ci po odcyfrowaniu zapisanych w pamięci, jak się okazało, prymitywnej sondy, obrazów odnajdują pamiętnik z nieudanej ekspedycji kolonizacyjnej. Akcja przenosi się na opisywaną w pamiętniku planetę. Jest ona surowa, pusta i spowita w dziwnym granatowo-szarym blasku. Tam też po rozbiciu się statku muszą starać się przeżyć kosmonauci rozbitkowie. Jeden z pośród tych którzy przeżyli umiera w trakcie podróży, zaś pozostała trójka: kobieta i dwóch mężczyzn, zakładają osiedle i próbują żyć. Stopniowo rodzą im się dzieci, które są zaczątkiem kolejnych pokoleń. Ulegają oni jednak stopniowemu dziczeniu, stając się prymitywną kulturą plemienną.

Na tym zakończę opis fabuły, żeby ustrzec się spoilerów. Od strony technicznej film jest wykonany bardzo ciekawie jak na koniec lat 70tych. Jest to chyba najwcześniejszy znany mi przykład obrazu kręconego w dużej mierze „z ręki” widzimy charakterystyczne rozbiegane ruchy kamery, patrzymy z punktu widzenia coraz to innego bohatera. Właściwie to patrzymy z punktu widzenia ich osobistych kamer rejestrujących wyprawę.  Na prawdę robi wrażenie, jeśli przypomnimy sobie nudne i sztywne produkcje z tamtego okresu . Tutaj mamy zaś nowatorskiego reżysera, który nie boi się zastosować nowatorskich metod. Oprócz kamery z ręki, mamy więc jeszcze ów dziwny filtr koloryzujący życie na obcej plancie i bardzo udanie imitujący światło obcej gwiazdy. Mamy też ekspresyjne role, najeżony emocjami i wręcz opętańczy styl gry, co jest najczęściej pojawiającym się określeniem wobec sposobu kierowania aktorami przez Żuławskiego. Wszystko robi fenomenalne wrażenie. Szczerze nie chce się wierzyć, że coś takiego można było wówczas kręcić w mainstreamie.

Można było, jednak jak się okazało w trakcie realizacji, do pewnego tylko czasu. Film po dwóch latach kręcenia, w momencie zakończenia 3/4 zdjęć, został nagle zablokowany. Odgórnym nakazem ówczesnego ministra kultury Janusza Wilhelmi wstrzymano wszelkie prace zaś dekoracje i kostiumy, które zostały już wówczas przygotowane do końcowych scen, skazano na zniszczenie. Zarzutem była olbrzymia kosztochłonność produkcji, rujnująca polski przemysł filmowy. Po latach mit ten wciąż stara się obalać sam reżyser filmu, który opisuje, chałupnicze wręcz metody jakimi realizowano tą superprodukcję SF.  Władza dopięła jednak swego i film pozostał niedokończony. Jedynie cudem ocalał dekadę po której Żuławski w miejsce scen brakujących dokręcił sceny z wizerunkiem warszawy oraz swoim głosem tłumaczącym co powinno się znaleźć w danym momencie.

Na tym zakończę rozpisywanie się bo o perypetiach tego ciekawego filmu można by wiele opowiadać.  Na koniec pozostaje więc podzielić się moimi refleksjami osobistymi. Film „Na srebrnym globie” jest niezwykle ciekawym przykładem zmarnowanych szans. Genialne kostiumy, realistyczna gra aktorska, świetna scenografia, której pozazdrościć mógłby nawet Kubrick. Pięknie i sugestywnie wykreowany świat. Jednym słowem film wyprzedzający swoją epokę. Z drugiej strony w warstwie tekstowej trudny, bardzo symboliczny, wręcz filozofujący. Niestety nie wiemy jak wyglądałby on w momencie gdyby udało się go dokończyć. Być może brakujące sceny spięły by go klamrą, która trochę wyprostowałaby jego zawiłości. Wersja końcowa dzięki współczesnym dokrętkom i komentarzowi uzyskała niezwykle ciekawy klimat zarazem filmu SF, jak i dokumentu odsłaniającego proces twórczy. Doskonały przykład na to że proces twórczy trwa do ostatniego momentu, do ostatniego tknięcia dzieła przez artystę. Dopiero wtedy możemy powiedzieć czym jest jego dzieło. W przypadku tego filmu zostało to sztucznie przerwane. Pomimo iż jest to film długi i momentami nużący, wywodzący na manowce i dezorientujący widza, to uważa, że koniecznie trzeba go obejrzeć. Obowiązkowa misja dla każdego filmofila.

[fragment filmu]

httpv://www.youtube.com/watch?v=YhMu149W6V4

Dla tych co już bedą oglądać: Pierwsza scena i kostiumy pierwszych dzikusów, moim zdaniem arcydzieło. Na tle innych, także zagranicznych filmów SF z podgatunku społeczno-filozoficznego film „Na srebrnym globie” zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Jest to zdecydowanie jednocześnie film SF, jak  artystyczny, może wręcz eksperymentalny. Ciekawi mnie odbiór go na zachodzie…

Szybka aktualizacja: Na zachodzie jak sprawdziłem w IMDb odbiór filmu bardzo dobry. Ogólnie przewija się porównanie, że pewnie w tym stylu wyglądałaby nie zrealizowana nigdy przez Jodorowsky’ego Diuna.

Polecam: szersze opracowanie na temat filmu Na srebrnym globie w serwisie Film Polski. Na prawdę warto sięgnąć do jego lektury. Bardzo.

9

Świat filmów animowanych (nie tych Polskich naturalnie) potrafi mnie zaskoczyć.

Na blogu PEACE GRENADE znalazłem informację o czymś niezwykłym i porażającym mój postapokaliptyczny mózg.

Znikąd, z czeluści holiłudu wyłania się nagle COŚ – pełnometrażowy film animowany o nazwie „9″. Piękny, niesamowity, klimatyczny, intrygujący – tak się przynajmniej zapowiada…  Premiera dopiero za kilka miesięcy [ 09.09.2009 ], ale już gotowy jest ten jakże zachęcający trailer:

httpv://pl.youtube.com/watch?v=UFyx8WvGlnk

Fajna muzyk! nie? Ta gitarka pod koniec… :)

Dość powiedzieć że w produkcję zaangażowany jest Tim Burton (co widać) i wszystko oparte zostało na pomyśle. Shane’a Ackers’a i jego filmie krótkometrażowym o nazwie „9″ z 2005 roku, który święcił swego czasu sukcesy, jednak nigdy nie stał się znany przeze duże Zet. Przynajmniej ja go nie widziałem wcześniej:)

Film „9″ to postapokaliptycznawizja ziemi bez ludzi, gdzie kręcą się małe sackbagi oraz jakieś robotopotwory. Przypomina trochę fallouta, trochę kojarzy mi sie z filmem „Artur i Minimki”. Póki  nie będzie więc ekranizacji Fallouta (swoją drogą skandal lub może raczej błogosławieństwo…?) trzeba karmić sie apokalipsą w innym wydaniu. Ogólnie więc czekam z niecierpliwością.

Zachęcam do obejrzenia oryginalnego krótkometrażowego „9″:

httpv://pl.youtube.com/watch?v=yeNbO85m2dM

Buntownik ponadczasowy

Liczący już ponad pół wieku film Buntownik bez powodu (Rebel without a cause) wciąż pozostaje dziełem niezwykłym. Zarówno gra aktorska jak i temat powodują ze wraz z każdym nowym pokoleniem staje się o na powrót aktualny w odniesieniu do jego problemów

Wśród licznych klasyków, które stały sie kulturowym mitem, gładko obtaczanymi słowami dotyczącymi dzieł ważnych i znanych znajduje się także film Buntownik bez powoduJamesem Deanem w roli głównej. Na pytanie dlaczego Buntownik to taki genialny film część naszych interlokutorów stwierdzi coś na wzór „Słowacki wielkim poetą był”. Kiedy postaramy sie dopytać głębiej „no ale czemu?” zapewne kolejną warstwą argumentacji logicznej będzie ” był wielkim poetą ponieważ wielkim poetą był!”… itd. Niestety a może stety mechanizm taki pozwala na włączenie w krąg tzw. kultury więcej osób przez co więcej z nas ma poczucie bycia intelektualistami powtarzając treści zasłyszane od tzw. autorytetów.

btw. jesteśmy jedną wielką kulturą cytatu, w której już prawie nikt nie „tworzy” nowych treści, a w przeważającej większości powtarza tylko „po innych”.  Wśród przyczyn takiego stanu na szybko, bez dogłębnego analizowania potrafię wskazać, m. in. trudność z opanowaniem ogromu informacji – powtarzanie opinii zwalnia nas z samodzielnego przetwarzania dużej ilości danych w celu wyrobienia sobie własnego zdania. Powodów i zagadnień składających się na ten, nie bójmy sie tak tego nazwać< problem jest o wiele więcej i wymagają odrębnej analizy.

Wracając do Buntownika, patrząc z dzisiejszej perspektywy, w filmie z roku 1955, odnajdują niezwykle silną nić łączącą ten film z naszymi czasami. Wydawałoby sie że problemy z jakimi borykamy się dziś są inne od tych z roku 1955. Otóż nie!. Zatrata więzi międzyludzkich, niszczące rodziny rozwody, samotność, sztuczna miłość, alienacja i poszukiwanie akceptacji, jak dowodzi Buntownik to problemy uniwersalne. A może raczej problemy powracające z każdym kolejnym pokoleniem młodzieży oraz pokoleniem ich rodziców.

Fabuła Buntownika jest niezykle uniwersalna, można by ją umieścić w dowolnym miejscu na świecie, w tej mutacji zalatuje tochę american dream czasów powojennych (wiadomo, hollywood). Młody chłopak sprawiający problemy przenosi się wraz z rodziną do nowego miasta. Jest „nowy” – musi zdobyć akceptacje środowiska, co wraz z jego skłonnościami do wpadania w tarapaty powoduje że fabuła napędza się w dość dramatyczny sposób. W galerii postaci mamy oprócz Jima Starka (Dean) jeszcze kilka ciekawych osób:  dziewczynę z rodziny po rozwodzie, która czuje sie odrzucona przez ojca i macochę, a także Platona – chłopca wychowującego się samotnie bez rodziców, którzy tylko przysyłają pieniądze na jego utrzymanie w luksusowym domu ze służbą. Platon tak jak wszyscy bohaterowie rozpaczliwie poszukuje bliskości innych ludzi. Wszyscy oni są zagubieni i choć z wierzchu wszystko wygląda wzorowo i na pokaz to w nich kipia emocje, które sa podyktowane czymś więcej niz młodzeińczym buntem. To niezgoda wobec ignorancji, niesprawiedliwości i zakłamania dorosłych.

Stąd też tytuł. W jednej z pierwszych scen rodzice Jima mówię że przeciez ma wszystko czego zapragnie, czemu więc ciągle sprzeciwia im sie i buntuje. Przeceiż nie ma powodu.

Jakie to uniwersalne… a poza tym dobrze zagrane, nie przegadane i szczere.

Polecam

9/10 w skali.

CASABLANCA – Film kultowy

[referat wygłoszony 23 X 2008 r w ramach projektu Biblioteka Kulturalna jako wstęp do projekcji filmu "Casablanca"]             

„Casablanca” w reżyserii Michela Cutiza jest filmem, który można odkrywać wciąż na nowo. Zdobywca trzech Oskarów, nominowany do kolejnych pięciu statuetek obraz jest dziś dla wielu osób pozycją kultową uznawaną za jeden z najbardziej klasycznych filmów wszech czasów (które dla kinematografii wynoszą jednak dopiero niewiele ponad sto lat).

Chciałbym nim obejrzymy projekcję „Casablanki” zająć się kilkoma kwestiami, które nieodparcie powracają przy temacie tego filmu. Po pierwsze postaram sie zarysować szerszy kontekst wydarzeń historycznych przed, po oraz w trakcie trwania akcji filmu, którego wydaje mi się brakować w "Casablance". (jednak w tym przypadku mogę być nieobiektywny patrząc na świat jako historyk… choć w skórze bibliotekarza). Inną sprawą która poruszyć jest to czym właściwie jest film kultowy, jak on się tworzy czy raczej należałoby powiedzieć dojrzewa do tego miana, a w końcu co świadczy o kultowości "Casablanki" i jak się to przejawia.

Najpierw przedstawię jednak jak zapowiedziałem kilka podstawowych faktów

         Casablanca jest miastem leżącym w Maroku w Afryce Północnej nad Oceanem Atlantyckim. Ten rejon Czarnego Lądu już w XIX wieku był miejscem ścierania się interesów Europejskich potęg: Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec. Jeśli zaś dodamy jeszcze do tego bardzo silne lokalne arabskie ruchy wyzwoleńcze otrzymamy obraz niezwykle burzliwego regionu targanego konfliktami politycznymi oraz etnicznymi. W roku 1912 Maroko, a wraz z nim Casablanca, najważniejszy port tego afrykańskiego państwa, stały się protektoratem pod rządami Francji, zaś niepodległość Maroko odzyskało dopiero w roku 1956.

         W momencie wybuchu  II wojny światowej Casablanca znajdowała się w ramach zamorskich dominiów III Republiki Francuskiej. Po pokonaniu jej przez wojska Rzeszy w 1940 Maroko stało się częścią państwa władanego przez marionetkowy, kolaboracyjny rząd w Vichy. Stad też, tak jak widzimy to w filmie, Niemcy zachowywali pozory władzy francuskiej nad tymi terenami, co wraz z oddaleniem od głównego teatru działań wojennych i politycznych dawało jednak pewien zakres swobody niedostępny w wielu częściach okupowanej Europie.

         Z regionem w którym rozgrywa się akcja filmu niewątpliwie wiąże się także przełomowe dla dziejów II wojny Światowej wydarzenie – Operacja "Torch" czyli lądowanie wojsk amerykańskich w Afryce Północnej 8 listopada 1942, a wiec niecały rok po fikcyjnych wydarzeniach przedstawianych w filmie. Korpus ekspedycyjny pod dowództwem generała Georga Pattona, liczący 105 okrętów oraz desant 35 tysięcy amerykańskich żołnierzy, których głównym celem natarcia na terenie Maroka była właśnie Casablanca, szybko zdołał opanować wybrzeże i odebrać Maroko z rąk Francuzów podlegających Vichy. To w Casablance także odbyła się  na początku 1943 roku mało znana, lecz ważna konferencja przywódców alianckich państw, na której poczyniono ustalenia odnoście dalszych kierunków natarcia przeciw III Rzeszy oraz długoterminowe cele ofensywy.

         W tym szerokim a jednak dość pobieżnym zarysie sytuacji politycznej Maroka pozostaje więc umieścić akcję filmu. Fabuła ma miejsce w grudniu roku 1941, gdy na świecie w najlepsze trwa II wojna światowa. Ameryka dopiero rozpędza swoja maszynę wojenną, pod wpływem Japońskiego ciosu spod Pearl Harbour. W Tobruku tymczasem dzięki waleczności polskich żołnierzy z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich udało się przełamać Niemieckie oblężenie. Pod Moskwą rozpoczęło się właśnie Rosyjskie przeciwnatarcie które odrzuci wojska niemieckie o ponad 300 km. Wojna wchodziła w swój szczytowy okres. W filmie "Casablanca" życie zdaje się toczyć jednak swoim stałym rytmem nocnego życia w Rick’s Cafe Americain.

Co ciekawe "Casablanca" miała swoją premierę 24 listopada 1942, czyli tuż po sukcesie operacji "Torch", zaś do kin wchodziła na początku roku 1943 w momencie gdy kończyła się właśnie konferencja w Casablance. Jednym słowem producenci nie mogli sobie wymarzyć lepszej promocji filmu.    

 Teraz chciałbym rozważyć druga z kwestii, których podjęcie zapowiedziałem wcześniej, czyli to jakie procesy powodują coś tak rzadkiego jak pojawienie się filmu kultowego i w jaki sposób się to najczęściej objawia.

         Film "Casablanca", jak sami to potwierdzali wielokrotnie jego twórcy, miał być po prostu kolejnym z pośród kilkuset produkowanych rocznie w tamtych czasach w Hollywood obrazów. Jednak filmem zdają się rządzić prawa podobne do tych z astrologii – wszystko zależy od odpowiedniej koniunkcji wielu skomplikowanych czynników. Do powstania filmu kultowego potrzebny jest dobry scenariusz, zdolny reżyser, świetna muzyka, zgrani oraz pasujący do poszczególnych ról aktorzy, nawet odpowiedni czas pojawienia się w kinach oraz last but not least – pewien nieokreślony, nie dający się sklasyfikować czynnik, który wieńczy całość dzieła iskrą geniuszu.

          Najpierw może wyjaśnijmy sobie czym jest film kultowy. Ze względu na płynność i wieloznaczność terminu "kultowy" nie jest to łatwe zadanie, jednak podsumowując różne definicje można stwierdzić tak oto, iż: film kultowy jest to obraz o dużym znaczeniu dla pewnej grupy społecznej, która utożsamia się z nim oraz jego elementami przenosząc pewne cytaty, zachowania oraz wartości w nim przedstawiane do własnego życia. Film taki staje się kulturowym mitem, który na stałe włączony zostaje do szeroko pojętej pop lub sub -kultury i oddziałuje na społeczeństwo.

         Film kultowy może powstać jako swoisty "wypadek przy pracy", kiedy z pozoru zwyczajna, zdawałoby się nie wyróżniająca niczym produkcja dzięki jakiemuś elementowi lub swoją całością, na przestrzeni wielu lat fascynuje coraz to nowe pokolenia i zyskuje to zaszczytne miano. Takim właśnie przykładem jest Casablanca.

         Film kultowy może być także związany z osobą reżysera, tak dzieje się zazwyczaj z filmami Davida Lyncha, który jako kultowa postać filmowego postmodernizmu automatycznie prawie że nadaje piętno kultowości swoim kolejnym obrazom.

         Może on powstać także niejako na zamówienie, dzięki działaniom perswazyjnym specjalistów od marketingu i public relations, olbrzymim pieniądzom włożonym w produkcję oraz szeroko zakrojonej promocji. Jeszcze przed pojawieniem się takiego filmu, a nawet już w etapie planowania stają się obrazami kultowymi. Przykładem takiego mechanizmu może być film Titanic czy ekranizacja Władcy Pierścieni, o których z góry zakładać można było, iż od razu staną się dla wielu osób obrazami kultowymi.

         Moim osobistym kryterium kultowości jest, iż film mogę oglądać nieskończoną ilość razy i każda scena, każde ujęcie jest dla mnie perfekcyjne. Zostać takim więc może jedynie film, który można określić jako "skończony", czyli taki w którym nie można już nic dodać lub ująć by stał się lepszy i wraz z wszelkimi swoimi niedoskonałościami, przemienionymi w tym przypadku często w atuty, tworzy harmonijną całość. Kultowy oznacza to także dla mnie "offowy", mało popularny, taki który daje poczucie pewnej elitarności i nie schlebia niczyim gustom. W filmie kultowym muszę mieć czas by rozsmakować się niczym w wytrawnym winie, którego smak początkowo cierpki i nieprzyjemny, staje się coraz bardziej bogaty z każdą kolejną wypitą lampką…

         Co jednak w takim razie świadczy o kultowości "Casablanki"?. Po pierwsze to iż zalicza się do uznawanego często za kultowy gatunku filmów "noir" – mrocznych, ciemnych i zadymionych obrazów, które powstawały w Ameryce w latach 40tych i 50tych. Kaźdy kojarzy też na pewno melodię przewodnią pt. "As time goes by". Tak samo znane są cytaty: "Ze wszystkich knajp we wszystkich miastach na całym świecie ona wchodzi akurat do mojej." lub "Louis, myślę, że to jest początek pięknej przyjaźni." "Zawsze będziemy mieli Paryż", "Zatrzymajcie podejrzanych. Tych, co zwykle", czy w końcu najbardziej znany z cytatów "Zagraj to jeszcze raz Sam", który jednak wcale nie pochodzi z "Casablanki", a z parodii tego klasyka nakręconej przez Braci Marx w 1946. Tutaj też właśnie dochodzi inny wyznacznik wskazujący na popularność filmu, czyli jego kopiowanie oraz nawiązywanie bezpośrednio do niego przez inne filmy oraz seriale. Przykładem tego jest wspomniana komedia Braci Marx, dwa seriale, wersje radiowe, wersja animowana z Królikiem Bugsem (przez wielu uznawana za najlepszy "hołd" złożony oryginalnemu dziełu) oraz do dziś nieustające i liczne odwoływanie sie do poszczególnych scen – choćby klasycznej sceny pożegnania głównych bohaterów na lotnisku. Wciąż jednak nie pojawił sie remake Casablanki, gdyż wiele osób uważa, że nie należy stawać w szranki z tak kultowym obrazem. Ostatnio dochodzą jednak informacje, iż szykowana jest jej nowa wersja "Casablanki" w Bollywood oraz o zakusach znanej piosenkarki Madonny do wcielenia się w rolę Ilsy i wielki powrót na srebrny ekran.

             Pozostawiając jednak te domysły ich własnemu życiu pozostaje mi jedynie zaprosić wszystkich by poznali lub przypomnieli sobie magię Casablanki.