Pomiędzy

deszczowe[...]

- Wiesz, powiem ci, że uwielbiam taką pogodę.

- Rozumiem.

- Lubię kiedy niebo zakryte jest takimi ciemno-szarymi, ale nie ołowianymi chmurami, kiedy jeszcze nie pada, a słońce nie ma już siły przedrzeć się przez powłokę chmur. Ten kolor światła i powszechne uczucie senności…. prawie że magiczny klimat. Natura na moment wstrzymuje oddech, a silnik przejeżdżającego samochodu brzmi wyraźnie i przejrzyście, nienaturalnie. Pociągasz nogą po ziemi i wzbijasz tumany kurzu, a w nosie czuć już delikatny, ledwie wyczuwalny zapach deszczu. Tak na kilka minut przed deszczem.

- Ja z kolei lubię już sam moment kiedy uderza pierwsza kropla. Ta, która przedwcześnie wyrwała się przed szereg ulewy. Zawsze musi być taka kropla. Z jednej strony jakby chciała krzyknąć, ostrzec nas „uciekajcie”, a z drugiej spieszy jej się na ziemię, w szalonym pędzie by spełnić jak najlepiej swój los. I wygrywa w wyścigu z innymi kroplami. Taki deszczowy bohater-samobójca….

- hmm… Dziś jednak deszczu mogą się spodziewać jedynie mieszkańcy Północnej i północno wschodniej Polski. Temperatura od 12 stopniu w Suwałkach do 20 we Wrocławiu. Ciśnienie na terenie całego kraju niskie , w ciągu dnia będzie nieznacznie spadać. I to wszystko w dzisiejszej prognozie pogody, oddajemy głos Marcinowi, który przedstawi  teraz najważniejsze wydarzenia sportowe.

- Żegnamy państwa, do usłyszenia.

- Do usłyszenia.

Let it rain…

Deszczowa pogoda nie oznacza wyłącznie kałuż, przemokniętych ubrań i złych skojarzeń ze zmarnowanymi wakacjami. Czasem deszczowa pogoda po prostu mnie cieszy. Kiedy pada deszcz nie mam wymówki i muszę siedzieć w domu. Na bok trzeba odłożyć wszelkie prace domowe, na bok idzie nieporąbane drewno i niewywiezione zielsko z ogródka w rdzewiejącej na deszczu taczce. Na bok wszelkie rozpraszające człowieka (w tym przypadku mnie) codzienne drobne, ale za to jak irytujące (przynajmniej mnie!) obowiązki. Kiedy za oknem pada mogę siedzieć i czytać. Lub pisać. Lub oglądać filmy. Mogę wówczas robić wszystko to co jest wyłącznie przyjemnością ducha, nie wymaga angażowanie w to rąk, nóg, żadnych partii mięśni.

Ale kiedyś w końcu padać przestaje. Wychodzi słońce. Taczka wysycha, a nowe zielsko zaczyna rosnąć ze zdwojoną siłą by znaleźć w końcu swoje miejsce we wspomnianej taczce. I nie ma tutaj chyba co żałować żadnej z kropli deszczu, dzięki którym mogłem zanurzyć się w ocean intelektualnej rozpusty. Mogę wyjść ze swojego leża i poruszać się, rozprostować kości i wyprężyć wątłe mięśnie nałogowego humanisty.

I za to trzeba chyba doceniać naturę, że czasem myśli za nas.