Jadąc ostatnio samochodem, w radiowej Trójce usłyszałem zapomnianą, genialną piosenkę… potem kolejną. Gdybym miał depresję to z pewnością wyleczyłyby mnie one ze wszystkich objawów, jednak ona po prostu wprowadziły mnie w świetny humor. Niezwykłe, porywające – pure energy, pure happiness.
Phil Collins – Wear my hat
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=JlklbPvKfb4]
Phil Collins – Dance into the light
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=_E6Le1Ooi8I&feature=related]
Potem usłyszałem kolejne melodie. Uderzenie w całkowicie drugi biegun – dwie inne genialne piosenki Collinsa – nostalgiczne, smutne i skłaniające do przemyśleń. Taki chillout na smutno.
Phil Collins – Another day in paradise
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=ftlYLcEW_I4]
Phil Collins -In the air tonight
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=Gz7gajAb2ww&feature=related]
I za to chyba właśnie trzeba muzykę choć czasem pokochać, że ma tak ogromny wpływ na nasze emocje. Za to ze 3-minutowy utwór może nasz dzień zasnuć chmurami, a czasem zamienić go w pasmo uśmiechu.