Metallica na Sonisphere Festival [Warszawa - Bemowo 16 czerwca 2010]

Na koncertach bywam rzadko jednak wyprawa na Sonisphere Festival była bardzo udana. Nie jestem wielkim fanem klasycznego trash metalu, co tu dużo mówić, pojechałem głównie dla gwiazdy wieczoru – zespołu Metallica. Ehh… warto było. Po stokroć warto było usłyszeć Metallice na żywo. Czysta energia przenoszona za pomocą fal dźwiękowych. Charyzma zespołu i klimat n-i-e-p-o-w-t-a-r-z-a-l-n-e !!!

[wszystkie fotki własne]

Continue reading

Pierwszy semestr w roli wykładowcy za mną

Za mną pierwszy semestr prowadzenia zajęć. Ogólnie było dobrze.

Zaczęło się jednak od otrzymania przydziałowych zajęć, które po pierwsze ani trochę mnie nie interesują (Polska Polityka Zagraniczna), po drugie nigdy ich nie przechodziłem w toku studiów, po trzecie miąłem je prowadzić także na kierunku którego nie kończyłem (Stosunki międzynarodowe). Ogólnie sytuacja skomplikowana i niekomfortowa. Z taką sytuacją spotykają się jednak u nas wszyscy doktoranci. Nie ma chyba nikogo kto dostałby zajęcia ze swoje działki. Jest sama spychologia, której nikt nie chciał. A to wielki strzał w wielką włochatą stopę. Żal (i niebezpiecznie!) rozwijać temat.

Do zajęć planowałem się przygotowywać rzetelnie. Musiałem to jednak porzucić dla dobra obu stron. Smutna prawda. Im ja byłem bardziej przygotowany (a byłem nawet nieźle), tym większy był mój zawód z nieprzygotowania studentów. A mój zawód przeistaczał się w brak punktów, które im były potrzebne do zaliczenia. Tak było przez kilka pierwszych zajęć. Jaki więc sens ma zgłębianie przez kilka dni w tygodniu zagadnień, które nie przydadzą się ani na zajęciach, ani do badań własnych, których dydaktyka jest największym wrogiem. Poszedłem więc za radą i obniżyłem poziom przygotowania do kilku godzin  w przeddzień zajęć. Skutek natychmiastowy! Wzrost satysfakcji po obu stronach łańcucha pokarmowego plus więcej czasu na badania własne ( Co przecież jest powodem dla którego zacząłem te studia!!! ).

Continue reading

Stek wołowy… to jest prawdziwe mięso!

Na co dzień żywię się w dużej mierze nabiałem w postaci jogurtów, otrębami, musli, rożnego rodzaju zieleniną. Nic nie zmienia jednak faktu, że jestem drapieżnikiem. Nic nie zmieni mojej natury. Muszę jeść mięso. Przynajmniej raz na jakiś czas. Tkwi we mnie pierwotny instynkt wbijania zębów w kawał mięsa, smaku surowego, krwistego kawałka jakiegoś zwierzęcia.

Królem wszystkich mięs jest dla mnie w sposób bezdyskusyjny wołowina. Od dłuższego czasu polowałem na kawałek porządnego czerwonego, krwistego mięsa, które mógłbym wziąć na ząb. Nie tam żaden mdły kurczak naładowany sterydami, czy żylasta wieprzowina, tylko najprawdziwszy kawałek dużego zwierza.

[Przepiękny stek - fot. Flickr by FotoosVanRobin]

W Tesco [ gdzie swoją drogą mają bardzo dobry dział mięsny] zakupiłem w końcu porządny stek wołowy. Około 36 zł za kilogram. Wybrałem ładny zgrabny kawałek o wadze około 400 gram.  Różowo-czerwony, soczysty, sprężysty. Wprost idealny. Mój wymarzony stek, który miałem zamiar usmażyć i zjeść.

Continue reading

Katastrofa rządowego samolotu 10 kwietnia 2010 roku

Jednym z częstych problemów, z którymi stykają się historycy jest brak dostępu do relacji zwykłych osób – statystycznych Kowalskich. Wszystko zmieniła era elektroniczna, która dostarcza setek, tysięcy indywidualnych [oddolnych] relacji.  Czy jednak na pewno? Najbardziej wartościowym z nich będzie z pewnością internet, pokazujący jak widzieli i jak przeżywali dane wydarzenia Kowalscy. Pod warunkiem że to opiszą.

Jako jeden z „Kowalskich” zamieszczam relację z tego co działo się u mnie w dzień kiedy pod Smoleńskiem rozbił się rządowy samolot z Parą Prezydencką. Nie są to może głębokie przemyślenia. Raczej rodzaj suchego raportu. Niech jakiś przyszły historyk wykorzysta moją relację jeśli kiedyś będzie miał na to ochotę:

Continue reading

Prokrastynacja świąteczno-konferencyjna

Istnieje w świecie takie zjawisko jak prokrastynacja, zwane także „syndromem studenta”. Znamy je wszyscy. Przejawia się nierobieniem-tego-co-się-powinno-robić-choć-trzeba-to-koniecznie-robić. Ogólnie polega to na odkładaniu pewnych rzeczy na później pomimo pełnej świadomości, że musimy się tym zająć właśnie teraz. Skutkuje to obsuwami w terminach, nie oddanymi pracami, lub siedzeniem po nocach. Znają to wszyscy którzy kiedykolwiek przeżyli choć jedną sesję na studiach. Ogólnie jest to chyba naukowy termin mający wyjaśnić staroświeckie lenistwo, które dopada każdego z nas od czasu do czasu [przy czym niektórych częściej od innych]

Ja także obecnie doświadczam więc prokrastynacji vel. lenistwa, co związane jest po części ze świętami, po części ze zbliżającą się konferencją w Szczecinie. Doświadczam i trafiam na ciekawe rzeczy przeczesując sieć. Jest to np.:

Continue reading

Akcja „Rower-Power”

Mieszkanie w Olsztynie wkracza w fazę drugą: dojeżdżanie do pracy rowerem. Zima w końcu odpuściła na dobre [oby] i można zabrać się za realizację założenia, które miałem od samego początku mojej przeprowadzki: dojeżdżanie do pracy rowerem. Po pierwsze zdrowe, po drugie ekologiczne, po trzecie dość szybkie. Na dodatek, dzięki niesamowicie szczęśliwemu zlokalizowaniu mieszkania i mojej pracy/uczelni, 95 procent trasy pokonywać będę ścieżką rowerową. Nowiutką, asfaltową, nie tam żadną polbrukową. Równiutką i bez dziur. Luksus.

bicycle by Victor Bezrukov.

[fot. Victor Bezrukov z portalu Flickr]

Rower mam bez bajerów. Prosty model „górala”. Swoje już przejechał. Ale mi posłuży jeszcze przez pewien czas na pewno.

Continue reading