<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rozbuchany intelektualizm &#187; Zapiski</title>
	<atom:link href="http://rynarzewski.pl/category/zapiski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://rynarzewski.pl</link>
	<description>Maciek Rynarzewski / Blog</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 16:24:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Pomysł na e-bankowość</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2011/10/pomysl-na-e-bankowosc/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2011/10/pomysl-na-e-bankowosc/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Oct 2011 21:33:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[bank]]></category>
		<category><![CDATA[mbank]]></category>
		<category><![CDATA[multibank]]></category>
		<category><![CDATA[wynalazek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1011</guid>
		<description><![CDATA[Banki internetowe są nudne... i dość skomplikowane w porównaniu z innymi interfejsami z którymi się stykamy. Mam pomysł, który moim zdaniem mógłby zwiększyć UX (user experience) korzystania z banków. Może czas na kolejny krok w e-bankowości? <a href="http://rynarzewski.pl/2011/10/pomysl-na-e-bankowosc/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Banki internetowe są nudne&#8230; i&nbsp;dość skomplikowane w&nbsp;porównaniu z&nbsp;innymi interfejsami z&nbsp;którymi się stykamy. Każdego banku trzeba się praktycznie uczyć od&nbsp;nowa, bo niby chodzi o&nbsp;to samo (pieniądze) to&nbsp;każdy system oferuje inne rozwiązania. Korzystam z&nbsp;multibanku i&nbsp;mbanku i&nbsp;pomimo że&nbsp;teoretycznie to&nbsp;ta sama grupa bankowa to&nbsp;interfejsy są diametralnie różne i&nbsp;o dziwo to&nbsp;mbank (czyli najbardziej postępowy, bo online, bank) wypada gorzej. Ale&nbsp;nie o&nbsp;porównanie banków mi chodzi lecz nowy pomysł, który moim zdaniem mógłby zwiększyć UX (user experience) korzystania z&nbsp;banków. Może czas na&nbsp;kolejny krok w&nbsp;e-bankowości? Mam taki pomysł, który chodzi mi po&nbsp;głowie od&nbsp;dłuższego czasu</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Zarządzanie kontem na&nbsp;zasadzie folderów i&nbsp;plików.</strong></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/foldery.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-2049" title="foldery" src="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/foldery.jpg" alt="" width="450" height="337" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">System który intuicyjne jak w&nbsp;windowsie ( taa&#8230;) pozwala na&nbsp;głównym koncie bez zakładania jakichś subkont czy innych wymysłów sortować swoje pieniądze. Jeśli chcę np odłożyć sobie na&nbsp;nowy obiektyw do&nbsp;aparatu, to&nbsp;zakładam katalog &#8222;obiektyw&#8221; i&nbsp;wrzucam do&nbsp;niego 100 zł miesięcznie, albo ustalam że&nbsp;automatycznie będzie co miesiąc przelewane w&nbsp;ramach wewnątrz-kontowych operacji 100 zł na&nbsp;zabezpieczony folder.  Ustawiam poziomu dostępu do&nbsp;folderów, tak by ustalić np folder, z&nbsp;którego pobierają bankomaty, zabezpieczyć jakiś żeby nawet jak się skończy kasa w&nbsp;głównym folderze to&nbsp;przy wybieraniu kasy z&nbsp;bankomatu nie naruszyło go. I&nbsp;w drugą stronę można ustawić by hierarchię folderów w&nbsp;jakiej kolejności mają być opróżniane. Proste!</p>
<p style="text-align: justify;">Do&nbsp;tego oczywiście jak na&nbsp;pulpicie nawigacja kliknięciem lewym i&nbsp;prawym przyciskiem, swobodne przeciąganie  Wymagać to&nbsp;będzie większego wyedukowania klientów w&nbsp;zakresie technicznym, ale&nbsp;ja osobiście bardzo chciałbym coś takiego móc używać&#8230; bo obecnie wkurzają mnie bankowe systemy online.</p>
<p style="text-align: justify;">To&nbsp;tak pokrótce mój pomysł. Technologicznie jest to&nbsp;chyba możliwe, a&nbsp;jak coś to&nbsp;spece od&nbsp;kodowania na&nbsp;pewno dali by radę zaprojektować jakiś podobny, bezpieczny system. Pewnie za&nbsp;jakiś czas dowiem się że&nbsp;coś takiego będzie wprowadzane, jak było z&nbsp;pomysłem na&nbsp;portal kulinarny, w&nbsp;którym wpisujesz co masz w&nbsp;lodówce, a&nbsp;system podpowiada ci potrawy&#8230;. Może tak być i&nbsp;tym razem, niemniej niech wszyscy pamiętają że&nbsp;to był mój pomysł&#8230; Bo ze mnie taki Marconi, kiedy takie Bell&#8217;e moje pomysły wykorzystują. Ale&nbsp;widać taki los&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">ilustracja:  <a href="http://www.flickr.com/photos/vandys/372999407/sizes/l/in/photostream/" target="_blank">Vandys @ Flickr</a></p>
<p style="text-align: justify;">Banki internetowe są nudne&#8230; i&nbsp;dość skomplikowane w&nbsp;porównaniu z&nbsp;innymi interfejsami z&nbsp;którymi się stykamy. Każdego banku trzeba się praktycznie uczyć od&nbsp;nowa, bo niby chodzi o&nbsp;to samo (pieniądze) to&nbsp;każdy system oferuje inne rozwiązania. Korzystam z&nbsp;multibanku i&nbsp;mbanku i&nbsp;pomimo że&nbsp;teoretycznie to&nbsp;ta sama grupa bankowa to&nbsp;interfejsy są diametralnie różne i&nbsp;o dziwo to&nbsp;mbank (czyli najbardziej postępowy, bo online, bank) wypada gorzej. Ale&nbsp;nie o&nbsp;porównanie banków mi chodzi lecz nowy pomysł, który moim zdaniem mógłby zwiększyć UX (user experience) korzystania z&nbsp;banków. Może czas na&nbsp;kolejny krok w&nbsp;e-bankowości? Mam taki pomysł, który chodzi mi po&nbsp;głowie od&nbsp;dłuższego czasu</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Zarządzanie kontem na&nbsp;zasadzie folderów i&nbsp;plików.</strong></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/foldery.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-2049" title="foldery" src="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/foldery.jpg" alt="" width="450" height="337" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">System który intuicyjne jak w&nbsp;windowsie ( taa&#8230;) pozwala na&nbsp;głównym koncie bez zakładania jakichś subkont czy innych wymysłów sortować swoje pieniądze. Jeśli chcę np odłożyć sobie na&nbsp;nowy obiektyw do&nbsp;aparatu, to&nbsp;zakładam katalog &#8222;obiektyw&#8221; i&nbsp;wrzucam do&nbsp;niego 100 zł miesięcznie, albo ustalam że&nbsp;automatycznie będzie co miesiąc przelewane w&nbsp;ramach wewnątrz-kontowych operacji 100 zł na&nbsp;zabezpieczony folder.  Ustawiam poziomu dostępu do&nbsp;folderów, tak by ustalić np folder, z&nbsp;którego pobierają bankomaty, zabezpieczyć jakiś żeby nawet jak się skończy kasa w&nbsp;głównym folderze to&nbsp;przy wybieraniu kasy z&nbsp;bankomatu nie naruszyło go. I&nbsp;w drugą stronę można ustawić by hierarchię folderów w&nbsp;jakiej kolejności mają być opróżniane. Proste!</p>
<p style="text-align: justify;">Do&nbsp;tego oczywiście jak na&nbsp;pulpicie nawigacja kliknięciem lewym i&nbsp;prawym przyciskiem, swobodne przeciąganie  Wymagać to&nbsp;będzie większego wyedukowania klientów w&nbsp;zakresie technicznym, ale&nbsp;ja osobiście bardzo chciałbym coś takiego móc używać&#8230; bo obecnie wkurzają mnie bankowe systemy online.</p>
<p style="text-align: justify;">To&nbsp;tak pokrótce mój pomysł. Technologicznie jest to&nbsp;chyba możliwe, a&nbsp;jak coś to&nbsp;spece od&nbsp;kodowania na&nbsp;pewno dali by radę zaprojektować jakiś podobny, bezpieczny system. Pewnie za&nbsp;jakiś czas dowiem się że&nbsp;coś takiego będzie wprowadzane, jak było z&nbsp;pomysłem na&nbsp;portal kulinarny, w&nbsp;którym wpisujesz co masz w&nbsp;lodówce, a&nbsp;system podpowiada ci potrawy&#8230;. Może tak być i&nbsp;tym razem, niemniej niech wszyscy pamiętają że&nbsp;to był mój pomysł&#8230; Bo ze mnie taki Marconi, kiedy takie Bell&#8217;e moje pomysły wykorzystują. Ale&nbsp;widać taki los&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">ilustracja:  <a href="http://www.flickr.com/photos/vandys/372999407/sizes/l/in/photostream/" target="_blank">Vandys @ Flickr</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2011/10/pomysl-na-e-bankowosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coquere necesse est! &#8230;pancakes vel racuchy</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2011/10/coquere-necesse-est-pancakes-vel-racuchy/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2011/10/coquere-necesse-est-pancakes-vel-racuchy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Oct 2011 19:50:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[gotowanie]]></category>
		<category><![CDATA[pancakes]]></category>
		<category><![CDATA[placki]]></category>
		<category><![CDATA[racuchy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rynarzewski.pl/?p=1910</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszam na kolejny odcinek "kuchni w warunkach polowych". Dziś placki na sodzie w amerykańskim stylu i polską duszą. smacznego! <a href="http://rynarzewski.pl/2011/10/coquere-necesse-est-pancakes-vel-racuchy/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zapraszam na&nbsp;kolejny odcinek &#8222;kuchni w&nbsp;warunkach polowych&#8221;. Jako że&nbsp;nie mam pełnowymiarowej kuchenki a&nbsp;mikro-aneks kuchenny z&nbsp;jednopalnikową indukcją i&nbsp;całkowitym brakiem blatu, moje gotowanie jest minimalistyczne w&nbsp;formie i&nbsp;skierowane na&nbsp;maksymalną optymalizację procesu przygotowanie jedzenia&#8230; bo jak mam za&nbsp;dużo naczyń w&nbsp;zlewie to&nbsp;blokują mi dostęp do&nbsp;kuchenki, a&nbsp;jak gotuje to&nbsp;nie mogę zmywać bo jak woda chlapnie to&nbsp;mi spali kuchenkę.. <img src='http://rynarzewski.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . Niemniej &#8222;coquere necesse est&#8221;, więc co i&nbsp;raz próbuję coś upichcić. Tym razem zainspirowany ostatnią wizytą w&nbsp;Lublinie i&nbsp;naleśnikarnią niedaleko starówki, postanowiłem zrobić pankejki&#8230; czyli po&nbsp;naszemu racuchy.</p>
<p><a href="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/pancake2.jpg"><img class="size-large wp-image-1942 aligncenter" title="pancake2" src="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/pancake2-1024x686.jpg" alt="" width="450" height="301" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Przepis nie jest ani klasyczny na&nbsp;amerykańskie pancakes, ani na&nbsp;na rodzime racuchy na&nbsp;sodzie. Połączyłem, jak mi się wydawało najlepsze cechy obu pomysłów i&nbsp;dzięki temu są mniej kaloryczne niż amerykańskie (bez masła) i&nbsp;bogatsze smakowo niż rodzime (cukier puder+olej).</p>
<p><strong>Przepis:</strong></p>
<ul>
<li style="text-align: left;"><strong>dwie szklanki mąki</strong></li>
<li style="text-align: left;"><strong>półtorej szklanki mleka</strong></li>
<li style="text-align: left;"><strong>1/3 szklanki cukru pudru</strong></li>
<li style="text-align: left;"><strong>dwa jajka</strong></li>
<li style="text-align: left;"><strong>czubata łyżeczka sody</strong></li>
<li style="text-align: left;"><strong>trzy łyżki oleju</strong></li>
<li style="text-align: left;"><strong>do&nbsp;przyozdobienia: cukier puder, dżem, lejący miód, syrop klonowy, bita śmietana (co kto lubi lub wszystko na&nbsp;raz&#8230;)</strong></li>
</ul>
<p>Składniki są oczywiście bardziej na&nbsp;oko&#8230; Wszystko wrzucić do&nbsp;garnka i&nbsp;zmiksować do&nbsp;konsystencji gęstej śmietany. Ciasto nie może być zbyt lejące bo będą problemy podczas przewracania. Patelnie rozgrzać do&nbsp;średniej temperatury. Na&nbsp;jednej stronie smażyć aż pojawią się bąbelki (zazwyczaj kilkadziesiąt sekund). Potem szybko przewracamy, tak żeby nie rozlały nam się i&nbsp;zachowały kształt (Z&nbsp;tego powodu pankejski nie mogą być za&nbsp;duże bo się rozlecą przy przewracaniu). Przewracamy tylko raz. Pieką się bardzo szybko, więc potrawa jest ekspresowa. Optymalny rozmiar to&nbsp;10-12 cm średnicy. Z&nbsp;podanych składników powinno wyjść 8-9 średniej wielkości pankejków.</p>
<p><a href="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/pancake.jpg"><img class="size-large wp-image-1955 aligncenter" title="pancake" src="http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/10/pancake-1024x802.jpg" alt="" width="410" height="321" /></a></p>
<p>Są przepyszne, lekkie, mają chrupiącą skórkę kiedy są świeże. Podawać można klasycznie z&nbsp;syropem klonowym, posypane cukrem pudrem, z&nbsp;dżemem&#8230; lub wszystkim naraz!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2011/10/coquere-necesse-est-pancakes-vel-racuchy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Od niedawna Muszę Jeść Mózgi</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2011/09/od-niedawna-musze-jesc-mozgi/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2011/09/od-niedawna-musze-jesc-mozgi/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Sep 2011 12:17:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[firma]]></category>
		<category><![CDATA[Must Eat Brains]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rynarzewski.pl/?p=1884</guid>
		<description><![CDATA[Rzuciłem studia doktoranckie, przemyślałem sporo spraw i postanowiłem spróbować własnych sił jako przedsiębiorca. Nie minęło jeszcze pół roku i już mogę powiedzieć, że nawet w tak dziwnym (dzikim) państwie jak nasze, fajnie jest być właścicielem firmy <a href="http://rynarzewski.pl/2011/09/od-niedawna-musze-jesc-mozgi/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Rzuciłem studia doktoranckie, przemyślałem sporo spraw i&nbsp;postanowiłem spróbować własnych sił jako przedsiębiorca. Nie minęło jeszcze pół roku i&nbsp;już mogę powiedzieć, że&nbsp;nawet w&nbsp;tak dziwnym (dzikim) państwie jak nasze, fajnie jest być właścicielem firmy. Nawet jeśli jestem na&nbsp;samym dole drabiny, nawet jeśli nie zarabiam kroci, to&nbsp;jednak robię coś dla siebie, a&nbsp;nie dla jakiegoś bezdusznego babilońskiego molocha lub &#8222;prywaciarza-krwiopijcy&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://blog.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/09/must_eat_brains.jpg"><img class="size-full wp-image-1886 aligncenter" title="must_eat_brains" src="http://blog.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/09/must_eat_brains.jpg" alt="" width="439" height="190" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1884"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://musteatbrains.pl/" target="_blank"><strong>Założyłem mikroagencję kreatywną o&nbsp;przedziwnej nazwie Must Eat Brains.</strong></a> Projektuje, rysuje, trochę koduje. Czerpie z&nbsp;tego dużo satysfakcji. Są momenty kiedy np. po&nbsp;dwóch godzinach szukania jednego przecinka, który rozwala całą stronę udaje mi się w&nbsp;końcu rozwiązać problem. Wtedy jest świetnie. Tak samo świetnie jest jak skończę rysunek, plakat, reklamę, nad&nbsp;którą siedziałem pół nocy dłubiąc na&nbsp;tablecie. Zobaczę co udało mi się stworzyć i&nbsp;widzę że&nbsp;jest to&nbsp;coś fajnego. Coś co jest wytworem moich rąk, mojego umysły i&nbsp;narzędzi którymi kierowałem. Uczucie, którego bardzo mi brakowało.a czasem bywa trochę stresu, jak gonią terminy, coś idzie nie po&nbsp;mojej myśli. Czasem jest też trochę stresu. Terminy, spotkania, ZUS, pieniądze i&nbsp;pewna presja, która zawsze jest, bo posiadanie firmy to&nbsp;przecież dla mnie jednak terra incognita.</p>
<p style="text-align: justify;">Najlepsze jest jednak to, że&nbsp;wszystko co zrobię jest &#8222;moje&#8221;. Moje rysunki, moje projekty, moje layouty. Idąc dalej, są też moje kontakty, moje pieniądze, moje problemy i&nbsp;moje terminy. Każdą kolejną rzecz którą zrobię, odkładam do&nbsp;swojego wirtualnego woreczka i&nbsp;to już ze mną zawsze zostanie. Mogę się tym pochwalić, lub za&nbsp;to wstydzić (a&nbsp;to już inna sprawa). Pracuję na&nbsp;siebie i&nbsp;swoją markę, czyli coś czego rzadko doświadczymy pracując dla kogoś.</p>
<p style="text-align: justify;">Co i&nbsp;raz uświadamiam sobie, że&nbsp;tak na&nbsp;prawdę to&nbsp;umiem wciąż bardzo mało. Nie jestem wykształconym artystą, nie jestem informatykiem. Po&nbsp;prostu lubię się uczyć. I&nbsp;muszę to&nbsp;robić nieustannie, bo każde zlecenie niesie ze sobą wyzwanie. Podobnie jest z&nbsp;kontaktami z&nbsp;klientem. W&nbsp;tej materii też się wiele uczę. Z&nbsp;projektu na&nbsp;projekt umiem ciut więcej i&nbsp;miejmy nadzieję przy kolejnych tego typu sprawach będzie mi szło ciut łatwiej/szybciej. Jak musiałem narysować ręcznie 56 autorskich, pełnokolorowych ilustracji do&nbsp;publikacji to&nbsp;szybciutko odświeżyłem moje zardzewiałe zdolności artystyczne.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://blog.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/09/rozdz1-materialista.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1894" title="rozdz1-materialista" src="http://blog.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2011/09/rozdz1-materialista.jpg" alt="" width="433" height="612" /></a></p>
<p style="text-align: center;">[jedna z&nbsp;56 ilustracji - ta akurat z&nbsp;wartym zapamiętania przesłaniem, które przydaje się w&nbsp;mojej pracy]</p>
<p style="text-align: justify;">Cały czas pracuję w&nbsp;bibliotece, to&nbsp;świetna praca (i&nbsp;ludzie) i&nbsp;nie chcę z&nbsp;niej w&nbsp;żadnym wypadku rezygnować. Muszę jedynie popracować nad&nbsp;zarządzaniem czasem. Osiem godzin w&nbsp;budżetówce, kolejne kilka godzin jako prezes, do&nbsp;tego jeszcze życie rodzinne i&nbsp;towarzyskie. Plus relaks i&nbsp;sen. Dużo tego i&nbsp;ciężko czasem pogodzić wszystko nie robiąc sobie tyłów. Niemniej póki co daję radę. Bo prawdą jest że&nbsp;im więcej mamy zajęć tym więcej mamy czasu. Liczę na&nbsp;to że&nbsp;po rozkręceniu firmy i&nbsp;nabyciu odrobiny doświadczenia będę potrzebował relatywnie mniej czasu żeby obgonić firmę. Jednak kto wie czy w&nbsp;odległej przyszłości nie będę musiał dokonać wyboru, którą drogą chcę pójść&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejna kwestia to&nbsp;ta, że&nbsp;w końcu mam szansę na&nbsp;akumulację kapitału. Nie jestem już tylko konsumentem który tyle co zarobi to&nbsp;wyda i&nbsp;wydali. Zajmując się jakby na&nbsp;to nie patrzeć pracą, która jest twórcza, kumuluje dobra intelektualne, które będą moim kapitałem. Miło mi jest pomyśleć że&nbsp;moi potomkowie bądź spadkobiercy będą mogli spojrzeć na&nbsp;coś co zrobiłem (plakat, okładkę, stronę, ilustrację) i&nbsp;powiedzieć że&nbsp;to zrobił mój dziadek. Mam nadzieję że&nbsp;tędy droga do&nbsp;wyjścia z&nbsp;zaklętego kręgu: praca, kredyt, konsumpcja.</p>
<p style="text-align: justify;">Poniżej tak na&nbsp;szybko zebrane kilka plusów i&nbsp;minusów które już teraz, po&nbsp;kilku (zaledwie) miesiącach działalności mogę zwerbalizować. Jakby to&nbsp;kogoś interesowało:</p>
<h3 style="text-align: justify;"><strong>plusy:</strong></h3>
<ul style="text-align: justify;">
<li>niezależność</li>
<li>możliwość poznania nowych, ciekawych ludzi</li>
<li>ile zrobisz tyle masz</li>
<li>robisz coś realnego, a&nbsp;nie przysłowiowo przekładasz papierki z&nbsp;jednej kupki na&nbsp;drugą</li>
<li>kreatywność i&nbsp;satysfakcja z&nbsp;pracy</li>
<li>prawdziwe pieniądze w&nbsp;porównaniu z&nbsp;budżetówką</li>
<li>akumulacja kapitału i&nbsp;wytwarzanie dóbr intelektualnych</li>
</ul>
<h3 style="text-align: justify;">minusy:</h3>
<ul style="text-align: justify;">
<li>praca 24h/7, a&nbsp;urlop to&nbsp;pojęcie względne</li>
<li>terminy, terminy, terminy</li>
<li>nie może się nie chcieć (a&nbsp;czasem każdemu się zwyczajnie nie chce)</li>
<li>dużo drobnych spraw, o&nbsp;których musisz pamiętać</li>
<li>ile zrobisz tyle masz</li>
<li>pełna odpowiedzialność za&nbsp;wszystkie działania</li>
</ul>
<p>Muszę jeść mózgi, ale&nbsp;póki co mam przy tym niezłą zabawę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2011/09/od-niedawna-musze-jesc-mozgi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rzym. Pomiędzy &#8222;tam&#8221; i &#8222;z powrotem&#8221;.</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2011/04/rzym-pomiedzy-tam-i-z-powrotem/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2011/04/rzym-pomiedzy-tam-i-z-powrotem/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 09 Apr 2011 11:30:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Rzym]]></category>
		<category><![CDATA[urlop]]></category>
		<category><![CDATA[wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rynarzewski.pl/?p=1807</guid>
		<description><![CDATA[Wybraliśmy się do Rzymu zaledwie na kilka dni, a jednak zdołaliśmy nie tylko zobaczyć większość sztandarowych zabytków stolicy Włoch, ale i poczynić kilka obserwacji o charakterze cywilizacyjno-społecznym. <a href="http://rynarzewski.pl/2011/04/rzym-pomiedzy-tam-i-z-powrotem/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://farm6.static.flickr.com/5108/5569180326_9c20f2b3d8.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">Rzym to&nbsp;ciekawe miasto. Wybraliśmy się tam, jak zawsze zaledwie na&nbsp;kilka dni, a&nbsp;jednak zdołaliśmy nie tylko zobaczyć większość sztandarowych zabytków stolicy Włoch, ale&nbsp;i poczynić kilka obserwacji o&nbsp;charakterze cywilizacyjno-społecznym. Nie będę się o&nbsp;samym mieście rozpisywał, bo w&nbsp;Rzymie każdy już był, albo być powinien. Poniżej przedstawiam za&nbsp;to kilka  luźnych spostrzeżeń/przemyśleń związanych z&nbsp;wyprawą:</p>
<p style="text-align: justify;"><!--:--><span id="more-1807"></span><!--:pl--></p>
<ul>
<li>Prawie nie uświadczymy w&nbsp;Rzymie samochodów typu <strong>combi</strong>.</li>
<li>Na&nbsp;światłach z&nbsp;przodu zawsze ustawia się<strong> pełno skuterów,</strong> które startują &#8222;z kopyta&#8221;</li>
<li><strong>Lody włoskie są jak pierogi &#8222;ruskie&#8221;</strong>. Bo w&nbsp;Rzymie to&nbsp;lody nakładają packą i&nbsp;najmniejszy jest większy niż największy w&nbsp;Polsce.</li>
<li><strong>Pizza</strong> jest na&nbsp;czymś w&nbsp;rodzaju macy a&nbsp;nie na&nbsp;cieście drożdżowym.</li>
<li>Plac św. Piotra jest <strong>mniejszy niż w&nbsp;telewizorze</strong>.</li>
<li>Za&nbsp;drugim razem na&nbsp;kopułę Bazyliki Św. Piotra <strong>wchodzi się łatwiej.</strong></li>
<li><strong>Koloseum jest trochę jak Camp Nou</strong>. Bardziej monumentalne niż w&nbsp;telewizorze.</li>
<li>Starożytny Rzym to&nbsp;<strong>cegła a&nbsp;nie marmur</strong>. Niewielka cegła płaska jak dachówka.</li>
<li>Muzea Watykańskie mają łącznie<strong> 7 km tras</strong>. Nie wierzę, że&nbsp;da się je całe zejść za&nbsp;jednym razem ina koniec się uśmiechać.</li>
<li>Koniecznie muszę zagrać w&nbsp;<strong>Assassin&#8217;s Creed Brotherhood</strong>, bo dzieje się częściowo w&nbsp;renesansowym Rzymie. Ciekawy mnie czy Ezio też się tak zmęczy przemierzając Wieczne Miasto.</li>
<li>Obejście Watykanu zajmuje mniej niż godzinę.</li>
<li>W&nbsp;Villa Borghese po&nbsp;raz pierwszy w&nbsp;życiu widziałem <strong>stado żółwi</strong>.</li>
<li>Włochy, a&nbsp;przynajmniej Rzym sprawiają wrażenie miasta mocno zmilitaryzowanego. <strong>Jest kilka rodzajów policji, wygląda na&nbsp;to ze wszystkie zajmują się tym samym</strong>, a&nbsp;najbardziej przeganianiem z&nbsp;miejsca na&nbsp;miejsce hinduskich (pakistańskich) sprzedawców tandety.</li>
<li>W&nbsp;tym roku na&nbsp;ulicach miast turystycznych sprzedaje się <strong>bloby</strong>, które po&nbsp;walnięciu o&nbsp;podłoże rozpłaszczają się a&nbsp;potem wracają do&nbsp;swoich obłych kształtów. W&nbsp;zeszłym roku (W&nbsp;Barcelonie) sprzedawano <strong>świecące helikopterki wystrzeliwane z&nbsp;procy</strong>.</li>
<li>Dobra lokalizacja noclegu to&nbsp;klucz do&nbsp;dobrego zwiedzania.</li>
<li><strong>Śniadanie &#8222;na słodko&#8221;</strong> [croissant, dżemik, jogurcik i&nbsp;chleb tostowy] przestaje smakować po&nbsp;trzech dniach. Organizm domaga się jajek, wędliny i&nbsp;sera.</li>
<li>Przejazd nad&nbsp;morze, do&nbsp;Ostii kosztuje<strong> 1 euro</strong> i&nbsp;odbywa się w&nbsp;ramach metropolitalnej sieci komunikacyjnej. Niesamowite.</li>
<li><strong>Pełen obiad można zjeść za&nbsp;8-10 euro</strong>. Pizza/Pasta + sałatka + napój + deser. Może nie jest to&nbsp;najlepszy posiłek jaki spożywałem w&nbsp;Rzymie, ale&nbsp;spróbujcie skompletować podobny posiłek w&nbsp;podobnej cenie np. w&nbsp;Warszawie (oczywiście mówię o&nbsp;knajpce gdzie jest kelner, a&nbsp;nie jakiejś samoobsługowej jadłodajni)</li>
<li><strong>Wizzair jest lepszy niż Ryanair</strong>. Choć się spóźnił to&nbsp;ma więcej miejsca dla długich ludzi i&nbsp;porcje żywności, którą możemy kupić na&nbsp;pokładzie (albo musimy, bo samolot ma opóźnienie i&nbsp;organizm się domaga) są normalnej pojemności i&nbsp;gramatury. W&nbsp;Ryanie kupując puszkę coli dostajemy dziwną puszkę 0,2 l. Kupując snickersa dostajemy małego bobka. U&nbsp;Węgrów było &#8222;na bogato&#8221; vel. normalnie.</li>
</ul>
<p>Słowem podsumowania:</p>
<ul>
<li>Po&nbsp;powrocie do&nbsp;polski czuć różnicę cywilizacyjną i<strong> powrót jest aktem bolesnym.</strong></li>
</ul>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/rynarzewski/sets/72157626374351620/" target="_blank">Parę zdjęć jest już na&nbsp;Flickrze</a><!--:--><!--:en--></p>
<ul>
<li>Prawie nie uświadczymy w&nbsp;Rzymie samochodów typu <strong>combi</strong>.</li>
<li>Na&nbsp;światłach z&nbsp;przodu zawsze ustawia się<strong> pełno skuterów,</strong> które startują &#8222;z kopyta&#8221;</li>
<li><strong>Lody włoskie są jak pierogi &#8222;ruskie&#8221;</strong>. Bo w&nbsp;Rzymie to&nbsp;lody nakładają packą i&nbsp;najmniejszy jest większy niż największy w&nbsp;Polsce.</li>
<li><strong>Pizza</strong> jest na&nbsp;czymś w&nbsp;rodzaju macy a&nbsp;nie na&nbsp;cieście drożdżowym.</li>
<li>Plac św. Piotra jest <strong>mniejszy niż w&nbsp;telewizorze</strong>.</li>
<li>Za&nbsp;drugim razem na&nbsp;kopułę Bazyliki Św. Piotra <strong>wchodzi się łatwiej.</strong></li>
<li><strong>Koloseum jest trochę jak Camp Nou</strong>. Bardziej monumentalne niż w&nbsp;telewizorze.</li>
<li>Starożytny Rzym to&nbsp;<strong>cegła a&nbsp;nie marmur</strong>. Niewielka cegła płaska jak dachówka.</li>
<li>Muzea Watykańskie mają łącznie<strong> 7 km tras</strong>. Nie wierzę, że&nbsp;da się je całe zejść za&nbsp;jednym razem ina koniec się uśmiechać.</li>
<li>Koniecznie muszę zagrać w&nbsp;<strong>Assassin&#8217;s Creed Brotherhood</strong>, bo dzieje się częściowo w&nbsp;renesansowym Rzymie. Ciekawy mnie czy Ezio też się tak zmęczy przemierzając Wieczne Miasto.</li>
<li>Obejście Watykanu zajmuje mniej niż godzinę.</li>
<li>W&nbsp;Villa Borghese po&nbsp;raz pierwszy w&nbsp;życiu widziałem <strong>stado żółwi</strong>.</li>
<li>Włochy, a&nbsp;przynajmniej Rzym sprawiają wrażenie miasta mocno zmilitaryzowanego. <strong>Jest kilka rodzajów policji, wygląda na&nbsp;to ze wszystkie zajmują się tym samym</strong>, a&nbsp;najbardziej przeganianiem z&nbsp;miejsca na&nbsp;miejsce hinduskich (pakistańskich) sprzedawców tandety.</li>
<li>W&nbsp;tym roku na&nbsp;ulicach miast turystycznych sprzedaje się <strong>bloby</strong>, które po&nbsp;walnięciu o&nbsp;podłoże rozpłaszczają się a&nbsp;potem wracają do&nbsp;swoich obłych kształtów. W&nbsp;zeszłym roku (W&nbsp;Barcelonie) sprzedawano <strong>świecące helikopterki wystrzeliwane z&nbsp;procy</strong>.</li>
<li>Dobra lokalizacja noclegu to&nbsp;klucz do&nbsp;dobrego zwiedzania.</li>
<li><strong>Śniadanie &#8222;na słodko&#8221;</strong> [croissant, dżemik, jogurcik i&nbsp;chleb tostowy] przestaje smakować po&nbsp;trzech dniach. Organizm domaga się jajek, wędliny i&nbsp;sera.</li>
<li>Przejazd nad&nbsp;morze, do&nbsp;Ostii kosztuje<strong> 1 euro</strong> i&nbsp;odbywa się w&nbsp;ramach metropolitalnej sieci komunikacyjnej. Niesamowite.</li>
<li><strong>Pełen obiad można zjeść za&nbsp;8-10 euro</strong>. Pizza/Pasta + sałatka + napój + deser. Może nie jest to&nbsp;najlepszy posiłek jaki spożywałem w&nbsp;Rzymie, ale&nbsp;spróbujcie skompletować podobny posiłek w&nbsp;podobnej cenie np. w&nbsp;Warszawie (oczywiście mówię o&nbsp;knajpce gdzie jest kelner, a&nbsp;nie jakiejś samoobsługowej jadłodajni)</li>
<li><strong>Wizzair jest lepszy niż Ryanair</strong>. Choć się spóźnił to&nbsp;ma więcej miejsca dla długich ludzi i&nbsp;porcje żywności, którą możemy kupić na&nbsp;pokładzie (albo musimy, bo samolot ma opóźnienie i&nbsp;organizm się domaga) są normalnej pojemności i&nbsp;gramatury. W&nbsp;Ryanie kupując puszkę coli dostajemy dziwną puszkę 0,2 l. Kupując snickersa dostajemy małego bobka. U&nbsp;Węgrów było &#8222;na bogato&#8221; vel. normalnie.</li>
</ul>
<p>Słowem podsumowania:</p>
<ul>
<li>Po&nbsp;powrocie do&nbsp;polski czuć różnicę cywilizacyjną i<strong> powrót jest aktem bolesnym.</strong></li>
</ul>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/rynarzewski/sets/72157626374351620/" target="_blank">Parę zdjęć jest już na&nbsp;Flickrze</a><!--:--></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2011/04/rzym-pomiedzy-tam-i-z-powrotem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kolejny sezon biegania</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2011/03/kolejny-sezon-biegania/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2011/03/kolejny-sezon-biegania/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Mar 2011 07:12:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rynarzewski.pl/?p=1755</guid>
		<description><![CDATA[Johannes Ouendag @ Flickr Wczoraj zacząłem swój sezon biegania. Niedzielny poranek był piękny i&#160;po odwiezieniu Moni do&#160;pracy zdecydowałem się na&#160;ruch. Zmęczenie było, ale&#160;jeszcze większa okazała się satysfakcja z&#160;przełamania bezruchu zimowego i&#160;zwycięstwa woli nad&#160;leniwym diabełkiem siedzącym w&#160;głowie. Na&#160;początek niewielka trasa na&#160;rozgrzewkę. &#8230; <a href="http://rynarzewski.pl/2011/03/kolejny-sezon-biegania/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl class="wp-caption alignleft" style="width: 295px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2693/4274697168_60f550203f.jpg" alt="" width="285" height="222" /></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Johannes Ouendag @ Flickr</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj zacząłem swój sezon biegania. Niedzielny poranek był piękny i&nbsp;po odwiezieniu Moni do&nbsp;pracy zdecydowałem się na&nbsp;ruch. Zmęczenie było, ale&nbsp;jeszcze większa okazała się satysfakcja z&nbsp;przełamania bezruchu zimowego i&nbsp;zwycięstwa woli nad&nbsp;leniwym diabełkiem siedzącym w&nbsp;głowie. Na&nbsp;początek niewielka trasa na&nbsp;rozgrzewkę. Pierwsze kilka metrów i&nbsp;od razu zacząłem się uśmiechać. Co prawda braki kondycyjne nie pozwoliły mi się w&nbsp;pełni skupić na&nbsp;przyjemności samego biegu niemniej było fajnie. Nie dotarłem też jeszcze do&nbsp;tego momentu kiedy do&nbsp;organizmu zaczynają być pompowane endorfiny i&nbsp;inne środki wywołujące radość, euforię  i&nbsp;tzw. &#8222;power&#8221;. Powodują one że&nbsp;czujesz się jakbyś był na&nbsp;naturalnym haju. Świetna sprawa. Taki stan pojawiał mi się w&nbsp;zeszłym sezonie zazwyczaj koło 5-6 kilometra. Liczę że&nbsp;szybko do&nbsp;mnie wróci&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1755"></span></p>
<p style="text-align: justify;">W&nbsp;zeszłym sezonie było różnie. Pary na&nbsp;skoncentrowane bieganie starczyło  mi gdzieś od&nbsp;wiosny do&nbsp;początku wakacji. Potem były upały i&nbsp;miałem  wymówkę, a&nbsp;na jesień tak bardzo już wypadłem z&nbsp;rytmu, że&nbsp;nie mogłem się  wewnętrznie zmusić do&nbsp;ruchu. Masa wzrosła. Potem przyszła zima, mrozy i&nbsp;znowu nie było mowy o&nbsp;jakimkolwiek bieganiu. Teraz nadchodzi wiosna i&nbsp;w  minioną niedzielę rozpoczął się dla mnie kolejny sezon biegania. Oby tym  razem trwał jak najdłużej. Pierwsze zrzucenie kilogramów mam już za&nbsp;sobą, więc teraz dzięki bieganiu mam nadzieję utrzymać tempo spadku masy  i&nbsp;przy okazji wzmocnić trochę zwiotczałych przez pracę biurową mięśni.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwszy bieg był bardzo fajny. Dzięki niemu i&nbsp;zakwasom, które wywołał, wiem już jakie mięśnie miałem nad&nbsp;wyraz zwiotczałe, bo te bolą najbardziej. Z&nbsp;drugiej strony nie są to&nbsp;zakwasy jakie miewałem w&nbsp;zeszłym roku. Jeżdżenie przez całą zimę na&nbsp;basen 2 razy w&nbsp;tygodniu przyniosło pewne wymierne skutki kondycyjne.</p>
<p style="text-align: justify;">Mój kolejny telefon musi też mieć GPS, dzięki któremu będę mógł pięknie &#8222;harvestować&#8221; dane z&nbsp;moich tras. Uruchamiając aplikację przed wyruszeniem w&nbsp;trasę, za&nbsp;pomocą kilku kliknięć otrzymujemy potem przebytą odległość, średnią prędkość i&nbsp;czas przebytej trasy. Pozwala to&nbsp;ładnie śledzić postępy lub degradację kondycji i&nbsp;daje dodatkową motywację. Jak na&nbsp;razie ogólne wrażenie z&nbsp;biegów daje mi google maps.</p>
<p><small><a style="color: #0000ff; text-align: left;" href="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;source=embed&amp;saddr=Niborska&amp;daddr=53.7637928,20.5044456+to:53.763976,20.5045731+to:53.764931,20.505551+to:53.76559,20.50901+to:53.76884,20.51378+to:53.7704299,20.5096486+to:53.7629483,20.5015672+to:53.76188,20.5088+to:53.7618322,20.5111481+to:53.76172,20.51239+to:53.7617979,20.5130785+to:weso%C5%82a+1a+olsztyn&amp;hl=pl&amp;geocode=FWJXNAMd-wI5AQ%3BFdBeNAMdfd84ASmH8pov33jiRjEtPC99ehotUQ%3BFYhfNAMd_d84ASmH8pov33jiRjEtPC99ehotUQ%3BFUNjNAMdz-M4ASnhF34433jiRjHTqzhpGTUdLw%3BFdZlNAMdUvE4ASkdMqh533jiRjEd7v2qg1xyYA%3BFYhyNAMd9AM5ASmvelO4IXniRjEfb7MAg7W4_A%3BFb14NAMd0PM4ASmVSglFIXniRjGE8ltIbQMNGw%3BFYRbNAMdP9Q4ASnHfYC43njiRjGbBPBeJs21PA%3BFVhXNAMdgPA4ASn79ChH3njiRjERt4NCFt8GUw%3BFShXNAMdrPk4ASkh88WC4HjiRjHAJgHqHKzHzw%3BFbhWNAMdhv44ASmXqWCF4HjiRjGRJ9ozdeMSVw%3BFQVXNAMdNgE5ASlFYl2M4HjiRjGYXkhC8eN-ag%3BFWFZNAMdSgQ5ASmrSNFd4HjiRjGaTjDFyHJdFA&amp;mra=dme&amp;mrsp=0&amp;sz=16&amp;via=1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11&amp;dirflg=w&amp;sll=53.764543,20.509372&amp;sspn=0.005911,0.021136&amp;ie=UTF8&amp;ll=53.765355,20.511475&amp;spn=0.011821,0.042272">Wyświetl większą mapę</a></small></p>
<p style="text-align: justify;">A&nbsp;oto moja trasa, którą nazywam &#8222;małą pętlą&#8221;. Podstawowa, rozruchowo-rozgrzewkowa trasa po&nbsp;osiedlu. Dobra na&nbsp;podbudowanie kondycji po&nbsp;zimie, albo krótszą trasę, kiedy nie mam czasu albo ochoty. Długość około 4,5 km:</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2011/03/kolejny-sezon-biegania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Doktorant czyli nikt</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2010/12/doktorant-czyli-nikt/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2010/12/doktorant-czyli-nikt/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Dec 2010 13:36:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[doktorant]]></category>
		<category><![CDATA[Kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[studia doktoranckie]]></category>
		<category><![CDATA[upadek systemu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.rynarzewski.pl/?p=1608</guid>
		<description><![CDATA[W&#160;Tygodniku Powszechnym ukazał się niedawno artykuł, &#8222;Ani praca, ani naukowa&#8221; Joanny Soćko,  który porusza bardzo bliski mi problem statusu doktoranta w&#160;polskim systemie nauki. Jeśli zaś do&#160;systemowego problemu kim jest doktorant, dodamy bagienny klimat polskiej nauki to&#160;rysuje się obraz nie do&#160;końca &#8230; <a href="http://rynarzewski.pl/2010/12/doktorant-czyli-nikt/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://farm4.static.flickr.com/3456/3401009851_30f8ee30ca_z.jpg" alt="" width="193" height="251" /></p>
<p>W&nbsp;Tygodniku Powszechnym ukazał się niedawno artykuł,<a href="http://tygodnik.onet.pl/30,0,55379,ani_praca__ani_naukowa,artykul.html" target="_blank"> <strong>&#8222;Ani praca, ani naukowa&#8221; Joanny Soćko</strong></a>,  który porusza bardzo bliski mi problem statusu doktoranta w&nbsp;polskim systemie nauki. Jeśli zaś do&nbsp;systemowego problemu kim jest doktorant, dodamy bagienny klimat polskiej nauki to&nbsp;rysuje się obraz nie do&nbsp;końca wesoły.</p>
<p>Istnieje kilka zagadnień dotyczących polskiej nauki, zarówno tej jeszcze niedoszłej jak i&nbsp;tej zabetonowanej na&nbsp;akademickich stołkach, które w&nbsp;przyszłości zaowocować mogą, o&nbsp;ile nie zapaścią, to&nbsp;utrzymaniem jej na&nbsp;obecnym, miernym poziomie. Są to&nbsp;moim zdaniem następujące kwestie:</p>
<p><span id="more-1608"></span></p>
<p><strong>Niski poziom moralny wśród naukowców</strong>, którzy ucząc doktorantów mają ich nie tylko naukowo, ale&nbsp;i moralnie kształtować. A&nbsp;jak mamy czuć się kiedy o&nbsp;misji nauczyciela akademickiego opowiada doktorantom hipotetyczny profesor, który znany jest z&nbsp;tego że&nbsp;lubi zaszaleć na&nbsp;naukowych objazdach ze studentkami (i&nbsp;specjalnie się z&nbsp;tym nie kryje) oraz ma (pozamałżeńskie) dziecko z&nbsp;jedną ze swoich podwładnych. A&nbsp;do tego cała sytuacja jest jeszcze najczęściej akceptowana przez ogół akademickiej &#8222;society&#8221;. I&nbsp;takich hipotetycznych profesorów, doktorów, magistrów są setki, bo środowisko jest zdegenerowane. O&nbsp;ile trafiają się chlubne postacie, które podtrzymują etos naukowca jako zawodu o&nbsp;wyższym poziomie zaufania społecznego, to&nbsp;giną one niestety w&nbsp;tłumie ludzi, którzy wykorzystują stanowisko do&nbsp;załatwiania swoich interesów i&nbsp;zaspokajania swoich żądz. Siedzieć cicho, podnosić rękę na&nbsp;głosowaniach, odklepać dydaktykę, zaliczyć może przy okazji jakąś studentkę, zrobić minimum punktów i&nbsp;napić się wódki z&nbsp;kim trzeba to&nbsp;i habilitacje jakoś się przepchnie. Przepis na&nbsp;statystycznego polskiego naukowca.</p>
<p><strong>Kwestia finansowa</strong>. Najczęściej podnoszony argument w&nbsp;dyskusji nad&nbsp;życiem doktoranta.  Za&nbsp;1044 zł , które doktorant dostaję od&nbsp;uczelni zobowiązany jestem poprowadzić 90 godzin zajęć (i&nbsp;przygotować się do&nbsp;nich), a&nbsp;jednocześnie dla własnego rozwoju i&nbsp;wypełnienia programu studiów do&nbsp;uczestnictwa w&nbsp;2-3 zajęciach/wykładach tygodniowo. Jeśli do&nbsp;tego dodamy prowadzenie badań naukowych, to&nbsp;okaże się, że&nbsp;jest to&nbsp;całkiem sporo pracy. Mogę jeszcze przypomnieć tylko, że&nbsp;cena kserokopii dokumentu z&nbsp;archiwum kosztuje 2 zł za&nbsp;sztukę (!). Licząc same tylko podstawowe koszty utrzymania to&nbsp;zasadniczo ze stypendium nie ma prawa pozostać nic na&nbsp;życie poza podstawową egzystencją, bo zakładam, że&nbsp;jako młody człowiek nie mam własnego mieszkania ani innych dóbr specjalnych. A&nbsp;miło by jeszcze było gdyby doktorant poza swoją dziedziną był na&nbsp;bieżąco z&nbsp;trendami w&nbsp;sztuce, literaturze itp. Wszystko to&nbsp;za 1044 zł.  Podobnie jest z&nbsp;wyjazdami naukowymi. Uczelnia (przynajmniej u&nbsp;mnie) programowo robi problemy z&nbsp;opłacaniem delegacji za&nbsp;wyjazdy. A&nbsp;nawet jak już opłaci delegację to&nbsp;nie zwróci opłaty konferencyjnej. Ale&nbsp;jak już jesteśmy odpowiednio zdeterminowani to&nbsp;musimy poświęcić kilkanaście godzin na&nbsp;chodzenie, proszenie, czekanie, podpisywanie i&nbsp;tak w&nbsp;kółko. O&nbsp;wyjazdach zagranicznych ciężko marzyć, trzeba się zasłużyć u&nbsp;odpowiednich osób, wtedy może dadzą trochę grosza.</p>
<p>Trzeba więc jeszcze gdzieś pracować. Na&nbsp;pół lub 3/4 etatu, w&nbsp;nieregularnych godzinach naturalnie, bo trzeba jeszcze poprowadzić zajęcia, pójść na&nbsp;wykłady. Czy wielu jest tak wyrozumiałych pracodawców, którzy przedłożą rozwój pracownik, nad&nbsp;własny interes? Mam akurat szczęście pracować w&nbsp;Bibliotece Uniwersyteckiej, czyli jestem pracownikiem tej samej firmy, która mnie edukuje. Jest łatwiej. Ale&nbsp;co mają powiedzieć ludzie, którzy pracują na&nbsp;poczcie, w&nbsp;szkole, lub w&nbsp;supermarkecie i&nbsp;jednocześnie studiują? Może nadejść taki dzień, że&nbsp;będą zmuszeni do&nbsp;wybrania pomiędzy jedną, a&nbsp;drugą stroną mocy. A&nbsp;z takiego dorabiania można wyciągnąć dodatkowy tysiąc? może trochę więcej. Jakoś wtedy starczy na&nbsp;utrzymanie się, nawet na&nbsp;kupienie kilku książek, pójście do&nbsp;kina i&nbsp;rekreacyjny wyjazd do&nbsp;prawdziwej Europy.</p>
<p>Można oczywiście uwiesić się rodziców i&nbsp;jako <a href="http://www.youtube.com/watch?v=Wc2bdEKSbic" target="_blank">podstarzały laluś z&nbsp;reklamy banku prosić o&nbsp;nóż z&nbsp;ząbkami</a>. Można też postarać się o&nbsp;dobrze sytuowanego partnera/partnerkę, która utrzyma nas w&nbsp;czasie pisania doktoratu. Zgodnie z&nbsp;kulturowymi stereotypami, w&nbsp;przypadku kobiet ujdzie jeszcze znalezienie sobie bogatego męża. W&nbsp;przypadku faceta, może to&nbsp;stać się przyczyną sporym problemów z&nbsp;poczuciem własnej wartości, jeśli nie będzie mógł zająć przypisanej mu przez społeczeństwo roli.</p>
<p>Mamy więc do&nbsp;wyboru:</p>
<ul>
<li>klepanie bieda</li>
<li>druga praca i&nbsp;brak czasu</li>
<li>pasożyt na&nbsp;rodzicach</li>
<li>pasożyt na&nbsp;partnerze</li>
</ul>
<p>żadna z&nbsp;opcji nie zapewnia godziwych warunków. Ale&nbsp;i tak na&nbsp;mojej uczelni było (juz nie jest) pięknie bo wszyscy przyjęcci mieli stypendium. Na&nbsp;wielu uczelniach stypendium jest łaską i&nbsp;przedmiotem porządania. Z&nbsp;czego wówczas się utrzymują doktoranci? Nie mam pojęcia.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><strong>Pytanie:</strong> <em>Na&nbsp;co polskim uczelniom, zmęczeni życiem, mało kreatywni ludzie, którzy w&nbsp;wieku 30 lat ostatecznie dobili szczęśliwie do&nbsp;tytułu doktora i&nbsp;cudem wyjęczeli sobie etat, poświęcając do&nbsp;tego swoją własną godność, nauczyli się od&nbsp;starszych kolegów strategii przetrwania i&nbsp;robią swoje? </em></p>
<p style="padding-left: 30px;"><strong>Odpowiedź: </strong><em>Są potrzebni do&nbsp;kontynuowania &#8222;misji&#8221; uniwersytetów, </em><em>bo nie stanowią konkurencji i  są pokorni!</em></p>
<p>i&nbsp;tak oto gładko przechodzimy do&nbsp;kolejnego zagadnienai którym jest: <strong>Pochwała uniżoności i&nbsp;promowanie dyspozycyjnych osób</strong> o&nbsp;niekoniecznie największym potencjale naukowym.Nie wiem czy góra to&nbsp;sobie do&nbsp;końca uświadamia ale&nbsp;jest to&nbsp;poważne (najpoważniejsze??) zagrożenie dla poziomu nauki w&nbsp;naszym kraju. Dość powszechnym zjawiskiem wydaje się być istnienie zjawiska &#8222;dworu&#8221;. Nepotyzm (który sam w&nbsp;sobie nie jest zły) na&nbsp;uczelniach pojawia się w&nbsp;najgorszej formie.  Funkcjonuje także powszechne (poparte wieloma przykładami) przeświadczenie, że&nbsp;na uczelni można załatwić wszystko sypiając z&nbsp;kim trzeba, pijąc wódkę z&nbsp;odpowiednimi ludźmi, lub przytakując najgłupszym pomysłom i&nbsp;kryjąc finansowe przekręty przełożonych podczas grantów. Dotyczy to&nbsp;zarówno studentów, doktorantów, jak i&nbsp;&#8222;dorosłych&#8221; naukowców. I&nbsp;jak potem można narzekać na&nbsp;&#8222;drenaż umysłów&#8221;, skoro u&nbsp;nas nie istnieją mechanizmy pozwalające dostrzec ludzi z&nbsp;potencjałem i&nbsp;dać im szansy na&nbsp;rozwój. Mamy za&nbsp;to całą metodologie kumactwa, kunktatorstwa, spychologii, załatwiactwa i&nbsp;nepotyidiotyzmu.</p>
<p><strong>Stawianie na&nbsp;dydaktykę a&nbsp;nie na&nbsp;naukę.</strong> Życie uniwersytetów w&nbsp;przeważającej mierze kręci się wokół dydaktyki.  Bo za&nbsp;to jest pensja (wyrobić trzeba odgórnie określone pensum) i&nbsp;z tego jest się w&nbsp;głównej mierze rozliczanym (są tez i&nbsp;dokonania &#8222;naukowe&#8221; które także trzeba wyrobić normą, ale&nbsp;to odrębny temat). Nie każdy ma z&nbsp;kolei talent dydaktyczny. Tylko nieliczni szczęśliwcy pracuję gdzieś w&nbsp;PAN lub oddzielnych ośrodkach badawczych (które z&nbsp;racji braku dydaktyki zazwyczaj borykają się z&nbsp;problemami finansowymi &#8211; zamknięty krąg absurdu). Badania naukowe w&nbsp;naukach humanistycznych sa prowadzone często, niejako &#8222;na boku&#8221;. Z&nbsp;pozycji doktoranta na&nbsp;mojej uczelni wygląda(ło) to&nbsp;tak, że&nbsp;zadane 90 godzin mam do&nbsp;wyrobienia obowiązkowo w&nbsp;formie prowadzenia zajęć lub ich współprowadzenia. Struktura instytutu i&nbsp;siatka godzin jest taka, że&nbsp;niestety nie ma szans poprowadzenia zajęć które mogłyby przydać się mi w&nbsp;kierunku mojego obszaru badawczego, przez co zajmując się ogólnie zagadnieniami metodologii historii zmuszony jestem do&nbsp;prowadzenia zajęć z&nbsp;Polskiej polityki zagranicznej po&nbsp;1945 roku. Absurd! Kilkanaście godzin tygodniowo wyjętych z&nbsp;życiorysu. Wcześniej udawało się wyrobić jakieś minimum w&nbsp;postaci jednej grupy, a&nbsp;resztę &#8222;pożyczyć&#8221; na&nbsp;zasadzie fikcyjnego współprowadzenia. W&nbsp;tym roku klapa, bo &#8222;naukowców&#8221; ktoś postraszył, że&nbsp;ze współprowadzenia będą odejmowane godziny z&nbsp;ich pensji i&nbsp;nagle skończyło się współprowadzenie. Absurd.</p>
<p><strong>Tragiczny program studiów doktoranckich. </strong>Wyobrażałem sobie zajęcia na&nbsp;studiach doktoranckich jako coś bliższego rozmowie równego z&nbsp;równym, rozmowie starszego kolegi z&nbsp;młodszym kolegą. Jako wymianę zdań, dyskusję i&nbsp;wskazywanie ciekawych idei i&nbsp;kierunków myślenia młodemu człowiekowi, który już nie jest czystą kartą. Tak sobie to&nbsp;naiwnie wyobrażałem, patrząc na&nbsp;niektóre z&nbsp;moich poza-studenckich kontaktów z&nbsp;doktorami i&nbsp;profesorami, jeszcze w&nbsp;trakcie studiów magisterskich, a&nbsp;także już po&nbsp;ich zakończeniu.  Pierwszy rok studiów doktoranckich skutecznie wybawił mnie jednak od&nbsp;tych idyllicznych złudzeń. Pierwsze zajęcia: sala wykładowa 130 osób i&nbsp;wykład na&nbsp;temat metodologii ogólnej, gdzie sama wykładowczyni zaznacza, że&nbsp;z racji ogromnej rozpiętości dziedzin poziom abstrakcji musi być tak duży że&nbsp;niewiele z&nbsp;tych zajęć skorzystamy, no ale&nbsp;musi je poprowadzić bo tak jest w&nbsp;planie.  Potem zajęcia kierunkowe które podobnie okazały się fikcją, na&nbsp;której prezentowana była nieprzydatna już dziś wiedza sprzed około 10 lat (akurat moja pokrewna tematyka) zaś odbyło się około 30% zajęć zaplanowanych (potem w&nbsp;anonimowej ankiecie końcowej większość studentów skłamała w&nbsp;tej i&nbsp;innych kwestiach odnośnie tych tragicznych zajęć, żeby był spokój). Mentalnośc po&nbsp;obu stronać przeniesiona metoda ctrl-v ze studiów magisterskich.</p>
<p><strong>Wmawianie braku perspektyw</strong>. Jeśli non-stop słyszy się, że&nbsp;nie ma szans na&nbsp;zatrudnienie i&nbsp;mówi o&nbsp;tym zarówno kierownik instytutu,  szef katedry,  dziekan wydziały oraz rektor to&nbsp;jak znaleźć motywację do&nbsp;rozwoju i&nbsp;pracy. Jednocześnie przy tym są nagle zatrudniane osoby całkowicie z&nbsp;zewnątrz (nie ośmielam się prorokować co do&nbsp;ich koneksji) i&nbsp;nadal słyszy się, że&nbsp;nie ma szans na&nbsp;zatrudnienie. Zapala się czerwona lampka, że&nbsp;coś jest nie tak. Ja rozumiem to&nbsp;jako formę celowego zaniżania samooceny studentów w&nbsp;stylu:  &#8222;rób doktorat, rób i&nbsp;tak ci nic z&nbsp;tego nie przyjdzie&#8221;. Młodzi (niezależni) adepci nauki są rozpatrywani jako  zagrożenie dla systemu, nie zaś jako jego nadzieja. Naturalnym jest że&nbsp;nie powinno się obiecywać wszystkim doktorantom pracy na&nbsp;uczelni bo jej po&nbsp;prostu fizycznie nie ma, ale&nbsp;choć niech czynniki decyzyjne powstrzymają się od&nbsp;wmawiania nam bzdur o&nbsp;tym, że&nbsp;nie ma szans na&nbsp;pracę.</p>
<p><strong>Dewaluacja znaczenia stopnia naukowego</strong>. Przy masowości studentów (na&nbsp;roku studiów doktoranckich jest na&nbsp;cały uniwersytet łącznie około 130 osób) trudno nie tylko o&nbsp;stosunek mistrz-uczeń, który jest najbardziej funkcjonalnym (jedynym?) sposobem rozwoju, ale&nbsp;nawet problemem jest to, że&nbsp;po raz kolejny mamy zajęcia w&nbsp;grupach, które liczą 30 osób. Dochodzi do&nbsp;sytuacji jaka miała (i&nbsp;ma nadal) miejsce przy pracach magisterskich. Końcowa praca na&nbsp;studiach staje się fikcyjną formalnością, bo nie ma możliwości aby doktor, czy profesor przyłożył się do&nbsp;oceny i&nbsp;wsparcia 10 prac magisterskich i&nbsp;podobnej lub większej liczby prac licencjackich w&nbsp;jednym semestrze. Jest to&nbsp;fizycznie niemożliwe. Powoduje to&nbsp;drastyczne obniżenie poziomu prac, bo często studenci nie są naprostowywani w&nbsp;popełnionych podstawowych błędach, bo nie ma na&nbsp;to czasu. I&nbsp;kończą studia z&nbsp;przeświadczeniem, że&nbsp;napisali świetną pracę końcową i&nbsp;świat stoi przed nimi otworem. Podobnie zaczyna dziać się z&nbsp;nadawaniem tytułu doktora. Już dziś wśród znajomych z&nbsp;wyższych lat słyszę, że&nbsp;wystarczy aby napisali jako-taki doktorat, nie musi być specjalnie dobry i&nbsp;obronią się bez problemu, bo po&nbsp;tylu latach przecież im się należy, a&nbsp;i w&nbsp;statystykach to&nbsp;będzie ładnie na&nbsp;uczelni wyglądało. Albo ich promotor ma dobrą pozycję i&nbsp;dochodzi do&nbsp;najzwyklejszego szantażu:</p>
<p><em>&#8222;Ten pan się obroni doktorat, a&nbsp;ja panu w&nbsp;zamian wystawię dobrą recenzję do&nbsp;habilitacji&#8230; a&nbsp;jak  w&nbsp;rzeczywistości jest obaj dobrze wiemy, ani ten doktorat nie powinien być obroniony, ani pan nie powinien mieć tej habilitacji&#8230; no ale&nbsp;ręka rękę myje. &#8221; </em>- Rzekł tak zapewne jeden znany profesor w&nbsp;pewnej nauce pomocniczej mniej znanemu doktorowi któremu po&nbsp;raz kolejny odrzucono habilitację.</p>
<p>Proszę więc nie oszukiwać młodych ludzi, nie mamić ich wizjami. Stop drobnym poniżeniom, stop układom i&nbsp;układzikom, stop moralnej gangrenie, stop kieratowi bezsensownej dydaktyki. Bycie młodym naukowcem nie ma sensu jeśli zamiast budować swoją wartość na&nbsp;dokonaniach starszych kolegów, musimy się uczyć jak wygodnie umościć się pod&nbsp;ich opieką i&nbsp;nie w&nbsp;żadnym wypadku nie wystawać ponad nich. Nie ma to&nbsp;najmniejszego sensu.</p>
<p><span style="color: #888888;">[Kilka dni temu zrezygnowałem ze studiów doktoranckich. Byłem na&nbsp;początku drugiego roku i&nbsp;od kilku miesięcy rozważałem decyzję "rzucenia" studiów i&nbsp;zajęcia się kilkoma innymi rzeczami, które mi w&nbsp;życiu jako tako idą i&nbsp;które chciałbym zrobić. Ostatecznie podjąłem decyzję, co nie było łatwe, i&nbsp;jestem odrobinę bardziej wolny (moralnie i&nbsp;psychicznie). Mam przed sobą spory kawał przyszłości w&nbsp;który patrzę z&nbsp;uśmiechem. Spróbowałem i&nbsp;wiem że&nbsp;to nie dla mnie. Niemniej innym życzę powodzenia i&nbsp;kibicuje co zdolniejszym kolegom i&nbsp;koleżankom, które mam nadzieję znajdą sposób na&nbsp;pokonanie akademickiej hydry!] </span></p>
<p><span style="color: #888888;"><a href="http://www.flickr.com/photos/wrote/3401009851/" target="_blank">[ilustracja Wrote @ Flickr]</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2010/12/doktorant-czyli-nikt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Notatki Marburskie, czyli przemyślenia związane z konferencją organizowaną przez Herder-Institut w Marburgu we wrześniu 2010 roku i podróżą na nią</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2010/10/notatki-marburskie-czyli-przemyslenia-zwiazane-z-konferencja-organizowana-przez-herder-institut-w-marburgu-i-podroza-na-nia/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2010/10/notatki-marburskie-czyli-przemyslenia-zwiazane-z-konferencja-organizowana-przez-herder-institut-w-marburgu-i-podroza-na-nia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Oct 2010 17:19:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[Herder-Intitut]]></category>
		<category><![CDATA[konferencja]]></category>
		<category><![CDATA[Marburg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1470</guid>
		<description><![CDATA[Lot LOTem, naszym przewoźnikiem narodowym, to&#160;doświadczenie bardzo różniące się od&#160;moich dotychczasowych lotów tanimi liniami lotniczymi ( Ryanair). Czuć było PRL i&#160;stan wizualny całości nie miał się  najlepiej )zarówno w&#160;kwestii sprzętu latającego jak i&#160;załogi. Samolot przybrudzony, trochę retro ( Embraer 170) &#8230; <a href="http://rynarzewski.pl/2010/10/notatki-marburskie-czyli-przemyslenia-zwiazane-z-konferencja-organizowana-przez-herder-institut-w-marburgu-i-podroza-na-nia/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://farm5.static.flickr.com/4150/5014246524_2a9381df45.jpg" alt="" /></p>
<p>Lot LOTem, naszym przewoźnikiem narodowym, to&nbsp;doświadczenie bardzo różniące się od&nbsp;moich dotychczasowych lotów tanimi liniami lotniczymi ( Ryanair). Czuć było PRL i&nbsp;stan wizualny całości nie miał się  najlepiej )zarówno w&nbsp;kwestii sprzętu latającego jak i&nbsp;załogi. Samolot przybrudzony, trochę retro ( Embraer 170) choć <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Embraer_170" target="_blank">jak dowiedziałem się z&nbsp;Wikipedii</a> zaczęły one latać dopiero w&nbsp;2004 roku [?!]. Chyba nie tak dawno. Powinni popracować nad&nbsp;ich utrzymaniem i&nbsp;wyglądem. Nie wiem czy to&nbsp;kwestia rozmiaru samolotu, technologii czy umiejętności pilota, ale&nbsp;przy starcie i&nbsp;lądowaniu odczuwane były nieprzyjemne turbulencje i&nbsp;drobne zwroty. A&nbsp;pogoda była bardzo dobra. Lecąc Ryanairem, przy paskudnej pogodzie, w&nbsp;nocy i&nbsp;przy zacinającym deszczu nie dało się wyczuć żadnych niekontrolowanych ruchów samolotu przez cały lądowanie i&nbsp;wznoszenie się.</p>
<p><span id="more-1470"></span></p>
<p>Jeżdżąc już trochę na&nbsp;konferencje wszelakiej maści umiem dostrzegać mocne i&nbsp;słabe strony organizatorów. Tym razem Niemcy jak to&nbsp;Niemcy byli perfekcyjnie zorganizowani pod&nbsp;względem kateringu, spraw administracyjnych i&nbsp;pilnowania czasu. Jedzenie pierwsza klasa &#8211; zarówno w&nbsp;cateringu na&nbsp;konferencji jak i&nbsp;na mieście na&nbsp;kolacjach uroczystych. Nie poszło im za&nbsp;to od&nbsp;strony frekwencji trochę.  Jak dowiedzieliśmy się w&nbsp;zakulisowych pogawędkach przeważająca ilość uczestników była &#8222;z łapanki&#8221;. Bardzo fajne wykłady zaproszonych specjalistów&#8230; ale&#8230; [patrz punkt poniżej]</p>
<p>Językowe wykluczenie, czyli coś najgorszego co może się trafić. Zgodnie z&nbsp;zapewnieniami organizatorów, które niejednokrotnie uzyskaliśmy przed przyjazdem językami konferencji miały być angielski i&nbsp;niemiecki. Na&nbsp;miejscu jednak wyszło na&nbsp;to, że&nbsp;całość jest po&nbsp;niemiecku i&nbsp;nikt sobie nie zawraca głowy jakiś tłumaczeniem. Nawet ogłoszenia techniczne po&nbsp;niezrozumiałemu. Pomimo naszych dopominać i&nbsp;wielu próśb by choć tak nam ułatwić egzystencję. Były jednak takie momenty kiedy nie żałowałem że&nbsp;nie do&nbsp;końca rozumiem o&nbsp;co chodzi. Jednym z&nbsp;nich był dwugodzinny wykład o&nbsp;ontologicznych podstawach organizacji sieci semantycznych wygłoszony przez filozofa&#8230; miał prezentacje na&nbsp;70 slajdów i&nbsp;ani jednego obrazka. Ostatecznie zaś lingua franca okazał się język polski.</p>
<p>Niemcy stukają zamiast klaskać. Ot taki dziwny zwyczaj ichni. <a href="http://linguistlist.org/issues/7/7-1214.html" target="_blank">W&nbsp;internecie można wyczytać o&nbsp;powodach takiego zachowania</a>, choć nie przekonują mnie one i&nbsp;już. Nijak nie poddałem się presji tłumu i&nbsp;nie zastukałem ani razu. Dumnie klaskałem po&nbsp;słowiańsku wyrażając w&nbsp;mniemaniu Niemców najwyższy zachwyt nad&nbsp;prelegentami&#8230; lub wręcz odwrotnie. (Jak zawsze) kwestia interpretacji.</p>
<p>W&nbsp;Niemczech jedzenie i&nbsp;koszty utrzymania są nieproporcjonalnie niższe w&nbsp;relacji do&nbsp;zarobków. Niezawodne Haribo po&nbsp;0,79 Euro. Piwo w&nbsp;sklepie tyle co u&nbsp;nas, w&nbsp;knajpach trochę drożej (ale&nbsp;i lepsze&#8230;). Przepyszne piwo pszeniczne ciemne jakiego dotąd nie zdarzyło mi się pić! No i&nbsp;niespotykane u&nbsp;nas sprzedawanie piwa w&nbsp;litrowych kuflach. Ciekawe doznanie, bo piwa ubywa równie szybko jak z&nbsp;mniejszych kufli.  Z&nbsp;piwnych historii jeszcze knajpka w&nbsp;której kiedy przychodzi do&nbsp;płacenia rzuca się kośćmi i&nbsp;liczy na&nbsp;przychylność fortuny: 3 wyrzucone w&nbsp;kościach szóstki &#8211; nie płacisz rachunku, 3 jedynki &#8211; płacisz połowę. Niemniej jestem prawie pewien że&nbsp;kości są oszukane&#8230;.</p>
<p>Marburg to&nbsp;miasto niepojęcie piękne. Zabudowa zachowana w&nbsp;stanie idealnym od&nbsp;czasów średniowiecznych. Układ urbanistyczny oryginalny. Wszystko pięknie odnowione z&nbsp;zachowaniem pierwotnego kształtu. Ulice strome, domy drewniane i&nbsp;widoki przepiękne. Aż trochę rusza człowieka, który przyjechał ze zniszczonej w&nbsp;czasie II wojny Polski, że&nbsp;tacy Niemcy, nie dość że&nbsp;wojnę wywołali, że&nbsp;ja przegrali to&nbsp;jeszcze zachowali miasto, które jest skansenowo zachowanym przykładem średniowiecznej zabudowy miejskiej. Zazdrość i&nbsp;żal.</p>
<p style="text-align: right;"><a href="http://www.herder-institut.de/startseite/struktur-aufgaben/sommerakademie/sommerakademie-2010.html" target="_blank"><strong>Sommerakademie: Neue Medien in den Geschichts- und Osteuropawissenschaften</strong></a></p>
<p style="text-align: right;">Marburg 20-26.09.2010</p>
<p style="text-align: right;">&#8230;Ad perpetuam rei memoriam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2010/10/notatki-marburskie-czyli-przemyslenia-zwiazane-z-konferencja-organizowana-przez-herder-institut-w-marburgu-i-podroza-na-nia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Festiwal Filmów Fabularnych w Pracy</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2010/08/festiwal-filmow-fabularnych-w-pracy/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2010/08/festiwal-filmow-fabularnych-w-pracy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Aug 2010 20:47:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[festiwal filmowy]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[skaner]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1330</guid>
		<description><![CDATA[Skaner naprawiony! Hurra! Można pracować. A&#160;przy skanerze praca się opłaca. Bo jako wysokiej klasy zawodowiec i&#160;specjalista od&#160;skanowania ręcznego, a&#160;poniekąd dzięki cudownemu oprogramowaniu , które ogrom pracy wykonuje za&#160;mnie, mogę dzielić swój czas pracy z&#160;przyjemnością, bez żadnej ujmy dla efektywności. I&#160;oglądam &#8230; <a href="http://rynarzewski.pl/2010/08/festiwal-filmow-fabularnych-w-pracy/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Skaner naprawiony! Hurra! Można pracować. A&nbsp;przy skanerze praca się opłaca. Bo jako wysokiej klasy zawodowiec i&nbsp;specjalista od&nbsp;skanowania ręcznego, a&nbsp;poniekąd dzięki cudownemu oprogramowaniu , które ogrom pracy wykonuje za&nbsp;mnie, mogę dzielić swój czas pracy z&nbsp;przyjemnością, bez żadnej ujmy dla efektywności. I&nbsp;oglądam filmy. Może już kiedyś o&nbsp;tym wspominałem, ale&nbsp;mam najwspanialsze stanowisko pracy na&nbsp;świecie. Pracuje, oglądam, pracuję, piję herbatę i&nbsp;oglądam. Wszystko naraz! Bez utraty jakości pracy, bez najmniejszego uszczerbku dla obowiązków służbowych!!</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1330"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Był już swego czasu Z&nbsp;racji naprawienia skanera i&nbsp;reaktywacji skanowania zainicjowałem Festiwal Filmów Fabularnych w&nbsp;Pracy. Edycja maj-czerwiec 2010. Do&nbsp;finału konkursu dostały się następujące filmy:</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="cursor: -moz-zoom-in;" src="http://www.polygonblog.com/wp-content/uploads/2010/04/3d-monster-in-where-the-wild-things-are.jpg" alt="http://www.polygonblog.com/wp-content/uploads/2010/04/3d-monster-in-where-the-wild-things-are.jpg" width="249" height="358" /></p>
<p style="text-align: justify;">Where the Wild Thing Are [<em>pol. Tam gdzie żyją dzikie stwory</em>] &#8211; Niesamowity film o&nbsp;dwóch światach. Pewien dzieciak z&nbsp;dość wybujałym temperamentem podczas jednej z&nbsp;kłótni ucieka z&nbsp;domu. Znajduje łódkę, którą odbywa podróż do&nbsp;krainy gdzie mieszkają stwory z&nbsp;jego wyobraźni. Chłopaczek zadomawia się wśród kudłatych i&nbsp;zostaje ich &#8222;królem&#8221;. Cała banda żyje wg. jego dziecięcych zasad dopóki wszystko nie zaczyna się sypać. Film przepiękny wizualnie i&nbsp;z przesłaniem.  9/10</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://geraldpeary.com/reviews/def/donnie-darko.jpg" alt="http://geraldpeary.com/reviews/def/donnie-darko.jpg" width="250" height="337" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Donnie Darko</strong> [<em>pol. ?</em>] &#8211; Film o&nbsp;którym ciągle gdzieś tam słyszałem. Przemykał się w&nbsp;czytanych tekstach, odwoływano się do&nbsp;niego, ja ciągle jednak nie miałem czasu go obejrzeć. A&nbsp;ma juz sporo lat. Donnie.. jest tajemniczy i&nbsp;z klimatem, aż ciarki przechodzą. Mroczny, ale&nbsp;nie straszy bez sensu klimatami typu gore. pokazuje że&nbsp;jak się chce to&nbsp;można zadziałać na&nbsp;umysł widza, a&nbsp;nie na&nbsp;jego żołądek i&nbsp;zrobić bardzo dobry thriller [?]. Klimat z&nbsp;królikiem, końcem świata i&nbsp;nadprzyrodzonymi zdolnościami naprawdę świetny! Aż dziwne że&nbsp;film jest tak mało znany. 9/10</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="cursor: -moz-zoom-in;" src="http://cinefantastiqueonline.com/wp-content/uploads/time_travelers_wife.jpg" alt="http://cinefantastiqueonline.com/wp-content/uploads/time_travelers_wife.jpg" width="250" height="372" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Time Travelers Wife</strong> [<em>pol. Żona podróżnika w&nbsp;czasie</em>] &#8211; Niezwykle błyskotliwy film dla każdego. Sprytnie przemycony wątek podróży w&nbsp;czasie do&nbsp;filmu o&nbsp;miłości, a&nbsp;z drugiej strony trochę jakby dodano wątek miłosny do&nbsp;filmu SF. O&nbsp;dziwo ciekawy intelektualnie dla fanów SF i&nbsp;pełen romantyzmu dla miłośniczek pochlipania w&nbsp;rękaw. Trzyma klimat logicznie z&nbsp;tymi całymi przeskokami w&nbsp;czasie i&nbsp;jest wiarygodny w&nbsp;pokazaniu jak miałoby wyglądać życie rodziny w&nbsp;której jedna osoba nieświadomie skacze sobie po&nbsp;czasie. Dobre jeśli chcesz upiec dwie pieczenie na&nbsp;jednym ogniu w&nbsp;piątkowy wieczór z&nbsp;dziewczyną. Ogólnie dobre. 7/10</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="cursor: -moz-zoom-in;" src="http://torrentbay.pl/obrazki/13-07-2010/thumb_4173dd7166c69446d9e7f3f693938235a9c82dc4.jpg" alt="http://torrentbay.pl/obrazki/13-07-2010/thumb_4173dd7166c69446d9e7f3f693938235a9c82dc4.jpg" width="250" height="371" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Clash of Titans</strong> [<em>pol. Starcie tytanów, choć w&nbsp;pierwszych trailerach używano tytułu Zmierzch tytanów. Potem dystrybutor zmądrzał i&nbsp;przetłumaczył tytuł trafniej</em>] &#8211; wygląda jak ekranizacja jakiejś gry z&nbsp;konsoli. Wizualnie całkiem zgrabne. Fabularnie miałkie jak wydmy w&nbsp;Słowińskim Parku Narodowym. Niemniej czysta rozrywka. Fajnie się biją, potwory ładnie wykonane graficznie. Jak ktoś grał w&nbsp;God of War to&nbsp;zauważy dużo znanych klimatów. Do&nbsp;klasyki nie przejdzie, ale&nbsp;obejrzeć można.  4/10</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="cursor: -moz-zoom-in;" src="http://www.shockya.com/news/wp-content/uploads/book_of_eli_poster2.jpg" alt="http://www.shockya.com/news/wp-content/uploads/book_of_eli_poster2.jpg" width="250" height="369" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Book of Eli</strong> [pol. ?] &#8211; DZIADOSTWO!!! Denzel Washington w&nbsp;masakrycznie beznadziejnym filmie pseudo postapo. Beznadziejny karate western po&nbsp;końcu świata. Scenariusz nie zaciekawia, walki też jakieś fenomenalne nei są więc nawet to&nbsp;nie ratuje&#8230; Cukierkowe zakończenie i&nbsp;bohater do&nbsp;końca bohaterski. Błeee. KICHA! 2/10</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p>&#8230;a to&nbsp;tylko część  skanerowej sceny filmowej&#8230; Dobrze jest mieć podzielną uwagę, dobry sprzęt i&nbsp;świetny software <img src='http://rynarzewski.pl/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2010/08/festiwal-filmow-fabularnych-w-pracy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Naleśniki a&#8217;la Zielona Pożywka</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2010/08/nalesniki-ala-zielona-pozywka/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2010/08/nalesniki-ala-zielona-pozywka/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Aug 2010 13:54:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[gotowanie]]></category>
		<category><![CDATA[Harry Harrison]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[naleśniki]]></category>
		<category><![CDATA[naleśniki ze szpinakiem]]></category>
		<category><![CDATA[przepis]]></category>
		<category><![CDATA[Przestrzeni przestrzeni]]></category>
		<category><![CDATA[Soylent Green]]></category>
		<category><![CDATA[szpinak]]></category>
		<category><![CDATA[Zielona pożywka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1448</guid>
		<description><![CDATA[W&#160;filmie &#8222;Soylent Green&#8221; społeczeństwo karmione jest zieloną substancją mającą stanowić substytut normalnego pożywienia w&#160;przeludnionym świecie. Charlton Heston przechadza się po&#160;świecie (wykreowanym przez Harrego Harrisona w&#160;książce &#8222;Przestrzeni, Przestrzeni&#8221;) i&#160;próbuje dowiedzieć się skąd bierze się tajemnicza zielona pożywka. Po&#160;wielu trudach dociera do&#160;tej &#8230; <a href="http://rynarzewski.pl/2010/08/nalesniki-ala-zielona-pozywka/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">W&nbsp;filmie<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zielona_po%C5%BCywka" target="_blank"> &#8222;Soylent Green&#8221;</a> społeczeństwo karmione jest zieloną substancją mającą stanowić substytut normalnego pożywienia w&nbsp;przeludnionym świecie. Charlton Heston przechadza się po&nbsp;świecie (wykreowanym przez<a href="http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=1484" target="_blank"> Harrego Harrisona w&nbsp;książce &#8222;Przestrzeni, Przestrzeni&#8221;</a>) i&nbsp;próbuje dowiedzieć się skąd bierze się tajemnicza zielona pożywka. Po&nbsp;wielu trudach dociera do&nbsp;tej informacji i&nbsp;odkrywa przerażającą prawdę&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">U&nbsp;mnie także nastał czas na&nbsp;zieloną pożywkę. Na&nbsp;szczęście nie ma ona nic wspólnego z&nbsp;przetworzonymi szczątkami ludzkimi. Pochodzi prosto z&nbsp;mojego zamrażalnika. Dostała się tam z&nbsp;Tesco. Do&nbsp;Tesco zaś jak głosi opakowanie dotarła ona z&nbsp;Austrii.</p>
<p style="text-align: justify;">Mrożony szpinak! Zielony klocek z&nbsp;supermarketu! Zielona pożywka!</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1448"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Wygląda niesamowicie. Świetny kolor niesamowicie soczystej ciemnej zieleni. Nie jak delikatna zieleń liści, nie jak kapusta. Jeśli chcielibyście znaleźć idealny kolor zielony, coś pomiędzy zielenią świerków a&nbsp;soczystą trawą to&nbsp;polecam właśnie kolor mrożonego szpinaku z&nbsp;Tesco. Ciekawe tylko jak to&nbsp;opisać w&nbsp;skali RGB albo jak odwzorować da się to&nbsp;w CMYKu? Niemniej kolor niesamowity.</p>
<p style="text-align: justify;">Z&nbsp;tego niesamowicie zielonego szpinaku powstało danie obiadowe. Dość prosty przepis, <strong><a href="http://www.w-spodnicy.pl/Tekst/Przysmaki/527387,1,Nalesniki-ze-szpinakiem-i-z-serem--nalesniki-ze-szpinakiem.html" target="_blank">którego ramy znalazłem w&nbsp;sieci</a></strong> i&nbsp;jedynie nieznacznie zmodyfikowałem na&nbsp;swoje potrzeby smakowe.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Naleśniki Soylent Green</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ciasto naleśnikowe:</strong></p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>2 szklanki mąki</li>
<li>2 jajka</li>
<li>wody na&nbsp;oko</li>
<li>dodajemy:
<ul>
<li> kilka łyżek szpinaku [wersja zielona]</li>
<li>wersja czerwona: sporo słodkiej papryki [wersja czerwona]</li>
</ul>
</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;"><strong>Farsz:</strong></p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>paczka szpinaku mrożonego</li>
<li>trzy jajka na&nbsp;twardo</li>
<li>serek topiony [dwa małe telewizorki lub jeden duży]</li>
<li>ząbki czosnku [1,2 lub 3]</li>
<li>sól, pieprz</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;"><strong>Sposób przyrządzenia:</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #888888;">[Jako że&nbsp;jestem wyposażony w&nbsp;kuchnię minimalistyczną, jednopalnikową, o&nbsp;czym chyba już kiedyś wspominałem podaję sposób przyrządzenia iście kempingowy. ] </span>Z&nbsp;zamrażalnika wyjmujemy szpinak na&nbsp;miskę lub talerz. Gotujemy jajka w&nbsp;małym garnku, a&nbsp;w międzyczasie w&nbsp;garnku średnim rozrabiamy ciasto na&nbsp;naleśniki. Mąkę i&nbsp;jajka łączymy z&nbsp;adekwatną ilością wody. Mieszamy, rozcieramy po&nbsp;ściankach widelcem i&nbsp;dodajemy wody aż do&nbsp;uzyskania lejącej konsystencji. Zależnie od&nbsp;tego czy wybieramy wersję kolorystyczną zieloną czy czerwoną dodajemy odpowiednio trochę szpinaku lub czerwonej słodkiej papryki. W&nbsp;tym czasie powinny już się ugotować na&nbsp;twardo jajka, wiec zalewamy je zimną wodą i&nbsp;zaczynamy na&nbsp;patelni smażyć naleśniki. Z&nbsp;dwóch szklanek powinno wyjść około dziesięciu sztuk bardzo ładnych [naprawdę kolorowych!] naleśników. Kończymy smażenie. Obieramy jajka, siekamy czosnek. Razem ze szpinakiem wrzucamy wszystko na&nbsp;patelnię [której nie musimy myć po&nbsp;naleśnikach]. Szpinak odparowujemy, smażymy, aż zrobi się gęstsze niż na&nbsp;początku. Wtedy dodajemy serek topiony, przyprawy i&nbsp;mieszamy, aż składniki się połączą. Farsz przekładamy do&nbsp;miski. Myjemy patelnię, a&nbsp;w tym czasie farsz sobie odrobinę stygnie. Zabieramy się za&nbsp;zawijanie. Naleśniki smarujemy grubo farszem, zawijamy w&nbsp;rulon i&nbsp;układamy na&nbsp;talerzu. Przed podaniem naleśniki podsmażamy na&nbsp;patelni z&nbsp;odrobiną masła. Dwa-trzy naleśniki powinny wystarczyć dla największego twardziela.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2010/08/nalesniki-ala-zielona-pozywka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zombie być, ach zombie być!</title>
		<link>http://rynarzewski.pl/2010/07/zombie-byc-ach-zombie-byc/</link>
		<comments>http://rynarzewski.pl/2010/07/zombie-byc-ach-zombie-byc/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Jul 2010 20:58:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[survival]]></category>
		<category><![CDATA[Zombie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1421</guid>
		<description><![CDATA[Natchniony zostałem klimatem zombie. Ponownie. Po&#160;pierwsze zadziwiająca aktywność w&#160;komentarzach do&#160;poprzedniego tekstu o&#160;zombie. Po&#160;drugie na&#160;jesieni rusza ekranizacja komiksu The Walking Dead , robiona przez stację AMC ( ich Mad Men jest ś-w-i-e-t-n-y). A&#160;po trzecie kupiłem sobie klasyczny już film 28 days &#8230; <a href="http://rynarzewski.pl/2010/07/zombie-byc-ach-zombie-byc/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Natchniony zostałem klimatem zombie. Ponownie. Po&nbsp;pierwsze zadziwiająca aktywność w&nbsp;komentarzach do&nbsp;poprzedniego tekstu o&nbsp;zombie. Po&nbsp;drugie na&nbsp;jesieni rusza ekranizacja komiksu The Walking Dead , robiona przez stację AMC ( ich Mad Men jest ś-w-i-e-t-n-y). A&nbsp;po trzecie kupiłem sobie klasyczny już film 28 days later. Obejrzałem po&nbsp;raz kolejny i&nbsp;twierdzę, że&nbsp;klimat trzyma świetnie. No i&nbsp;muzyka Clinta Mansela&#8230; poezja.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1421"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Ad rem:</p>
<p style="text-align: justify;"><a id="myphotolink" href="http://www.facebook.com/photo.php?pid=332603&amp;id=110475388978628"><img id="myphoto" class="alignright" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc4/hs200.snc4/38334_139798259379674_110475388978628_332603_1770496_n.jpg" alt="" /></a><a href="http://www.amctv.com/originals/The-Walking-Dead/" target="_blank">The Walking Dead [serial] </a>- stacja telewizyjna AMC kończy realizację serialu na&nbsp;podstawie<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Walking_Dead" target="_blank"> komiksu Roberta Kirkmana o&nbsp;tym samym </a><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Walking_Dead" target="_blank">tytule</a>. W&nbsp;końcu zapowiada się porządna dawka zombiowych klimatów. A&nbsp;jak udowodnił <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Dead_Set_%28TV_series%29" target="_blank">brytyjski Dead Set</a> serial jako medium nadaje się świetnie do&nbsp;pokazania skomplikowanego świata po&nbsp;apokalipsie. Transmisja startuje na&nbsp;jesień, ale&nbsp;pierwsze materiały robią wrażenie poziomem wykonania efektów. Nie oglądam zbyt wielu seriali, ale&nbsp;ten jest na&nbsp;szczycie listy oczekiwania&#8230; (za&nbsp;nim Dexter, który też rusza jesienią i&nbsp;wychodzące od&nbsp;zeszłego tygodnia kolejne odcinki Mad Men&#8217;ów). Polecam śledzenie<a href="http://www.facebook.com/home.php?#!/pages/The-Walking-Dead/110475388978628" target="_blank"> aktualności odnośnie The Walking Dead na&nbsp;Facebooku</a></p>
<p style="text-align: justify;">Popkultura roi się od&nbsp;zombie. Zaczyna to&nbsp;podłapywać przemysł i&nbsp;(jak na&nbsp;razie na&nbsp;zachodzie) zaczyna się wysyp zombieowych gadżetów. Oto kilka, którymi bym nie pogardził:</p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>Zamiast tradycyjnego krasnala ogrodowego &#8211; ogrodowy zombie. Szkoda tylko że&nbsp;nie jest ruchomy i&nbsp;aktywowany np przez czujnik ruchu. Postawić coś takiego przy ścieżce do&nbsp;domu&#8230; zabawa murowana.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;"><a class="thickbox no_icon" title="zombogr" rel="gallery-4411" href="http://www.geektoys.pl/wp-content/uploads/2010/07/zombogr.jpg"><img class="newsc aligncenter" title="zombogr" src="http://www.geektoys.pl/wp-content/uploads/2010/07/zombogr.jpg" alt="" width="400" height="260" /></a></p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>Książeczka, z&nbsp;której możemy nauczyć się mówić po&nbsp;zombiowemu. Kiedy niedawno kupowałem książeczkę dźwiękową mojemu bratankowi z&nbsp;odgłosami owadów, nie byłem świadom, że&nbsp;istnieje dźwiękowa książeczka o&nbsp;zombiach. Na&nbsp;dodatek w&nbsp;sklepie który ja sprzedaje jest ona zaliczana jako<a href="http://www.thinkgeek.com/geek-kids/3-7-years/dc24/?cpg=cj&amp;ref=&amp;CJURL=" target="_blank"> przedmiot dla dzieci w&nbsp;kategorii wiekowej 3-7 lat</a>&#8230; Fenomenalne!</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.geektoys.pl/ogrodowy-zombie/"><img class="newsc aligncenter" title="Bez-nazwy-4" src="http://www.geektoys.pl/wp-content/uploads/2010/05/Bez-nazwy-4.jpg" alt="" width="400" height="558" /></a></p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>Bajer z&nbsp;wyższego levelu (levela?) &#8211; <a href="http://www.thinkgeek.com/homeoffice/kitchen/d29b/?i=front" target="_blank">pojemnik na&nbsp;kostki lodu w&nbsp;kształcie mózgu</a>. Wiadomo, ulubiony pokarm zombie, a&nbsp;na dodatek pasowałoby do&nbsp;nowego logo mojej strony. Szklanka whisky z&nbsp;lodowatym mózgiem w&nbsp;środku, bezcenne wrażenia:
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="display: block;" src="http://www.thinkgeek.com/images/products/frontsquare/d29b_brain_freeze_ice_cube_molds.jpg" border="0" alt="" /></p>
</li>
<li>Z&nbsp;pewnością chciałbym mieć pod&nbsp;ręką zawsze<a href="http://www.techeblog.com/index.php/tech-gadget/pictures-emergency-zombie-defense-station" target="_blank"> zestaw awaryjny do&nbsp;obrony przed zombie</a>. Choćby taki jak ten poniżej, który jest bardziej przemyślny niż może się wydawać. Jest obowiązkowy shotgun, jest maczeta, zaś przednia szyba ma uchwyty dzięki czemu staje się praktyczną mini-tarczą. Praktyczne rzeczy zawsze są piękne. A&nbsp;btw. w&nbsp;moim bagażniku i&nbsp;tak zawsze mam mały zestaw anty-zombie w&nbsp;postaci toporka i&nbsp;saperki.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;"><img class="aligncenter" src="http://media.techeblog.com/images/zombie_1.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p style="text-align: justify;">Taki wpis dla zabawy i&nbsp;przyjemności przeszperania trochę sieci zawsze dobrze robi mi na&nbsp;humor <img src='http://rynarzewski.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  mam nadzieję że&nbsp;osobom to&nbsp;czytającym także.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rynarzewski.pl/2010/07/zombie-byc-ach-zombie-byc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

