Pomysł na e-bankowość

Banki internetowe są nudne… i dość skomplikowane w porównaniu z innymi interfejsami z którymi się stykamy. Każdego banku trzeba się praktycznie uczyć od nowa, bo niby chodzi o to samo (pieniądze) to każdy system oferuje inne rozwiązania. Korzystam z multibanku i mbanku i pomimo że teoretycznie to ta sama grupa bankowa to interfejsy są diametralnie różne i o dziwo to mbank (czyli najbardziej postępowy, bo online, bank) wypada gorzej. Ale nie o porównanie banków mi chodzi lecz nowy pomysł, który moim zdaniem mógłby zwiększyć UX (user experience) korzystania z banków. Może czas na kolejny krok w e-bankowości? Mam taki pomysł, który chodzi mi po głowie od dłuższego czasu

Zarządzanie kontem na zasadzie folderów i plików.

System który intuicyjne jak w windowsie ( taa…) pozwala na głównym koncie bez zakładania jakichś subkont czy innych wymysłów sortować swoje pieniądze. Jeśli chcę np odłożyć sobie na nowy obiektyw do aparatu, to zakładam katalog „obiektyw” i wrzucam do niego 100 zł miesięcznie, albo ustalam że automatycznie będzie co miesiąc przelewane w ramach wewnątrz-kontowych operacji 100 zł na zabezpieczony folder.  Ustawiam poziomu dostępu do folderów, tak by ustalić np folder, z którego pobierają bankomaty, zabezpieczyć jakiś żeby nawet jak się skończy kasa w głównym folderze to przy wybieraniu kasy z bankomatu nie naruszyło go. I w drugą stronę można ustawić by hierarchię folderów w jakiej kolejności mają być opróżniane. Proste!

Do tego oczywiście jak na pulpicie nawigacja kliknięciem lewym i prawym przyciskiem, swobodne przeciąganie  Wymagać to będzie większego wyedukowania klientów w zakresie technicznym, ale ja osobiście bardzo chciałbym coś takiego móc używać… bo obecnie wkurzają mnie bankowe systemy online.

To tak pokrótce mój pomysł. Technologicznie jest to chyba możliwe, a jak coś to spece od kodowania na pewno dali by radę zaprojektować jakiś podobny, bezpieczny system. Pewnie za jakiś czas dowiem się że coś takiego będzie wprowadzane, jak było z pomysłem na portal kulinarny, w którym wpisujesz co masz w lodówce, a system podpowiada ci potrawy…. Może tak być i tym razem, niemniej niech wszyscy pamiętają że to był mój pomysł… Bo ze mnie taki Marconi, kiedy takie Bell’e moje pomysły wykorzystują. Ale widać taki los…

ilustracja:  Vandys @ Flickr

Banki internetowe są nudne… i dość skomplikowane w porównaniu z innymi interfejsami z którymi się stykamy. Każdego banku trzeba się praktycznie uczyć od nowa, bo niby chodzi o to samo (pieniądze) to każdy system oferuje inne rozwiązania. Korzystam z multibanku i mbanku i pomimo że teoretycznie to ta sama grupa bankowa to interfejsy są diametralnie różne i o dziwo to mbank (czyli najbardziej postępowy, bo online, bank) wypada gorzej. Ale nie o porównanie banków mi chodzi lecz nowy pomysł, który moim zdaniem mógłby zwiększyć UX (user experience) korzystania z banków. Może czas na kolejny krok w e-bankowości? Mam taki pomysł, który chodzi mi po głowie od dłuższego czasu

Zarządzanie kontem na zasadzie folderów i plików.

System który intuicyjne jak w windowsie ( taa…) pozwala na głównym koncie bez zakładania jakichś subkont czy innych wymysłów sortować swoje pieniądze. Jeśli chcę np odłożyć sobie na nowy obiektyw do aparatu, to zakładam katalog „obiektyw” i wrzucam do niego 100 zł miesięcznie, albo ustalam że automatycznie będzie co miesiąc przelewane w ramach wewnątrz-kontowych operacji 100 zł na zabezpieczony folder.  Ustawiam poziomu dostępu do folderów, tak by ustalić np folder, z którego pobierają bankomaty, zabezpieczyć jakiś żeby nawet jak się skończy kasa w głównym folderze to przy wybieraniu kasy z bankomatu nie naruszyło go. I w drugą stronę można ustawić by hierarchię folderów w jakiej kolejności mają być opróżniane. Proste!

Do tego oczywiście jak na pulpicie nawigacja kliknięciem lewym i prawym przyciskiem, swobodne przeciąganie  Wymagać to będzie większego wyedukowania klientów w zakresie technicznym, ale ja osobiście bardzo chciałbym coś takiego móc używać… bo obecnie wkurzają mnie bankowe systemy online.

To tak pokrótce mój pomysł. Technologicznie jest to chyba możliwe, a jak coś to spece od kodowania na pewno dali by radę zaprojektować jakiś podobny, bezpieczny system. Pewnie za jakiś czas dowiem się że coś takiego będzie wprowadzane, jak było z pomysłem na portal kulinarny, w którym wpisujesz co masz w lodówce, a system podpowiada ci potrawy…. Może tak być i tym razem, niemniej niech wszyscy pamiętają że to był mój pomysł… Bo ze mnie taki Marconi, kiedy takie Bell’e moje pomysły wykorzystują. Ale widać taki los…

ilustracja:  Vandys @ Flickr

Coquere necesse est! …pancakes vel racuchy

Zapraszam na kolejny odcinek „kuchni w warunkach polowych”. Jako że nie mam pełnowymiarowej kuchenki a mikro-aneks kuchenny z jednopalnikową indukcją i całkowitym brakiem blatu, moje gotowanie jest minimalistyczne w formie i skierowane na maksymalną optymalizację procesu przygotowanie jedzenia… bo jak mam za dużo naczyń w zlewie to blokują mi dostęp do kuchenki, a jak gotuje to nie mogę zmywać bo jak woda chlapnie to mi spali kuchenkę.. :) . Niemniej „coquere necesse est”, więc co i raz próbuję coś upichcić. Tym razem zainspirowany ostatnią wizytą w Lublinie i naleśnikarnią niedaleko starówki, postanowiłem zrobić pankejki… czyli po naszemu racuchy.

Przepis nie jest ani klasyczny na amerykańskie pancakes, ani na na rodzime racuchy na sodzie. Połączyłem, jak mi się wydawało najlepsze cechy obu pomysłów i dzięki temu są mniej kaloryczne niż amerykańskie (bez masła) i bogatsze smakowo niż rodzime (cukier puder+olej).

Przepis:

  • dwie szklanki mąki
  • półtorej szklanki mleka
  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • dwa jajka
  • czubata łyżeczka sody
  • trzy łyżki oleju
  • do przyozdobienia: cukier puder, dżem, lejący miód, syrop klonowy, bita śmietana (co kto lubi lub wszystko na raz…)

Składniki są oczywiście bardziej na oko… Wszystko wrzucić do garnka i zmiksować do konsystencji gęstej śmietany. Ciasto nie może być zbyt lejące bo będą problemy podczas przewracania. Patelnie rozgrzać do średniej temperatury. Na jednej stronie smażyć aż pojawią się bąbelki (zazwyczaj kilkadziesiąt sekund). Potem szybko przewracamy, tak żeby nie rozlały nam się i zachowały kształt (Z tego powodu pankejski nie mogą być za duże bo się rozlecą przy przewracaniu). Przewracamy tylko raz. Pieką się bardzo szybko, więc potrawa jest ekspresowa. Optymalny rozmiar to 10-12 cm średnicy. Z podanych składników powinno wyjść 8-9 średniej wielkości pankejków.

Są przepyszne, lekkie, mają chrupiącą skórkę kiedy są świeże. Podawać można klasycznie z syropem klonowym, posypane cukrem pudrem, z dżemem… lub wszystkim naraz!

Od niedawna Muszę Jeść Mózgi

Rzuciłem studia doktoranckie, przemyślałem sporo spraw i postanowiłem spróbować własnych sił jako przedsiębiorca. Nie minęło jeszcze pół roku i już mogę powiedzieć, że nawet w tak dziwnym (dzikim) państwie jak nasze, fajnie jest być właścicielem firmy. Nawet jeśli jestem na samym dole drabiny, nawet jeśli nie zarabiam kroci, to jednak robię coś dla siebie, a nie dla jakiegoś bezdusznego babilońskiego molocha lub „prywaciarza-krwiopijcy”.

Continue reading

Rzym. Pomiędzy „tam” i „z powrotem”.

 

Rzym to ciekawe miasto. Wybraliśmy się tam, jak zawsze zaledwie na kilka dni, a jednak zdołaliśmy nie tylko zobaczyć większość sztandarowych zabytków stolicy Włoch, ale i poczynić kilka obserwacji o charakterze cywilizacyjno-społecznym. Nie będę się o samym mieście rozpisywał, bo w Rzymie każdy już był, albo być powinien. Poniżej przedstawiam za to kilka  luźnych spostrzeżeń/przemyśleń związanych z wyprawą:

Continue reading

Kolejny sezon biegania

Johannes Ouendag @ Flickr

Wczoraj zacząłem swój sezon biegania. Niedzielny poranek był piękny i po odwiezieniu Moni do pracy zdecydowałem się na ruch. Zmęczenie było, ale jeszcze większa okazała się satysfakcja z przełamania bezruchu zimowego i zwycięstwa woli nad leniwym diabełkiem siedzącym w głowie. Na początek niewielka trasa na rozgrzewkę. Pierwsze kilka metrów i od razu zacząłem się uśmiechać. Co prawda braki kondycyjne nie pozwoliły mi się w pełni skupić na przyjemności samego biegu niemniej było fajnie. Nie dotarłem też jeszcze do tego momentu kiedy do organizmu zaczynają być pompowane endorfiny i inne środki wywołujące radość, euforię i tzw. „power”. Powodują one że czujesz się jakbyś był na naturalnym haju. Świetna sprawa. Taki stan pojawiał mi się w zeszłym sezonie zazwyczaj koło 5-6 kilometra. Liczę że szybko do mnie wróci…

Continue reading

Doktorant czyli nikt

W Tygodniku Powszechnym ukazał się niedawno artykuł, „Ani praca, ani naukowa” Joanny Soćko,  który porusza bardzo bliski mi problem statusu doktoranta w polskim systemie nauki. Jeśli zaś do systemowego problemu kim jest doktorant, dodamy bagienny klimat polskiej nauki to rysuje się obraz nie do końca wesoły.

Istnieje kilka zagadnień dotyczących polskiej nauki, zarówno tej jeszcze niedoszłej jak i tej zabetonowanej na akademickich stołkach, które w przyszłości zaowocować mogą, o ile nie zapaścią, to utrzymaniem jej na obecnym, miernym poziomie. Są to moim zdaniem następujące kwestie:

Continue reading