- Wiesz, kiedy miałem 20 lat zawsze wydawało mi się, że mam jeszcze dużo czasu.
- Wiesz… mogę cię zapewnić, że to wszystko jest całkowicie normalne. Masz dużo stresu, który my nazywamy stresem cywilizacyjnym. Przecież człowiek jeszcze kilkaset lat temu żył prawie jak zwierzę. To co teraz się stało, to całkowite wyrwanie go z Jego środowiska. Normalne że masz napady niepokoju, lęku, że cywilizacja cię męczy. Zupełnie naturalne. Twoja psychika nie zdążyła jeszcze wyewoluować ze stadium człowieka jaskiniowego…
- Taaa…. czyli po prostu jestem niedorozwinięty?
- Nie. Chodzi mi o to, że cywilizacyjnie przekroczone zostały zdolności adaptacyjne ludzi jako gatunku i pomimo kulturowych zabiegów zdarzających do oswojenia cię z tym co jest w okół ciebie… Powiedz mi czy wierzysz? To znaczy czy wyznajesz jakąś religię?
- Chyba nie… nie no raczej nie wyznaję, nie mam wiary jeśli o to ci chodzi. Żadne instytucjonalne formy.
- Może to właśnie problem. Kiedyś to właśnie religie spełniały tę rolę.. dla wielu nadal ją spełniają. Pozwalają przerzucić część egzystencjalnego ciężaru na stworzoną do tego instytucję. Pozwala to nie stawiać sobie wielu pytań. Dostajemy je w pakiecie jako wyznawcy. To znacznie ułatwia sprawę… naturalnie dla wielu osób nie dla wszystkich.
- Nie wiem.. Nie mógłbym chyba. Wychowany byłem co prawda jako katolik, ale to raczej był wybór moich rodziców. Może gdyby mi ten wybór pozostawiono… ale go nie miałem. Zniechęciłem się nim wykształciła się we mnie wiara. Poza tym oglądanie co niedziela tych cynicznych rytuałów wykonywanych przy smętnym zawodzeniu… to wszystko było zbyt przygnębiające… halo…halo…haaalooo !!!
- Limit rozmowy został wyczerpany. Wrzuć kolejne żetony wciągu 40 sekund by kontynuować rozmowę. W innym przypadku proszę włożyć do czytnika swoją kartę medyczną w celu zapisania danych i kontynuowania rozmowy z Twoim autonomicznym asystentem w przyszłości. W przypadku braku podjęcia jakiejkolwiek akcji pamięć Automatycznego Systemu Diagnostyki Psychologicznej zostanie wykasowana, tak by poufność rozmowy została formalnie spełniona. Dziękujemy za korzystanie z naszych automatów.
Category Archives: ( Próby ) literackie
Piękni Ludzie
Na świecie żyją Piękni Ludzie.
Żyją też ludzie.
Piękni Ludzie są piękni i zawsze uśmiechnięci. Piękne mają ubrania, piękne samochody, piękne tipsy i piękne buty. Spotykają się tylko z innymi Pięknymi w miejscach dla Pięknych Ludzi. W pięknych galeriach handlowych z pięknymi posadzkami i pięknymi szybami za którymi znajdują się piękne rzeczy. Rozmawiają przez telefony kiedy tak piękne się przechadzają po pięknie wyczyszczonych marmurach. Piękni Mężczyźni oglądają się za Pięknymi Kobietami, które bardzo pięknie się do nich uśmiechają i chichoczą przy tym z pięknymi koleżankami. Żenią też się tylko Piękny z Piękną, do ślubu jadą zawsze pięknym samochodem do pięknego kościoła, po czym pięknie bawią się na przepięknym weselu. Czynią tak przede wszystkim żeby nie uszczuplić sumy piękna jaka znajduje się na świecie, a tylko jeszcze wzbogacić je może o Piękne Dziecko,które już od urodzenia ssie piękny smoczek. Mieszkają naturalnie w pięknych mieszkaniach na pięknych osiedlach.
Piękni Ludzie muszą rzez cały czas myśleć o swoim pięknie bo to jest rzecz ulotna. Piękno przemija jeśli nie chodzi się do pięknych centrów handlowych żeby kupować piękne ubrania i piękne kosmetyki np. lakier w pięknym kolorze różowym i krem upiękniający.
Zajmuje im to wszystko strasznie dużo czasu. Strasznie dawno czytali jakaś książkę, choć ostatnio widzieli taki piękny program w telewizji. Są strasznie „inteligentni” i piastują strasznie ważne stanowiska. Strasznie dawno rozmawiali ze sobą ostatnio przy obiedzie i strasznie chcieliby być jeszcze piękniejsi. I strasznie ich to cieszy że każdy strasznie zazdrości im bycia Pięknymi
A co robią ludzie?
Ludzie robią przeważnie to samo… tylko mają te szczęście iż nie są Piękni.
I strasznie się z tego cieszą
Na odwrocie
Na odwrocie
Na odwrocie napiszę swój pierwszy wiersz
Wiersz na odwrocie
Na stronie „B”, na rewersie, na ciemnej stronie księżyca
Której nikt nigdy nie widział
Tam gdzie wrony zawracają
I odwracam głowę od własnych myśli.
Bo życie też musi mieć swoje drugie oblicze
Takie jakim stać się mogło gdyby moneta upadła inaczej.
Napiszę swój pierwszy wiersz na odwrocie
Chwiejnym pismem na odwrocie karty
Zadrukowanej bezszeryfową czcionką Arial Bold.
Napiszę swój pierwszy wiersz na odwrocie
Z dużą ilością odręcznych skreśleń.
Wiersz zawsze w odwrocie.
Klik

Klik.
Klik klik klik klik klik.
Klik klik klik.
Klik.
Nigela Lawson robi gruszki w czekoladzie. Łapie je dłońmi, a sok przelewa się przez jej palce, na jej ustach resztka czekolady.
Klik
Polski smutny satyryk bawi rubasznych Polaków. W dużym środkowoeuropejskim kraju opowiada kawał o pasztetowej i kaszance Gawiedź bije brawo.
Klik
Reklama Olimpiady w Pekinie. Film w stylu heroiczno-patetycznym przywodzącym na myśl film 300 nabiera nas byśmy kupili koszulkę i kubek, zadowolili reklamodawców. Zaraz potem polska gwiazda tenisa sprzedaje się w reklamie proszku do prania po czym znana aktorka reklamuje klej do protez… brak słów.
Klik
Kanał kulturalny wprowadza mnie w depresję. Film „Przełamując Fale” – akurat leci piosenka Procol Harum – Whiter shade of pale. Depresyjnie.
Klik
Przetworzona kultura amerykańska sprzedawana młodzieży, marzenie trendsetterów. Nie wytrzymam.
Klik
„Medialny obciach” – opowieść o rozstaniu polskiej aktorki prowadzi dwóch „błyskotliwych” dziennikarzy. Analiza prasy kolorowej niezbędnym elementem polskiej kultury. Obrzydliwy słowotok.
Klik
klik klik klik
Power Rangers klik
prognoza pogody, sprzedają pogodę jak wszystko w dzisiejszych czasach.
klik
Kanał historyczny. Zatrzymuje się na dłużej. Dziewiętnastowieczna kuchnia w angielskim pałacu. behind the scenes. Życie w czasach edwardiańskich jako reality show.
Klik.
Pseudo religijny kanał wywala swoją teorię spiskową dziejów. Bełkoczący staruszek wykłada ludowi żydo-masońskie powiązania rządzące światem na początku XIX wieku.
Klik
film. Nic ciekawego. klik. Papka. Klik. Papka. Klik. Papka. Klik. Papka
Klik.
Klik klik klik klik klik.
Klik klik klik.
Papka.
Z pamiętnika młodszego bibliotekarza… ;]
Sobota w bibliotece to przede wszystkim spokój. Szczególnie sobota w trakcie sesji egzaminacyjnej. Spokój w bibliotece łatwo przeradza się w nudę. Pełzająca okrutną nudę, która nie pozwala skupić się ani na niczym przyjemnym, bo przecież jesteśmy w pracy ani zmusić się do dalszej pracy, bo człowiek jest już zmęczony samą odległością jaka dzieli go od odległego poranka.

Jak więc wygląda sobota…? Pustki i grobowa cisza dusząca bibliotekarza spragnionego wizyty użytkownika. Każdy odgłos kroków na korytarzu powoduje dreszcz emocji i wyczekiwanie. Wszelka możliwość zabicia nudy i wykazanie się pracą jest błogosławieństwem danym nielicznym. Większość z pracowników, i tak szkieletowej obsady wszystkich działów, przeżywa męczarnie spoglądając na zegarki, czasomierze oraz wyświetlacze. Ile można siedzieć na internecie? Cisza zbliżona do tej jaka panuje w przestrzeni kosmicznej, szybko potrafi doprowadzić do szaleństwa najsilniejszego nawet psychicznie osobnika….
Gdzieś około godziny dziewiętnastej bibliotekarz zaczyna miotać się niczym dzikie zwierze po swoim dziale. Przemierza swoje opustoszałe królestwo niczym tygrys uwięziony w zoo. W jego psychice następuje zasadnicza zmiana. O ile dotychczas czekał jeszcze na czytelnika to teraz każdy, który odważy się pojawić będzie niechcianym intruzem. Jego niechciane wkroczenie może przedłużyć pracę bibliotekarza o całe minuty – wprowadzić chaos w rytuał wyjścia, który rozpoczyna się na około pół godziny przed godziną zero. Zaburzenie tego cyklu, skomplikowanej procedury, przez czytelnika, który niechaj zechciałby [o zgrozo!] wykorzystać swoje prawo do korzystania z księgozbioru do godzin 19:59…. zachowanie takie uznać należałoby bezsprzecznie za skandaliczne.
Gong oznajmiający kwadrans do zamknięcie i automat, który obwieszcza to głosem równie bezdusznym co otaczające mury, to ostatni wyznacznik nadchodzącego końca… bibliotekarze przygotowani już do wyjścia z kluczami w rękach stoją przyklejeni do oszklonych drzwi. Spoglądają komu pierwszemu puszczą nerwy… kto pierwszy wyłączy światło i zamknie drzwi swego działu, komu pierwszemu puszczą nerwy.
Tak oto dzień pracy zbliża się do końca ostatecznego. Uczucie to porównać można jedynie z końcem biblijnej boskiej pracy, kiedy to po sześciu dniach nadchodzi zasłużony dzień odpoczynku… niedziela. Boskie uczucie dla bibliotekarza. Niedziela świętym dniem heretyckiej bibliotekarskiej wiary.
Dziś odpracowałem ostatnią przed wakacjami sobotę pracująca. Kolejna dopiero we września. Jutro rano poczuje się jak bóg. Mam dzień wolny.
Koncepcja Zalewskiego
Mechanicznym ruchem złapał za klamkę, jednak na chwilę zawahał się nie mogąc podjąć decyzji czy ma drzwi pchnąć czy pociągnąć. Po chwili przetwarzania danych zdecydował się popchnąć drzwi. Zrobił krok do przodu i znalazł się w jasno oświetlonym pomieszczeniu o wysokim suficie. Blask przemysłowych jarzeniówek był tak silny że musiał przesłonić ręką oczy przyzwyczajone jeszcze do panującego na zewnątrz mroku. Po chwili powolnym ruchem zabrał znad oczu rękę. Był w sporych rozmiarów pomieszczeniu wypełnionym ustawionymi w szeregi półkami. Znajdowały się na nich różne towary w agresywnie kolorowych
opakowaniach. Wszystkie one starały się przyciągnąć choć na chwilę jego wzrok. Do tego zostały stworzone. Przyciągnąć wzrok, zmusić do podejścia do półki, a w końcu za pomocą krzykliwych napisów, uśmiechniętych kobiecych twarzy zmusić go do kupienia ich. On nie był jednak w stanie odebrać jakichkolwiek, nawet podświadomych, sygnałów. Aktywne były jedynie te jego funkcje, które niezbędne były do życia i dotarcia do pokoju na odpoczynek. Jedna jedyna tylko myśl kołatała się w jego głowie: „mleko, chleb, ser”
W czasie kilkumetrowej podróży od drzwi jego umysł monotonnie powtarzał: „mleko, chleb, ser, mleko,chleb,ser,mlekochlebsermlekochlebser… Nie były to nawet jego myśli, ale zakodowane w jego umyśle polecenie. Szedł ze spuszczoną lekko głową, nie podnosząc jej o nie miał na to siły. Kierując się zakodowanym gdzieś w głębi umysłu planem sklepu kierował się w kierunku lady. Nie wykonując żadnych zbędnych ruchów, dotarł do blatu. Teraz zmusił swoją się by podnieść głowę i spojrzeć na sprzedawcę. Był to młody hindus w bordowym turbanie na głowie, który był zdecydowanie znudzony swoim zajęciem. Właśnie odkładał gazetę i wlepiał na twarz obowiązkowy uśmiech. Spojrzał na klienta i pytającą podniósł brwi, co zapewne miało znaczyć:
- …czym mogę panu pomóc?
- Poproszę jeden chleb, litr mleka i jeszcze może kostkę sera – odpowiedziałby klient, gdyby miał na to siłę. Tak z jego ust wydobyło się niewyraźne – chleb, mleko i ser.
W czasie gdy sprzedawca poszedł przynieść zamówione produkty klient stał nieruchomo wpatrzony tępo w przestrzeń przed sobą. Nie pozwolił swojej głowie opaść, gdyż ponowne podniesienie jej, kiedy wróci młody hindus, kosztowało by wiele energii której tak bardzo mu brakowało. Rozmazany obraz przed oczami i całkowicie wyłączony mózg powodowały iż nie zauważał nawet upływu czasu jaki spędził przed ladą.
Sprzedawca był już z powrotem i przeciągał zakupy nad czytnikiem. W tym czasie on sięgnął do kieszeni, wyciągnął kartę i przeciągnął ją nad czytnikiem płatności. Dołożył jeszcze swój kciuk i mechanicznym ruchem wykonał akcję odwrotną do niedawno wykonanej. Schował kartę.
Hindus zapakował zakupy do plastykowej torby wręczył ją mu i skinął głową. Mogło to oznaczać „ dziękuję za zrobienie u nas zakupów i dobranoc panu”. Klient przejął od niego ładunek, a nieznaczna zmiana u niego wyrazu twarzy znaczyła zapewne „dziękuję, dobranoc”. Kiedy przejął zakupy od sprzedawcy w ręce zaciążyło mu około dwa kilogramy produktów niezbędnych, aby jego organizm uzupełnił braki energii. Skierował się do wyjścia. W tym czasie mózg odłączył ośrodek mowy i całkowicie oczyścił się z jakichkolwiek zbędnych myśli. Po wykonaniu polecenia chlebmlekoser całą pozostałą energię skierowano na funkcje motoryczne. Prawa ręka w tył, lewa noga w przód, lewa ręka w tył, prawa noga w przód. I tak dalej zgodnie z zakodowanym w umyśle schematem. Jedna część mózgu wychwyciła z podświadomości polecenie. „Dom”. Już inna część mózgu opracowała program dla ciała, które zgodnie z poleceniami w nim zawartymi miało przemieścić się spod sklepu do mieszkania jak najkorzystniejszą trasą, przy jak najkrótszym. Mózg spośród kilku wariantów trasy wybrał ten najbardziej ekonomiczny. I już wprowadził pierwsze polecenia dla kończyn. Biologiczna maszyneria już ruszyła.
Już od jakiegoś czasu wszystkie nasze ośrodki badawcze pracują nad stworzeniem idealnego narzędzia, które potrafiłoby wykonać wszystkie nudne, nieprzyjemne lub uwłaczające ludzkiej godności zadania jakie na swej drodze spotyka człowiek. Nasi naukowcy podążając za nową koncepcją doktora Zalewskiego odnośnie budowy mózgu, opracowała epokowy wynalazek. Zdradzę państwu, że u podstaw naszego projektu legło pytanie: po co starać się podnieść roboty do poziomu inteligencji potrzebnej do samodzielnego podejmowania decyzji. Można przecież do tego stopnia obniżyć zdolności umysłowe człowieka pozbywając się wszelkich zbędnych fragmentów mózgu tak, by stał się on programowalnym narzędziem.
I oto mam przyjemność ogłosić że nasze badania zakończyły się całkowitym sukcesem! Oto przedstawiam państwu pierwszą i najdoskonalszą zarazem generację bio – robotów stworzoną w naszych laboratoriach! Oto Homo Instrumentum lub jak państwo wolą Hl-1