Podwójna recenzja ze wskazaniem

Dawno nie pojawiła się już u mnie żadna recenzja książki, teraz więc w ramach tzw. bonusu vel. gratisu przedstawię podwójną recenzję ostatnie przeczytanych przez mnie książę. Dwa tytuły nie zostały przeze mnie zestawione przypadkowo. Obie książki łączy gatunek literacki – science fiction, obaj autorzy są Polakami i obie książki stanowić miały miły i lekki przerywnik pomiędzy trudniejszymi i bardziej wymagającymi lekturami. Poza tymi kwestiami nie wymienię chyba już żadnego ważnego podobieństwa poza sprawami czysto technicznymi: czarną czcionką, białym papierem i umiarkowanie wygórowaną ceną. Od tego momentu pomiędzy obiema książkami pojawiać isę będzie znane z komputerowych bijatyk i bokserskich ringów słowo „versus”.

vs.

Pora więc zająć się ważną kwestią jaką jest przedstawienie obu książek z imienia i nazwiska. Pierwsza to „Apokalipsa wg Pana Jana” RobertaSzmidta, a druga – „Krótki lot motyla bojowego” Eugeniusza Dębskiego. Ograniczając do maksimum ilość szczegółów fabularnych [spoilerów], by nie zepsuć nikomu ewentualnej zabawy, dokonam jedynie krótkiej charakterystyki uczestników starcia. Z jednej strony mamy więc post apokaliptyczną wizję europy i losy odradzającej się Polski z drugiej cyberpunkowe niewiadomoco bez wyraźnej koncepcji fabularnej. Z jednej strony zaskakująca czasami, prostota z olbrzymim polotem z drugiej wyraźne trudności w kreowaniu świata książki wraz z rozbudowanymi ponad miarę wątkami psychologicznymi bohaterów. Z jednej strony kolejne przetworzenie dość wyświechtanego tematu, z drugiej ciekawy pomysł i duży potencjał. Z jednej strony czysta rozrywka, z drugiej czysty mętlik.

Wyraźna dysproporcja jakości pomiędzy przedstawionymi powyżej powieściami spowodowała u mnie duży zawód. "Apokalipsę" uważam za książkę bardzo udaną, natomiast "Lot motyla.." to zdecydowany niewypał. O ile Szmidt wyciągnął z wyświechtanego [zdawałoby sie jedynie] tematu coś niezłego na miarę rozrywki jaką książka ta miała stanowić, to Dębski z bardzo zabił swoje własne dziecko gubiąc główny i najciekawszy wątek na rzecz pobocznego i banalnego.

 Na koniec zostaje mi tylko polecić obie i samemu przekonać się o ich wartości.

Dobre choćby dlatego że polskie. Kupujcie polskie książki SF.

Stefan Meller – ostatni tom…

Skończyłem czytać drugi tom pamiętników Stefana Mellera [ o pierwszym tomie pisałem niedawno].

Co mnie urzekło w lekturze tej książki to wiedza i doświadczenie, które Meller przekazuje nam za pomocą swoich opowiadań. Nie jest to jednak wiedza o jakimś konkretnym zagadnieniu, a po prostu wskazówki o tym jak żyć i jak ze swojego życia być zadowolonym. Co jest ważne a co jest na prawdę ważne ze wszystkich wartości. Pokazuje jak powinno dokonywać się wyborów i jak ponosić za nie konsekwencje; że najgorsze to nie umieć być za siebie samego odpowiedzialnym, że na każdym z nas ciaży odpowiedzialność wobec otoczenia, ale przede wszytkim samego siebie, tak aby na końcu nie musieć się wstydzić.

Stefan Meller odszedł. Zmarł po cichu, w wieku przedwczesnym, chyba jednak w wielu kwestiach spełniony. Tak czułem czytając jego wspomnienia.  Chciałbym, szczerze, osiągnąć spełnienie w tak wielu płaszczyznach w swoim życiu. NIeczego nie żałować, wszystkiego próbować i mieć odwagę oraz uśmiech, taki jaki zawsze miał pan Stefan.

Meller bardzo lubił ludzi, miał do nich słabość, a zarazem potrafił ich sobie zjednywać momentalnie. Począwszy od wszechwładnego demokratycznego cara Putina po zakonnice, których uczył języków… miał wielką moc w tej materii. Opowiadał też o nich w sposób fenomenalny czym od razy zdradzał wielkie umiłowanie gatunku ludzkiego. Obojętnie czy był to kolega ze studiów, irytujący urzędnik z  epoki PRL czy któryś z jego przyjaciół. O nikim nie wyrażał się w sposób jednoznacznei negatywny, każdemu dawał szansę i szukał jakiejś głębi. Miał wiele taktu i kultury, nie wylewał żółci, nie rzucał nazwiskami, nie opowiadał szczegółów, które mogły by komuś – nawet nieprzychylnej mu osobie – zaszkodzić. Takie maiła zasady, taką miał kulturę osobistą.

Stefan Meller umierający, jak piszą jego przyjaciele jeszcze szarpał się kilka razy pomiędzy życiem i śmiercią, żył nikłą nadzieją, lecz chyba z godnością umiał poddać się temu nieuniknionemu. Chyba nie miał żalu.  Nie przelewał swojego bólu i lęku na papier, nie chciał pisać o umieraniu, chciał pisać o życiu i do ostatnich stron o swojej chorobie wspominał zdawkowo. Michałowi Komarowi, spisującemu wywaid-rzekę jeszcze na krótko przed śmiercią mówił że kiedy będzie dobierał on zdjęćia do drugiego tomu, niech wybiera jak najweselsze, nie chce żadnego smutactwa. Wiedział ze umiera, chyba po prostu nie chciał tworzyć martyrologii, która zaciemniłaby by wówczas ważniejsze przesłanie jakie w obu tomach starał się przekazać. Żyć trzeba odważnie, kochać każdą chwile i każdego przyjaciela, walczyć z losem kiedy można, zatrzymać się z pokorą kiedy nadejdzie nasz czas. Tak zrozumiałem. Ostanie strony i dodatkowe wypowiedzi Mellera na końcu były dla mnie najtrudniejsze.  Po tylu setkach stron czułem się jednak już jakos związany z panem ambasadorem. Zacząłem go podziwiać.

Jako historyk i humanista, Meller otworzył mi oczy na wiele spraw bardzo ważnych. Że wykształcenie to nie cel ale narzędzie, którego trzeba używać z radością. Że historia to sztuka, nie nauka. Że wiedza bez inteligencji to tylko ciężar, a bez wychowania nie znaczy nic.  Czytając – przysłuchując się jego opowieściom z czasów ambasadorkich, czy wcześniejszych, wydaje mi się że choć trochę poznałem rolę humanisty w świecie którą pokazuje w sposób wyśmienity – jako spoiwo i łącznik. Może to jest właśnie ten cel którego szukałem ostanio i miejsce jakie świat wyznaczył dla nauk humanistycznych. Toichę podnosi mnie to na duchu po ostatnich tygodniach przychodzących i odchodzących wątpliwości…

Co podobało mi się w drugim tomie – umiejętność dostosowanie narracji do spraw omawianych w teksćie. Jest to książka zdecydowanie poważniejsza. Chyba bardziej filozoficzna i o wiele więcej można się z niej nauczyć niż z pierwszego tomu.

Chce sie uczyć całe życie i kiedy nadejdzie odpowiedni moment nie żywić do nikogo urazy i kochać wszystkich którzy na to zasługują. Plan minimum.

Polecam najgoręcej – Świat według Stefana Mellera. Tom 2: życie i polityka: ku przyszłości.

Heurystyka i Hermeneutyka- panowie „historycy”

Nie wytrzymałem…

Już na pierwszych zajęciach ze „Wstępu do Historii” dowiedziałem się, że istnieją takie dwa słowa jak Heurystyka i Hermeneutyka. Dwa podstawowe elementy, dwie czynności, które KAŻDY historyk powinien zastosować podczas swojej pracy i powinny one stać się z czasem elementami naturalnymi pracy – jego odruchami bezwarunkowymi.

W skrócie:

- Heurystyka – wyszukiwanie i zapoznanie ze źródłami tematu i literaturą – nabywanie erudycji i poszukiwanie innych źródeł informacyjnych.

- Hermeneutyka – interpretacja / analiza źródła historycznego – wydobywanie z niego faktów, ocenianie ich i konstruowanie hipotez.

i jeszcze parę innych czynności o których zdali się zapomnieć panowie Sławomir CenckiewiczPiotr Gontarczyk. Historycy z wykształcenia, niestety chyba niezbyt dobrze uważali na „Wstępie do badań historycznych”…

Ich książkę znam tylko z recenzji i fragmentów, jednak wyłania się z nich obraz tego co jest chyba najczęstszym błędem historyków, zazwyczaj młodych i niedoświadczonych, czasem starszych, najczęściej tych posiadających ideologiczne zacięcie. Jest teza którą chce się udowodnić i analizuje się materiał pod określonym kątem starając się zepchnąć niewygodne fakty na margines i z wielu możliwości interpretacyjnych przyjmować zawsze tę pasującą do tery, nie koniecznie najoczywistszą…

Sam przyznaje sie robiłem tak w liceum na fizyce :) Robiliśmy eksperyment, w odpowiedziach znajdowaliśmy potrzebny wynik, a potem po wykonaniu fikcyjnego przelewanie, mierzenia, eksperymentowania ustawialiśmy tak wyniki ćwiczenia żeby ostatecznie wyszedł oczekiwany wynik. Nie żebyśmy zmyślili wszystko. Po prostu tu dodało się kilka milimetrów, tam ujęło kilka sekund i jakoś to wychodziło.

Mam przeczucie że coś podobnego zaszło i tutaj. Ufam w tej kwestii prof. Andrzejowi Friszke i jego artykułowi z sobotniego wydania Gazety Wyborczej.

Pisze na ten temat WYBORCZA – [tutaj]

Pisze na ten temat DZIENNIK – [tutaj]

Pisze na ten temat RZECZPOSPOLITA – [tutaj] i słowami swojego publicysty R. Ziemkiewicza – [tutaj]

Ehhh… co do niektórych opcji politycznych to po prostu łapie mnie obrzydzenie i niechęć do samej formy wypowiadania sie o tym. Panie Rafale, a można było jeszcze takie fajne książki napisać :)

kiedy w końcu nadejdą czasy TECHNOKRACJI!!!!!!!!!!!!!!!!! Koniec z politykowaniem i każdemu wg zasług. Nie mogę się doczekać!

W oparach absurdu

Kolejna ciekawa lektura za mną. Cytując pijackie bełkoty pana Oleksego: „Ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i kur… będę jak brzytwa”. Absurd rzeczywistości w całej okazałości. Tekst niczym z polskiej komedii, jakiegoś Kilera czy coś…

Zasadniczo to miałem zamiar coś napisać o zbiorze przedruków artykułów humorystyczno-purnonsensowych autorstwa Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima pt. „W Oparach Absurdu”…. ale najlepiej chyba będzie po prostu jeśli przytoczę fragment…

***

„WYCOFANIE DOLAROW”

Ameryka wycofuje banknoty 5-0, 10-0 i 20-dolarowe

Popłoch śród dziatwy. – Interwencja mocarstw. Demarche dyplomatów, – Co robić?

DAJŁA (Havas) 1. IV. 1924. Miror donosi. A z donosicielem nie gadam.

NEW RZYM, 1. 4. 1924. (Tel. cudzy) Początkowo sądzono, że to trawa, gdyż dolary rozłożyły się na ulicach i wyglądały jak zielona murawa. Policja kosiła kosami i sierpami. Po przybyciu Ameryki zaczęło się wycofywanie. Dolary szły szóstkami.

VALPARAJNAZIEMI. 1. 4. 1924. (Tel. własny) Ameryka przybyła automochodem. Z tysiąca piersi wyrwał się okrzyk. Dolary płakały.

BOSTON. 1. 4. 1924. Gwałtowny brak pieniędzy zmusza ludność do uciekania się. Ameryka proponuje, aby przywrócić dolary, ale one tyż nie głupie. Już są precz kawał za miastem.

PARYŻ, 1. 4. 1924. Straszny kłopot z portretem na banknotach dolarowych. Po wycofaniu zeskoczyły portrety z banknotów i chcą żyć. Rosną im nogi. Zjawiło się kilkaset milionów jednakowych prezydentów Lincolnów, żyją, krzyczą: jeść! Roosveltowie spokojniejsi.

BALTIMORE, 1. VVV. 9241. Przybyła tu delegacja funtów i franków szwajcarskich ze swym prezesem, banknotem stufrankowym seria L 1897742 na czele. Banknot przyjął przedstawiciela wycofanych dolarów p. A. 8313974. Wieczorem wydal główny dolar obiad, za który zapłacił kolegami. Bankiet banknotów jest podobno grą słów. Liczą się z możliwością dalszych kalamburów (np. bukiet).

NEW-YORK, P. O. T. W izbie gmin senator Houlen wygłosił wielkie przemówienie o pieniądzach. On pamięta jeszcze, że jako dziecko nieraz biegał po pieniądze do matki jego szefa, kasetki nr 472. Deputowany Vourris rozpłakał się i też powiedział, że bez pieniędzy nie ma poważania u ludzi. Ponieważ wszyscy Amerykanie zaczynają się na literę „H”, izba postanowiła cofnąć dolary będące w obiegu, motywując to zmęczeniem pieniędzy.

Wikihistoria [by Desmond Warzel]

Odkąd znalazłem to opowiadanie w necie na stronie ABBYS and APPEKS [TUTAJ] po głowie chodziło mi przetłumaczenie go na polski i udostępnienie szerszemu gronu. Na przekład nie otrzymałem zgody autora, nie zrobiłem tego w celach komercyjnych, nie jestem zawodowym tłumaczem [robie takie coś pierwszy raz w sumie], nie trzymałem się w kilku miejscach oryginału, jednak są to zmiany małe oraz nie zmieniające zasadniczego sensu, fabuły ani innych ważnych elementów opowiadania.

WIKIHISTORIA

autor: Desmond Warzel

Miedzynarodowe Stowarzyszenie Podróżników w Czasie: Forum członków; Subforum: Europa – wiek XX – Druga Wojna Światowa

Strona 263

11/15/2104

O 14:52:28, FreedomFighter69 napisał:

Zdaje sprawozdanie z mojej pierwszej wycieczki, odkąd jestem członkiem MSPC: właśnie wróciłem z Berlina w roku 1936, gdzie zająłem miejsce jednego z kamerzystów Leni Riefenstahl i dokonałem zamachu na Adolfa Hitlera podczas otwarcia Igrzysk Olimpijskich. Niechaj świat cieszy się wolnością!

O 14:57:44, SilverFox316 napisał:

Wrocilem z Berlina w roku 1936; Obezwladnilem FredomFighter69 zanim dokonal swojego wyczynu. FreedomFighter69, jako ze jestes nowym czlonkiem, przeczytaj prosze biuletyn MSPC nr 1147 dotyczacy zabijania Hitlera przed swoja kolejna „wycieczka”. Jesli tego nie zrobisz moze to skutkowac twoim wydaleniem na mocy zarządzenia nr 223.

O 18:06:59, BigChill napisał:

Oszczędź dzieciaka SilverFox316; wszyscy zabijają Hitlera podczas swojego pierwszego wypadu. Ja tak zrobiłem ;]. A z resztą to i tak zostaje naprawione w ciągu kilku minut, więc co to za problem?

O 18:33:10, SilverFox316 napisał:

Latwo ci tak mowic BigChill, o ile mnie pamiec nie myli ty sam nigdy jeszcze nie zglosiles sie by tam wrocic i cos naprawić. Myzlisz ze nie mam nic lepszego do roboty?

11/16/2104

O 10:15:44, JudgeDoom napisał:

Dobre wieści! Właśnie opuściłem okopy we Francji w październiku 1916-tego, gdzie zastrzeliłem młodego bawarskiego posłańca wojskowego o imieniu Adolf Hitler! Nieźle jak na pierwszy raz, co?:D Sic semper tyrannis!


O 10:22:53, SilverFox316 napisał:

Powrocilem z Francji w roku 1916, gdzie w ostatniej sekundzie zapobiegłem przedwczesnej smierci Hitlera z rak JudgeDoom’a i co nieprawdopodobne, powstrzymałem sie takze z trudem od jednoczesnego zastrzelenie JudgeDoom’a, co oszczeddziłoby nam lat poprawiania jego kolejnych blazenstw. LUDZIE PPRZECZYTAJCIE BIULETYN 1147!!!

O 15:41:18, BarracksRoomLawyer napisał:

W kwestii formalnej: tematy dotyczące służby Hitlera w bawarskiej armii powinny znajdować się w dziale dotyczącym I Wojny Światowej.

11/21/2104

O 02:21:30, SneakyPete napisał:

Wiedeń 1907: po licznych próbach, udało mi się dostać do Akademii Sztuk Pięknych i ułatwić przyjęcie Hitlera do tej instytucji. Żegnaj Hitlerze dyktatorze, witaj Hitlerze średnio popularny malarzu krajobrazów! Przyniosłem ze sobą także kilka jego obrazów, znajdą się jacyś kupcy?

O 02:29:17, SilverFox316 napisał:

Zalatwione ;].

Powrocilem wlasnie z Wiednia w 1907-ym, gdzie upewnilem się co do wydalenia Hitlera z Akademii przy pomocy skomplikowanego numeru obejmującego prefekta, koze i pokazną ilosc oliwy… ;] Teraz zwracam się do naszych nowych braci, ktorzy pomimo zachowan sprzecznych z naszymi zasadami, nie maja zamiaru przeczytania Biuletyny 1147 (ani Dodatku: Inne Srodki Zmiany Losu Hitlera – i tutaj pije do ciebie SneakyPete). Pozwole sobie stresci go specjalnie dla ciebie i oszczedzic ci kłopotu czytania go: brak Hitlera oznacza brak Trzeciej Rzeszy, brak II Wojny Swiatowej, brak programu rakietowego, brak elektorniki, brak komputerow, brak podrozy w czasie. Rozumiesz teraz?

O 02:29:49, SilverFox316 napisał:

PS do SneakyPete’a: twoje obrazy Hitlera nie sa nic warte, cwoku, bo najpewniej przywiozłes je tutaj prosto z roku 1907, co znaczy że farba jest nadal swierza. Nie daje rady juz! Co za debile!!!

O 07:55:03, BarracksRoomLawyer napisał:

Amen, SilverFox316. Ja jednakże w kwestii formalnej, dyskusja dotycząca Wiednia na początku XX wieku, powinna znaleźć się w tamtym forum , a nie tutaj. Jest to tutaj zdaje się powracający problem. :)

11/26/2104

O 18:26:18, Jason440953 napisał:

SilverFox316, wydajesz sie wiedzieć dużo o zasadach, więc co mysłiusz o podróży, do powiedzmy, Braunau w Austri do roku 1875 i zabiciu Alojzego Hitlera nim będzie miał okazję zostać ojcem Adolfa? Co ty na to? Pytam tylko z ciekawości, bo już tam byłem i zrobiłem to :P

O 18:42:55, SilverFox316 napisał:

Jason440953, zerknij na rozporządzenie nr. 7, które mowi ze weszystkie zasady MSPC dotyczace postaci historycznych odnosza sie takze ich przodkow. Pisze to dla dobra wszystkich pozostałych, jako ze mlodemu Jasonowi wytłumaczylem juz to odobiscie gdy ciagnalem go za włosy z powrotem z roku 1875. Gdyby ktos wybralby się… powiedzmy do Moline w Illinois, powiedzmy do roku 2080 i zainterweniowal nie dopuszczajac do poczecia Jasona440953. Do mnie taka wizja przemawia. ;]

O 21:19:17, BarracksRoomLawyer napisał:
W kwestii Formalnej: dyskusja o dzięwietnastowiecznej Austri i Illinois w dwudziestym pierwszym wieku powinny znaleźć się w odpowiadaących im forach.

12/01/2104

15:56:41, AsianAvenger napisał:
FreedomFighter69, JudgeDoom, SneakyPete, Jason440953, jesteście bandą zwykłych rasistów. Niechaj światło mej prawości zaświeci nad waszym zapyziałym gniazdem żmij!

O 16:40:17, BigTom44 napisał:
No to sie teraz kurwa zacznie. :/

O 16:58:42, FreedomFighter69 napisał:
Rasistą? Za zabicie Hitlera? WTF?

O 17:12:52, SaucyAussie napisał:
AsianAvenger, chyba nie chcesz przerabiać jeszcze raz tej sprawy z Nagasaki, co? Dopiero co wszyscy zdążyli ochłonąć po twoim ostatnim razie.

O 17:22:37, LadyJustice napisał:
Popieram SaucyAussie. AsianAvenger, bredzisz jeszcze bardziej niż zwykle. Jest w tym jakiś sens?

O 18:56:09, AsianAvenger napisał:
Sens w tym taki, że wszyscy wałkują kwestię, która, nawet jeśli udana, uratowałaby jedynie kilka milionów europejczyków. A przecież nie większym problemem byłaby wyprawa do Fuyuanshui w Chinach do roku 1814 i zabicie Hong Xiuquan, udaremniając Powstanie Tajpingów w połowie XIX wieku i ratując tym samym pięćdziesiąt milionów istnień ludzkich. Lecz co to jest 50 milionów żółtków mniej lub więcej, co nie chłopaki? Mamy przecież Polaków i Francuzów o których trzeba się martwić!

O 19:01:38, LadyJustice napisał:

Więc co cię powstrzymuje od zabicia go AsianAvenger?

O 19:11:43, AsianAvenger napisał:

Tylko po to żeby SilverFox316 pokrzyżował mi plany? Nie warto się wysilać?

O 19:59:23, SilverFox316 napisał:
Jak dla mnie ten pomysl wydaje sie całkiem sensowny, AsianAvenger. Nie widze zadnych problemow z tym zwiazanych.

O 20:07:25, Big Chill napisał:
Dawaj chłopie!

O 20:11:31, AsianAvenger napisał:
Dobrze więc. Powrócę dosłownie za moment jako zbawca milionów!

O 20:14:17, LadyJustice napisał:
Właśnie sprawdziłem linie czasu, gratuluje ci sukcesu AsianAvenger!

12/02/2104

O 10:52:53, LadyJustice napisał:
AsianAvenger?

O 11:41:40, SilverFox316 napisał:
AsianAvenger, potrzebujemy twojego raportu, kolego.

O 17:15:32, SilverFox316 napisał:
Dobra, wyglada na to ze AsianAvenger był potomkiem Hong Xiuquan :/. Jacys ochotnicy zeby wrocic tam i powstrzymac go od zniszczenia jego wlasnej egzystencji?

12/10/2104

O 09:14:44, SilverFox316 napisał:
Ktokolwiek?

O 09:47:13, BarracksRoomLawyer napisał:
W kwestii formalnej: ta dyskusja przynależy do forum dynastii Quing. Wszyscy jesteśmy dorośli; czy możemy skupić się na ważniejszych sprawach?

Tłumaczył: Maciej Rynarzewski

Towarzysz Szmaciak – Janusza Szpotańskiego

Satyra w PRL była jednym ze sposobów odreagowania licznych absurdów i świństw wyrządzanych ludziom, jakimi charakteryzowała się ówczesna epoka. Czy lata stalinizmu, epoka Gomułki czy solidarnościowa ofensywa lat 80tych satyrycy tworzyli. Jedyna różnica polegała na tym iż początkowo utwory te powstawały na użytek własny, nikt nie warzył się na ich publikowanie, zaś schyłkowy PRL to rozkwit bareizmów i wszelkiego kabaretów.

Był jednak taki czas kiedy za uprawianie satyry można było zostać wsadzonym do więzienie… i to nawet nie trzeba było owej satyry drukować… wystarczyło ją na imprezie wyrecytować. Rozprawa, wyrok i prawie 3 lata odsiadki.

To właśnie Janusz Szpotański [nota biograficzna] był bohaterem takiego absurdalnego wyroku. Kilka chwil uwagi poświęcił mu nawet sam Gomułka w jednym ze swoich płomiennych przemówień, co przyniosło mu niemałą sławę w „towarzystwie” yntelygenckiej Warszawy. Był autorem kilku znanych ówcześnie satyr m.in : opera „Cisi i gęgacze”, „Kartoflarnia”, „Ballada o Łupaszce”, „Caryca i Zierkało”, „Towarzysz Szmaciak”. Szpotański sam nigdy nie mówił o sobie że jest literatem choć za takiego był uważany. W przedmowie do antologii swoich utworów, stwierdził zę jeśli patrzyć na jego karierę zawodową przez pryzmat legitymacji to jest szachistą, ponieważ taką legitymację ma najdłużej i jest mu ona najmilsza. Utwory swoje Szpotański jak sam mówił tworzył doraźnie jako reakcję na codzienną frustrację i stres towarzyszący życiu w ludowej ojczyźnie. Stąd też są to utwory dzisiaj już dla mojego pokolenia częściowo nieczytelne. Pomimo tego taki majstersztyk jak Towarzysz Szmaciak jest genialnym uchwyceniem ówczesnej rzeczywistości, mechanizmów sterujących władzą na poszczególnych szczeblach. Wystarczy podstawowa wiedza o historii PRL by uśmiać się setnie z przedstawionych tam epizodów. Olbrzymia błyskotliwość i inteligencja jaką Szpotański zdołał utkać opowieść zachwyca. tytułowy towarzysz Szmaciak, Deptała, Maczuga, Rurka, Gnom, Bagno, generał Ślepowron to postacie zarówno uniwersalne jak i personalnie możliwe do zidentyfikowania.

Szpotański został podobno wzięty pod lupę przez bezpiekę właśnie za recytowanie swoich poematów na różnych rautach i przyjęciach. Podobno nagrywano z tego taśmy z podsłuchów stanowiące dowód w procesie. Swoją drogą, ciekawi mnie czy owe taśmy gdzieś miały szansę się jeszcze zachować. Oryginalne zapisy owych imprez towarzyskich z recytacją poematów Szpotańskiego były by prawdziwym skarbem.

Polskie Radio niedawno wyprodukowało słuchowisko oparte na trzech poematach Szpotańskiego dotyczących Szmaciaka. Jako że akurat mam przyjemność ich słuchać, muszę przyznać że jest to prawdziwy majstersztyk. Doborowa obsada [Zbigniew Zapasiewicz, Marian Opania, Andrzej Zaorski, Janusz Zaorski, Jan Kociniak, Andrzej Fedorowicz, Krzysztof Kowalewski] oraz ciekawe opracowanie dźwiękowe uzupełniające poemat nagraniami z epoki oraz soc-muzyką. Nadmienię że słuchowisko można jeszcze złowić gdzieś w przestworzach internetu.

Towarzysza Szmaciaka możecie zaś poczytać sobie w internecie np. [TUTAJ]

Polecam satyryczne utwory Janusza Szpotańskiego.