Miejsca bez czasu

Są takie miejsca w których czuć historię – zamki, twierdze, pałace…

Są także takie miejsca w których mamy wrażenie istnienia poza czasem, a raczej uniwersalności i nie związania tych miejsc z żadną określoną epoką. Kiedy się w takim miejscu znajdujemy jesteśmy jedynym ogniwem łączącym je z naszą teraźniejszością. Jakbyśmy to właśnie my wprowadzali do niego czas. Jesteśmy jedynym elementem po którym można odróżnić, czy jest rok 1411, 1831, lato 1942, czy może rok 2014. 

Wrażenia takie dosięgają mnie często kiedy biegnę przez las, lub jestem na spacerze. Piaszczysta leśna droga pośród sosen i świerków. Żółta wstęga drogi znika za zakrętem a po bokach równe, wysokie drzewa i u ich stóp niewielkie drzewka lub krzaki jałowca. Lubie sobie wtedy wyobrazić różne wersje wydarzeń, które mogły się przecież tutaj wydarzyć. Nic nie wskazuje bowiem, poza mną samym że znajduje się w jakiejś określonej epoce.

Nagle zza zakrętu wyjeżdża wóz i towarzyszący mu zbrojni na koniach eskortujący kanonika warmińskiego do jego posiadłości koło Seeburga z kapitulnego miasta Allenstein. Kiedy  wóz przetacza się koło mnie, usłyszeć mogę pobrzękiwanie końskich uprzęży i skrzeczenie słabo naoliwionych piast w kołach.  Mogło tak być. Na takiej drodze, wśród takich drzew. Inna wersja to kiedy słyszę odgłos silnika i po chwili na pojawia się niemiecki kubelwagen a za nim ciężarówka, na której siedzą żołnierze wehrmachtu. Mogę poczuć zapach spalin i pęd powietrza kiedy obok mnie przejeżdżają. To tylko jedne z wielu scenariuszy które mogłyby się w takim miejscu wydarzyć. To właśnie ja jestem jedynym elementem łączącym ten kawałek lasu z teraźniejszością, a chciałbym móc znaleźć się na styku różnych czasów by móc zobaczyć co działo się w tym właśnie miejscu 10. 100. 1000 lat temu…. ehhh mrzonki historyka :)

Przyroda jest wieczna, ciągła, tworzy niezmienną, nieruchomą scenografię dla zawieruchy dziejów i historii – dziejów ludzi na tle krajoobrazu. Wydarzenia zmieniają się a on trwa, rózne stopy go depczą, różne dłonie niszczą. On pozostaje niezmienny, jest poza czasem historycznym.

niepojęte 44

50 lat komunizmu skutecznie odcięło moje pokolenie od tradycji Powstania Warszawskiego. Musimy odbudowywać w sobie pamięć o tych wydarzeniach, odbudowywać ją z pozostałych nam skrawków. Wiele postaw przyjmujemy z podziwem, wiele jest dla nas chyba niepojętych w naszej wygodnej i nie wymagającej poświęcenia ani wysiłku cywilizacji. Zrozumienie emocji które zrodziły Powstanie i emocji, które były  w moich ówczesnych rówieśnikach i młodszych kolegach, momentami wydaje się bliskie, momentami wymyka się mojemu pojmowaniu. Czuje sie pod tym względem upośledzony przez cywilizacje oraz historię, jednocześnie zdaje sobie sprawę i dziękuje, że to dzięki nim, jestem kim jestem w kraju nad wisłą i nie muszę już walczyć o nic. O nic poza zachowaniem w pamięci ich poświęcenia.

Wiedza książkowa o Powstaniu nie zastąpi wiedzy o tym czym było Powstanie.

Zbigniew Jasiński „Rudy”

APEL WARSZAWY / ŻĄDAMY AMUNICJI

Tu – zęby mamy wilcze, a czapki na bakier,
tu u nas się nie płacze w powstańczej Warszawie:
tu się Prusakom siada na karkach okrakiem,
tu wrogów gołą garścią za gardło się dławi!…


- A wy tam wciąż śpiewacie, że w kurzu krwi bratniej,
że z dymem pożarów niszczeje Warszawa…
- A my tu nagą piersią na salwy armatnie,
na wasz podziw, na śpiewy i na wasze brawa.
Czemu żałobny chorał śpiewacie wciąż w Londynie,
gdy tu – nadeszło wreszcie oczekiwane święto?…
U boku chłopców swoich walczą ich dziewczęta
i nawet dzieci walczą i krew tu dumnie płynie.


Hallo! Tu – serce Polski!… Tu woła – Warszawa…
Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!…
Nam ducha starczy dla nas, i starczy go dla was.
Oklasków też nie trzeba. Żądamy – amunicji!!!

[Warszawa, przed 24 sierpnia 1944 r.]

Stefan Meller – ostatni tom…

Skończyłem czytać drugi tom pamiętników Stefana Mellera [ o pierwszym tomie pisałem niedawno].

Co mnie urzekło w lekturze tej książki to wiedza i doświadczenie, które Meller przekazuje nam za pomocą swoich opowiadań. Nie jest to jednak wiedza o jakimś konkretnym zagadnieniu, a po prostu wskazówki o tym jak żyć i jak ze swojego życia być zadowolonym. Co jest ważne a co jest na prawdę ważne ze wszystkich wartości. Pokazuje jak powinno dokonywać się wyborów i jak ponosić za nie konsekwencje; że najgorsze to nie umieć być za siebie samego odpowiedzialnym, że na każdym z nas ciaży odpowiedzialność wobec otoczenia, ale przede wszytkim samego siebie, tak aby na końcu nie musieć się wstydzić.

Stefan Meller odszedł. Zmarł po cichu, w wieku przedwczesnym, chyba jednak w wielu kwestiach spełniony. Tak czułem czytając jego wspomnienia.  Chciałbym, szczerze, osiągnąć spełnienie w tak wielu płaszczyznach w swoim życiu. NIeczego nie żałować, wszystkiego próbować i mieć odwagę oraz uśmiech, taki jaki zawsze miał pan Stefan.

Meller bardzo lubił ludzi, miał do nich słabość, a zarazem potrafił ich sobie zjednywać momentalnie. Począwszy od wszechwładnego demokratycznego cara Putina po zakonnice, których uczył języków… miał wielką moc w tej materii. Opowiadał też o nich w sposób fenomenalny czym od razy zdradzał wielkie umiłowanie gatunku ludzkiego. Obojętnie czy był to kolega ze studiów, irytujący urzędnik z  epoki PRL czy któryś z jego przyjaciół. O nikim nie wyrażał się w sposób jednoznacznei negatywny, każdemu dawał szansę i szukał jakiejś głębi. Miał wiele taktu i kultury, nie wylewał żółci, nie rzucał nazwiskami, nie opowiadał szczegółów, które mogły by komuś – nawet nieprzychylnej mu osobie – zaszkodzić. Takie maiła zasady, taką miał kulturę osobistą.

Stefan Meller umierający, jak piszą jego przyjaciele jeszcze szarpał się kilka razy pomiędzy życiem i śmiercią, żył nikłą nadzieją, lecz chyba z godnością umiał poddać się temu nieuniknionemu. Chyba nie miał żalu.  Nie przelewał swojego bólu i lęku na papier, nie chciał pisać o umieraniu, chciał pisać o życiu i do ostatnich stron o swojej chorobie wspominał zdawkowo. Michałowi Komarowi, spisującemu wywaid-rzekę jeszcze na krótko przed śmiercią mówił że kiedy będzie dobierał on zdjęćia do drugiego tomu, niech wybiera jak najweselsze, nie chce żadnego smutactwa. Wiedział ze umiera, chyba po prostu nie chciał tworzyć martyrologii, która zaciemniłaby by wówczas ważniejsze przesłanie jakie w obu tomach starał się przekazać. Żyć trzeba odważnie, kochać każdą chwile i każdego przyjaciela, walczyć z losem kiedy można, zatrzymać się z pokorą kiedy nadejdzie nasz czas. Tak zrozumiałem. Ostanie strony i dodatkowe wypowiedzi Mellera na końcu były dla mnie najtrudniejsze.  Po tylu setkach stron czułem się jednak już jakos związany z panem ambasadorem. Zacząłem go podziwiać.

Jako historyk i humanista, Meller otworzył mi oczy na wiele spraw bardzo ważnych. Że wykształcenie to nie cel ale narzędzie, którego trzeba używać z radością. Że historia to sztuka, nie nauka. Że wiedza bez inteligencji to tylko ciężar, a bez wychowania nie znaczy nic.  Czytając – przysłuchując się jego opowieściom z czasów ambasadorkich, czy wcześniejszych, wydaje mi się że choć trochę poznałem rolę humanisty w świecie którą pokazuje w sposób wyśmienity – jako spoiwo i łącznik. Może to jest właśnie ten cel którego szukałem ostanio i miejsce jakie świat wyznaczył dla nauk humanistycznych. Toichę podnosi mnie to na duchu po ostatnich tygodniach przychodzących i odchodzących wątpliwości…

Co podobało mi się w drugim tomie – umiejętność dostosowanie narracji do spraw omawianych w teksćie. Jest to książka zdecydowanie poważniejsza. Chyba bardziej filozoficzna i o wiele więcej można się z niej nauczyć niż z pierwszego tomu.

Chce sie uczyć całe życie i kiedy nadejdzie odpowiedni moment nie żywić do nikogo urazy i kochać wszystkich którzy na to zasługują. Plan minimum.

Polecam najgoręcej – Świat według Stefana Mellera. Tom 2: życie i polityka: ku przyszłości.

Heurystyka i Hermeneutyka- panowie „historycy”

Nie wytrzymałem…

Już na pierwszych zajęciach ze „Wstępu do Historii” dowiedziałem się, że istnieją takie dwa słowa jak Heurystyka i Hermeneutyka. Dwa podstawowe elementy, dwie czynności, które KAŻDY historyk powinien zastosować podczas swojej pracy i powinny one stać się z czasem elementami naturalnymi pracy – jego odruchami bezwarunkowymi.

W skrócie:

- Heurystyka – wyszukiwanie i zapoznanie ze źródłami tematu i literaturą – nabywanie erudycji i poszukiwanie innych źródeł informacyjnych.

- Hermeneutyka – interpretacja / analiza źródła historycznego – wydobywanie z niego faktów, ocenianie ich i konstruowanie hipotez.

i jeszcze parę innych czynności o których zdali się zapomnieć panowie Sławomir CenckiewiczPiotr Gontarczyk. Historycy z wykształcenia, niestety chyba niezbyt dobrze uważali na „Wstępie do badań historycznych”…

Ich książkę znam tylko z recenzji i fragmentów, jednak wyłania się z nich obraz tego co jest chyba najczęstszym błędem historyków, zazwyczaj młodych i niedoświadczonych, czasem starszych, najczęściej tych posiadających ideologiczne zacięcie. Jest teza którą chce się udowodnić i analizuje się materiał pod określonym kątem starając się zepchnąć niewygodne fakty na margines i z wielu możliwości interpretacyjnych przyjmować zawsze tę pasującą do tery, nie koniecznie najoczywistszą…

Sam przyznaje sie robiłem tak w liceum na fizyce :) Robiliśmy eksperyment, w odpowiedziach znajdowaliśmy potrzebny wynik, a potem po wykonaniu fikcyjnego przelewanie, mierzenia, eksperymentowania ustawialiśmy tak wyniki ćwiczenia żeby ostatecznie wyszedł oczekiwany wynik. Nie żebyśmy zmyślili wszystko. Po prostu tu dodało się kilka milimetrów, tam ujęło kilka sekund i jakoś to wychodziło.

Mam przeczucie że coś podobnego zaszło i tutaj. Ufam w tej kwestii prof. Andrzejowi Friszke i jego artykułowi z sobotniego wydania Gazety Wyborczej.

Pisze na ten temat WYBORCZA – [tutaj]

Pisze na ten temat DZIENNIK – [tutaj]

Pisze na ten temat RZECZPOSPOLITA – [tutaj] i słowami swojego publicysty R. Ziemkiewicza – [tutaj]

Ehhh… co do niektórych opcji politycznych to po prostu łapie mnie obrzydzenie i niechęć do samej formy wypowiadania sie o tym. Panie Rafale, a można było jeszcze takie fajne książki napisać :)

kiedy w końcu nadejdą czasy TECHNOKRACJI!!!!!!!!!!!!!!!!! Koniec z politykowaniem i każdemu wg zasług. Nie mogę się doczekać!

World News Report

Austria i Węgry: W Galicyi zdarzyła się powódź ogromna, dawno nie widziana. Wskutek deszczów ulewnych i oberwania chmur wystąpiły z łożysk wszystkie rzeki, przystoki, strugi, pustosząc mieszkania ludzkie, prace i nadzieje blzkiego żniwa. [...] Fałszywe i szkodliwe nauki socyalnych demokratów nihilistów rozszerzają się także w Austryi. Anarchiści zrobili zamachy dynamitowe, a jeden z nich, nazwiskiem Stellmacher opróch innych zgrodni i morderstw zamordował ajenta policyjnego Blocha.

Rosja: [...] zawsze jeszcze nihiliści anarchiści swoje krecie roboty dalej prowadzą, a policja tu i ówdzie odkrywa ich spiski i aresztuje ich licznie [...] Prześladowania żydów zawsze jeszcze się zdarzają, na przykład w Niżnym Nowogrodzie były w czerwcu 1884 r. zaburzenia przeciw żydom. Pięc domó żydowsich ruinowano na niektórych nawet zdarto dachy.

Anglia ma dużo kłopotu z Egiptem. W zeszłym roku musieli Anglicy Aleksandrię bombardować i kraj gwałtem uspokoić, a teraz w Sudanie, kraju znajdującym się pod panowaniem Egiptu, powstał pomiędzy murzynami i arabami fałszywy prorok, nazwiskiem Mahdi, który wojnę ogłosił przeciwko Anglikom i Europejczykom i Sudan chciał oswobodzić.

Francyą zawarli Chińczycy pokój pod warunkami dla Francuzów bardzo korzystnymi. Ledwie jednak że największa część wojska francuzkiego do Europy powróciła, napadli Chińczycy na pozostałe wojsko i wyrządzili mu dotkliwą klęskę. [...] Dla Europy miała ta wojna w Chinach bardzo nieszczęśliwe skutki. Wojsko przyniosło bowiem z Azyi cholerę ze sobą do Tulonu, miasta portowego w południowej Francyi [...]

Na podstawie: Kalendarz Prusko-Polski Ostródzki na rok 1885