9

Świat filmów animowanych (nie tych Polskich naturalnie) potrafi mnie zaskoczyć.

Na blogu PEACE GRENADE znalazłem informację o czymś niezwykłym i porażającym mój postapokaliptyczny mózg.

Znikąd, z czeluści holiłudu wyłania się nagle COŚ – pełnometrażowy film animowany o nazwie „9″. Piękny, niesamowity, klimatyczny, intrygujący – tak się przynajmniej zapowiada…  Premiera dopiero za kilka miesięcy [ 09.09.2009 ], ale już gotowy jest ten jakże zachęcający trailer:

httpv://pl.youtube.com/watch?v=UFyx8WvGlnk

Fajna muzyk! nie? Ta gitarka pod koniec… :)

Dość powiedzieć że w produkcję zaangażowany jest Tim Burton (co widać) i wszystko oparte zostało na pomyśle. Shane’a Ackers’a i jego filmie krótkometrażowym o nazwie „9″ z 2005 roku, który święcił swego czasu sukcesy, jednak nigdy nie stał się znany przeze duże Zet. Przynajmniej ja go nie widziałem wcześniej:)

Film „9″ to postapokaliptycznawizja ziemi bez ludzi, gdzie kręcą się małe sackbagi oraz jakieś robotopotwory. Przypomina trochę fallouta, trochę kojarzy mi sie z filmem „Artur i Minimki”. Póki  nie będzie więc ekranizacji Fallouta (swoją drogą skandal lub może raczej błogosławieństwo…?) trzeba karmić sie apokalipsą w innym wydaniu. Ogólnie więc czekam z niecierpliwością.

Zachęcam do obejrzenia oryginalnego krótkometrażowego „9″:

httpv://pl.youtube.com/watch?v=yeNbO85m2dM

Buntownik ponadczasowy

Liczący już ponad pół wieku film Buntownik bez powodu (Rebel without a cause) wciąż pozostaje dziełem niezwykłym. Zarówno gra aktorska jak i temat powodują ze wraz z każdym nowym pokoleniem staje się o na powrót aktualny w odniesieniu do jego problemów

Wśród licznych klasyków, które stały sie kulturowym mitem, gładko obtaczanymi słowami dotyczącymi dzieł ważnych i znanych znajduje się także film Buntownik bez powoduJamesem Deanem w roli głównej. Na pytanie dlaczego Buntownik to taki genialny film część naszych interlokutorów stwierdzi coś na wzór „Słowacki wielkim poetą był”. Kiedy postaramy sie dopytać głębiej „no ale czemu?” zapewne kolejną warstwą argumentacji logicznej będzie ” był wielkim poetą ponieważ wielkim poetą był!”… itd. Niestety a może stety mechanizm taki pozwala na włączenie w krąg tzw. kultury więcej osób przez co więcej z nas ma poczucie bycia intelektualistami powtarzając treści zasłyszane od tzw. autorytetów.

btw. jesteśmy jedną wielką kulturą cytatu, w której już prawie nikt nie „tworzy” nowych treści, a w przeważającej większości powtarza tylko „po innych”.  Wśród przyczyn takiego stanu na szybko, bez dogłębnego analizowania potrafię wskazać, m. in. trudność z opanowaniem ogromu informacji – powtarzanie opinii zwalnia nas z samodzielnego przetwarzania dużej ilości danych w celu wyrobienia sobie własnego zdania. Powodów i zagadnień składających się na ten, nie bójmy sie tak tego nazwać< problem jest o wiele więcej i wymagają odrębnej analizy.

Wracając do Buntownika, patrząc z dzisiejszej perspektywy, w filmie z roku 1955, odnajdują niezwykle silną nić łączącą ten film z naszymi czasami. Wydawałoby sie że problemy z jakimi borykamy się dziś są inne od tych z roku 1955. Otóż nie!. Zatrata więzi międzyludzkich, niszczące rodziny rozwody, samotność, sztuczna miłość, alienacja i poszukiwanie akceptacji, jak dowodzi Buntownik to problemy uniwersalne. A może raczej problemy powracające z każdym kolejnym pokoleniem młodzieży oraz pokoleniem ich rodziców.

Fabuła Buntownika jest niezykle uniwersalna, można by ją umieścić w dowolnym miejscu na świecie, w tej mutacji zalatuje tochę american dream czasów powojennych (wiadomo, hollywood). Młody chłopak sprawiający problemy przenosi się wraz z rodziną do nowego miasta. Jest „nowy” – musi zdobyć akceptacje środowiska, co wraz z jego skłonnościami do wpadania w tarapaty powoduje że fabuła napędza się w dość dramatyczny sposób. W galerii postaci mamy oprócz Jima Starka (Dean) jeszcze kilka ciekawych osób:  dziewczynę z rodziny po rozwodzie, która czuje sie odrzucona przez ojca i macochę, a także Platona – chłopca wychowującego się samotnie bez rodziców, którzy tylko przysyłają pieniądze na jego utrzymanie w luksusowym domu ze służbą. Platon tak jak wszyscy bohaterowie rozpaczliwie poszukuje bliskości innych ludzi. Wszyscy oni są zagubieni i choć z wierzchu wszystko wygląda wzorowo i na pokaz to w nich kipia emocje, które sa podyktowane czymś więcej niz młodzeińczym buntem. To niezgoda wobec ignorancji, niesprawiedliwości i zakłamania dorosłych.

Stąd też tytuł. W jednej z pierwszych scen rodzice Jima mówię że przeciez ma wszystko czego zapragnie, czemu więc ciągle sprzeciwia im sie i buntuje. Przeceiż nie ma powodu.

Jakie to uniwersalne… a poza tym dobrze zagrane, nie przegadane i szczere.

Polecam

9/10 w skali.

Czesanie

Po dłuższym czasie intelektualnej konsternacji spowodowanej przytłoczeniem rzeczywistością z przerwami na przebłyski nierzeczywistości zasiadam do czesania moich myśli. Zaczynam od kilku pomysłów (kopyrajt komplitli riserwd) związanych z realizacją krótkometrażowego filmu animowanego:

Pomysł #1: Bitwa morska. Inscenizacja bitwy morskiej pomiędzy jednostkami z epoki wielkich żaglowców. Technika realizacji: film poklatkowy zrobiony za pomocą aparatu na statywie. "Bohaterami" są magnesy na lodówkę w kształcie żaglowców (jak na zdjęciach poniżej), dodatkową scenografię zapewnią papierowe dekoracje oraz efekty specjalne namalowane na lodówce.

 

Pomysł #2: Z życia Kasowników. Krótkie, kilkusekundowe animacje (a’la komiksowe paski) opisujące "życie" specyficznego modelu bardzo ludzkich kasowników autobusowych (zdjęcie poniżej). Technika: animacja dwuwymiarowa zdjęć lub prosta kreska czarno-biała. Fabuła do opracowania.

.

 

Pomysł #3: projekt nie animowany. Musical dziejący się w bibliotece. Scena finałowa – tanieć bibliotekarek i bibliotekarzy pomiędzy regałami z wykorzystaniem foteli biurowych śpiewając jednocześnie modlitwę do św. Wawrzyńca.

 

Kilka potarganych zdań:

 

  • Cytat z książki "Pamięć, etyka i historia", str. 76. Frank Ankersmit napisał:

"Tak jak terytorium nieszczęsnej Belgii służyło Francji i Niemcom do nieustannych starć wojennych, tak historię zaczęto odtąd postrzegać jako ulubione pole walki w ciągłej wojnie między faktem i wartością. Naturalnie nikt przy zdrowych zmysłach, nie chciałby tu zamieszkać. Pecha miał biedny historyk, że niczego nie podejrzewając wybudował sobei dom na tym nękanym wojnami obszarze."

  • Czy istniej w jezyku polskim słowo "konesans"? Bo jeśli jest takie jak "rekonesans" to musiało istnieć wcześniej ono bez "re". Co w takim razie co znaczyło bądź znaczy?
  • Ręczne pismo niezależnie jak bardzo niechlujne i niestaranne gdy spojrzymy na nie z pewnej odległości ma swoją niezbywalną estetykę wizualną.
  • Jak na język polski można przetłumaczyć słowo "digital", nie tworząc rozbudowanej definicji, najlepiej za pomocą jednego słowa?
  • Współczesny człowiek chcący nazwać siebie człowiekiem wykształconym musi w związku z progresją wiedzy i nawarstwianiem się treści kulturowych, włożyć o wiele więcej wysiłku by móc zasłużyć na to miano. Nie dość że musi zgromadzić sumę wiedzy jaką posiadają pokolenia od niego starsze to jednocześnie borykać się z treściami mu współczesnymi. [powróce do tego tematu]

 

CASABLANCA – Film kultowy

[referat wygłoszony 23 X 2008 r w ramach projektu Biblioteka Kulturalna jako wstęp do projekcji filmu "Casablanca"]             

„Casablanca” w reżyserii Michela Cutiza jest filmem, który można odkrywać wciąż na nowo. Zdobywca trzech Oskarów, nominowany do kolejnych pięciu statuetek obraz jest dziś dla wielu osób pozycją kultową uznawaną za jeden z najbardziej klasycznych filmów wszech czasów (które dla kinematografii wynoszą jednak dopiero niewiele ponad sto lat).

Chciałbym nim obejrzymy projekcję „Casablanki” zająć się kilkoma kwestiami, które nieodparcie powracają przy temacie tego filmu. Po pierwsze postaram sie zarysować szerszy kontekst wydarzeń historycznych przed, po oraz w trakcie trwania akcji filmu, którego wydaje mi się brakować w "Casablance". (jednak w tym przypadku mogę być nieobiektywny patrząc na świat jako historyk… choć w skórze bibliotekarza). Inną sprawą która poruszyć jest to czym właściwie jest film kultowy, jak on się tworzy czy raczej należałoby powiedzieć dojrzewa do tego miana, a w końcu co świadczy o kultowości "Casablanki" i jak się to przejawia.

Najpierw przedstawię jednak jak zapowiedziałem kilka podstawowych faktów

         Casablanca jest miastem leżącym w Maroku w Afryce Północnej nad Oceanem Atlantyckim. Ten rejon Czarnego Lądu już w XIX wieku był miejscem ścierania się interesów Europejskich potęg: Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec. Jeśli zaś dodamy jeszcze do tego bardzo silne lokalne arabskie ruchy wyzwoleńcze otrzymamy obraz niezwykle burzliwego regionu targanego konfliktami politycznymi oraz etnicznymi. W roku 1912 Maroko, a wraz z nim Casablanca, najważniejszy port tego afrykańskiego państwa, stały się protektoratem pod rządami Francji, zaś niepodległość Maroko odzyskało dopiero w roku 1956.

         W momencie wybuchu  II wojny światowej Casablanca znajdowała się w ramach zamorskich dominiów III Republiki Francuskiej. Po pokonaniu jej przez wojska Rzeszy w 1940 Maroko stało się częścią państwa władanego przez marionetkowy, kolaboracyjny rząd w Vichy. Stad też, tak jak widzimy to w filmie, Niemcy zachowywali pozory władzy francuskiej nad tymi terenami, co wraz z oddaleniem od głównego teatru działań wojennych i politycznych dawało jednak pewien zakres swobody niedostępny w wielu częściach okupowanej Europie.

         Z regionem w którym rozgrywa się akcja filmu niewątpliwie wiąże się także przełomowe dla dziejów II wojny Światowej wydarzenie – Operacja "Torch" czyli lądowanie wojsk amerykańskich w Afryce Północnej 8 listopada 1942, a wiec niecały rok po fikcyjnych wydarzeniach przedstawianych w filmie. Korpus ekspedycyjny pod dowództwem generała Georga Pattona, liczący 105 okrętów oraz desant 35 tysięcy amerykańskich żołnierzy, których głównym celem natarcia na terenie Maroka była właśnie Casablanca, szybko zdołał opanować wybrzeże i odebrać Maroko z rąk Francuzów podlegających Vichy. To w Casablance także odbyła się  na początku 1943 roku mało znana, lecz ważna konferencja przywódców alianckich państw, na której poczyniono ustalenia odnoście dalszych kierunków natarcia przeciw III Rzeszy oraz długoterminowe cele ofensywy.

         W tym szerokim a jednak dość pobieżnym zarysie sytuacji politycznej Maroka pozostaje więc umieścić akcję filmu. Fabuła ma miejsce w grudniu roku 1941, gdy na świecie w najlepsze trwa II wojna światowa. Ameryka dopiero rozpędza swoja maszynę wojenną, pod wpływem Japońskiego ciosu spod Pearl Harbour. W Tobruku tymczasem dzięki waleczności polskich żołnierzy z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich udało się przełamać Niemieckie oblężenie. Pod Moskwą rozpoczęło się właśnie Rosyjskie przeciwnatarcie które odrzuci wojska niemieckie o ponad 300 km. Wojna wchodziła w swój szczytowy okres. W filmie "Casablanca" życie zdaje się toczyć jednak swoim stałym rytmem nocnego życia w Rick’s Cafe Americain.

Co ciekawe "Casablanca" miała swoją premierę 24 listopada 1942, czyli tuż po sukcesie operacji "Torch", zaś do kin wchodziła na początku roku 1943 w momencie gdy kończyła się właśnie konferencja w Casablance. Jednym słowem producenci nie mogli sobie wymarzyć lepszej promocji filmu.    

 Teraz chciałbym rozważyć druga z kwestii, których podjęcie zapowiedziałem wcześniej, czyli to jakie procesy powodują coś tak rzadkiego jak pojawienie się filmu kultowego i w jaki sposób się to najczęściej objawia.

         Film "Casablanca", jak sami to potwierdzali wielokrotnie jego twórcy, miał być po prostu kolejnym z pośród kilkuset produkowanych rocznie w tamtych czasach w Hollywood obrazów. Jednak filmem zdają się rządzić prawa podobne do tych z astrologii – wszystko zależy od odpowiedniej koniunkcji wielu skomplikowanych czynników. Do powstania filmu kultowego potrzebny jest dobry scenariusz, zdolny reżyser, świetna muzyka, zgrani oraz pasujący do poszczególnych ról aktorzy, nawet odpowiedni czas pojawienia się w kinach oraz last but not least – pewien nieokreślony, nie dający się sklasyfikować czynnik, który wieńczy całość dzieła iskrą geniuszu.

          Najpierw może wyjaśnijmy sobie czym jest film kultowy. Ze względu na płynność i wieloznaczność terminu "kultowy" nie jest to łatwe zadanie, jednak podsumowując różne definicje można stwierdzić tak oto, iż: film kultowy jest to obraz o dużym znaczeniu dla pewnej grupy społecznej, która utożsamia się z nim oraz jego elementami przenosząc pewne cytaty, zachowania oraz wartości w nim przedstawiane do własnego życia. Film taki staje się kulturowym mitem, który na stałe włączony zostaje do szeroko pojętej pop lub sub -kultury i oddziałuje na społeczeństwo.

         Film kultowy może powstać jako swoisty "wypadek przy pracy", kiedy z pozoru zwyczajna, zdawałoby się nie wyróżniająca niczym produkcja dzięki jakiemuś elementowi lub swoją całością, na przestrzeni wielu lat fascynuje coraz to nowe pokolenia i zyskuje to zaszczytne miano. Takim właśnie przykładem jest Casablanca.

         Film kultowy może być także związany z osobą reżysera, tak dzieje się zazwyczaj z filmami Davida Lyncha, który jako kultowa postać filmowego postmodernizmu automatycznie prawie że nadaje piętno kultowości swoim kolejnym obrazom.

         Może on powstać także niejako na zamówienie, dzięki działaniom perswazyjnym specjalistów od marketingu i public relations, olbrzymim pieniądzom włożonym w produkcję oraz szeroko zakrojonej promocji. Jeszcze przed pojawieniem się takiego filmu, a nawet już w etapie planowania stają się obrazami kultowymi. Przykładem takiego mechanizmu może być film Titanic czy ekranizacja Władcy Pierścieni, o których z góry zakładać można było, iż od razu staną się dla wielu osób obrazami kultowymi.

         Moim osobistym kryterium kultowości jest, iż film mogę oglądać nieskończoną ilość razy i każda scena, każde ujęcie jest dla mnie perfekcyjne. Zostać takim więc może jedynie film, który można określić jako "skończony", czyli taki w którym nie można już nic dodać lub ująć by stał się lepszy i wraz z wszelkimi swoimi niedoskonałościami, przemienionymi w tym przypadku często w atuty, tworzy harmonijną całość. Kultowy oznacza to także dla mnie "offowy", mało popularny, taki który daje poczucie pewnej elitarności i nie schlebia niczyim gustom. W filmie kultowym muszę mieć czas by rozsmakować się niczym w wytrawnym winie, którego smak początkowo cierpki i nieprzyjemny, staje się coraz bardziej bogaty z każdą kolejną wypitą lampką…

         Co jednak w takim razie świadczy o kultowości "Casablanki"?. Po pierwsze to iż zalicza się do uznawanego często za kultowy gatunku filmów "noir" – mrocznych, ciemnych i zadymionych obrazów, które powstawały w Ameryce w latach 40tych i 50tych. Kaźdy kojarzy też na pewno melodię przewodnią pt. "As time goes by". Tak samo znane są cytaty: "Ze wszystkich knajp we wszystkich miastach na całym świecie ona wchodzi akurat do mojej." lub "Louis, myślę, że to jest początek pięknej przyjaźni." "Zawsze będziemy mieli Paryż", "Zatrzymajcie podejrzanych. Tych, co zwykle", czy w końcu najbardziej znany z cytatów "Zagraj to jeszcze raz Sam", który jednak wcale nie pochodzi z "Casablanki", a z parodii tego klasyka nakręconej przez Braci Marx w 1946. Tutaj też właśnie dochodzi inny wyznacznik wskazujący na popularność filmu, czyli jego kopiowanie oraz nawiązywanie bezpośrednio do niego przez inne filmy oraz seriale. Przykładem tego jest wspomniana komedia Braci Marx, dwa seriale, wersje radiowe, wersja animowana z Królikiem Bugsem (przez wielu uznawana za najlepszy "hołd" złożony oryginalnemu dziełu) oraz do dziś nieustające i liczne odwoływanie sie do poszczególnych scen – choćby klasycznej sceny pożegnania głównych bohaterów na lotnisku. Wciąż jednak nie pojawił sie remake Casablanki, gdyż wiele osób uważa, że nie należy stawać w szranki z tak kultowym obrazem. Ostatnio dochodzą jednak informacje, iż szykowana jest jej nowa wersja "Casablanki" w Bollywood oraz o zakusach znanej piosenkarki Madonny do wcielenia się w rolę Ilsy i wielki powrót na srebrny ekran.

             Pozostawiając jednak te domysły ich własnemu życiu pozostaje mi jedynie zaprosić wszystkich by poznali lub przypomnieli sobie magię Casablanki.

 

Sie idzie do kina czasem…

Czasem zdaży się pójść człowiekowi do kina. Z nudów. Miasto wojewódzkie – około 200tyś mieszkańców, kilkadziesiąt tysięcy studentów, dwa kina (sic!). Multipleks i kino studyjne. W multipleksie reprtuar oferuje głównie "Małpy w kosmosie" i "Mamma Mia". Bez komentarza.  W kinie studyjnym repertuar całkowicie odmienny. Wiadomo.

Wybór jest prosty – kino studyjne. Seans na godz. 20. Przed seansem można napić się herbaty w kinowej kawiarence. Miło. Grają francuski film "Paris" czyli po polskiemu "Niebo nad Paryżem". Jakby dosłowne tłumaczenie komuś krzywdę zrobić mogło. Może copyrighterom/tłumaczom płacili od wyrazu… [ albo dlatego, że IMDb znajduje 14 filmów pt.: "Paris"...;]…]

Poszliśmy. Weszliśmy. Bilet udało się kupić dopiero jak pani bileterka skończył palić peta na zewnątrz. Też człowiek taka bileterka. Potrafi zrozumieć. Bilet nie tani. Jeszcze zapomniałem na dokładkę powiedzieć że ulgowy, zdziwiony zapytałem czemu tak mało reszty. Pani stwierdziła że nie może już cofnąć… Jestem pewien że można, nie chciałem się już awanturować. Może nie umie. Tak czy inaczej człek musi się zacząć przyzwyczajać do pełnej stawki. Potraktowałem to jako bolesną lekcję finansowej pokory wobec nadchodzących (za miesiąc już) bolesnej zmiany. A pełna stawka za bilet w kinie studyjnym to tylko o złotówkę taniej od biletu niż w multipleksie. Potrafię zrozumieć i uszanować.

Przed wejściem kolejka. Bileterka wpuszcza nas do sali. Niewielka, może ze 100 – 120 miejsc tak na oko. W sali jest zimno. Pomimo że właśnie skończył się poprzedni seans. Nauczeni doświadczeniem ubraliśmy się ciepło. Człowiek czasem uczy się na błędach, a szczękając zębami ciężko skupić się na filmie.

Film zaczyna się z kilkuminutowym opóźnieniem. Wrażenia bardzo pozytywne. Klimat ciepły i mądry. Opowieść o życiu kilku osób w Wielkim Mieście, dość uniwersalnie ujęte, umieszczone akurat w Paryżu, lecz równie dobrze fabuła mogłaby dziać się w dowolnym dużym mieście. Postacie to m. in.: młody tancerz z wadą serca, jego siostra rozwódka pracownica pomocy społecznej, profesor historii w kryzysie wieku średniego [?], jego studentka bawiąca się facetami [w tym owym profesorem] , sprzedawcy z bazaru i parę innych ciekawych charakterów.  Wszystkie losy przeplatają się w pewien sposób  tworząc małą, nieświadomą tego społeczność w z pozoru anonimowym Wielkim Mieście – tu akurat Paryżu. Ogólnie film opowiada o  ludziach i ich problemach i zawiera ogólne przesłanie że życie nie jest takie straszne, choć spotykają nas tragedie na które nic nie poradzimy. Że trzeba żyć.

Życie, śmierć, plany, nadzieje, porażki, upokorzenie, miłość, kłamstwo, radość, depresja. Przyprawy rzeczywistości. "Niebo nad Paryżem"  to ciekawy film.

Zamiast podsumowania przytaczam kilka wrażeń estetycznych z pobytu w kinie. Jak wspominałem było zimno. Za nami siadły jakieś starszawe babsztyle, które nawijały przez pół filmu jak kwoki. Po prawej siedziała para nastolatków, która śmiała się w bardzo dziwnych momentach, kiedy moim zdaniem nie było nic do śmiechu. Ktoś szeleścił czipsami. Nie mogłem cofnąć jak chciałem obejrzeć jeszcze raz poprzednią scenę. Nie było pauzy. Do kina musieliśmy najpierw dojechać, a potem wracać w nocy ponad pół godziny nim trafiliśmy do ciepłego łoża…

Kino jest fajne. Byle nie za często. Człowiek przyzwyczaił się trochę do wygody. :)

 

Festiwal Filmów Fabularnych w Domu: 19 -21 IX 2008

Wenecja, Berlin, Cannes, Gdynia… jakoś nie emocjonują mnie te wszystkie imprezy "branżowe".  Festiwale są dla panów rezyserów. Ja urządzam swoje własne festiwale. Co weekend.

W kategorii Hity Ekranu :

Babylon A.D. – Rok 2000któryśtam. Świat znajduje się w rozsypce, ostanim w miarę spokojnym miejscem są Stany Zjednoczone. Duży i twardy najemnik dostaje zadanie przemycenia z klasztoru w Azji do USA dziewczyny. Wiadomo że napotka na drodze problemy, wiadomo że je pokona i wiadomo że będzie dużo BooM i dużo bijatyki. A ona się w nim zakocha. A ten co wydawałoby się jest zły taki zły nie bedzie. Że dobry tak na prawdę jest zły. Zieeeewanie. Wszystko jak najbardziej przewidywalne i banalne – oparte na na gotowych schematach, które wiadomo że się sprzedadzą.  A dobrego kina z tego nie bedzie. Wiadomo…. Jedyny dobry moment to scena w której główny paker sięga do bagażnika i przegląda w nim mapę, która jest ciekawym pomysłem na wykorzystanie e-papieru: taki składany google maps… Jedyny ciekawy pomysł  z filmu. 2/10

X-Files: I Want to Believe – drugi film pełnometrażowy z wielkim X w tytule. Po kilku latach od końca serialu (?) Mulder siedzi w domu i wycina gazetki.  Scully  pracuje w szpitalu i męczy się z księżulkami. A FBI przeżuciło się na usługi księdza pedofila, który pomaga im rozwązywać zagadkę zaginięcia agentki. W końcu werbują jednak do tego i Muldera, jednak jak się w końcu okazuje historyjka nie wykracza poza zwyczajny kryminał. Zawiodłem się niesamowicie. Zero UFO, zero starych dobrych klimatów, które tak wkręcały w oryginalnym xfajlsie. Wszystko zostało wyprostowane i nie zostawionoj już ani grama nadprzyrodzonych właściwośći . Proponuje długi i bardziej odpowiadający sensowi filmu podtytuł: I dont need to belive, what I see is enough for me. 3/10

W kategorii nadrabiamy zaległości:

Lost Highway – Prawdziwe wyzwanie intelektualne dla koneserów twórczości Lyncha. Postmodernizm rozpasany do granic możliwości a jednak ten film jest ciekawy o ile się uda człowiekowi wkręcić w fabułę. Inaczej drzemka murowana. Kto poradzi sobie z fabułą jest mistrzem. 6/10

The Man from Earth – 8 aktorów, jeden dom, błyskotliwy pomysł. Takie produkcje podnoszą mnie na duchu – odzyskuję wiarę w magię kina i jego wielką siłę. Siłe realizowaną poprze scenariusz i grę aktorską, a nie poprzez miliony władowane w wybuchy i grafikę oraz operacje plastyczne "gwiazd". Na prawdę warto obejrzeć ten film, żeby nie psuć zabawy nie będę ujawniał fabuły, jednak gorąco go polecam. Jest ciekawy, inteligentny, pozwala ruszyć głową i poszerzyć choć odrobinę swoje horyzonty. No i ten niecodzienny pomysł. Film zdecydowanie POLECAM!!  9/10

Aeon Flux – W przyszłości po zagładzie ludzkości [chyba mój ulubiony motyw kulturowy] ocaleni żyją w pseudo-utopijnej twierdzy-mieście rządzonej przez dynastię naukowców. Wobec dyktatury działa tu naturalnie sekretny ruch oporu, z którym dyktatura zaciekle i podstępnie walczy. Wszystko jednak po raz kolejny nie jest takie jakim się może wydawać z początku.[jak  to  zawsze w filmach bywa]. Wiadomo. Ogólnie ciekawy pomysł jenak moim zdaniem nieco niewyeksploatowany. Film o ile się nie mylę powstał na kanwie filmu animowanego z MTV.  Jeśli zaś chodzi o samą wizję przyszłości to zawiera kilka bardzo ciekawych pomysłów jak mogłoby to wszystko wyglądać. Ogólnie da się go obejrzeć, ale żadna rewelacja to z pewnością nie jest. Brakuje tej iskierki geniuszu u scenarzysty bądź reżysera, które uczyniły świetne film np. z podobnego w sumie dzieła: V jak Vendeta. czy Equilibrium.  5/10