Ari Folman nakręci Lema

Na Stopklatce trafiłem na informację że Ari Folman, autor świetnego para-dokumentu Walc z Bashirem, ekranizuje Kongres Futurologiczny Stanisława Lema. Mogę powiedzieć tylko – Super!. Nie mogę się doczekać efektów. Wszyscy, którzy widzieli Walc z Baszirem muszą przyznać, że styl Folmana doskonale pasuje do filozoficznej twórczości Lema. Myślę że reżyserowi powinno się doskonale ująć psychologiczną głębię ukrytą w książce i wyciągnąć z niej więcej niż dotychczas jakiemukolwiek z ekranizacji któregokolwiek z dzieł naszego najsławniejszego fantasty.


[tak wygląda jedyna obecnie znana klatka z ekranizacji Kongresu]

Continue reading

Dead set, Dead air – wszystko „dead” i na dokładkę Zombieland.

Popkulturowa tematyka zombie interesuje mnie szalenie. Dawałem temu wyraz już kilka razy. Widać to na mojej półce z książkami, widać po filmach DVD, komiksach i zdecydowanie się tego nie wstydzę. Zombie wciąż toczą w moim wnętrzu walkę o rząd dusz z postapo [ ...a niedługo DrogaBook of Eliah :) ]. Tak czy inaczej zdrowo chyba mieć taki popkulturowy wentyl dla odmiany od „poważnych” spraw.

Obejrzałem niedawno kolejne zombiastyczne produkty:

http://www.horrorsociety.com/wp-content/uploads/2009/03/deadeset.jpgPierwszy odcinek brytyjskiego serialu „Dead set” – Brytyjski miniserial zapowiada kawał dobrego thrillerowego oglądania. Może scenariusz łudząco przypomina durny film z Cezarym Pazurą „Show”, jednak Brytyjczycy po pierwsze znają się na robieniu filmów o zombiach, po drugie nie pożałowali na efekty specjalne i charakteryzację, po trzecie rozumieją że w tego typu filmach dramatyzm buduje się poprzez wyobrażenia widza, a nie przez łopatologiczne rzucanie mu mięsem i flakami w ekran (choć i to ma swój urok… czasem). Potencjalnie głupi, okazał się po pierwszym odcinku fajny. Doskonale wpisuje się w gatunek. Zdecydowanie lepiej niż coraz gorsze filmy samego Mistrza. Jak to bywa w brytyjskiej mutacji zombie, tutaj także są one szybkie. Nowy ymydż zombiów dla nowych szybkich czasów? Kto miałby teraz ochotę czekać, aż zombiaki przekuśtykają przez ekran… Z pewnością obejrzę serial do końc, ma tylko 5 odcinków.

***

http://www.fullhalloween.com/blog/wp-content/uploads/2008/12/dead-air-2008-poster2.jpgTandetny film „Dead Air” – Film drewniany od góry do dołu. Drewniana gra aktorów. Na poziomie braci mroczków. Drewniana fabuła, jacyś fajtłapowaci terroryści, spisek rządowy itp. Efekty specjalne beznadziejne, a zombie jedyne co to krwawią z oczu i ogólnie każdy wygląda jakby się po prostu nie wyspał. Prawie nie dało się oglądać. Głupsze to chyba było tylko ostatnio o jakichś rybach z płetwo-nogami, które zmutowały jak ktoś wlał do jeziora kanister z hormonem wzrostu.  I tak kuśtykały one, takie metrowe rybo-płaty ( coś jak te ryby co żyją w mule) i zabijały tych  ludzi… o dżizus… Świat jest na swój sposób piękny dopóki powstają takie filmy :) Radiowy didżej kontra zombie. Tego jeszcze nie było. Brakowało tylko Stevena Seagala do pełni szczęścia. Zdecydowanie Dead Air to film klasy Z… mi byłoby szkoda kasy na wyprodukowanie go.  Tak samo pewnie stwierdzili producenci jak już obejrzeli… i było za późno ;/

***

http://sushiwhore.files.wordpress.com/2009/09/zombieland-poster1.jpgZombieland – Dobra, lekka komedia o  świecie opanowanym przez zombie. Świetna rola dawno przeze mnie nie widzianego na ekranie (od czasu To nie jest kraj dla starych ludzi) Woody Harrelsona, plus kilku młodych, dobrych aktorów [np: Emma Stone znana z Superbad aka Supersamiec]… w Stanach w odróżnieniu od nas mają dobrych młodych aktorów… Poza tym zombiaki, puste miasta i  świetna wstawka z Billem Murray’em. Film specjalnie do gatunku zbyt wiele nie wnosi (może poza cennym ostrzeżeniem przed ubikacjami), ale ogląda się go całkiem przyjemnie i dla odmiany od zombie-horrorów warto by pojawiały się na rynku i takie filmy. Bardzo fajnie opracowany graficznie i ogólne wpasowanie we współczesną estetykę zombie. Warto obejrzeć w piątkowy wieczór przy piwie. Jestem zobowiązany nadmienić, że zombiaki są dość szybkie. Gatunek wyraźnie ewoluuje. Trzyma się tylko Miszcz.

***

Na koniec chciałbym sobie pozwolić na małe wyznanie: nie widziałem żadnej części Piły, żadnego Hostela. Nie ciągnie mnie. Wolę moje zombie i mutanty. Amen

Na srebrnym globie [1976-1988] reż. Andrzej Żuławski

Wydawnictwo kanału filmowego Kino Polska wydaje niezwykle ciekawe reżyserskie pakiety w serii Arcydzieła Polskiego Kina. Miałem możliwość obejrzeć niedawno pochodzący z tej kolekcji film Andrzeja Żuławskiego (jeden z trzech w pakiecie) pod tytułem: Na srebrnym globie. Obraz niezwykły i ciekawy… także ze względów pozafilmowych.

Obraz ten jest ekranizacją prozy Jerzego Żuławskiego, znanego literata, fantasty młodopolskiego. Jest on ni mniej ni więcej tylko stryjecznym dziadkiem reżysera obrazu Andrzeja Żuławskiego. Powierzenie nakręcenia fantastycznej superprodukcji władze PRL, poza światową renomą i umiejętnościami, powierzyły mu między innymi także z tego względu.

Fabuła dla osób, które nie czytały trylogii Żuławskiego (Jerzego), czego ja niestety także o ile mnie pamięć czyni nie zrobiłem, jest dość trudna do streszczenia. W kilku słowach opiera się jednak na tym że prymitywni mieszkańcy ziemiopodonej planety znajdują kawałek żelastwa, który postanawiają dostarczyć rezydującym w jakimś rodzaju stacji nasłuchowej traktowanym jak bóstwa kosmonautom. Ci po odcyfrowaniu zapisanych w pamięci, jak się okazało, prymitywnej sondy, obrazów odnajdują pamiętnik z nieudanej ekspedycji kolonizacyjnej. Akcja przenosi się na opisywaną w pamiętniku planetę. Jest ona surowa, pusta i spowita w dziwnym granatowo-szarym blasku. Tam też po rozbiciu się statku muszą starać się przeżyć kosmonauci rozbitkowie. Jeden z pośród tych którzy przeżyli umiera w trakcie podróży, zaś pozostała trójka: kobieta i dwóch mężczyzn, zakładają osiedle i próbują żyć. Stopniowo rodzą im się dzieci, które są zaczątkiem kolejnych pokoleń. Ulegają oni jednak stopniowemu dziczeniu, stając się prymitywną kulturą plemienną.

Na tym zakończę opis fabuły, żeby ustrzec się spoilerów. Od strony technicznej film jest wykonany bardzo ciekawie jak na koniec lat 70tych. Jest to chyba najwcześniejszy znany mi przykład obrazu kręconego w dużej mierze „z ręki” widzimy charakterystyczne rozbiegane ruchy kamery, patrzymy z punktu widzenia coraz to innego bohatera. Właściwie to patrzymy z punktu widzenia ich osobistych kamer rejestrujących wyprawę.  Na prawdę robi wrażenie, jeśli przypomnimy sobie nudne i sztywne produkcje z tamtego okresu . Tutaj mamy zaś nowatorskiego reżysera, który nie boi się zastosować nowatorskich metod. Oprócz kamery z ręki, mamy więc jeszcze ów dziwny filtr koloryzujący życie na obcej plancie i bardzo udanie imitujący światło obcej gwiazdy. Mamy też ekspresyjne role, najeżony emocjami i wręcz opętańczy styl gry, co jest najczęściej pojawiającym się określeniem wobec sposobu kierowania aktorami przez Żuławskiego. Wszystko robi fenomenalne wrażenie. Szczerze nie chce się wierzyć, że coś takiego można było wówczas kręcić w mainstreamie.

Można było, jednak jak się okazało w trakcie realizacji, do pewnego tylko czasu. Film po dwóch latach kręcenia, w momencie zakończenia 3/4 zdjęć, został nagle zablokowany. Odgórnym nakazem ówczesnego ministra kultury Janusza Wilhelmi wstrzymano wszelkie prace zaś dekoracje i kostiumy, które zostały już wówczas przygotowane do końcowych scen, skazano na zniszczenie. Zarzutem była olbrzymia kosztochłonność produkcji, rujnująca polski przemysł filmowy. Po latach mit ten wciąż stara się obalać sam reżyser filmu, który opisuje, chałupnicze wręcz metody jakimi realizowano tą superprodukcję SF.  Władza dopięła jednak swego i film pozostał niedokończony. Jedynie cudem ocalał dekadę po której Żuławski w miejsce scen brakujących dokręcił sceny z wizerunkiem warszawy oraz swoim głosem tłumaczącym co powinno się znaleźć w danym momencie.

Na tym zakończę rozpisywanie się bo o perypetiach tego ciekawego filmu można by wiele opowiadać.  Na koniec pozostaje więc podzielić się moimi refleksjami osobistymi. Film „Na srebrnym globie” jest niezwykle ciekawym przykładem zmarnowanych szans. Genialne kostiumy, realistyczna gra aktorska, świetna scenografia, której pozazdrościć mógłby nawet Kubrick. Pięknie i sugestywnie wykreowany świat. Jednym słowem film wyprzedzający swoją epokę. Z drugiej strony w warstwie tekstowej trudny, bardzo symboliczny, wręcz filozofujący. Niestety nie wiemy jak wyglądałby on w momencie gdyby udało się go dokończyć. Być może brakujące sceny spięły by go klamrą, która trochę wyprostowałaby jego zawiłości. Wersja końcowa dzięki współczesnym dokrętkom i komentarzowi uzyskała niezwykle ciekawy klimat zarazem filmu SF, jak i dokumentu odsłaniającego proces twórczy. Doskonały przykład na to że proces twórczy trwa do ostatniego momentu, do ostatniego tknięcia dzieła przez artystę. Dopiero wtedy możemy powiedzieć czym jest jego dzieło. W przypadku tego filmu zostało to sztucznie przerwane. Pomimo iż jest to film długi i momentami nużący, wywodzący na manowce i dezorientujący widza, to uważa, że koniecznie trzeba go obejrzeć. Obowiązkowa misja dla każdego filmofila.

[fragment filmu]

httpv://www.youtube.com/watch?v=YhMu149W6V4

Dla tych co już bedą oglądać: Pierwsza scena i kostiumy pierwszych dzikusów, moim zdaniem arcydzieło. Na tle innych, także zagranicznych filmów SF z podgatunku społeczno-filozoficznego film „Na srebrnym globie” zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Jest to zdecydowanie jednocześnie film SF, jak  artystyczny, może wręcz eksperymentalny. Ciekawi mnie odbiór go na zachodzie…

Szybka aktualizacja: Na zachodzie jak sprawdziłem w IMDb odbiór filmu bardzo dobry. Ogólnie przewija się porównanie, że pewnie w tym stylu wyglądałaby nie zrealizowana nigdy przez Jodorowsky’ego Diuna.

Polecam: szersze opracowanie na temat filmu Na srebrnym globie w serwisie Film Polski. Na prawdę warto sięgnąć do jego lektury. Bardzo.

Crossroads Guitar Festival 2004

Dziś w pracy przy pracy po raz kolejny obejrzałem DVD z  zapisem  świetnego koncertu/festiwalu Crossroads Guitar Festival z 2004 r stworzonego przez żyjącą legendę Erica Claptona. Legenda zaprosiła legendy. Na scenie najważniejsi gitarzyści świata z różnych, czasem egzotycznych, nurtów. Z gwiazd pierwszej miary: Buddy Guy, BB King,  Santana, John Mayer, młodszy Voughan i inni. Fenomelnalne. Gitary wszelkiego rodzaju. Talenty przedniej klasy. Atmosfera zarówno na scenie jak i na trybunach iście piknikowa. Zawsze kiedy oglądam to DVD poprawia mi humor. Na przednówku jak znalazł.

Poniżej niezły mix coutry – bluesowy Road to Nashvegas. Odkryłem ten kawałek dzięki temu koncertowi i zapadł mi w ucho. Dan Tymiński robił bluesową muzykę m. in do filmu „Bracie gdzie jesteś”:

httpv://www.youtube.com/watch?v=_uRrcOzmgQY

Poniżej drugie z odkryć. Robert Randolph i jego pedal steel guitar (aka elektrczna gitara hawajska) dziwne urządzenie pomiędzy pianinem a gitarą elektryczną, które daje niesamowite dźwięki i jak wygląda z miny Roberta chyba dużo radości. Kolejna świetna melodia:

httpv://www.youtube.com/watch?v=Nw9xvy1DWsk

W drugiej i jak dotąd ostatniej edycji w roku 2007 ponownie zebrała się banda Guitar Heroes i pokazali co umieją. Gościnnie wystąpił Bill Murray :D

Gorąco polecam!!!

Najważniejsza ze sztuk

Jakoś zachciało mi się jednak coś napisać… to nałóg!….

Najważniejsza ze sztuk ponownie schwyciła mnie i trzyma. Popadłem w kolejny ciąg filmowy.

Spotkanie [The Visitor] – podobno miał być oskarowy pewniak, jak się jednak niedawno objawiło, niestety nie zostanie wyczytany ani razu na gali. Niemniej film ciekawy. Zblazowany i znudzony swoim dotychczasowym życiem wykładowca akademicki zostaje zmuszony przez swoich zwierzchników do wyjazdu na konferencję  do NY (chyba). Tam przez przypadek poznaje parę nielegalnych emigrantów Syryjczyka i Senegalkę [?], którzy jakoś próbują żyć swój american dream. Odnajduje w nich, a dzięki nim także w sobie, to czego brakowało w jego własnym życiu – radość i zachwyt nad tym co jest wokół nas.  Chłopaka aresztują jednak pewnego dnia w metrze, trafia do aresztu dla nielegalnych imigrantów, grozi mu wydalenie z USA … Film na pierwszy rzut sprawia wrażenie iż ktoś chciałby pomóc wyprać sumienia amerykańskiego człeka.Ułatwić mu dzięki pokazaniu jaki to dramat przeżywają tak na prawdę imigranci, doprowadzić do jakiegoś drobnego katharsis.  Kojarzy mie sie trochu z niedawnym oskarowcem Crash/Miasto Gniewu.  Przemyślenie mam na koniec takie że dobrze w Spotkaniu pokazane zostało że prawdziwi amerykanie są  zblazowani i bez pomysłu na siebie, syci do wyrzygania i nudności. To co tak na prawdę pozwala temu społeczeństwu zachować dynamizm, to właśnie ta nielegalna krew która wciąż  ich odświeża.

7/10

Przenicowany świat – Ekranizacja klasyków. Bracia Borys i Arkadij Strugaccy skrobnęli wiele socjologiczno społecznych utworów SF, które tworzą sztywny pień klasyki gatunku. Ruskie ludzie zabrali się za ekranizację jedego z ich dzieł. Wydali duuużo kasy, coś około 40 milionów dolców na dwuczęściową fabularkę. Rozmach jest, nie da isę zaprzeczyć, tylko umieszczony nie tam gdzie trzeba. Fabuła spłaszczona bardziej niż zazwyczaj robią to w ekranizacjach. No a postać Maksyma, głównego bohatera to jeden wielki kooooszmar!!! Blond cherubinek o słodkim uśmiechu, nie umiejący robić nic innego poza uśmiechaniem. Dość idiotyczne wrażenie oglądać satyrę na totalitarne społeczeństwo nakręcone przez dzisiejszych Rosjan……

4/10 …. byłoby 3 ale obejrzałem na razie jedną część więc nie wiem jak bedzie w drugiej… no ale nie podejrzewam wielkiej poprawy.

Czerwony Baron – Kolejny awiacyjny przebój. Po nieudanych Flajbojsach i podobno bardzo  dobrym (nie widziałem) Dark Blue Sky, po raz kolejny  z kamerą do samolotu.  Opowieść o Czerwonym Baronie. Plus za to że nie pokusili sie o pokazanie zestrzelenia barona i bicie przy tej okazji patosem… Bo w końcu to był człowiek który jak by nie patrzeć zabił kilkudziesięciu pilotów…W sumie dość dobrze ogląda się jako piątkowy relaks.Murowany hit polsatu i wielkie kino w TVN.  Może niezbyt odkrywcza wizja I WW ale na plus z pewnością podkreślenie wątku bezsensowności tamtych okopowych walk i pokazanie ze to była w dużej mierze wojna dżentelmenów…. przynajmniej w wydaniu lotników. No i przyczynili się do powstanie tego filmu nasi słowiańscy bratia Czesi.

5/10

Admirał – Kino propagandowe w wydaniu Nowej Rosji. Historia adminrała Kołczaka, dowódcy floty czarnomorskiej potem zaś zwierzchnika państwa rosyjskiego na dalekiej Syberii w czasie trwania rewolucji bolszewickiej. Film Rosyjski.  Dużo wątku miłosnego, podnoszenie Kołczaka jako gieroja godnego naśladowania. Nagle więc okazuje się że ci „biali” nie byl do końca tacy źli jak wmawiała radziecka nomenklatura, choć tez nie do końca. Rosyjska machina propagandowa stara się wyeksploatować postać admirała do stworzenie kolejnego z mitów państwotwórczych  dla Nowej Rosji.  Ciekawe jest że owa „Nowa Rosja” która wypoczwarzyła się w ostatnich latach, stanowi złożenie elementów wydawałoby się całkowicie nieprzystających. Z zewnątrz carska prawie, że imperialna Rosja, wewnątrz wciąż jeszcze radziecka, a dodatkowo jeszcze oligarchiczna. Dziwne, ciekawe oraz przerażające.  A film Admirał to klocek do budowania takiego właśnie wizerunku.

4/10

Gran Torino – Najnowszy film Clinta Eastwooda. Ksenofobiczny Polak z pochodzenia – pan Kowalsky oraz jego azjatyccy sąsiedzi i ich przygody . Bardzo dobry, nie przesadzony film o ciekawej fabule i dobrej grze aktorskiej. Podobnie jak w Spotkaniu wątek stosunku ludności napływowej i „rodowitych” amerykanów  ciekawie rozważony i zachęcający do dialogu międzykulturowego…. czyżby to jakiś nowy nurt w kinie amerykańskim??? Poza tym jak to u Eastwooda trochę akcji, lekcja jak być twardym facetem i dobrym człowiekiem. No i obowiązkowo muscle car i broń… Fabuły nie zdradzam bo sami pewnie obejrzycie.  Bardzo godny polecenia.

8/10

Taksówkarz [Taxi Driver] – Kolejny obraz z serii Klasyka. Młody mężczyzna (DeNiro) zostaje taksówkarzem, jednak od samego początku widać że coś z nim nie tak. Jest zagubiony i brak mu pomysłu na siebie. Wrócił z wojny w Wietnamie i jak wielu z żołnierzy nie potrafi się przystosować. W nim problem tkwi jednak głębiej. Ma lekko psychopatyczną osobowość… na półce pewnie miał „Buszującego w zborzu” :) .  Świetna gra aktorska młodego jeszcze wówczas gwiazdora. Film o poszukiwaniu bliskości i alienacji w społeczeństwie XX wieku. Pewnie każdy, nawet ten kto nie widział Taksówkarza zna scenę z lustrem „Are you talking to me”???

8/10

Znikający punkt [Vanishing Point] – ehhhhh KLASYKA. Film drogi. Graliście kiedyś w Interstate’76 ?? To włąśnie było inspiracją dla twórców gry.  Koniecznie musicie obejrzeć Ten film.  Kowalsky [tak jak Gran Torino Eastwooda] w Dodge’u Challengerze  model 1970 ucieka przed wszystkimi policjantami świata za kierownicą genialnej bryki.  Ameryka przedstawia swój mityczny muscle car światu. Powstaje legenda. Wszystko zaś na drogach które walą prosto po kilkadziesiąt kilometrów po niewyobrażalnych dla nas pustkowiach.  Kurcze… to film w którym american dream cały czas był niedoścignionym snem ale wciaż BYŁ, nie zdążyli jeszcze go zniszczyć konsumpcyjnym pędem. Mocne samochody, hipisi, charyzmatyczny DJ Super Soul, 160 na deklach i szalone lata 70te.  I to wszytko dla wolności. Wolności, która nie jest patetyczna ani  wzniosła – jest szalona, naćpana i najważniejsza. I nie da się jej nigdy do końca uchwycić. Klimat klima klimat.

9/10 KONIECZNIE……….

PS. Unikać należy rimejku z 1997 z Vigo Mortensenem bo słabe.

Psy – pokłosie jedenj z moich żadkich ostatnio przygód z TV.  Jak wino z wiekiem film ten robi się coraz lepszy. Co tu dużo mówić. Jeden z bardziej udanych filmów polskiej kinematografii. Pasikowski przegonił nim Wajdę w kwesti wkładu w polską kulturę. Połowa dialogów z filmu stała się elementem naszego codziennego języka.

9/10.

Against the dark - Na koniec coś niesamowitego co trafiło mi pod oczy. Najnowszy film ze Stevenem Segalem. Świat opanowała dziwna zaraza, ludzie zmieniają sie w zombie-wampiry. Walczy z nimi naturalnie pan Senegal. Fabuła dzieje się w szpitalu po którym spacerują, dosłownie spaceruja, przez półtorej godziny pewni ludzie i co jakiś czas wyskoczy wampir, poleje się krew i powyciągają flaki ewentualnie urwą jakąś rękę. Wtedy pojawia sie Segal i jego ekipa, którzy zabijają złych panow. Szczerze nie wiem jak się film kończy bo nie wytrzymałem i wyłaczyłem go. MASAKRYCZNIE bezsensowny film. W najbardziej irytyujący sposób nielogiczny. Bo ile można chodzić p szpitalu żeby się wydostać, choćby nie wiem jak był wielki. Że niby drzwi pozamykane  brak zasilania. O ile wiem przy braku zasilania to się wszystkie wyjścia awaryjne właśnie otwierają, a włóczenie się po korytarzach to tylko nieudany wybieg fabularny. I naturalnie w takiej sytuacji wszyscy prowadziliby urocze pogawędki jak przy grillu u znajomych… nienawidzę głupich filmów. Ofijalnie uznaję ten film za najgorszy film roku 2008.

Ocena naturalnie 1/10

Bergman na BMXie

Wygłoszony 8.I.2009 r. w ramach Edukacyjnych Spotkań Filmowych przed  projekcją filmu „Źródło” w reż. Ingmara Bergmana.

Ernst Ingmar Bergman – dramaturg, reżyser teatralny, scenarzysta, reżyser filmowy, Urodzony 1918 zmarł w 2007. Miał 179 cm wzrostu, 4 żony, 8 dzieci. W roku 1985 przestał reżyserować filmy zaś mając 85 lat czyli w roku 2003 przeszedł ostatecznie na emeryturę porzucając także teatr. Podobno był fanem wyścigów BMXów, a sławna aktorka Ingrid Bergman, niezwykła piękność, którą znamy m. in. Z Casablanki nie jest z nim w żaden sposób spokrewniona.

Poza tym uważany jest za jednego z najważniejszych reżyserów kina światowego, w 50 lecie festiwalu w Cannes został wybrany najważniejszym żyjącym reżyserem. Należy tylko jeszcze wspomnieć że w roku 1976 został oskarżony o oszustwo podatkowe i popadł w depresję. Po zakończeniu śledztwa i odparciu zarzutów, Bergman udał się na dobrowolne wygnanie do Monachium, zamknął wszystkie swoje interesy w Szwecji i w ten sposób ze znanego Szwedzkiego reżysera stał się znanym reżyserem Europejskim. Ostatecznie do Szwecji powrócił po ośmiu latach, w roku 1984 i tam dożył swych 89 lat na małej bałtyckiej wysepce Fårö na której spędził większość swojego życie i gdzie zrealizował wiele ze swoich filmów..

Jak większość reżyserów Bergman miał także swojego ulubionego aktora…. tak jak u Pasikowskiego zawsze spotkamy Bogusława Linde, u Jana Jakuba Kolskiego Majchrzaka, tak Bergman upodobał sobie znakomitego skądinąd Maxa von Sydova.

Ogólną tendencją w filmach Bergmana jest wąski zakres przewijającej się przez poszczególne filmy obsady aktorskiej. Jego twórczość jako całość nabiera przez to moim zdaniem dodatkowego wymiaru – aktorzy są jedynie nośnikami treści, przez wielokrotne powracanie w różnych rolach zatracają oni w pamięci widzów swoje indywidualne, stają się uniwersalnymi postaciami dramatów, bardziej reprezentują ideę jaką za daną rolą chciał ukazać nam reżyser niż gwiazdy przemysłu filmowego.

Atmosfera filmów Bergmana można określić jako dość przygnębiającą, prezentującą pewien stereotypowy północnoeuropejski obrazy życia. Świat w obrazach Bergmana to niewielka zazwyczaj społeczność której członkowie są bardzo samotni i mają trudności w komunikacji z bliskimi.

Cechą sztuki uprawianej przez Szwedzkiego mistrza jest „psychiczna wiwisekcja” – odważne, czasami wręcz brutalne podejmowanie drażliwych tematów. Nie są dla niego tematem tabu takie sprawy ludzkie jak seksualność, wiara oraz śmierć. Szczególnie sprawy wiary są przez krytyków uznawane za ważny i niezwykle osobisty temat twórczości. Bergmana, syn luterańskiego duchownego, boryka się początkowo z problemem istnienia Boga oraz jego roli. Ostatecznie dochodzi on do wniosku iż Boga być nie może skoro istnieje tyle cierpienia. Doskonałą ilustracją jego rozważań i wątpliwości jest film „Goście Wieczerzy Pańskiej”. Dotarłszy do granic poznawczych Bergman dochodzi do wniosku że to w właśnie w drugim człowieku ukryta jest idea Boga i stąd skupia się w swej późniejszej twórczości w dużej mierze na problematyce więzi międzyludzkich i ludzkiej psychiki.

Film który dziś obejrzymy to „Źródło” obraz z roku 1960 nagrodzony Oskarem w roku 1961 w kategorii film zagraniczny – jedyny film Bergmana uhonorowany tą nagrodą (wiele spośród jego filmów było nominowanych). Jest to przełomowy film w jego twórczości – pierwszy nakręcony według cudzego scenariusza, a zarazem pierwszy we współpracy ze znakomitym operatorem Svenem Nykvistem.

Nie zgłębiając fabuły, którą sami państwo odkryją oglądając film, „Źródło” to kolejne z bergmanowskich pytań o wiarę, Boga, zło i dobro, sprawiedliwość, zemstę oraz odkupienie. W filmie przeplatają się zarówno wątki chrześcijańskie jak i pogańskie. Głównym wątkiem jest nie skalana niczym – prawie, że rajska niewinność, reprezentowana przez postać głównej bohaterki Karin. Bergman pokazuje nam, że w realnym świecie nie może istnieć prawdziwa czystość, gdyż natychmiast zostanie ona zniszczona przez realia rzeczywistego świata w którym zgodnie z bergmanowską doktryną nie ma Boga ani Szatana – jest tylko zło ludzkie i ludzkie dobro. Bardzo wyraziście narysowane zostały przez niego te dwie wartości zarówno w warstwie fabularnej jak i symbolicznej.

Pesymistyczna twórczość Bergmana często zestawiana jest ze śródziemnomorską sztuką Felliniego. Biegunowość północ-południe tych dwóch twórców to świadectwo ich wielkiego indywidualizmu oraz zrozumienia otaczającego ich świata.