Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Od niedawna Muszę Jeść Mózgi

Rzuciłem studia doktoranckie, przemyślałem sporo spraw i postanowiłem spróbować własnych sił jako przedsiębiorca. Nie minęło jeszcze pół roku i już mogę powiedzieć, że nawet w tak dziwnym (dzikim) państwie jak nasze, fajnie jest być właścicielem firmy. Nawet jeśli jestem na samym dole drabiny, nawet jeśli nie zarabiam kroci, to jednak robię coś dla siebie, a nie dla jakiegoś bezdusznego babilońskiego molocha lub „prywaciarza-krwiopijcy”.

Założyłem mikroagencję kreatywną o przedziwnej nazwie Must Eat Brains. Projektuje, rysuje, trochę koduje. Czerpie z tego dużo satysfakcji. Są momenty kiedy np. po dwóch godzinach szukania jednego przecinka, który rozwala całą stronę udaje mi się w końcu rozwiązać problem. Wtedy jest świetnie. Tak samo świetnie jest jak skończę rysunek, plakat, reklamę, nad którą siedziałem pół nocy dłubiąc na tablecie. Zobaczę co udało mi się stworzyć i widzę że jest to coś fajnego. Coś co jest wytworem moich rąk, mojego umysły i narzędzi którymi kierowałem. Uczucie, którego bardzo mi brakowało.a czasem bywa trochę stresu, jak gonią terminy, coś idzie nie po mojej myśli. Czasem jest też trochę stresu. Terminy, spotkania, ZUS, pieniądze i pewna presja, która zawsze jest, bo posiadanie firmy to przecież dla mnie jednak terra incognita.

Najlepsze jest jednak to, że wszystko co zrobię jest „moje”. Moje rysunki, moje projekty, moje layouty. Idąc dalej, są też moje kontakty, moje pieniądze, moje problemy i moje terminy. Każdą kolejną rzecz którą zrobię, odkładam do swojego wirtualnego woreczka i to już ze mną zawsze zostanie. Mogę się tym pochwalić, lub za to wstydzić (a to już inna sprawa). Pracuję na siebie i swoją markę, czyli coś czego rzadko doświadczymy pracując dla kogoś.

Co i raz uświadamiam sobie, że tak na prawdę to umiem wciąż bardzo mało. Nie jestem wykształconym artystą, nie jestem informatykiem. Po prostu lubię się uczyć. I muszę to robić nieustannie, bo każde zlecenie niesie ze sobą wyzwanie. Podobnie jest z kontaktami z klientem. W tej materii też się wiele uczę. Z projektu na projekt umiem ciut więcej i miejmy nadzieję przy kolejnych tego typu sprawach będzie mi szło ciut łatwiej/szybciej. Jak musiałem narysować ręcznie 56 autorskich, pełnokolorowych ilustracji do publikacji to szybciutko odświeżyłem moje zardzewiałe zdolności artystyczne.

[jedna z 56 ilustracji – ta akurat z wartym zapamiętania przesłaniem, które przydaje się w mojej pracy]

Cały czas pracuję w bibliotece, to świetna praca (i ludzie) i nie chcę z niej w żadnym wypadku rezygnować. Muszę jedynie popracować nad zarządzaniem czasem. Osiem godzin w budżetówce, kolejne kilka godzin jako prezes, do tego jeszcze życie rodzinne i towarzyskie. Plus relaks i sen. Dużo tego i ciężko czasem pogodzić wszystko nie robiąc sobie tyłów. Niemniej póki co daję radę. Bo prawdą jest że im więcej mamy zajęć tym więcej mamy czasu. Liczę na to że po rozkręceniu firmy i nabyciu odrobiny doświadczenia będę potrzebował relatywnie mniej czasu żeby obgonić firmę. Jednak kto wie czy w odległej przyszłości nie będę musiał dokonać wyboru, którą drogą chcę pójść…

Kolejna kwestia to ta, że w końcu mam szansę na akumulację kapitału. Nie jestem już tylko konsumentem który tyle co zarobi to wyda i wydali. Zajmując się jakby na to nie patrzeć pracą, która jest twórcza, kumuluje dobra intelektualne, które będą moim kapitałem. Miło mi jest pomyśleć że moi potomkowie bądź spadkobiercy będą mogli spojrzeć na coś co zrobiłem (plakat, okładkę, stronę, ilustrację) i powiedzieć że to zrobił mój dziadek. Mam nadzieję że tędy droga do wyjścia z zaklętego kręgu: praca, kredyt, konsumpcja.

Poniżej tak na szybko zebrane kilka plusów i minusów które już teraz, po kilku (zaledwie) miesiącach działalności mogę zwerbalizować. Jakby to kogoś interesowało:

plusy:

  • niezależność
  • możliwość poznania nowych, ciekawych ludzi
  • ile zrobisz tyle masz
  • robisz coś realnego, a nie przysłowiowo przekładasz papierki z jednej kupki na drugą
  • kreatywność i satysfakcja z pracy
  • prawdziwe pieniądze w porównaniu z budżetówką
  • akumulacja kapitału i wytwarzanie dóbr intelektualnych

minusy:

  • praca 24h/7, a urlop to pojęcie względne
  • terminy, terminy, terminy
  • nie może się nie chcieć (a czasem każdemu się zwyczajnie nie chce)
  • dużo drobnych spraw, o których musisz pamiętać
  • ile zrobisz tyle masz
  • pełna odpowiedzialność za wszystkie działania

Muszę jeść mózgi, ale póki co mam przy tym niezłą zabawę.

About the author

1 Response
  1. Gratuluję! Podziwiam za determinację, trzymam kciuki za powodzenie i zazdroszczę siły woli:)

    Nieśmiało proponuję współpracę tylko nie wiem przy czym i nie wiem jak:D

    Ja wciąż oscyluję w zamkniętym kręgu konsumpcjonizmu… Przynajmniej człowiek głodny nie chodzi, ale coś się we mnie kołacze, coś pragnie się gdzieś wyrwać, ale nie wie gdzie:)

Leave a Reply