Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Kolory sztandarówSchwytany w światłaSpace opera to podgatunek SF, który w twórczości polskich autorów pojawia się zbyt rzadko. Jakoś nie w smak naszym twórcom rysować z rozmachem i ułańską fantazją obrazy gwiezdnych bitew, genialnych dowódców i ich zaskakująco trafnych posunięć. Dziwne, bo przecież swego czasu rozsypał się worek z patriotyczno-patetycznymi wizjami mocarstwowej quasi-Polski, a do space opery już tylko krok. Może jeszcze nadal po obu stronach książki istnieje przeświadczenie że należy leczyć narodowe kompleksy za pomocą science-fiction. Na szczęście są książki:  „Kolory sztandarów”, „Schwytany w światła” z cyklu „Dominium Solarne” Tomasza Kołodziejczaka.

W przyszłości ludzkość dzięki odkryciu bram hiperprzestrzennych przeżyła okres szybkiej ekspansji i kolonizacji setek planet położonych w najodleglejszych częściach galaktyki. Z powodu odległości od Ziemi, problemów komunikacyjnych powstały liczne autonomiczne organizmy państwowe. Po kilkuset latach Dominum Solarne, rozrastające się imperium pan-galaktycznego internetu, wywiera coraz większą presję na „wolne światy” by podporządkowały się swojej dawnej macierzy („macierzy” także w rozumieniu informatycznym).

Głównym bohaterem cyklu jest Daniel Bondaree, tanator z planety Gladius w układzie Miltona. Technologicznie podrasowany super żołnierz z oddziałów egzekutorów. Coś jak sędzia Dredd. Cały wymiar sprawiedliwości w jednej osobie, przeznaczony do walki z fanatykami oraz najbardziej groźnymi przestępcami. Zostaje on przeniesiony ze swojego dotychczasowego stanowiska pracy do jednostki specjalnej przeznaczonej do walki z super-potężnymi i równie super-tajemniczymi obcymi – korgardami. Skracając do niezbędnego (i możliwie bez-spoilerowego) minimum fabuła pierwszej części skupia się na próbie odkrycia motywów oraz planów Korgardów (obcych). Całość fabuły obraca się dodatkowo wokół galaktycznej polityki w której Dominium dąży do zwasalizowania kolejnego świata wykorzystując problemy Gladiusa.

Dla porządku, główne strony konfliktu to: Gladianie – jedni z ostatnich wolnych obywateli znanego wszechświata, dumni, lecz targani wewnętrzym konfliktem między Uległymi i Niezłomnymi. Dominum Solarne czyli gigantyczna sieć informacyjna w której każdy obywatel jest częścią większej całości, tworząc autonomiczny super-organizm. Korgardzi, tajemnicza cywilizacja o ogromnej przewadze technologicznej, kierująca się niezrozumiałą logiką, która co kilka miesięcy organizuje wyprawy z rozsianych p całym Gladiusie Fortów wyprawy w czasie których porywane są całe gladiańskie osiedla. Między tymi siłami znajduje się właśnie Daniel Bondaree oraz jego towarzysze. To on ma zadecydować o przyszłości Gladiusa, galaktyki oraz rasy ludzkiej.

Postacie nie są zbyt skomplikowane, nie ma zbyt rozbudowanych psychologicznych głębi, wszystko zgodnie z kanonem gatunku. Mężczyzna jest twardy, wróg jest przebiegły i zły, a kobieta jest piękna, wierna i… też twarda. Wszyscy za wszystkich chętni się poświęcić, a najlepiej w imię większego dobra.

Świat w cyklu „Dominium Solarne” jest ukazany wystarczająco panoramicznie by się nim zachwycić i jednocześnie w wystarczająco spójny sposób by niezbyt wnikliwy czytelnik poczuł się usatysfakcjonowany jego konstrukcją. Ciekawie wygląda zarówno wizja technologiczna jak i społeczna, wykreowanej przez autora przyszłości. Ludzkość zdołała z jednej strony osiągnąć swobodę w biologicznej modyfikacji gatunku, tworząc wręcz odrębne gałęzie człowieczego rodu, z drugiej nano-roboty, sieć informatyczna, loty międzygwiezdne i tunele hiperprzestrzenne, stały się nieodłącznym elementem życia i pracy. Stałe łącze z wszech-siecią bezpośrednio poprzez mózg to jak dziś posiadanie telefonu dotykowego. Kołodziejczak pokazał bardzo sugestywną wizję rozwoju cywilizacji, gatunku i stapiania technologii z biologią. Wszystko fajnie ze sobą współgra.  A do tego epickie bitwy (także kosmiczne), główny bohater który jest niezniszczalny i patos. Jak w najprawdziwszej space operze.

Tomasz Kołodziejczak. Na pewno nie Heinlein pod względem umiejętności kreowania podniosłego nastroju, na pewno nie Tolkien pod względem kreowania jakby-prawdziwych (słowa quasi raz już użyłem, to nie będę się powtarzał…)  światów. Za to na pewno bardzo dobry pisarz wyróżniający się na tle polskich „producentów” książek. I książki pisze dobre. Szczególnie jeśli mówimy  o „Kolorach Sztandarów” i „Schwytanym w światła”.

About the author

2 Responses
  1. Nie wiem czy ja coś miałem z Google Readerem, ale dopiero teraz zrobił mi wysyp Twoich wpisów. Nie zaglądałem tutaj wcześniej, bo myślałem, że nic się nie dzieje. A tu taka niespodzianka:) Książek nie czytałem, ale tematyka znana mi jest i po Twojej recenzji postaram się zdobyć egzemplarze, bo lektura może być interesująca:)

Leave a Reply