Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Klasyczne śniadanie w afrykańskim więzieniu przeminęło z wiatrem… i deszczem

Oglądamy ostatnio klasykę. Wręcz klasykę klasyki. Głównie filmy z lat 5ote XX wieku (i okolice)  w wydaniu Hollywoodzkim. Deszczowa Piosenka, Śniadanie u Tiffaniego  czy choćby Jailhouse Rock to nadal świetne filmy! I choć oficjalnie nie są to już złote lata Hollywood to powstało w tym okresie wystarczająco wiele genialnych filmów bym pałał szczególnie silnym uczuciem do tej dekady. A jeśli do wspomnianych wyżej klasycznych filmów dodam moją wielką miłość do filmów SF z tego okresu to mówiąc kolokwialnie lata pięćdziesiąte rulez. Poniżej nie znajdują się żadne głębokie analizy filmoznawcze. Ich szukajcie gdzie indziej. U mnie po prostu trochę własnych wrażeń:

http://i2.pinger.pl/pgr212/388b02f00013fcc14bc5da1a/lgpp30403%2Baudrey-hepburn-stars-in-breakfast-at-tiffanys-breakfast-at-tiffanys-poster.jpgŚniadanie u Tiffaniego – Uczta. W budynku zamieszkałym przez całą galerię zwariowanych postaci zamieszkuje początkujący pisarz-żigolak, który powoli zaczyna wsiąkać w zwariowany świat Holly Golightly. Film jest przepięknie abstrakcyjny, a Audrey Hepburn zagrała w nim niesamowitą rolę narwanej dziewczyny. Jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widziałem.Ma w sobie jakieś ciepło, a człowiek po jego obejrzeniu czuje się jakoś magicznie podniesiony na duchu. Końcowa scena z kotem w deszczu jest fenomenalna. Towarzyszy jej przepiękny motyw muzyczny „Moon River”, a cała rola kota imieniem „Kot” jest moim zdaniem oscarowa.

Film także wizualnie przyciąga niczym magnes. Audrey Hepburn jest piękna i wspaniale wystylizowana. Plakat ze „Śniadania..” (a choćby taki jak po lewej stronie) z pewnością zawiśnie na mojej ścianie.

Warta odnotowania jest scena w bibliotece, kiedy Paul „Fred” Varjak tłumaczy Holly co i jak w tym przybytku wiedzy.

***

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f9/Singing_in_the_rain_poster.jpgDeszczowa Piosenka – radosny, odrobinę narwany ( a może wręcz głupkowaty w pozytywnym znaczeniu tego słowa) musical. Dwa zdecydowane szlagiery, które potrafią zrobić cały film. Klasyczny tercet aktorski. kobiety są albo wyniosłe albo psotne i zawadiackie, a mężczyźni to albo nadęci bufoni, albo weseli urwipołcie. Dużo choreografii, prosta fabuła. Dużo zabawy.  „Good morning” oraz „Singin’ in the Rain” weszły do ścisłego kanonu popkultury.  Gene Kelly wykonuje ją w sposób genialny. Cały film jest radosny, prosty i jak to mawia się dzisiaj „pure fun”. Czyli taki jak powinien być musical. Co ciekawe, dość często filmy w tamtym okresie dzieją się w branży filmowej, pokazując z przymrożeniem oka drugą stronę kamery. Tworzy to pewien charakterystyczny klimat.

Tytułowa „Deszczowa Piosenka” jest potężnym kulturowym memem: pomimo że powstała już w 1929 roku to najbardziej znana jest w wykonaniu właśnie z filmu nazwanego na jej cześć ( i z reklamy groszku )

***

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/e/ea/Jailhouse_rock787.jpgJailhouse Rock – Elvis nakręcił 31 filmów. Większość z nich jest podobno bezdennie kiepska. Dlatego też jako wstępny research przejrzałem sobie fora internetowe oraz różne listy w poszukiwaniu najlepszych produkcji z Królem.  Większość z nich twierdzi zgodnie, że jeśli już to jedynymi wartymi uwagi  produkcjami są Jailhouse Rock oraz King Creole.

Banalna opowieść o chłopaku który przez przypadek, w bójce zabija człowieka. Idzie do więzienia, gdzie  uczy się grać na gitarze i rozwija swój muzyczny talent. Po wyjściu zaczyna karierę i zostaje w końcu bogatym i sławnym piosenkarzem. Banał nad banały. Czemu wszystkie filmy z Elvisem muszą być o Elvisie? Nawet różowego Cadillaca sobie kupuje (ale film jest czarno-biały).

Największym atutem filmu jest sam Elvis i jego piosenki. Może nie jestem obiektywny bo śpiewającego Elvisa po prostu lubię, ale śpiewana część wypada całkiem dobrze i choć trochę ratuje film. Piosenki są kultowe, a uczucia po obejrzeniu filmu mieszane.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/2/2e/The-african-queen-1-.jpegAfrykańska Królowa – „Afrykańska królowa” to dość kameralny film drogi w wydaniu afrykańskim. Opowieść o rzecznym handlarzu i siostrze pastora. Ogólnie mówiąc to przez większość filmu mamy w kadrze pokład tytułowej łodzi i dwie osoby które na niej się znalazły, w sosie prostej fabuły.  Ale cóż więcej trzeba żeby powstał dobry film jak nie dwóch aktorów i nieskomplikowana fabuła. Jeśli tymi aktorami są Humphrey Bogart i Katherine Hepburn to nie trzeba dodawać specjalnie dużo. Postacie są barwne o dobrze zarysowanych osobowościach, które pięknie współgrają z fizycznością bohaterów (i odgrywających ich aktorów)

Jeśli kojarzycie Humpreya Bogarta głównie z Casablanki to oglądając Afrykańską Królową bardzo się zdziwicie. Ani śladu po eleganckim mężczyźnie, ani śladu po zblazowanym spojrzeniu i leniwie dymiącym papierosie. Katherine Hepburn, gra lekko odrealnioną podstarzałą pannę. Jest z początku damulkowata i naiwna, ale w najbardziej szczery o dobrotliwy sposób. Hepburn, która była już w tym czasie w okolicach pięćdziesiątki, doskonale pasuje do roli ze swoim lekko zasuszonym wyglądem.

Jeśli spojrzycie na plakat filmowy zamieszczony po lewej stronie to zdecydowanie nie ma on prawie nic wspólnego z filmem. Wybuchy, epickie akcje, szalony romans i przepiękna dżungla… Nie , to nie ten film.

***

i jako bonus bonusów the one and only…

http://imagecache.allposters.com/images/pic/EUR/1500-1251~Gone-with-the-Wind-Posters.jpg„Przeminęło z wiatrem” – Po raz pierwszy musiałem oglądać go jako mały dzieciak. Kojarzy mi się z serią „W starym kinie”, z miłymi wspomnieniami długich przedpołudni i domem moich dziadków. Najpierw słuchaliśmy radiowych słuchowisk, a potem oglądaliśmy stare filmy. Obraz od strony technicznej na pograniczu kina niemego i dźwiękowego, a także pierwszy film fabularny w pełni nagrany w technikolorze.

Epicka opowieść i wykonanie, którego w wielu przypadkach nasza rodzima kinematografia w XXI nie potrafi doścignąć. Nie oszukujmy się wszyscy widzieliśmy najnowszą wersję Quo Vadis…  A należy pamiętać, że „Przeminęło…” kończy w tym roku 72 lata!

Zaczynając go po raz kolejny oglądać po kilkunastu latach przerwy, myślałem sobie, że wiadomo, klasyka, ale 1939 rok produkcji musi strasznie trącić „myszką”. Że wyraźnie widać będzie  te kilkadziesiąt lat w rozwoju kinematografii. Jednak nie! Nawet sceny zbiorowe, wymagające teoretycznie technik, wychodzą bardzo autentycznie. Duże plany lepsze niż w Ogniem i Mieczem, duże scenografie biją na głowę Quo Vadis.

***

Kiedy oglądam te filmy dziś, z perspektywy około 60-ciu lat widzę, że pomimo iż świat zmienił się w niewyobrażalny (dla ówczesnych ludzi) sposób, to dobra fabuła i dobra gra aktorska zawsze się obronią. Kino mainstreamowe coraz rzadziej bywa sztuką i dlatego warto wracać do klasyków sprzed lat.

Lata 50te XX wieku to obecnie moja ulubiona dekada w kinematografii! A filmów jeszcze całkiem sporo do obejrzenia 🙂

About the author

Leave a Reply