Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

XIX Olsztyńskie Noce Bluesowe [9-10 VII 2010]

Kolejna edycja Nocy Bluesowych za mną. Kolejna udana impreza przy świetnej muzyce i świetnej pogodzie. Olsztyńskie Noce Bluesowe pną się do rangi na prawdę kultowego festiwalu w skali kraju, a może i dalej!. Obowiązkowy punt w kalendarzu imprez:

Dzień pierwszy [9 VII 2010]

Pierwszy dzień jeszcze w okrojonym składzie osobowy, jednak przy dopisujących humorach i świetnym klimacie imprezy. Słońce, wakacje, odrobina alkoholu [ najlepsze wściekłe w Antykwariacie]  i muzyka bliska sercu.

  • Around the Blues – zespół który występował „w nagrodę” za wygranie zeszłorocznej małej sceny, ale jakoś miałko wypadł przy pozostałych uczestnikach festiwalu. Blues bardzo poprawny, wszystko ładnie, ale jakoś brakowało w ich graniu luzu, tego „feelingu” i zabawy. Wokalistka o ładnym głosie, nie radziła sobie ze sprzedaniem klimatu. Nie czuła tego. Nigdy chyba nie  była biedna, pijana, bezrobotna ani zdradzona przez mężczyznę.  A bez tego nie da się szyć bluesa. Najlepiej wiedział to Rysiek Riedel.
  • Magda Piskorczyk Trio – wokalista o utrwalonej już renomie zarówno w kraju jak i za granicą. Świetny kontakt z publicznością, fajny śpiew bluesowym growlem, ale trochę zbyt dużo show a za mało dobrego bluesa. Świetne afrykańskie kawałki i fajny imydż a’la Janis Joplin. Oryginalna, z dobrym kontaktem z publicznością
  • HooDoo Band – Nie wiem czemu zespół ten tak „wysoko” występował, przed samą gwiazda wieczoru, bo mi jakoś nie podpasował. Bardzo fajni instrumentalnie, trochę może nawet hałaśliwi w natłoku instrumentów. Wokalista o niezbyt silnym głosie, ginął za muzyką. Chórek w którym występowała była laureatka idole Ala Janosz poza wyglądaniem i choreografią także niewiele wnosił do całokształtu. No ale na pewno nie można im odmówić energii. Duży minus to pozerskie wrażenie, lanserskie bujanie się po festiwalu i ogólne nie pasowanie do mojego rozumienia bluesa.
  • Joe Louis Walker – Tak samo jak w zeszłym roku gwiazda wieczoru przybyła z krainy prawdziwego blueas. Po raz kolejny sprawdziło się, że w czarnoskórych wykonawcach tkwi luz i spokój dzięki któremu blues jest naturalny, energiczny i głęboki. Joe Louis Walker stał się trochę niezamierzoną gwiazdą, ponieważ w międzyczasie, kiedy został już zabookowany na Noce, wygrał najważniejszą nagrodę przemysłu za płytę „Between a Rock and the Blues”. Monia robiła dla radia wywiad z Walkerem, który wyszedł bardzo fajnie, a ja miałem nawet okazję tłumaczyć jego wypowiedzi. Na koncercie wszystko wypadło elegancko. Gitary, harmonijka, sporo energicznego grania, kilka na prawdę fajnych spokojnych kawałków bardziej bujających. Zespół który towarzyszył Joe Louisowi Walkerowi na prawdę na dobrym poziomie. Bardzo dobrą robotę wykonał też towarzyszący mu młody bluesman, który wykonał kilka swoich kawałków, w tym świetny „I was in the room with Jimmy”. Na koniec podczas bisów na scenę weszła Deborah Coleman i razem wykonali kilka kawałków razem, wykonując świetny numer z przekazywaniem sobie gitary w trakcie grania i graniem zza pleców drugiej osoby. Świetne podsumowanie pierwszego dnia.

Amfiteatr nocą by Rynarzewski.

Dzień drugi [10 VII 2010]

  • Blue Machine – młody zespół krakowsko-białostocki z olbrzymią energią. Świetny instrumentalnie i bardzo dobry wokalnie. Dużo energii w grze na harmonijce, w harmonijkowych „pojedynkach” wokalisty z członkami zespołu. Zespół bardzo mocno zaczął i rozruszał publiczność. Grali klasycznie i energicznie. Jeśli organizatorzy potrafiliby zebrać więcej takich zespołów to amfiteatr zostałby rozniesiony na kawałki. Z ciekawostek to w nocy spotkaliśmy ekipę z Blue Machine na kebabie po koncercie i mieliśmy okazję pogratulować im świetnego występu.
  • Meena Cryle & Chris Fillmore Band – Wokalista z Austrii, zespól mieszany, chyba w większości z UK lub coś w tym stylu. Dziewczyna miała świetny głos. Mocą dorównujący Janis Joplin. Aparycja za to bardziej w stylu country. Grali długo, było fajnie, ale bez rewelacji.
  • Deborah Coleman – Czarnoskóra wokalistka oraz gitarzystka. Z pewnością nie można odmówić jej zdolności i świetnych aranżacji gitarowych. Były dłuuugie riffy, skomplikowane jammy i sporo bluesowego bicia po strunach. Wydaje mi się jednak ze ogólnie wypadło to trochę zbyt monotonnie, zbyt technicznie i trochę za mało klimatycznie. Nic chyba nie pobije pod tym względem Boo Boo Davisa z zeszłego roku…

Deborah Coleman by Rynarzewski. Wokalista Blue Machine by Rynarzewski.Cztery czarne postacie - blues brothers by Rynarzewski.

***

I już po kolejnych Nocach. Zostało mi sporo fajnych zdjęć (aparat się spisuje), wspomnienia i festiwalowa koszulka (zakupiona w bardzo okazyjnej cenie). I kolejna porcja zapału żeby szlifować zaniedbywane regularnie granie na harmonijce. Moim zdaniem Olsztyńskie Noce Bluesowe to najbardziej energetyczna impreza olsztyńskiego sezonu kulturalnego. Więc do kolejnych jubileuszowych Nocy. Będą XX, więc zapowiada się huczna impreza. Chodzą słuchy, ze może pojawi się Joe Bonamasaa…

Galerie moich zdjęć na Flickrze:

Related Posts

Leave a Reply