Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Katastrofa rządowego samolotu 10 kwietnia 2010 roku

Jednym z częstych problemów, z którymi stykają się historycy jest brak dostępu do relacji zwykłych osób – statystycznych Kowalskich. Wszystko zmieniła era elektroniczna, która dostarcza setek, tysięcy indywidualnych [oddolnych] relacji.  Czy jednak na pewno? Najbardziej wartościowym z nich będzie z pewnością internet, pokazujący jak widzieli i jak przeżywali dane wydarzenia Kowalscy. Pod warunkiem że to opiszą.

Jako jeden z „Kowalskich” zamieszczam relację z tego co działo się u mnie w dzień kiedy pod Smoleńskiem rozbił się rządowy samolot z Parą Prezydencką. Nie są to może głębokie przemyślenia. Raczej rodzaj suchego raportu. Niech jakiś przyszły historyk wykorzysta moją relację jeśli kiedyś będzie miał na to ochotę:

W piątek wieczorem wróciłem z konferencji naukowej w Szczecinie. Razem z Monią położyliśmy się dość wcześnie zmęczeni ciężkim dniem jej  pracy i mojej długiej podróży. Wstałem, w sobotę około 8 rano, ubrałem się i około 8.30 poszedłem pobiegać na poranną rozgrzewkę. Pogoda była lekko zachmurzona, dość ciepło, choć zanosiło się na deszcz. Wracając zabiegłem do piekarni żeby kupić bułki na śniadanie i około 9 byłem już w domu. Monia jeszcze spała, wziąłem prysznic ogarnąłem trochę w pokoju. Odpaliłem kompa, żeby zabrać się za pisanie Sobotniego Dyżuru na Pulowerku. W międzyczasie poszedłem wstawić pranie. Kiedy Monia za jakiś czas wstała, wziąłem się za przygotowywanie śniadania. Zadzwoniła mama Moni, żebyśmy włączyli telewizor bo rozbił się samolot z Lechem Kaczyńskim. Szybko przełączyliśmy na telewizję na TVP Info. Była gdzieś 9:20. Patrząc na pierwsze nagłówki kanałów informacyjnych,  mówiłem Monice, że pewnie jakaś niewielka usterka, szczególnie, że trąbili, że to jakiś wypadek na lotnisku. Potem zaczęła się medialna lawina. Groza rosła. Siedliśmy przed telewizorem jak zahipnotyzowani. Na laptopie wrzuciłem na Pulowerka, czarną planszę informującą, że zawieszamy publikowanie tekstów na czas nieokreślony. Byłem pewien, że będzie żałoba narodowa i nie wypada żeby rozrywkowy portal ją zakłócał. Niedługo potem wstał kuzyn i już we trójkę śledziliśmy doniesienia. Przez dwie pierwsze godziny nie mogliśmy oderwać się od ekranu. Szok.  Informacje i wypowiedzi komentatorów poruszały serce, niezależnie od sympatii politycznych. Ludzki odruch. Pierwsze doniesienia dawały jeszcze nadzieję, dziwiły mnie niespodziewanie szybkie informacje ze strony Reutersa i Rosyjskich Władz, bo strona Polska, zarówno media jak i MSZ, nie określały jasno rozmiarów katastrofy. Pierwsza wiadomość, że zginęli wszyscy wydawała mi się „medialnym faktem”, pomyłką, bo nie chciało mi się wierzyć w tak olbrzymią katastrofę rządowej maszyny. Na dodatek tak nieoczekiwaną. Szczególnie kiedy zaczęli podawać nazwiska pasażerów. Zadzwonił kolega z Irlandii, wymieniliśmy uwagi o tragicznych skutkach polskiego myślenia doraźnego. Oprócz czarnej planszy na stronie Pulowerka, przerobiłem i wrzuciłem na stronę logo na czarno białe, bo nie mogłem znaleźć plugina do wordpressa, który przerabiał by cały portal na czarno-biały. Przed 13 zebraliśmy się w końcu do wyjazdu na urodziny babci Geni. Zajechaliśmy kupić kwiaty, potem tort. Jadąc do Wipsowa cały czas słuchaliśmy radia z komórki. W domu rodzice tak samo zszokowani, może trochę bardziej zajęci swoimi sprawami. Korzystając z okazji przeleciałem po kanałach, zajrzałem na CNN, gdzie dwa główne rywalizujące tematy to zamieszki na Filipinach i katastrofa pod Smoleńskiem. Kolejne kilka godzin spędzone przed telewizorem oglądając wciąż powtarzające się skromne wszak informacje. Wciągające i przytłaczające jednocześnie. Wyczerpani i przygnębieni po obiedzie, za namową Moni pojechaliśmy na basen do Dobrego Miasta, żeby choć na chwilę wyrwać się z medialnej traumy i przygnębienia. Zrobiłem 60 długości basenu, zrelaksowałem trochę. Wróciłem, rodzice byli akurat u znajomych na imieninach. Posiedziałem przed telewizorem, porozmawiałem z babcią, która nazajutrz miała mieć 86 urodziny. Kolejne wiadomości, wszyscy wzruszeni i przygnębieni. Nalałem sobie szklankę whiskey z colą i przełączyłem na jakiś neutralny program. Ostatecznie po powrocie rodziców koło godz. 23 poszedłem do swojego pokoju i poczytałem kilka stron książki do snu, po czym padłem z wyczerpania.

Tak wyglądał mój 10 kwietnia. Data, o której będą po raz kolejny pisać w podręcznikach historii. Niezależnie czy ktoś uzna moją relacją za wartą uwagi czy nie, tym bardziej jako nic nie znacząca ważna jest dla „prawdziwej” historii. Poza tym warto zachować to choćby dla siebie.

Related Posts

Leave a Reply