Mieszkanie w Olsztynie wkracza w fazę drugą: dojeżdżanie do pracy rowerem. Zima w końcu odpuściła na dobre [oby] i można zabrać się za realizację założenia, które miałem od samego początku mojej przeprowadzki: dojeżdżanie do pracy rowerem. Po pierwsze zdrowe, po drugie ekologiczne, po trzecie dość szybkie. Na dodatek, dzięki niesamowicie szczęśliwemu zlokalizowaniu mieszkania i mojej pracy/uczelni, 95 procent trasy pokonywać będę ścieżką rowerową. Nowiutką, asfaltową, nie tam żadną polbrukową. Równiutką i bez dziur. Luksus.

[fot. Victor Bezrukov z portalu Flickr]
Rower mam bez bajerów. Prosty model „górala”. Swoje już przejechał. Ale mi posłuży jeszcze przez pewien czas na pewno.
Marzec to miesiąc kryzysowy i niedogodny, także jak się okazało w czytaniu. Sięgnąłem po kolejną książkę Michała Witkowskiego, znanego i kontrowersyjnego pisarza tzw. młodego pokolenia. Po jego fenomenalnym Lubiewie i prze-fenomenalnej Barbarze Radziwiłłównie z Jaworzna-Szczakowej stałem się fanem jego twórczości. Po lekturze Margot, mój entuzjazm trochę osłabł. Margot to książka zdecydowanie najgorsza w karierze Michała Witkowskiego. Pomimo soczystego i plastycznego języka brakuje jej jakiejś spójności, klimatu i tego czegoś co ze słowotoku i serii obrazoburczych opisów stworzy świetną książkę.
Zaległa recenzja książki