Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Zombie a sprawa polska

ZOMBIE_WALK_2008_088 by wvs.

Dlaczego w Polsce mamy nikłe szanse na przetrwanie zombie-apocalypse. Poniżej kilka luźnych przemyśleń na ten temat, spowodowanych twórczością Maxa Brooksa i dokonaniami kinematografi:

Jesteśmy krajem dość gęsto zaludnionym o dużej ilości miast co równa się szybkim rozprzestrzenianiem zarazy i zgrajom umarlaków tułających się po kraju. Dość trudno będzie przetrwać. Szczególnie na takim Śląsku czy w Warszawie.  Łatwiej byłoby Mongolii, gdzie step i step i step i co kilkaset kilometrów jakieś jurty.

Brak nam miejsc prawdziwie dzikich. Jesteśmy zakątkiem Europy ucywilizowanym prawie do granic możliwości. Zombie jako gatunek pochodny człowieka najlepiej czuje się z środowisku miejsko-wiejskim. To właśnie miejsca dzikie, naturalne i dziewicze mogą stanowić najlepszą barierę wspomagającą walkę z zombiami. A tak zawsze mogą zaatakować zza jakiegoś winkla. Z kolei w tych niebezpiecznych miastach łatwiej o prowiant i sprzęt.

W naszym najbliższym otoczeniu geograficznym brak ekstremalnych warunków klimatycznych. Jak wiadomo to właśnie mróz i gorąco są najlepszymi przyjaciółmi zombie-survivalistów. W cieple zombie powinny się szybko rozkładać, gnić i rozpadać, a z drugiej strony dzięki zimnu będą zamarzać. Stąd dobrym miejscem do ukrycia się przed zombiami są pustynie oraz lodowe pustkowia. U nas takowych brak. Klimat umiarkowany jest wymarzony dla zombie. Niestety.

Mamy góry. To zdecydowany plus. Z mojego punktu widzenia są one jednak bezużyteczne, ponieważ mam do nich cholernie daleko i musiałbym się przedzierać przez kraj pełen wygłodniałych ludożerców. Tym z południa jednak gratuluje. Z drugiej strony nasze góry nie są aż tak niedostępne by zapewnić 100%  zabezpieczenie przed żywymi trupami (ale zbliżają się do tej liczby). Może znaleźć się jakiś zombie-baca albo zombie-turysta. Niemniej Tatry to jak na nasze warunki świetne miejsce na ukrycie się. Byle nie Krupówki. Góry to jednak twierdza-pułapka, więc należy pamiętać by zawsze mieć zabezpieczoną jakąś drogę ucieczki. W górach łatwo o niebezpieczne kontuzje.

Mamy lasy i jeziora. Jako mieszkaniec Polski północno-wschodniej naturalnie zwracam się w kierunku pytania o „wartości przeżywcze” lasów i jezior. Odpowiedz brzmi, iż wartość taka jest niewielkutka. Las stanowi słabą przeszkodę dla zombie, jednocześnie spowalnia naszą ucieczkę, ogranicza widoczność i zagłusza odgłos zbliżających się nieumarłych. Możemy ich nie zauważyć w gęstym lesie, w krzakach, możemy nie usłyszeć. Jedyny plus lasu to możliwość łatwiejszego znalezienia pożywienia, jeśli

nie chcemy się zbliżać do Biedronki lub Lidla. Jeziora uważam za niebezpieczne poprzez zapewnianie złudnego bezpieczeństwa. To chyba właśnie złudzenie bezpieczeństwa stanowi największego wroga. Za idealne miejsce odosobnienia moglibyśmy uznać np. wyspę na jeziorze. Nasze jeziora są jednak stosunkowo płytkie, dzięki czemu zombiaki mogą sobie śmigać po dnie i przywędrować kiedy się tego nei będziemy spodziewać. W zimę nasza wyspa będzie otwarta dla wszystkich – zarówno żywych jak i martwych. Może nas spotkać przykra niespodzianka. Kilka dużych jezior w naszym regionie pozwoli przeżyć jedynie niewielkiej ilości osób żyjących na jachtach o ile będą pamiętały trzymać się głębin. I to tylko przez niewielką część roku…

Ogólnie lasy i jeziora to zły pomysł na dłuższą metę.

Mamy Bałtyk – moim zdaniem najlepsze miejsce jeśli mamy ochotę przeżyć dłużej w strefie wolnej od zombiaków. Potrzebujemy średniej wielkości statek, najlepiej chyba coś większego do kutra, ale i on doskonale się nada. To na krótką metę. Na dłuższą zdecydowanie jacht. Napęd za darmo, szybkość i wygoda. Do tego sprzęt do łowienia ryb, jakieś sieci, maszyna do odsalania wody i można survivalować. Niestety są potrzebne do tej akcji bardziej zaawansowane umiejętności powożenia kutrem lub jachtem. Ale wysiłek kursu żeglarskiego powinien się opłacić. Uważać trzeba na sztormy i rzucanie kotwicy w płytkich miejscach – zombiak może zachcieć się wspiąć nam po łańcuchu na jacht. Poza tym powinniśmy być dokładnie zabezpieczeni przed skutkami epidemii zombie. Zasadnicza łatwość przemieszczania stanowi dodatkową korzyść, zakładając że umiemy zdobyć jedzenie.

… i last but not least:

W Polsce mało kto ma broń palną. W przypadku epidemii stanowi to dość duży problem, gdyż jak uczymy się z filmów dobra strzelba, albo spory kaliber broni ręcznej stanowi jeden z głównych środków ofensywno-defensywny. Szczególnie przeciwko innym ocalałym, którzy będą walczyć o przetrwanie zarówno z martwymi jak i żywymi. W Polsce broń ma w domu bardzo niewielki odsetek ludności. Służby mundurowe, myśliwi oraz nieliczni pasjonaci. W porównaniu z takimi Stanami, gdzie każdy przeciętny mieszkaniec posiada jakąś formę broni palnej, Polska to jakiś pacyfistyczny plac zabaw dla dzieci. U nas nie ma także żadnej formy jednostek paramilitarnych, a co za tym idzie składów broni dla tych jednostek. Ogólnie nie tylko w przypadku epidemii zombie stanowi to nieciekawą sytuację. W przypadku kiedy nasza armia staje się szczątkowa i skierowana głównie na haj-tekowy sprzęt, przydałaby się jakaś forma pospolitego ruszenia. Z takiego czy innego powodu. Polacy nie umieją strzelać. Kolejny zonk.

Czarno to widzę.

Related Posts

2 Responses
  1. Przemek

    Dzieki za artykol bo siedze w pracy i cos trzeba czytac 🙂
    Szczescie ze mieszkam w Gdansku i nawet wiem gdzie jest niedalego sklep z bronia. W razie epidemi szybka ucieczka na stare miasto i przejac jakis statek.

  2. Świetnie ujęte moje własne spostrzeżenia, jakie miałem po obejrzeniu mnóstwa filmów w klimacie postapokaliptycznym i z zombiakami.
    Ja wszędzie powtarzam, że najlepszymi miejscami do przeżycia gdy koniec świata nadejdzie to będą tereny górskie ewentualnie jakaś wieś zabita dechami.
    W mieście nie mamy szans – wystarczy brak prądu i już cofamy się do epoki kamienia łupanego.
    Co do broni palnej – święta prawda. Tylko jak tu otrzymać pozwolenie na broń gdy na pytanie zadane na komendzie – Po co panu broń?
    Odpowiedź padnie – a nuż się przyda w walce z żywymi trupami!
    Ja osobiście jako miejsce przetrwania wybrałbym bieszczady, już teraz zbieram na konserwy 😀

Leave a Reply