Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Za mną przeprowadzka. Pierwsza. Nowy rok 2010 zaczynam od dużej jak dla mnie (ale koniecznej i wyczekiwanej) zmiany jaką jest wyfrunięcie z rodzinnego Wipsowa do Olsztyna. Czyli jednym słowem ze wsi do miasta. Pomyślmy jak wygląda bilans zysków i strat:

około 2-3 godzin czasu dziennie poprzez zlikwidowanie dojazdów – obecnie mając do pracy na godzinę ósmą wstaję przeciętnie o 5.55 i o 7.50 jestem w pracy (daje to dwie godziny od wstania do dotarcia do pracy). Kończąc pracę średnio o 14.25 w domu jestem o 16.40 (!!!). Daje to prawie 2,5 godz. na dotarcie do domu. Liczę obecnie na proporcje czasowe: wstawać o 6.55, bo do pracy mam 5 minut 8 minut samochodem. W domu być o 14.40 ( bo z powrotem tez jest 5 minut 8 minut- dosłownie) zysk powinien więc wynieść godzinę rano i około 2 godzin przy powrocie. Dla mnie bomba. Kiedy mam na 12 do pracy w końcu coś realnie mogę popracować nad własnymi zadaniami, a nie spieszyć się na pociąg o 9.50 ;/. Z drugiej strony dokładam sobie przez to ochoczo na plecy kolejne porcje rzeczy do zrobienia.

Życie towarzyskie i kulturalne – jak człowiek jechał do Olsztyna samochodem to ani piwka. Jak jechał pociągiem to o 20.30 ostatnia szansa ewakuacji. Teraz w końcu będzie można wybrać się ze znajomymi na piwko i wrócić do siebie. Zacząć po pracy pojawiać się z Monią na imprezach kulturalnych bo można po pracy wrócić do domu, odpocząć, zjeść i na 18 skoczyć np. do MOKu. Poprzednio0 oznaczało to koczowanie do wieczora, tułaczkę i same problemy. Udało nam się już być na kilku fajnych imprezach kulturalnych – ostatnio np na spotkaniu z Edwardem Lutczynem, rysownikiem-satyrykiem.

„Spokój” i „wolność” – z domu rodzinnego jaki by on miły człowiekowi nie był trzeba się wyprowadzić. Taka naturalna kolej rzeczy. Pewne rzeczy trzeba robić na swoje konto, pewne decyzje trzeba podejmować z własnej inicjatywy, pewne błędy trzeba odczuć na własnej skórze.  Rodzice nawet najlepsi ograniczają w pewien sposób wolność człowieka, pewne i zachowania burzą u dorosłego człowieka spokój. Nie jestem nastolatkiem, który przeżywa okres buntu. Jestem trzeźwo i logicznie (może aż nazbyt) myślącym 25 latkiem i po prostu te pojęcia – celowo napisane w cudzysłowie-  muszę sobie sam zapewnić. Bo formalnie miałem zarówno spokój jak i wolność. Teraz mam miejsce gdzie w spokoju poleżeć można z ukochaną, zamknąć drzwi i odciąć się od zewnętrznego świata. Własny mikro-świat. Z przyjemnością przyjeżdżam do rodziców na weekend czy od święta. Bardzo fajnie wrócić do swojego pokoju raz na jakiś czas.

Uwolnię się od papierosowego dymu – niestety moi rodzice palą papierosy w dużych ilościach i ja także jestem tego nieświadomą ofiarą. Śmierdzące fajkami ubrania, kurtka i wszystkie rzeczy jakbym nałogowe przesiadywał w zadymionych knajpkach. Najgorsze że sam to czułem… Teraz muszę jedynie zrobić spore pranie ubrań i wietrzenie przedmiotów by zacząć pachnieć trochę milej dla siebie i dla otoczenia.

Koniec z czytaniem w trakcie dojeżdżania – trzy godziny dziennie to całkiem sporo czasu na książkę czy gazetę. Mój rytuał czytania w pociągu, na przystanku, w autobusie bardzo mi się podobał i będzie mi go brakowało.  Ile to dzięki temu książek przeczytałem. Łza się w oku kręci. Ale jak mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło… będę czytał więcej w domu. Jak na razie nie jest źle udało mi się już w styczniu, w nowej lokalizacji, przeczytać kilka ciekawych książek. Więcej o tym  na regale.

Większe koszty życia – przez 25 lat nie musiałem płacić za mieszkanie, jedzenie i środki eksploatacyjne. Czas to zmienić. Początkowo trzeba będzie się przyzwyczaić do chudszego portfela, ale od tego i tak nie ma ucieczki. Z drugiej strony większa to kontrola nad własnym życiem. Jem co chcę, uczę się że jeśli kupię to, to muszę zrezygnować z tamtego.

***

Aklimatyzacja w nowych wnętrzach trwa. Na razie powoli, powoli pokój staje się bardziej zdatny do życia. Kupiłem bardzo fajny regał na książki (okazja – Jysk 165,-) i od razu zrobiło się milej i przytulniej. Bo książki to, przynajmniej dla mnie, serce każdego miejsca do życia. No i płyty, choć na razie brak mi dobrego sprzętu żeby cokolwiek posłuchać (w tej kwestii i tak królowuje [forma żeńska od króluje] Monika) Teraz muszę jeszcze rzucić coś na ściany i jakiś chodnik na panele żeby jeszcze bardziej przybliżyć to do tzw. „domu”.

Related Posts

Leave a Reply