Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Wydawnictwo kanału filmowego Kino Polska wydaje niezwykle ciekawe reżyserskie pakiety w serii Arcydzieła Polskiego Kina. Miałem możliwość obejrzeć niedawno pochodzący z tej kolekcji film Andrzeja Żuławskiego (jeden z trzech w pakiecie) pod tytułem: Na srebrnym globie. Obraz niezwykły i ciekawy… także ze względów pozafilmowych.

Obraz ten jest ekranizacją prozy Jerzego Żuławskiego, znanego literata, fantasty młodopolskiego. Jest on ni mniej ni więcej tylko stryjecznym dziadkiem reżysera obrazu Andrzeja Żuławskiego. Powierzenie nakręcenia fantastycznej superprodukcji władze PRL, poza światową renomą i umiejętnościami, powierzyły mu między innymi także z tego względu.

Fabuła dla osób, które nie czytały trylogii Żuławskiego (Jerzego), czego ja niestety także o ile mnie pamięć czyni nie zrobiłem, jest dość trudna do streszczenia. W kilku słowach opiera się jednak na tym że prymitywni mieszkańcy ziemiopodonej planety znajdują kawałek żelastwa, który postanawiają dostarczyć rezydującym w jakimś rodzaju stacji nasłuchowej traktowanym jak bóstwa kosmonautom. Ci po odcyfrowaniu zapisanych w pamięci, jak się okazało, prymitywnej sondy, obrazów odnajdują pamiętnik z nieudanej ekspedycji kolonizacyjnej. Akcja przenosi się na opisywaną w pamiętniku planetę. Jest ona surowa, pusta i spowita w dziwnym granatowo-szarym blasku. Tam też po rozbiciu się statku muszą starać się przeżyć kosmonauci rozbitkowie. Jeden z pośród tych którzy przeżyli umiera w trakcie podróży, zaś pozostała trójka: kobieta i dwóch mężczyzn, zakładają osiedle i próbują żyć. Stopniowo rodzą im się dzieci, które są zaczątkiem kolejnych pokoleń. Ulegają oni jednak stopniowemu dziczeniu, stając się prymitywną kulturą plemienną.

Na tym zakończę opis fabuły, żeby ustrzec się spoilerów. Od strony technicznej film jest wykonany bardzo ciekawie jak na koniec lat 70tych. Jest to chyba najwcześniejszy znany mi przykład obrazu kręconego w dużej mierze „z ręki” widzimy charakterystyczne rozbiegane ruchy kamery, patrzymy z punktu widzenia coraz to innego bohatera. Właściwie to patrzymy z punktu widzenia ich osobistych kamer rejestrujących wyprawę.  Na prawdę robi wrażenie, jeśli przypomnimy sobie nudne i sztywne produkcje z tamtego okresu . Tutaj mamy zaś nowatorskiego reżysera, który nie boi się zastosować nowatorskich metod. Oprócz kamery z ręki, mamy więc jeszcze ów dziwny filtr koloryzujący życie na obcej plancie i bardzo udanie imitujący światło obcej gwiazdy. Mamy też ekspresyjne role, najeżony emocjami i wręcz opętańczy styl gry, co jest najczęściej pojawiającym się określeniem wobec sposobu kierowania aktorami przez Żuławskiego. Wszystko robi fenomenalne wrażenie. Szczerze nie chce się wierzyć, że coś takiego można było wówczas kręcić w mainstreamie.

Można było, jednak jak się okazało w trakcie realizacji, do pewnego tylko czasu. Film po dwóch latach kręcenia, w momencie zakończenia 3/4 zdjęć, został nagle zablokowany. Odgórnym nakazem ówczesnego ministra kultury Janusza Wilhelmi wstrzymano wszelkie prace zaś dekoracje i kostiumy, które zostały już wówczas przygotowane do końcowych scen, skazano na zniszczenie. Zarzutem była olbrzymia kosztochłonność produkcji, rujnująca polski przemysł filmowy. Po latach mit ten wciąż stara się obalać sam reżyser filmu, który opisuje, chałupnicze wręcz metody jakimi realizowano tą superprodukcję SF.  Władza dopięła jednak swego i film pozostał niedokończony. Jedynie cudem ocalał dekadę po której Żuławski w miejsce scen brakujących dokręcił sceny z wizerunkiem warszawy oraz swoim głosem tłumaczącym co powinno się znaleźć w danym momencie.

Na tym zakończę rozpisywanie się bo o perypetiach tego ciekawego filmu można by wiele opowiadać.  Na koniec pozostaje więc podzielić się moimi refleksjami osobistymi. Film „Na srebrnym globie” jest niezwykle ciekawym przykładem zmarnowanych szans. Genialne kostiumy, realistyczna gra aktorska, świetna scenografia, której pozazdrościć mógłby nawet Kubrick. Pięknie i sugestywnie wykreowany świat. Jednym słowem film wyprzedzający swoją epokę. Z drugiej strony w warstwie tekstowej trudny, bardzo symboliczny, wręcz filozofujący. Niestety nie wiemy jak wyglądałby on w momencie gdyby udało się go dokończyć. Być może brakujące sceny spięły by go klamrą, która trochę wyprostowałaby jego zawiłości. Wersja końcowa dzięki współczesnym dokrętkom i komentarzowi uzyskała niezwykle ciekawy klimat zarazem filmu SF, jak i dokumentu odsłaniającego proces twórczy. Doskonały przykład na to że proces twórczy trwa do ostatniego momentu, do ostatniego tknięcia dzieła przez artystę. Dopiero wtedy możemy powiedzieć czym jest jego dzieło. W przypadku tego filmu zostało to sztucznie przerwane. Pomimo iż jest to film długi i momentami nużący, wywodzący na manowce i dezorientujący widza, to uważa, że koniecznie trzeba go obejrzeć. Obowiązkowa misja dla każdego filmofila.

[fragment filmu]

httpv://www.youtube.com/watch?v=YhMu149W6V4

Dla tych co już bedą oglądać: Pierwsza scena i kostiumy pierwszych dzikusów, moim zdaniem arcydzieło. Na tle innych, także zagranicznych filmów SF z podgatunku społeczno-filozoficznego film „Na srebrnym globie” zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Jest to zdecydowanie jednocześnie film SF, jak  artystyczny, może wręcz eksperymentalny. Ciekawi mnie odbiór go na zachodzie…

Szybka aktualizacja: Na zachodzie jak sprawdziłem w IMDb odbiór filmu bardzo dobry. Ogólnie przewija się porównanie, że pewnie w tym stylu wyglądałaby nie zrealizowana nigdy przez Jodorowsky’ego Diuna.

Polecam: szersze opracowanie na temat filmu Na srebrnym globie w serwisie Film Polski. Na prawdę warto sięgnąć do jego lektury. Bardzo.

Leave a Reply