Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

W sobotę udałem się do teatru. Po długiej przerwie. Po raz pierwszy na „offową” scenę Margines w Teatrze im. Sterfana Jaracza w Olsztynie. Wybraliśmy, a w sumie wybrany został,  spektakl Hotel Palace w reż. Cezarego Ilczyny.  Był to ostatni pokaz, przedstawienie spadało z afisza.I dobrze, że spadło.

Bez ogródek, moje wrażenia są jednoznacznie negatywne. Humor z założenie mający kojarzyć się z absurdalnym Monty’m, tutaj zapośredniczony od francuskiego pierwowzoru Hotelu Palace, który powstał w latach 70 jako rewiowy show kabaretowy, w wydaniu jaraczowskim jest niestrawny. To co dla francuskiej klasy średniej w latach 70 mogło być śmieszne, nie jest dla dzisiejszego widza w postaci mojej. Choć na sali śmiech słychać było co chwilę i to w natężeniu świadczącym o wielkiej radości i admiracji na wyczynów aktorskich, to jakoś nie mogłem uchwycić w spektaklu nic wykraczającego poza banalne gagi. Gdzieniegdzie zdarzyło się błysk dobrego humoru, jednak wynikał on bardziej z indywidualnej inwencji i interpretacji roi niż z samego przedstawienia. Ogólnie to oglądałem z zażenowaniem. Dzięki bogom ja byłem ostatnim który się męczył. Zdjęli je.

Teraz inna kwestia bo coś mi tutaj śmierdzi. Śmierdzi w teatrze. Nie wiem czy to ogólny trend czy tylko olsztyński teatr podaje się jednemu z najbardziej niepokojących nurtów w kulturze i sztuce XXI wieku. TABLOIDYZACJI. Repertuar przechodzi na miekką papkę, bardziej na pseudo musicalowe przedstawienia o lekkiej, kabareowej tematyce niż poważne, poruszające egzystencjalne tematy sztuki. Dla zarobku? Dla publiki? Nie wiem. To wymaga głębszej obserwacji. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale podobne głosy słyszałem ostatnio odnośnie Teatru Polonia Krystyny Jandy. Podejrzewam, że gdzie indziej nie jest wcale lepiej.

A u „nas” offowa scena przeznaczona początkowa dla celów eksperymentów, na której mieli wyszumieć się młodzi, żądni niecodziennych drażniących tematów „młodzi”  połknięta została przez Komercję. I nawet jeśli to tylko wybryk , to takich rzeczy się potem nie zapomina. I smrodek zostaje…

Powoływanie się przy okazji spektaklu Hotel Palace na humor Monty Pythona uznaję za całkowite nieporozumienie. Tutaj jest raczej prymitywny wieśniacki żart w stylu serialu „Allo, Allo”. Francuzi, miałem po raz kolejny co do nich rację, nie mają zbyt wiele do wniesienia w kulturze współczesnej. Amen.

polecam krytyczną recenzję:

Related Posts

3 Responses
  1. Maciek, piszesz o tabloidyzacji.
    Ale pamiętajmy jedno – KAŻDA kultura ma swoje odmiany, każda sztuka ma dwie wersje: ludową i „wyższą”, zazwyczaj refleksyjną i metaforyczną. Sztuki wizualne, muzyka, a teatr zwłaszcza.
    A najciekawsze jest to, że owe dwie odmiany i tak wchodzą do historii dla przyszłych pokoleń jako „klasyka”. Zauważ, że komedia i tragedia w naszych czasach są traktowane jako klasyka teatru, chociaż komedia była dla ludu, natomiast tragedia miała mieć pierwiastek boski. To samo z dwoma wielkimi teatrami Japonii: no i kabuki, chociaż w Japonii teatry te są nadal „żywą” sztuką, a nie tylko reliktem, więc wciąż się je mocno oddziela i z pewną pogardą traktuje się kabuki.
    Ha, co ciekawsze, zauważ, że to, co my uważamy za klasykę, czyli np Molier, owszem, jest mądre i ma puentę, ale to nadal teatr „popularny”, nie grany przez ludzi natchnionych, a przez osoby wyklęte, niepoważane i zaliczane co po najwyżej jako prostytutki. Popularne były zwłaszcza teatry uliczne we Francji, gdzie parodiowano wszystko: polityków, parę królewską, życie dworu, na wojnach i kochankach królewskich skończywszy. Tak jak dzisiaj, były busolą wskazującą nastroje społeczeństwa, ich zadowolenie lub brak.
    Więc chyba należałoby uznać tabloidyzację za normalny bieg rzeczy 😉
    Pozdrawiam!

  2. Z postępującą tabloidyzacją się już chyba pogodziłem, ale nadal nie popieram… kultura ogólnie schodzi na psy analogiczne do kolejnych pokoleń.

    Przykład mam taki ze w pracy organizuję pokazy filmowe [ uniwersytet ok 40 tyś studentów], począwszy od klasyki hollywood – Casablanki, mistrzu Kurosawie, Bergmanie, na Scenie Faktu i Kantorze kończąc. Frekwencja na pokazach wynosi zazwyczaj około 3 sztuki, wliczając w to mnie, prelegentkę oraz moja kierowniczkę. Całkowity brak zainteresowania. Zero. Nawet prelegentka prowadząca zajęcia na filologii polskiej zachęca groźbą i prośbą swoich studentów by przyszli…. nikt jednak nie przychodzi. Bo po co studentom polonistyki obejrzeć Kantora, po co im Bergman?? Mają przecież Pudelka i Youtube, a papier i tak będzie.

    Szczerze może to i dobrze że kultura się tabloidyzuje bo nie ma sensu ciągnąć tej farsy że jest na Kulturę zapotrzebowanie w jej formie tzw. wysokiej.

    Zaorać i posypać wapnem.

  3. Mi to mówisz? Ja mam nawet fajniej, bo najzwyczajniej w świecie lubię to, co studiuję i lubię zgłębiać, w przeciwieństwie do reszty roku, która po prostu chce odwalić i iść do domu (nie powiem, miejscami też jedyne, na co mam ochotę, to iść spać. Nieraz rozwiązywało się krzyżówki na zajęciach).
    A powiedz mi, czy Ty byś poszedł na Bergmana, będąc szumiącym studentem 2-giego roku? 😉
    Zapotrzebowanie na tą kulturę jest. Inna tylko sprawa, że czasami rzeczy ważne są też w bardziej popularnych dziełach, a rzeczy intelektualne czasami cierpią na przesyt formy, zwłaszcza przerost bełkotu nad treścią.

Leave a Reply to Bellatrix Cancel Reply