Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Jedną z najważniejszych rzeczy które wyniosłem z moich studiów to zrozumienie czym właściwie jest ta humanistyka. Wiedza ta powstała z wielu malutkich cegiełek nie-wiedzy, drobnych upokorzeń intelektualnych, zniszczonych marzeń oraz zdeptanych ideałów. Było to chyba gdzieś przy 70 stronie mojej pracy magisterskiej, kiedy zrozumiałem, że to wszystko mija się z jakimkolwiek celem, w który święcie wierzyłem jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Że to chyba jakiś ślepy zaułek ewolucji, bo po co komuś taka ilość wiedzy, produkowanej przez taką ilość ludzi i przydatna zazwyczaj autorowi oraz jego koledze po fachu.

Kojarzy mi się to trochę z jakimś fantastycznonaukowym scenariuszem, w którym świat zmechanizował się już do tego stopnia iż automatyczne fabryki produkują wszystko co potrzebne do dostatniej egzystencji. Od pinezki, poprzez kotlet schabowy, aż do helikoptera. Tylko przecież coś trzeba zrobić z tymi miliardami ludzi. Trzeba im dać jakiś cel, jakąś ułudę do której będą codziennie kierować swoją energię twórczą, której będą się poświęcać i która będzie im przynosić radość. Naczelna rada robotów postanowiła więc stworzyć skansenowy system w którym powstaną specjalne fabryki dla ludzi w których będą oni przykręcać śrubki, projektować, giąć, ciąć i montować. A gotowe produkty? To co zrobią będzie się potajemnie niszczyć, a ludzie używać będą i tak tego co zrobią zautomatyzowane fabryki. Bo to jest lepsze i tańsze. A ludziom trzeba dać jakiś cel w życiu. Nawet jeśli to tylko ułuda. A nawet jeśli niektórzy odkryją prawdę to z bezsilności, przytłoczeni tym co ujrzeli staną się jeszcze bardziej gorliwymi inżynierami, monterami, spawaczami. Bo jeśli straciło się tą niewinność niewiedzy to największym pragnieniem jest by wróciło to co już nie wróci… Czerwona czy błękitna tabletka?? Takie rzeczy tylko w Matriksie mój drogi Humanisto.

Humanistą przestałem się czuć chyba gdzieś mniej więcej w tamtym momencie. Gdzieś pomiędzy pisaniem podrozdziału „Królowa Bona zarządczynią puszcz wielkoksiążęcych w Wielkim Księstwie Litewskim” a „Ośrodki miejskie na Sejneńszczyźnie w XVI w” dopadło mnie to zwątpienie. Dopadło z taką siłą, że do końca pisania musiałem powstrzymywać się od puszczenia intelektualnego pawia wprost na biurko mojego promotora. Bo po co? Bo na co? Bo komu to potrzebne? Przypieczętowałem jednak koniec procesu edukacji obrona pracy magisterskiej i postanowiłem uwolnić się choć od jednego złudzenia. Złudzenia to jednak gra drużynowa. Nie tak łatwo opuścić boisko i zachować punkty. Czasu  się przecież nie cofnie. Trzeba więc grać w tę grę, w którą zainwestowało się tyle środków.
Nikt o zdrowych zmysłach nie sprzedaje akcji kiedy giełda jest na samym dnie.
Jak już się zaczęło to trzeba dalej toczyć swoją kulkę z łajna… co z tego że z łajna, przecież to moja kulka i robi się coraz większa. Dopóki jest większa od kulek moich sąsiadów to wszystko da się jeszcze jakoś wytrzymać.

Dlatego postanowiłem napisać doktorat.
Dlatego zacząłem pracować w bibliotece.

Trzeba z tego wszystkiego wyciągnąć choć co się da.
;]

Wymeldowuje się z bloga na jakiś czas. Trzeba zająć się czymś konstruktywnym, popracować nad poprawą własnego losu. See yaa!


Related Posts

7 Responses
  1. czarny

    ty nie zaczynaj tekstów w ten sposób!!! bo to nie wiadmo czy gdzies w połowie nie będzie „no to żegajcie!!!!” i takie TRACH imitujące strzał w łeb

  2. Rób co uważasz za słuszne, ale nie sugeruj się w tym względzie żadnymi naciskami – ani kulturowymi, ani społecznymi.
    Zastanów się co Tobie samemu jest potrzebne i czego Ty chcesz…
    Ze wszystkiego można wyciągnąć jakieś wnioski i wszystko prowadzi cię do jakiegoś celu. Może na tym polegała istota twojej humanistycznej pracy naukowej – okuta w systemowe wymagania, wyzwoliła w tobie niechęć do sformalizowanych tworów cywilizacyjnych, a wywołała w tobie Twój własny ludzki bunt… Nauka człowieczeństwa poprzez praktykowanie tworów odczłowieczonych?

    Kto wie, czy nie nakarmiło to bardziej Twojej humanistycznej duszy i nie przeniosło jej na wyższy poziom szybciej, niż gdyby stymulowano ją odpowiednio, ale małymi kroczkami…?

    Polski system edukacyjny w dużej mierze oparty jest na homeopatii – leczy nas trucizną…

  3. O użyteczności nauk humanistycznych…

    Czy nauki humanistyczne muszą być użyteczne? Zachęcamy do laktury publikacji Polskie nauki humanistyczne i społeczne w nowym stuleciu, w nowej Europie”>Polskie nauki humanistyczne i społeczne w nowym stuleciu, w nowej Europie, dostępnej w …

  4. Mam coś podobnego, gdy zaczynam myśleć o masie materiału źródłowego, który codziennie przepada w czeluściach internetu i nigdy mogę nie mieć do niego dostępu. Wpadam w histerię, wieszczę ciemne wizje, a dopiero po jakimś czasie przypominam sobie, że wszystkich gazet czy pamiętników z XIX wieku też raczej nie przeczytam. Potem ogarnia mnie spokój i wracam do swojego dłubania o rzeczach może mało istotnych, ale w nadziei, że ktoś kiedyś uzna je użyteczne.

  5. Witam! Zwątpienia są naturalne w przypadku humanisty. Pozwoliłem sobie zacytować Pańską pracę w moim artykuliku o jeziorze Wigry. Jako lekarstwo na frustrację zapraszam do współpracy z Augustowsko-Suwalskim Towarzystwem Naukowym.

  6. LOLek

    Heh, z naukami ścisło-technicznymi też nie jest zbyt dobrze. Odwieczny brak pieniędzy i do tego przekonanie pewnej (jak przypuszczam nawet sporej) grupy absolwentów, że tak właściwie to nic nie wynieśli z zajęć, co (+kilka innych aspektów) przekłada się potem na dość dużą nieufność biznesu do uczelni. Jednakże muszę powiedzieć, że jako odhumanizowany i odhomogenizowany umysł już dawno przestałem nad tym rozpruwać flaki (jedna z tych rzeczy, których zdecydowanie uczą na uczelniach technicznych :-), więc zawsze możesz zrobić jakiś kurs inżynierski z budownictwa or sth – byleby były całki, wydyma, mechana i terma – wtedy przestaniesz się przejmować, a jak będziesz marudził to dla samego faktu pomarudzenia, bez wiązania z tym większych emocji 😉 )

    Pozdro
    LOLek

    PS: Swoją drogą od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie inny fantastycznonaukowy scenariusz, w którym poziom usieciowienia społeczeństwa osiągnął taki rozwój, że dostęp do Internetu odbywa się bezpośrednio w mózgu, więc każdy kto tylko pomyśli na jakiś temat – automatycznie ma dostęp do całej wiedzy ludzkości. Ba ma nawet dostęp do emocji i przeżyć, czyli jest w stanie np. odczuć, jak to jest być więźniem obozu koncentracyjnego – fizycznie pamiętać ból takich doświadczeń. Przy takich założeniach, tworzenie i kolekcjonowanie nawet pozornie najbardziej błahych fragmentów wiedzy nabiera nowego sensu.
    PSS: Znasz może jakiegoś pisarza SF, który stworzył podobny świat do tego ukazanego w PS, bo z chęcią bym sobie trochę poczytał. I nie… nie chodzi mi o opowiadania o Borgu ze Star Treka 🙂

  7. Maciek, problem polega na tym, że prace magisterskie są fajne, jeśli rocznie zdaje góra 200-300 studentów historii. Z czego połowa to pasjonaci, jeśli nie historii, to polityki. W dzisiejszych czasach to traci sens. Ba, traci sens o tyle, że praca ma się opierać NA ŹRÓDŁACH. A źródeł jest mało albo są w wielu językach, a nie okłamujmy się, że większość najlepszych tematów jest już zajęta. A ja bym chciała coś, ot, z opracowań. Bo nie chcę spędzić pół życia w bibliotece. Licencjat… Boję się!!!
    Pozdrawiam i życzę powodzenia!!!
    PS: “Ośrodki miejskie na Sejneńszczyźnie w XVI w” – czy mógłbyś mi to na maila zapodać? Temat miast bardzo mnie interesuje, więc chętnie poczytam…

Leave a Reply to kmh Cancel Reply