Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

World War Z: an Oral History of the Zombie War, po polskiemu „Wojna Zombie” [wydawnictwo Red Horse] bo tak brzmi tytuł perełki napisanej przez Maxa Brooksa, jest lekturą, która mnie przyjemnie zaskoczyła. Wymarzona na świąteczną przerwę, dla odseparowania się od wszędobylskich mikołajów, śnieżynek i filmów familijnych klasy B.

Poprzednie spotkanie z twórczością Brooksa utarło w mojej głowie obraz literatury zgrabnej, ale odtwórczej, dobrej ale bez błyskotliwych wypadów fabularnych. No ale poprzednio był to jedynie poradnik survivalowy na wypadek epidemii zombizmu. Tym razem otrzymaliśmy najprawdziwszą literaturę faktu. Cóż z tego że fakty te zostają zmyślone… ale za to jak! Sugestywnie, barwnie i tworzące całkiem logiczną i kompleksową całość.

Na Wojnę Zombie spojrzę także jako historyk, ponieważ autor oparł się na metodzie badawczej z pogranicza warsztatu reportera oraz historyka, czyli Oral History – historii mówionej. Stanowiącą to niezwykle interesujący sposób tworzenia narracji historycznych, a jak dowodzi m. in. omawiana książka doskonale nadaje się także do tworzenia interesujących fikcji literackich.  Metoda ta pozwala na stworzenie dużego realizmu opisywanych wrażeń, autor przeskakując z rozmówcy na rozmówcę, z tematu na temat, może w dość zwięzłej formie przedstawić całościowy obraz wydarzenia/zagadnienia. Podobne prace historyczne powstają na całym świecie, z tym zastrzeżeniem że dotyczą one jednak prawdziwych wydarzeń… w przeciwieństwie do omawianej książki :). Brooks doskonale „dobrał” rozmówców, z którymi jego awatar – twórca raportu powojennego, przeprowadza wywiady. Mamy więc szeroką gamę przedstawicieli różnych klas społecznych i wzory ich zachowań, od Indyjskich wojskowych dowódców po standardową amerykańską rodzinę. Mamy tez szeroki zakres terytorialny, obejmujący cały świat, z którego pominięta została chyba jedynie Australia.

Historie/wywiady opowiadane w książce są ciekawe, większość z nich swobodnie mogłaby stanowić tematy dla oddzielnych książek. Jednak to właśnie ta skondensowana forma, powoduje że z kilku dobrych historyjek i kilku świetnych powstała fenomenalna książka. Autor błyska pomysłem, warsztatem i talentem.

Podobno w drodze już ekranizacja książki… może i dobrze, choć ja wolę swoje własne ekranizacje w wyobraźni powstające podczas zaczytywania się książką. Może mam trochę gorsze efekty specjalne, ale za to ja sam jestem jej reżyserem i jedynym widzem. Doskonale zaspokaja to moją próżność czytelniczą.

Książkę zdecydowanie polecam, a jeśli jeszcze nie macie prezentu dla jakiegoś fana twórczościa pana Romero to tą książką go uradujecie :).

Related Posts

Leave a Reply