Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Literatura to piękny wynalazek ludzkości. Występuje w niezliczonym bogactwie gatunków, podgatunków, nurtów, stylów oraz form pisarskich. Wśród tego bogactwa każdy odnajduje coś dla siebie, upatruje sobie jeden lub kilka gatunków, które szczególnie są mu miłe. Podobnie jest z filmami. Podobnie też np. z gatunkami ciast, które smakują nam bardziej niż inne. Po prostu.

Od tego miejsca mojego wywodu zacznę podpierać się swoim własnym przykładem. Jestem człowiekiem, który według ogólnych standardów można powiedzieć iż czyta dość dużo – cztery, pięć książek miesięcznie to wynik, który mogę uznać za moją średnią. Czytam przeważnie dla przyjemności, czasem z potrzeby, czasem dla zabicia nudy. Wszystko do tego momentu wydawałoby się raczej ok. średniio mogę policzyć iż dwie lub trzy ksiażki z tych przeczytanych w miesiącyu to literatur sceinece fiction. Wiele znajomych osób reaguje bardzo dziwnie kiedy po tym jak mi zadadzą to kurtuazyjne pytanie „co czytasz”, pokazuje im moją książkę. Reagują dziwnie, jednak zgodnie z tym o zaczerpnęli z naszej kultury.

SF to moim zdaniem jeden z ciekawszych i bardziej inteligentnych nurtów literackich (jednak „de gustibus…”). Jednocześnie bardzo nie doceniany i „poniżany” wobec np przeintelektualizowanej prozy poetyckiej i awangardowej, tak wychwalanej przez krytyków. Jako nurt SF ukształtował się ostatecznie nie licząc prekursorów) w latach przed II wojną światową, jednak największe lata rozkwitu uważam, iż są to lata 40te (amerykańscy klasycy) oraz 50te (literatura związana z atomem i powojennym boomem technologicznym). Można więc powiedzieć, że literatura SF ma już prawie 100 lat i nadal trzyma się bardzo mocno. Co ciekawe wiele innych gatunków podupada mocno lub całkowicie zanika po jakimś czasie.

SF często łączone jest i porównywane z nurtem Fantasy. Uważam to za całkowicie bezsensowne. Ponadto krzywdzące dla SF, jako całkowicie odmiennego kierunku rozwoju i często także innej jakości. Moim wrażeniem po kilku(nasto)letniej przygodzie z fantasy, od czasów podstawówki do liceum i może jeszcze dalej, to jedno ciągłe skojarzenie z literaturą przygodową. Naturalnie trafiają się tacy geniusze jak Tolkien czy Tad Williams (najlepsza znana mi seria fantasy „Pamięć Smutek i Cierń”, wyrastająca wysoko ponad poziom, nie wiem czy nie ponad samego Mistrza). Niemniej całe rzesze pisarzy po prostu tworzą literaturę przygodową w pseudo średniowiecznym magicznym klimacie, w sumie składając fabułę z gotowych klocków-schematów. No ale nie mam tu nic przeciw. To wszystko jest jakby powiedzieli anglo-sasi „very entertaining” i chyba nic ponad to.

Za coś całkowicie innego uważam SF. Prozę wybiegającą w całkowicie inne terytoria literackie niż jakiekolwiek fantasy. Czasem mam wrażenie że SF jest jedynie nakładką na tradycyjne gatunki literacie, pewnym przetworzeniem całego spektrum gatunków które zdołał wytworzyć ludzkość. SF zawiera w sobie szeroką gamę literackich wariantów fabularnych – od romansu, poprzez kryminał, do utworu filozoficznego. Jest nakładką, która ułatwia spojrzenie na wiele spraw w całkowicie inny sposób dzięki przeniesieniu rzeczywistych motywów i problemów w odrealnione, obce czytelnikowi otoczenie. Doskonale robił to Lem i bracia Strugaccy i wielu innych klasyków, którzy potrafili zajmować się socjologicznymi problemami społecznymi, demaskować ideologiczne kłamstwa, pokazywać bezsens niektórych naszych działań, a w końcu też testować psychikę ludzką i ją analizować na całkowicie wirtualnych przykładach świata przyszłości.

Jak wszędzie także i w SF, zdarzają się książki lepsze i gorsze, zdarzają się też te całkowicie genialne (np. Diuna, Fundacja). Jedno co zawsze będę bronił i co chętnie udowodnię opornemu osobnikowi na przykładach to to że pisarze SF to ludzie niewyobrażalnie pomysłowi o niewyczerpanej zdawałoby się wyobraźni. Niemniej opinia jest taka że SF to literatura dla nastolatków i pryszczatych informatyków w sweterkach. Bywa, iż pewne postacie zyskują wielce zasłużoną estymę, a w raz nimi podświetlona zostaje ich twórczość nad którą specjaliści się rozpływają. Często powodowane jest to jednak po części pozaliterackimi czynnikami które krytycy uznają za ich zaletę – Philip K. „Wariat” Dick, Stanisław „że też ci zacofańcy zza kurtyny umieją pisać SF” Lem. To co mi się marzy to prawdziwe badania literaturoznawcze nad SF, nie traktujące go jako kuriozum.

Na koniec kilka gorzkich słów. Szczerze przyznaje się że jakoś specjalnie nie afiszuję się moją ogromna i nieustającą fascynacją literaturą SF. Przyzwyczaiłem się że kiedy staram się rzeczowo odpowiedzieć na pytanie „co czytasz” zazwyczaj ludzie już na sama frazę „literatura science fiction” zazwyczaj przestają mnie słuchać. Nie wyjaśniam im więc, po prostu zdawkowo i półgębkiem burknę tytuł i autora, który nic im i tak nie powie i przechodzę do dalszej rozmowy. Drugą bolączką jest to, że niby SF jest literaturą popularną, a jednak ciężko znaleźć mi osobę, z która mógłbym porozmawiać „tak naprawdę” o SF. Może nie jestem wielkim znawcą, ale szczerze mnie to fascynuje. Czasem się czuję jak jakiś niespełniony filatelista, który nie ma komu pokazać swojej kolekcji znaczków, ani z kim się wymienić.

Jeśli wiec tu i teraz czyta mnie ktoś kto także jest wielbicielem SF niech da znać. Jeśli ktoś ma ochotę doedukować się z SF udzielę swojej biblioteki. Jeśli ktoś przeczytał coś ciekawego, lub poszukuje jakiejś książki niech się odezwie.

Stawiam wyzwanie tobie chłopcze, tobie dziewczynko, jeśli twierdzisz że SF to literatura dla dzieciaków chętnie udowodnię ci, że jest inaczej (na przykładach)

Related Posts

6 Responses
  1. LOLek

    No cóż Macieju, ja tam te 3 książki, które mi pożyczyłeś łyknłąłem w 2 dni :-). A SF, jak to SF – złą opinię robią mu chyba filmy. Jakby nie patrzeć, to najpopularniejsze są star trek i star wars. I obie te sagi zakwalifikowałbym jako sagi dla nastolatków. Generalnie jakoś nie potrafię sobie przypomnieć teraz żadnego tytułu, w którym esencja nie byłaby zabijana przesadnymi efektami specjalnymi, czy też nadmierną patetycznością… No może ObiBa Koniec Cywilizacji (or sth) był dość dobrze zrobiony i może jeszcze kilka innych takich filmów widziałem, ale znajdź mi chociaż 10 osób z pospólstwa w naszym wieku, które znają te filmy… 🙂 Z drugiej strony taką np. Symetrię to większość osób kojarzy.

    No tak, czy inaczej, Ty masz zdaje się teraz taką pracę, że możesz coś w tym kierunku zadziałać – zorganizować jakąś serię seansów pt. „Mistrzowie SF” lub coś w ten deseń.

    Pozdrówka
    LOLek

  2. Istnieją dobre filmy s-f. 2001 Odyseja Kosmiczna, Zakazana Planeta, Łowca Androidów, Matrix (po za efektami jedynka niesie z sobą bardzo ciekawą filozofię), czy Obcy lub Terminator z bardziej komercyjnych.
    Choć jako fan Star Wars jestem słabym autorytetem.

    Ja ostatnio czytałem Solaris. Uciekiniera Brachmana vel Kinga też mogę zaliczyć? Chciałbym przeczytać Diunę i Wielki Marsz.

    Co do fantasy to najlepiej na razie wspominam Tolkiena. Kiedyś mam nadzieję zapoznać się z Wiedźminem.

    Ja chętnie pogadam na temat s-f.

    Pzdr.

  3. skem

    kiedy ktoś mnie pyta co czytasz… zawsze podaję ostatni przeczytany tytuł „nie sf”, a że przed nim i po nim było z 5 sf, to już inna sprawa 😉

  4. Pazaur.

    Czołem Maćku. 🙂
    „Drugą bolączką jest to, że niby SF jest literaturą popularną, a jednak ciężko znaleźć mi osobę, z która mógłbym porozmawiać “tak naprawdę” o SF.”
    Hehe… No wiesz, a wystarczyłby e-mail. ;o) Co prawda w Olsztynie bywam ostatnio dość rzadko, ale czasem bywam. 😀 Sporo prawdy jest w tym co piszesz wyżej. Problem tkwi w tym, że SF – ta prawdziwa, z dużą dawką science (bo np. Star Wars to nie jest SF – to space opera, takie fantasy w kosmosie) aby zostać dobrze odebrana musi trafić na odpowiedni grunt. SF to literatura dla ludzi posiadających dość obszerną wiedzę z wielu różnych dziedzin lub gotowych by taką wiedzę zdobyć. Sam wielokrotnie łapałem się na tym, że przy okazji czytania jakieś powieści SF nie rozumiałem jej dopóki nie dokształciłem się z pewnych dziedzin. Spróbuj poczytać Clarka nie mając bladego pojęcia o fizyce czy astronomii, albo wgryźć się w Diunę nie orientując się choć z grubsza w zagadnieniach ekologii, polityki, filozofii czy religioznawstwa. Oczywiście – można. Tylko, że wtedy skupiasz się na warstwie przygodowej, pomijając drugie dno. Hehe, rozpisałem się. 🙂 Dodam tylko, że SF pozwala autorowi mówić swobodnie o sprawach, które są niewygodne lub niepoprawne politycznie. SF daje bowiem możliwość zdystansowania czytelnika od opisywanego zagadnienia: „To przecież fantastyka, autor sobie wszystko wymyślił, mnie to nie dotyczy.” Między innymi dlatego rozkwit SF przypada na okresy napięć politycznych czy przeróżnych kryzysów gdy pisanie o nich wprost bywa dość trudne.
    Pozdrawiam,
    Pazaur.
    P.S.: Polecam przyjżeć się takim autorom jak Simmons („Hyperion”), Heinlein („Luna to surowa pani”, „Kawaleria kosmosu”), Gibson („Neuromancer”, „Graf Zero”), Bułyczow, Card. To na dobry początek… 😀 Jeśli ktoś szuka dobrych opowiadań SF niech powęszy w bibliotekach za tomikami „Rakietowych Szlaków”. 😀

  5. Główny problem związany z tym, że ludzie SF nie czytają, lub spoglądają na nie z przymrużeniem oka polega na tym, że nie potrafią spojrzeć na tą literaturę całościowo, co stanowi ogólny problem współczesnej kultury opartej na wyższości formy nad treścią..
    Forma (z powodu kompleksów i obawy związanej z posądzeniem o bycie niedojrzałym) przesłania im kompletnie merytorykę tekstu, zamiast ją dopełniać, a że łatwiej coś wykpić niż zrozumieć, to efekt jest jaki jest.

Leave a Reply