Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Wśród wielu książek, które czytam dla przyjemności z obowiązku lub z nudy sa takie które zasługują na kilka słów komentarza na moim blogu. Zasługiwać mogą bądź to jako wyraz zachwytu nad nimi i szacunku dla inwencji autora, bądź to jako przestroga i próba piętnowania lichości literacko wydawniczej.

Książka duetu Fredek Pohl i Cyryl Kornbluth "Handlarze Kosmosem" to jak wyczytałem na wielu fachowych stronach klasyczna pozycja SF. Przy okazji większych zakupów na allegro dorzuciłem także i tą niedużą książeczkę jako dodatek do mojej sajfajowej biblioteki. Klasykę trzeba przeczytać i wypada mieć.

Fabułę streszczam za pomocą notki edytorskiej dostarczonej przez wydawcę bo nie chce mi się jej opowiadać i nie jest celem mojej wypowiedzi zaprezentowanie tej książki samo przez się:

Świat jest przepełniony i wyeksploatowany, ludzkość stoi na skraju ekologicznej katastrofy. Samochody zastąpiono pojazdami z napędem pedałowym, za pożywienie służy chemiczna substancja produkowana na bazie soi, klatki schodowe biurowców służą za sypialnie dla pracowników. Podstawą funkcjonowania gospodarki jest niepohamowana konsumpcja, a jej motorem napędowym wielkie korporacje reklamowe. Mitchell Courtenay jest wysokiej rangi redaktorem, pracownikiem potentata reklamowego. Interesuje się nim bezwzględna konkurencja i ”Consies”, terrorystyczne podziemie o proekologicznych przekonaniach.

W ostatnich słowach tej części tekstu mogę powiedzieć, że słusznie zaliczona została ta księga (książeczka raczej – poniżej 200 stron) do klasyki, ponieważ powstając w roku 1952 przewidziała wiele z dzisiejszych (a rodzących się już wówczas) mechanizmów rządzących naszym światem. Podejrzewam też, że i za kolejne 50 lat będzie ona tak samo aktualna w wielu kwestiach.

Koniec uprzejmości i teraz jedziemy…

Nic dobrego nie mogę jednak powiedzieć na temat sfery technicznej Handlarzy. Wydania podjęło się wydawnictwo Solaris p. Wojtka Sedeńki, które jest najbliższym mi terytorialnie wydawnictwem z tego segmentu i przez to podwójnie boli mnie brakoróbstwo, tandeta oraz rażące błędy jakich dopuszczono się wydając klasykę.

W książce natrafiłem na kilkadziesiąt (!!!!!!! o zgrozo) błędów – literówek, powtórzeń, błędów interpunkcyjnych oraz co gorsze i najbardziej mnie przerażające, błędów wskazujących na błędy w tłumaczeniu. Zerkam właśnie do książki i odczytuje, że tłumaczenie popełniła Małgorzata Łukomska… zapomnieli wpisać jeszcze tylko jakim translatorem się kobieta posłużyła…

Kolejny bubel to projekt graficzny. Masakra. Książka pochodzi z roku 2000, komputer jest już wówczas narzędziem sprawnym w rękach średnio wykwalifikowanego licealisty. Tutaj jednak p.Tomasz Wencek wykazał sie całkowitym brakiem estetyki i jakiejkolwiek inwencji. Może nawet nie czytał książki. Pewnie nie. Tak samo nie czytała jej zapewne spokrewniona w jakiś sposób z panem Tomaszem pani Małgorzata Wencek, odpowiedzialna rzekomo za korektę.

Tak oto jedna rodzina (?) pięknie wyrobiła w moich oczach i zapewne w oczach innych czytelników opinię na temat wydawnictwa Solaris.Wstyd.

Świetna książka, jednak polecam w oryginale lub z innego wydawnictwa w innym tłumaczeniu.

Related Posts

5 Responses
  1. Rudy

    Jeśli o literówkach mowa, to wydaje mi się, że Solaris to wydawnictwo Wojciecha Sedeńko (czy Sedeńki), a nie „Sedeński”. He, he – literówka w krytyce literówek 🙂
    Co do okładek, wszytkie książki Solaris to porażka graficzna – przypominają się „Conan’y” z lat 80-90-tych robione chałupniczo i kupowane na rynku lub dworcu.
    Jednak mimo graficzno-artstycznej żenady, Sedeńko sięga po ciekawe klasyki i perełki, które nie ukazują się w innych wydawnictwach. Poza tym Solaris to takie chałupniczo-chobbistyczne wydawnictwo niż pełen profesjonalizm.
    Kończę nagle, idą goście…

  2. Maciek Rynarzewski

    Literówka poprawiona. 🙂 Ja mam prawo do literówek bo mi nikt za to nie płaci żeby ich uniknąć. 😛
    Przy dzisiejszym rynku nie ma już wydawnictw chałupniczych, kazdy kto ma InDesigna lub jakiegoś starszego quarka czy cokolwiek innego do DTP może tak samo złożyć książkę i tak samo ją wydać.
    Kwestia podejścia merytorycznego, dokładności. Duże wydawnictwo tak samo może wypuścić bubla jak i małe. Jednak to właśnie małe wydawnictwa powinny starać się tego bardziej unikać by budować swoją markę.
    Co do klasyki zgoda, ale ni niszczmy jej „klasyczności” kiepskim przekładem i literówkami.

    Pożyczę ci to sam ocenisz.

  3. „Poza tym Solaris to takie chałupniczo-chobbistyczne wydawnictwo niż pełen profesjonalizm.”

    Literówkę [błąd] zrobiłeś Rudy… A nawet dwa…
    – „hobbystyczne”

    ;]

    Tak swoją drogą to stylistycznie to zdanie też leży.
    Pozdrowienia dla małżonki 🙂

  4. Rudy

    Przeczytałem. Pozycja godna polecenia. Nie do wiary, że napisana w 1952 roku… Wkurzające te literówki i dziwne momentami tłumaczenie (jakby z automatycznego translatora). Może II wydanie będzie lepsze?

Leave a Reply