Wśród wielu książek, które czytam dla przyjemności z obowiązku lub z nudy sa takie które zasługują na kilka słów komentarza na moim blogu. Zasługiwać mogą bądź to jako wyraz zachwytu nad nimi i szacunku dla inwencji autora, bądź to jako przestroga i próba piętnowania lichości literacko wydawniczej.
Książka duetu Fredek Pohl i Cyryl Kornbluth "Handlarze Kosmosem" to jak wyczytałem na wielu fachowych stronach klasyczna pozycja SF. Przy okazji większych zakupów na allegro dorzuciłem także i tą niedużą książeczkę jako dodatek do mojej sajfajowej biblioteki. Klasykę trzeba przeczytać i wypada mieć.
Fabułę streszczam za pomocą notki edytorskiej dostarczonej przez wydawcę bo nie chce mi się jej opowiadać i nie jest celem mojej wypowiedzi zaprezentowanie tej książki samo przez się:
Świat jest przepełniony i wyeksploatowany, ludzkość stoi na skraju ekologicznej katastrofy. Samochody zastąpiono pojazdami z napędem pedałowym, za pożywienie służy chemiczna substancja produkowana na bazie soi, klatki schodowe biurowców służą za sypialnie dla pracowników. Podstawą funkcjonowania gospodarki jest niepohamowana konsumpcja, a jej motorem napędowym wielkie korporacje reklamowe. Mitchell Courtenay jest wysokiej rangi redaktorem, pracownikiem potentata reklamowego. Interesuje się nim bezwzględna konkurencja i ”Consies”, terrorystyczne podziemie o proekologicznych przekonaniach.
W ostatnich słowach tej części tekstu mogę powiedzieć, że słusznie zaliczona została ta księga (książeczka raczej – poniżej 200 stron) do klasyki, ponieważ powstając w roku 1952 przewidziała wiele z dzisiejszych (a rodzących się już wówczas) mechanizmów rządzących naszym światem. Podejrzewam też, że i za kolejne 50 lat będzie ona tak samo aktualna w wielu kwestiach.
Koniec uprzejmości i teraz jedziemy…
Nic dobrego nie mogę jednak powiedzieć na temat sfery technicznej Handlarzy. Wydania podjęło się wydawnictwo Solaris p. Wojtka Sedeńki, które jest najbliższym mi terytorialnie wydawnictwem z tego segmentu i przez to podwójnie boli mnie brakoróbstwo, tandeta oraz rażące błędy jakich dopuszczono się wydając klasykę.
W książce natrafiłem na kilkadziesiąt (!!!!!!! o zgrozo) błędów – literówek, powtórzeń, błędów interpunkcyjnych oraz co gorsze i najbardziej mnie przerażające, błędów wskazujących na błędy w tłumaczeniu. Zerkam właśnie do książki i odczytuje, że tłumaczenie popełniła Małgorzata Łukomska… zapomnieli wpisać jeszcze tylko jakim translatorem się kobieta posłużyła…
Kolejny bubel to projekt graficzny. Masakra. Książka pochodzi z roku 2000, komputer jest już wówczas narzędziem sprawnym w rękach średnio wykwalifikowanego licealisty. Tutaj jednak p.Tomasz Wencek wykazał sie całkowitym brakiem estetyki i jakiejkolwiek inwencji. Może nawet nie czytał książki. Pewnie nie. Tak samo nie czytała jej zapewne spokrewniona w jakiś sposób z panem Tomaszem pani Małgorzata Wencek, odpowiedzialna rzekomo za korektę.
Tak oto jedna rodzina (?) pięknie wyrobiła w moich oczach i zapewne w oczach innych czytelników opinię na temat wydawnictwa Solaris.Wstyd.
Świetna książka, jednak polecam w oryginale lub z innego wydawnictwa w innym tłumaczeniu.
Jeśli o literówkach mowa, to wydaje mi się, że Solaris to wydawnictwo Wojciecha Sedeńko (czy Sedeńki), a nie „Sedeński”. He, he – literówka w krytyce literówek
Co do okładek, wszytkie książki Solaris to porażka graficzna – przypominają się „Conan’y” z lat 80-90-tych robione chałupniczo i kupowane na rynku lub dworcu.
Jednak mimo graficzno-artstycznej żenady, Sedeńko sięga po ciekawe klasyki i perełki, które nie ukazują się w innych wydawnictwach. Poza tym Solaris to takie chałupniczo-chobbistyczne wydawnictwo niż pełen profesjonalizm.
Kończę nagle, idą goście…
Literówka poprawiona.
Ja mam prawo do literówek bo mi nikt za to nie płaci żeby ich uniknąć. 
Przy dzisiejszym rynku nie ma już wydawnictw chałupniczych, kazdy kto ma InDesigna lub jakiegoś starszego quarka czy cokolwiek innego do DTP może tak samo złożyć książkę i tak samo ją wydać.
Kwestia podejścia merytorycznego, dokładności. Duże wydawnictwo tak samo może wypuścić bubla jak i małe. Jednak to właśnie małe wydawnictwa powinny starać się tego bardziej unikać by budować swoją markę.
Co do klasyki zgoda, ale ni niszczmy jej „klasyczności” kiepskim przekładem i literówkami.
Pożyczę ci to sam ocenisz.
„Poza tym Solaris to takie chałupniczo-chobbistyczne wydawnictwo niż pełen profesjonalizm.”
Literówkę [błąd] zrobiłeś Rudy… A nawet dwa…
- „hobbystyczne”
;]
Tak swoją drogą to stylistycznie to zdanie też leży.
Pozdrowienia dla małżonki
Uwagi do Pana Sedeńko można przekazać na http://wydawnictwosolaris.pl/forum/ (w miarę aktywny na forum). Jakby nie patrzeć to wielki działacz i krzewiciel s-f i fantasy na Warmii. Ciekawa Inicjatywa – Solaris Travel – szkoda tylko, że hasło kojarzy się z biurem podróży
Przeczytałem. Pozycja godna polecenia. Nie do wiary, że napisana w 1952 roku… Wkurzające te literówki i dziwne momentami tłumaczenie (jakby z automatycznego translatora). Może II wydanie będzie lepsze?