Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Sie idzie do kina czasem…

Czasem zdaży się pójść człowiekowi do kina. Z nudów. Miasto wojewódzkie – około 200tyś mieszkańców, kilkadziesiąt tysięcy studentów, dwa kina (sic!). Multipleks i kino studyjne. W multipleksie reprtuar oferuje głównie "Małpy w kosmosie" i "Mamma Mia". Bez komentarza.  W kinie studyjnym repertuar całkowicie odmienny. Wiadomo.

Wybór jest prosty – kino studyjne. Seans na godz. 20. Przed seansem można napić się herbaty w kinowej kawiarence. Miło. Grają francuski film "Paris" czyli po polskiemu "Niebo nad Paryżem". Jakby dosłowne tłumaczenie komuś krzywdę zrobić mogło. Może copyrighterom/tłumaczom płacili od wyrazu… [ albo dlatego, że IMDb znajduje 14 filmów pt.: "Paris"…;]…]

Poszliśmy. Weszliśmy. Bilet udało się kupić dopiero jak pani bileterka skończył palić peta na zewnątrz. Też człowiek taka bileterka. Potrafi zrozumieć. Bilet nie tani. Jeszcze zapomniałem na dokładkę powiedzieć że ulgowy, zdziwiony zapytałem czemu tak mało reszty. Pani stwierdziła że nie może już cofnąć… Jestem pewien że można, nie chciałem się już awanturować. Może nie umie. Tak czy inaczej człek musi się zacząć przyzwyczajać do pełnej stawki. Potraktowałem to jako bolesną lekcję finansowej pokory wobec nadchodzących (za miesiąc już) bolesnej zmiany. A pełna stawka za bilet w kinie studyjnym to tylko o złotówkę taniej od biletu niż w multipleksie. Potrafię zrozumieć i uszanować.

Przed wejściem kolejka. Bileterka wpuszcza nas do sali. Niewielka, może ze 100 – 120 miejsc tak na oko. W sali jest zimno. Pomimo że właśnie skończył się poprzedni seans. Nauczeni doświadczeniem ubraliśmy się ciepło. Człowiek czasem uczy się na błędach, a szczękając zębami ciężko skupić się na filmie.

Film zaczyna się z kilkuminutowym opóźnieniem. Wrażenia bardzo pozytywne. Klimat ciepły i mądry. Opowieść o życiu kilku osób w Wielkim Mieście, dość uniwersalnie ujęte, umieszczone akurat w Paryżu, lecz równie dobrze fabuła mogłaby dziać się w dowolnym dużym mieście. Postacie to m. in.: młody tancerz z wadą serca, jego siostra rozwódka pracownica pomocy społecznej, profesor historii w kryzysie wieku średniego [?], jego studentka bawiąca się facetami [w tym owym profesorem] , sprzedawcy z bazaru i parę innych ciekawych charakterów.  Wszystkie losy przeplatają się w pewien sposób  tworząc małą, nieświadomą tego społeczność w z pozoru anonimowym Wielkim Mieście – tu akurat Paryżu. Ogólnie film opowiada o  ludziach i ich problemach i zawiera ogólne przesłanie że życie nie jest takie straszne, choć spotykają nas tragedie na które nic nie poradzimy. Że trzeba żyć.

Życie, śmierć, plany, nadzieje, porażki, upokorzenie, miłość, kłamstwo, radość, depresja. Przyprawy rzeczywistości. "Niebo nad Paryżem"  to ciekawy film.

Zamiast podsumowania przytaczam kilka wrażeń estetycznych z pobytu w kinie. Jak wspominałem było zimno. Za nami siadły jakieś starszawe babsztyle, które nawijały przez pół filmu jak kwoki. Po prawej siedziała para nastolatków, która śmiała się w bardzo dziwnych momentach, kiedy moim zdaniem nie było nic do śmiechu. Ktoś szeleścił czipsami. Nie mogłem cofnąć jak chciałem obejrzeć jeszcze raz poprzednią scenę. Nie było pauzy. Do kina musieliśmy najpierw dojechać, a potem wracać w nocy ponad pół godziny nim trafiliśmy do ciepłego łoża…

Kino jest fajne. Byle nie za często. Człowiek przyzwyczaił się trochę do wygody. 🙂

 

Related Posts

3 Responses
  1. Monia

    Eeee…. ja tam uważam, że właśnie o wiele częściej, pod warunkiem, że będzie cieplej. Jak to powiedział Lynch: „Filmy powinno się oglądać na jak największym ekranie:)”

  2. 1. Mamma Mia jest gut. Lepsze niż inne gnioty, które teraz lecą…
    2. Co do biletu – ze zwrotem byłoby trochę roboty, mi też by się nie chciało zwracać z takiego powodu…

Leave a Reply