Kiedyś myślałem że historyk to zawód. Po studiach przekonałem się że historyk to w dużej mierze sposób myślenia o świecie, a nie profesja. Studiowanie historii zmienia człowieka, ukierunkowuje go na inne tory niż resztę społeczeństwa, uwrażliwia na inne elementy rzeczywistości.
Historia jest tworzywem. Fakt od faktu oddziela przestrzeń interpretacji, którą badacz przeszłości popularnie zwany historykiem, wypełnia interpretacją zgodną z logiką lub jego własną intuicją. "Fakt historyczny" jest naukowym fetyszem, bożkiem kasty historyków, zaś czczony jest poprzez różaniec w postaci "Przypisu". Tak więc idąc dalej tym tropem fakty znajdują się w strefie Sacrum, z kolei sferę profanum wypełniają takie pojęcia jak: teza, interpretacja, opinia… itp.
Istnieje takie pojęcie jak Religie Księgi, dla określenia judeo-chrześijańsko-innegojeszcze nastawienia i wspólnego mianownika większości religii obecnie uznawanych na świecie za dominujące. Analogicznie więc uznaję historię za Religie Faktu – taki twór najwyraźniej istnieje, lub takowy właśnie stwarzam, a wyznawany ślepo jest przez większość naukowców-historyków. I jak każda dogmatyczna religia zawęża horyzonty.
Odkrywam na nowo historię… Nie interesuje mnie "tworzenie" historii. Interesuje mnie "mówienie o niej". Nie interesuje mnie skala makro: idea, proces dziejowy, walec historii. Historia monumentalna, historia pozytywistyczna, historia dziejów, historia objawiona,kruszą się jak kiepski cement w moich "dłoniach", a fakty, nie pielęgnowane, rozsypują się w bezładną kupę gruzu bez spoiwa.
Mikrohistoria skupia się na przeszłości w sposób odmienny. To właśnie jej jako jedynej najpełniej udaje się:
"[...] wyłonić to zjawisko, maleńkie w skali, a kapitalne, gdy chodzi o delikatne struktury społeczne. Montaillou jest kroplą wody w dość brudnej kałuży. Przy użyciu powiększającej dokumentacji owa kropla wody staje się dla historii małym wszechświatem. I jeśli sięgniemy po mikroskop, dojrzymy pływające tam pierwotniaki." [Emmanuel Le Roy Ladurie Montaillou – wioska heretyków, Warszawa 1988 s.337]
Cement i woda? Może tak ujmijmy tą symboliczną różnicę. [sam nie wiem czy dobre to porównanie, wymagałoby to jeszcze rozwinięcia]
Nie chodzi tu jedynie o skalę (tutaj mamy przecież ugruntowaną już historie regionalną [lokalną]), ale o głębie badania oraz narzędzia badawcze.
Historyk musi starać sie szukać historii tam gdzie nie ma Historii. [...czyli parafrazując popularne powiedzenie: szukać jej tam gdzie Ranke nie dochodzi... hehehe]
Wikipedia rzecze:
Mikrohistoria to praktyka historiograficzna polegająca na historycznym opisie niewielkich przestrzeni terytorialnych i czasowych oraz silnie akcentująca zainteresowanie problemami życia codziennego, świadomości, przekonań, obyczajów członków społeczności lokalnych, które często pomijane są w pracach badających głównie wielkie procesy i wybitne jednostki w dziejach. #
Powyższa definicja nie najlepiej ujmuje moim zdaniem sens mikrohistorii [kiedyś spróbuje sformułować może własną wersję definicji]. Dodatkowo polecam lekturę:
Sigurdur Gylfi Magnusson – What is Microhistory
polecam
X-Files: I Want to Believe – drugi film pełnometrażowy z wielkim X w tytule. Po kilku latach od końca serialu (?) Mulder siedzi w domu i wycina gazetki. Scully pracuje w szpitalu i męczy się z księżulkami. A FBI przeżuciło się na usługi księdza pedofila, który pomaga im rozwązywać zagadkę zaginięcia agentki. W końcu werbują jednak do tego i Muldera, jednak jak się w końcu okazuje historyjka nie wykracza poza zwyczajny kryminał. Zawiodłem się niesamowicie. Zero UFO, zero starych dobrych klimatów, które tak wkręcały w oryginalnym xfajlsie. Wszystko zostało wyprostowane i nie zostawionoj już ani grama nadprzyrodzonych właściwośći . Proponuje długi i bardziej odpowiadający sensowi filmu podtytuł: I dont need to belive, what I see is enough for me. 3/10
The Man from Earth – 8 aktorów, jeden dom, błyskotliwy pomysł. Takie produkcje podnoszą mnie na duchu – odzyskuję wiarę w magię kina i jego wielką siłę. Siłe realizowaną poprze scenariusz i grę aktorską, a nie poprzez miliony władowane w wybuchy i grafikę oraz operacje plastyczne "gwiazd". Na prawdę warto obejrzeć ten film, żeby nie psuć zabawy nie będę ujawniał fabuły, jednak gorąco go polecam. Jest ciekawy, inteligentny, pozwala ruszyć głową i poszerzyć choć odrobinę swoje horyzonty. No i ten niecodzienny pomysł. Film zdecydowanie POLECAM!! 9/10
"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna Szczakowej" - książka młodego, choć już uznanego, pisarza Michała Witkowskiego to baaardzo ciekawa lektura. Moja przygoda z nią to historia przewlekła choć w odcinkach. Pierwsze zetknięcie nastąpiła dłuższy czas temu za pomocą programu literackiego na TVN24 (czy jeszcze on leci? chyba nie). Potem sporadycznie przemykała mi ona w księgarniach, jednak specjalnie za nowościami literackimi nie gonię, muszę się przyznać, gdyż są setki zaległości z klasyki i książek "służbowych". Ostatnio jednak los zetknął mnie z nią w sposób zdecydowanie wskazujący na to bym w końcu przeczytał "Barbarę"… W księgarni na dworcu w Poznaniu, w koszach z książkami z wyprzedaży (straszny proceder), pośród setek innych po krótkich wykopaliskach znalazła się Ona. Jedna jedyna, ostatnio, czekająca bym ją kupił. I za ile? 7….. 7! złotych! – przeceniona z 19.90. Grzech nie kupić.