Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Eric Clapton był w Polsce jak dotąd dwa razy.

Po raz pierwszy w latach 70tych. Miał zaplanowanych kilka koncertów, jednak w wyniku zamieszek jakie wybuchły po pierwszym z nich, użyciu gazu przez milicję dla ich stłumienia oraz zniszczeniu sprzętu nagłośnieniowego, pozostałe zostały przez artystę odwołane. Eric Clapton nabawił się alergii do naszego kraju skutecznie omijając go podczas swoich tras koncertowych.

Po kilkudziesięciu latach, zmianie systemu i zmianie pokoleń Clapton postanowił przyjechać w końcu po raz drugi do Polski. Do Gdynia na skwer Kościuszki. Namówiony przez Ukochaną pojechałem na ten koncert.

W dzień koncertu pogoda dopisała. Nawet za bardzo. Spaliłem się na raka, biały został tylko ślad od okularów. Przed koncertem zaliczyliśmy plażę, kąpiel w lodowatym Bałtyku, rejs po porcie statkiem "Danuta" oraz obiad w Bistro "Luna". Skutki słońca doskonale widać na zdjęciu. 🙂

Było świetnie, choć zawiódł Dżem jako support przed Claptonem. Grali trochę bez werwy i nie zagrali żadnych bisów co jest największą koncertową zbrodnią. Nie rozgrzali widowni w stopniu w jakim mogli to zrobić. Nic to jednak. Główne danie smakowało wyśmienicie!

Ludzie na koncercie byli, co mnie zdziwiło w dużej części w wieku moich rodziców. Wszyscy jednak bawili się świetnie. Koncert po supportcie zaczął się z niesamowitą punktualnością a wręcz o dwie minuty przed 20. Skończył się niestety także z dużą punktualnością tuż przed 22. Clapton i jego niesamowity zespół zagrał z początku trochę mniej znanych kawałków, ppotem już bardziej znane, z takimi klasykami jak Wonderful Tonight, Cocaine i nieśmiertelna Layla. Ludziom sie podobało. Posłuchajcie fragmentu koncertu:

Layla[audio:http://rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2008/08/layla-gdynia-14082008.mp3]

 Mam tylko duży minus dla organizatorów za nie poinformowanie zawczasu o takich ograniczeniach jak zakaz wnoszenia aparatów [ co większość z nas obeszła przemycając aparaty] oraz zakaz wnoszenia napojów. Trochę to dziwne o takich rzeczach dowiadywać się przy bramce wejściowej. Organizatorzy proponowali pozostawienie sprzętu w depozycie [oj niepewna sprawa taki depozyt], jednak ja nie odważyłbym się na taki ruch. Wolałem już przemycać.

Niemniej impreza fenomenalna.

Related Posts

1 Response
  1. Monia

    „Oh lordy lord, oh lordy lord, It hurts me so bad for us to part, But someday baby,I aint gonna worry my life any more…” To co mnie najbardziej zadowoliło to powrót Claptona do bluesa:) Artysta zatoczył pętlę muzyczną, wędrując po rożnych odmianach i stylach. Pamiętamy jego bluesowe początki w „Bluesbreakers” Mayalla, aktywnośc muzyczna w „Cream” oraz następnie nagrania z „Derek and The Dominos” ( czas „Layli” – porażającego uczucia do żony Harrisona ). W ostatnich dziesięcioleciach bywały także momenty kiedy Slowhand nie gardził soft rockiem czy w ekstremalnych przypadkach popem. Zastanawiam sie czy to zwykły zbieg okoliczności czy prawda zapisana w kartach, ale zauważyć należy , że etapy twórczości Claptona idą w parze w jego życiem prywatnym. Zaczął od bluesa jako czysta karta i kończy na bluesie jako karta oczyszczona ( mam na myśli jego burzliwe życie – teraz wydaję sie naprawdę spokojnym i w końcu szczęśliwym człowiekiem). „Layla” oraz „Wonderful Tonight” były bardzo ważne podczas tego koncertu, jednak nie najważniejsze. Nie w tych utworach podziwialiśmy brzmienie gitary Claptona. Takimi przykładami były : „Nobody Knows You When You’re Down” & Out” oraz „Running on Faith”. Artysta swoim koncertem potwierdził po ram kolejny powszechnie obowiązująca prawdę o ponadczasowości bluesa. To co od wieków płynie w żyłach ludzi to prostota, prawda i piękno. Taki jest właśnie blues! Koncert był niezapomniany 😉

Leave a Reply