Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Dawno nie pojawiła się już u mnie żadna recenzja książki, teraz więc w ramach tzw. bonusu vel. gratisu przedstawię podwójną recenzję ostatnie przeczytanych przez mnie książę. Dwa tytuły nie zostały przeze mnie zestawione przypadkowo. Obie książki łączy gatunek literacki – science fiction, obaj autorzy są Polakami i obie książki stanowić miały miły i lekki przerywnik pomiędzy trudniejszymi i bardziej wymagającymi lekturami. Poza tymi kwestiami nie wymienię chyba już żadnego ważnego podobieństwa poza sprawami czysto technicznymi: czarną czcionką, białym papierem i umiarkowanie wygórowaną ceną. Od tego momentu pomiędzy obiema książkami pojawiać isę będzie znane z komputerowych bijatyk i bokserskich ringów słowo „versus”.

vs.

Pora więc zająć się ważną kwestią jaką jest przedstawienie obu książek z imienia i nazwiska. Pierwsza to „Apokalipsa wg Pana Jana” RobertaSzmidta, a druga – „Krótki lot motyla bojowego” Eugeniusza Dębskiego. Ograniczając do maksimum ilość szczegółów fabularnych [spoilerów], by nie zepsuć nikomu ewentualnej zabawy, dokonam jedynie krótkiej charakterystyki uczestników starcia. Z jednej strony mamy więc post apokaliptyczną wizję europy i losy odradzającej się Polski z drugiej cyberpunkowe niewiadomoco bez wyraźnej koncepcji fabularnej. Z jednej strony zaskakująca czasami, prostota z olbrzymim polotem z drugiej wyraźne trudności w kreowaniu świata książki wraz z rozbudowanymi ponad miarę wątkami psychologicznymi bohaterów. Z jednej strony kolejne przetworzenie dość wyświechtanego tematu, z drugiej ciekawy pomysł i duży potencjał. Z jednej strony czysta rozrywka, z drugiej czysty mętlik.

Wyraźna dysproporcja jakości pomiędzy przedstawionymi powyżej powieściami spowodowała u mnie duży zawód. "Apokalipsę" uważam za książkę bardzo udaną, natomiast "Lot motyla.." to zdecydowany niewypał. O ile Szmidt wyciągnął z wyświechtanego [zdawałoby sie jedynie] tematu coś niezłego na miarę rozrywki jaką książka ta miała stanowić, to Dębski z bardzo zabił swoje własne dziecko gubiąc główny i najciekawszy wątek na rzecz pobocznego i banalnego.

 Na koniec zostaje mi tylko polecić obie i samemu przekonać się o ich wartości.

Dobre choćby dlatego że polskie. Kupujcie polskie książki SF.

Related Posts

2 Responses
  1. Hmmm… nie wiem jakby to bylo gdyby recenzje pisal ktos inny (wiadomo, rozne sa gusta), ale po Twojej jestem wyraznie zainteresowany Apokalipsa no i zupelnie zniechecony do Krotkiego Lotu (dziwne, co nie?).

    Okazjonalnie sie za Apokalipsa rozejrze, bo takie wlasnie postapokaliptyczne klimaty sa mi bliskie, nawet jezeli ktos to potraktowal z luzem, a moze nawet i przymrozeniem oka.

  2. Maciek Rynarzewski

    Ha! Może przesadziłem z tym Dębskim. „Lot” nie jest beznadziejny. Jest słaby ale na plaże lub do pociągu się nada. Miałem po prostu co do tej książki zbyt wielkie oczekiwania.
    „Apokalipsę…” powinieneś znaleźć bez problemu, bo to już drugie wydanie, powinno poleżeć trochę dłużej w księgarniach, zdecydowanie polecam.

Leave a Reply