Discovery Channel commercial song.
Reklama 2.0 ?
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=V5BxymuiAxQ]
Discovery Channel commercial song.
Reklama 2.0 ?
[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=V5BxymuiAxQ]

Klik.
Klik klik klik klik klik.
Klik klik klik.
Klik.
Nigela Lawson robi gruszki w czekoladzie. Łapie je dłońmi, a sok przelewa się przez jej palce, na jej ustach resztka czekolady.
Klik
Polski smutny satyryk bawi rubasznych Polaków. W dużym środkowoeuropejskim kraju opowiada kawał o pasztetowej i kaszance Gawiedź bije brawo.
Klik
Reklama Olimpiady w Pekinie. Film w stylu heroiczno-patetycznym przywodzącym na myśl film 300 nabiera nas byśmy kupili koszulkę i kubek, zadowolili reklamodawców. Zaraz potem polska gwiazda tenisa sprzedaje się w reklamie proszku do prania po czym znana aktorka reklamuje klej do protez… brak słów.
Klik
Kanał kulturalny wprowadza mnie w depresję. Film „Przełamując Fale” – akurat leci piosenka Procol Harum – Whiter shade of pale. Depresyjnie.
Klik
Przetworzona kultura amerykańska sprzedawana młodzieży, marzenie trendsetterów. Nie wytrzymam.
Klik
„Medialny obciach” – opowieść o rozstaniu polskiej aktorki prowadzi dwóch „błyskotliwych” dziennikarzy. Analiza prasy kolorowej niezbędnym elementem polskiej kultury. Obrzydliwy słowotok.
Klik
klik klik klik
Power Rangers klik
prognoza pogody, sprzedają pogodę jak wszystko w dzisiejszych czasach.
klik
Kanał historyczny. Zatrzymuje się na dłużej. Dziewiętnastowieczna kuchnia w angielskim pałacu. behind the scenes. Życie w czasach edwardiańskich jako reality show.
Klik.
Pseudo religijny kanał wywala swoją teorię spiskową dziejów. Bełkoczący staruszek wykłada ludowi żydo-masońskie powiązania rządzące światem na początku XIX wieku.
Klik
film. Nic ciekawego. klik. Papka. Klik. Papka. Klik. Papka. Klik. Papka
Klik.
Klik klik klik klik klik.
Klik klik klik.
Papka.
Kiedy umiera człowiek, to tak jakby spłonęła cała biblioteka…

W XXVIII wieku zabrakło surowców. Wielkie korporacje już dawno podzieliły między siebie świat i teraz prowadzą wojny o resztki paliw kopalnych dostępnych we wnętrzu zmęczonej Matki Ziemi. Cywilizacja już dawno temu przestała się rozwijać, postępuje powolny regres związany z brakiem podstawowych materiałów. Obecnie większość urządzeń, od karabinów, dział, czajników ;], po samoloty, napędzane jest starą dobrą parą wodną – steam. Sycząca w kotle woda przemieńiona w stan gazowy jest ostatnim ogniwem trzymającym w kupie świat, oddzielającym go od ostatecznego upadku. Świat się sypie i twielu osobom zależy na tym aby utrzymać spokój aż do samego końca. Stabilizacja jak na razie utrzymuje się, jednak w cały ten burdel ktoś postanowił wrzucić piekielną maszynę, która przemienia zmarłych w nekromutanty – niezwykle niebezpieczne i bezwzględne forpoczty apokalipsy. Czas chyba ewakuować się z Ziemi, tutaj sprawa wygląda raczej na przegraną. Przed ludzkością przecież otworem stoi cały kosmos/wszechświat.
Tak w wygląda uniwersum Mutant Chronicles. Ciekawe.
Klasyczny STEAMPUNK. Smaczne. Tak zapewne wygląda burdel, który czeka nasz przed końcem naszej cywilizacji. Mieszanka pozostałości wielkiej cywilizacji ludzkiej, desperacki próby utrzymania jej na powierzchi – choćby oznaczało to powrót do wieku pary. A po środku ludzie. Przeważnie zrezygnowani, czasem wkurzeni, czasem próbójący ciągnąć dalej ten wózek z ….
Polecam film Mutant Chronicles. Dla relaksu.
PS – Fenomen steampunku jest niezwykły. Wystaczy zapytać świętego Googla. On da wam odpowiedz i otworzy drogę do całego świata gdzie para służy nie tylko do napędzania gwizdka w czajniku.
Juliusz Verne, Phillip K. Dick, Gibson – zmiksuj to wszystko. zagotuj aż zacznie wrzeć. To bedzie steampunk.
[poniżej to co jest kwintesencją stylu steampunk - ostatnio modnego ruchu przerabiania co się da na modłę "steam"]


Skończyłem czytać drugi tom pamiętników Stefana Mellera [ o pierwszym tomie pisałem niedawno].
Co mnie urzekło w lekturze tej książki to wiedza i doświadczenie, które Meller przekazuje nam za pomocą swoich opowiadań. Nie jest to jednak wiedza o jakimś konkretnym zagadnieniu, a po prostu wskazówki o tym jak żyć i jak ze swojego życia być zadowolonym. Co jest ważne a co jest na prawdę ważne ze wszystkich wartości. Pokazuje jak powinno dokonywać się wyborów i jak ponosić za nie konsekwencje; że najgorsze to nie umieć być za siebie samego odpowiedzialnym, że na każdym z nas ciaży odpowiedzialność wobec otoczenia, ale przede wszytkim samego siebie, tak aby na końcu nie musieć się wstydzić.
Stefan Meller odszedł. Zmarł po cichu, w wieku przedwczesnym, chyba jednak w wielu kwestiach spełniony. Tak czułem czytając jego wspomnienia. Chciałbym, szczerze, osiągnąć spełnienie w tak wielu płaszczyznach w swoim życiu. NIeczego nie żałować, wszystkiego próbować i mieć odwagę oraz uśmiech, taki jaki zawsze miał pan Stefan.
Meller bardzo lubił ludzi, miał do nich słabość, a zarazem potrafił ich sobie zjednywać momentalnie. Począwszy od wszechwładnego demokratycznego cara Putina po zakonnice, których uczył języków… miał wielką moc w tej materii. Opowiadał też o nich w sposób fenomenalny czym od razy zdradzał wielkie umiłowanie gatunku ludzkiego. Obojętnie czy był to kolega ze studiów, irytujący urzędnik z epoki PRL czy któryś z jego przyjaciół. O nikim nie wyrażał się w sposób jednoznacznei negatywny, każdemu dawał szansę i szukał jakiejś głębi. Miał wiele taktu i kultury, nie wylewał żółci, nie rzucał nazwiskami, nie opowiadał szczegółów, które mogły by komuś – nawet nieprzychylnej mu osobie – zaszkodzić. Takie maiła zasady, taką miał kulturę osobistą.
Stefan Meller umierający, jak piszą jego przyjaciele jeszcze szarpał się kilka razy pomiędzy życiem i śmiercią, żył nikłą nadzieją, lecz chyba z godnością umiał poddać się temu nieuniknionemu. Chyba nie miał żalu. Nie przelewał swojego bólu i lęku na papier, nie chciał pisać o umieraniu, chciał pisać o życiu i do ostatnich stron o swojej chorobie wspominał zdawkowo. Michałowi Komarowi, spisującemu wywaid-rzekę jeszcze na krótko przed śmiercią mówił że kiedy będzie dobierał on zdjęćia do drugiego tomu, niech wybiera jak najweselsze, nie chce żadnego smutactwa. Wiedział ze umiera, chyba po prostu nie chciał tworzyć martyrologii, która zaciemniłaby by wówczas ważniejsze przesłanie jakie w obu tomach starał się przekazać. Żyć trzeba odważnie, kochać każdą chwile i każdego przyjaciela, walczyć z losem kiedy można, zatrzymać się z pokorą kiedy nadejdzie nasz czas. Tak zrozumiałem. Ostanie strony i dodatkowe wypowiedzi Mellera na końcu były dla mnie najtrudniejsze. Po tylu setkach stron czułem się jednak już jakos związany z panem ambasadorem. Zacząłem go podziwiać.
Jako historyk i humanista, Meller otworzył mi oczy na wiele spraw bardzo ważnych. Że wykształcenie to nie cel ale narzędzie, którego trzeba używać z radością. Że historia to sztuka, nie nauka. Że wiedza bez inteligencji to tylko ciężar, a bez wychowania nie znaczy nic. Czytając – przysłuchując się jego opowieściom z czasów ambasadorkich, czy wcześniejszych, wydaje mi się że choć trochę poznałem rolę humanisty w świecie którą pokazuje w sposób wyśmienity – jako spoiwo i łącznik. Może to jest właśnie ten cel którego szukałem ostanio i miejsce jakie świat wyznaczył dla nauk humanistycznych. Toichę podnosi mnie to na duchu po ostatnich tygodniach przychodzących i odchodzących wątpliwości…
Co podobało mi się w drugim tomie – umiejętność dostosowanie narracji do spraw omawianych w teksćie. Jest to książka zdecydowanie poważniejsza. Chyba bardziej filozoficzna i o wiele więcej można się z niej nauczyć niż z pierwszego tomu.
Chce sie uczyć całe życie i kiedy nadejdzie odpowiedni moment nie żywić do nikogo urazy i kochać wszystkich którzy na to zasługują. Plan minimum.
Polecam najgoręcej – Świat według Stefana Mellera. Tom 2: życie i polityka: ku przyszłości.

Czy myśleliście kiedyś o sobie jako o filmie, o swoim życiu jako ruchomym, niemym obrazie pod który podkładacie muzykę. Tworzycie soundtrack do swojego życia. Może to być piosenka jedna, może być ich kilka, może być ich kilkadziesiąt… Dla każdego momentu, każdej sytuacji podpinacie odpowiednią piosenkę, bądź melodię. Dla różnych okresów muzyka różni się tak jak różnicie się wy teraz i wy sprzed 10 lat. Jeśli postawiono by przed wami takie zadanie czy umielibyście stworzyć soundtrack do swojego życia? Jak sam zauważyłem do listy soundtracku dostają się czasem piosenki całkiem dziwne i nie odzwierciedla on tego co słucham na codzień – raczej jest to obraz namalowany przez ekspresjonistę. Różne motywy razem niepasujące do siebie zestawione w odpowiedni sposób
Często o tym myślę i często natrafiam na piosenki, które jakoś dziwnie ( a może wcale nie dziwnie) trafiają w sedno tego co w danym momencie czuje i myślę. Na ten utwór do mojego soundtracku natrafiłem u Skem.
Obecny moment i stan ducha w moim życiu chyba opisuje poniższy utwór – wszystko jest dobrze, nie ma poważnych zmartwień, ciesze się z tego kim jestem, jaki jestem i mam wiarę w życie. czasem bywa gorzej, jednak wtedy trzeba wrócić do swojego wnętrza, bo moje szczęście jest przede wszystkim we mnie…
Ayo. – Life is Real z płyty Joyful
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=qYzrYXRGWkU]
[dla tych co czytaci i rozumiaci po angielski polecam lekturę fragmentu tekstu piosenki Ayo. Mądre rzeczy tam można wyczytać. Bardzo mądre. Zgadza się z nimi w pełni i stosuje. Miło jest odkryć kiedy ktoś śpiewa choćby w części o tobie]
Some people say that i’m to open
they say it’s not good to let them know everything about me
and they say one day they will use every little things against me
but i don’t mind maybe they’re right
that’s just how it is and i got nothing to hide.i live my life the way i want
i got nothing to hide nothing at all l
ife is not a fairy tale life is about more
cause life is real.A friend of mine gave me an advice
he saiybe careful and think twice before you talk about your life
protect yourself just keep quiet
the more they know the harder they try
to spoil your ways to spread lies
and even though i know he could be right i just said i..i live my life the way i want
i got nothing to hide nothing at all
life is not a fairy tale life is about more cause life is real
Wracając jednak do mojego soundtracku to składa sie on zdecydowanie z melodii spokojnych i nieśpiesznych, tak jak wiodę swój żywot. Piosenki które zdecydowanie mogę do niego wrzucić to:
Imogen Heap – Hide and Seek
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=5cpSv2mNhhc]
A także kilka innych piosenek, które miałem pod ręką [pod klawiszem w zasadzie]:
- Tom Helsen – Sun in Her Eyes
- Nada Surf – The Blankest Year