Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Z pamiętnika młodszego bibliotekarza… ;]

Sobota w bibliotece to przede wszystkim spokój. Szczególnie sobota w trakcie sesji egzaminacyjnej. Spokój w bibliotece łatwo przeradza się w nudę. Pełzająca okrutną nudę, która nie pozwala skupić się ani na niczym przyjemnym, bo przecież jesteśmy w pracy ani zmusić się do dalszej pracy, bo człowiek jest już zmęczony samą odległością jaka dzieli go od odległego poranka.

Jak więc wygląda sobota…? Pustki i grobowa cisza dusząca bibliotekarza spragnionego wizyty użytkownika. Każdy odgłos kroków na korytarzu powoduje dreszcz emocji i wyczekiwanie. Wszelka możliwość zabicia nudy i wykazanie się pracą jest błogosławieństwem danym nielicznym. Większość z pracowników, i tak szkieletowej obsady wszystkich działów, przeżywa męczarnie spoglądając na zegarki, czasomierze oraz wyświetlacze. Ile można siedzieć na internecie? Cisza zbliżona do tej jaka panuje w przestrzeni kosmicznej, szybko potrafi doprowadzić do szaleństwa najsilniejszego nawet psychicznie osobnika….

Gdzieś około godziny dziewiętnastej bibliotekarz zaczyna miotać się niczym dzikie zwierze po swoim dziale. Przemierza swoje opustoszałe królestwo niczym tygrys uwięziony w zoo. W jego psychice następuje zasadnicza zmiana. O ile dotychczas czekał jeszcze na czytelnika to teraz każdy, który odważy się pojawić będzie niechcianym intruzem. Jego niechciane wkroczenie może przedłużyć pracę bibliotekarza o całe minuty – wprowadzić chaos w rytuał wyjścia, który rozpoczyna się na około pół godziny przed godziną zero. Zaburzenie tego cyklu, skomplikowanej procedury, przez czytelnika, który niechaj zechciałby [o zgrozo!] wykorzystać swoje prawo do korzystania z księgozbioru do godzin 19:59…. zachowanie takie uznać należałoby bezsprzecznie za skandaliczne.

Gong oznajmiający kwadrans do zamknięcie i automat, który obwieszcza to głosem równie bezdusznym co otaczające mury, to ostatni wyznacznik nadchodzącego końca… bibliotekarze przygotowani już do wyjścia z kluczami w rękach stoją przyklejeni do oszklonych drzwi. Spoglądają komu pierwszemu puszczą nerwy… kto pierwszy wyłączy światło i zamknie drzwi swego działu, komu pierwszemu puszczą nerwy.

Tak oto dzień pracy zbliża się do końca ostatecznego. Uczucie to porównać można jedynie z końcem biblijnej boskiej pracy, kiedy to po sześciu dniach nadchodzi zasłużony dzień odpoczynku… niedziela. Boskie uczucie dla bibliotekarza. Niedziela świętym dniem heretyckiej bibliotekarskiej wiary.

Dziś odpracowałem ostatnią przed wakacjami sobotę pracująca. Kolejna dopiero we września. Jutro rano poczuje się jak bóg. Mam dzień wolny.

Related Posts

4 Responses
  1. Włącz jakieś techno na głośniki, poćwicz biceps, zamów prenumeratę magazynów porno, wykorzystaj czas spędzony w bibliotece na coś pożytecznego… ;]

  2. 🙂 o taaaaak – ja też (choć z biblioteką nie mam nic zawodowo wspólnego) nie znoszę nudy w pracy, a ta się czasem zdarza – wtedy wyczytuję cały internet (tak, jakby on kiedyś mógł się skończyć) i marzę o godzinie 16 – potem to rzeczywiście święto, a perspektywa soboty i niedzieli jest wprost cudowna 🙂

  3. Bellatrix

    Moment, moment. Tyle książek wokoło i się nudzisz?!
    Heh. W naszym mikroskopijnym Lektorium przez cały rok jest mniej więcej ta sama ilość ludzi. Jak czegoś nie kserują, to czytają. No i robią referaty, kwerendy na referaty… Sadystyczni wykładowcy… 😀

Leave a Reply