Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Opowieści kolejowe… cz. 2

Istniały w moich czasach i w moim położeniu geo-politycznym, tak jak i zapewne obecnie dwa modele uczęszczania do szkoły średniej – dojeżdżanie oraz internat vel. bursa. Oba wiązały się w pewien sposób z podróżowaniem z tym że „dojeżdżanie” w dniach od poniedziałku do piątku, zaś „internat/bursa” w piątki i niedziele. U mnie z powodu niedużej odległości w grę wchodziło praktycznie tylko „dojeżdżanie”, z resztą jak miałem się okazję przekonać potem po stanie umysłowo-wychowawczym kolegów z burs – dzięki bogu!

Pierwszy rok dojeżdżania był pewnym szokiem. Kwestia zaaklimatyzowania się i widmo tzw. „kocenia” powodowało pewien dyskomfort na początku, jednak człowiek jest istotą łatwo adoptującą się do ekstremalnych warunków i jakoś się dostosowałem, zresztą nie byłem wówczas sam. Podobnie sytuacja miała się z całym pokoleniem moich rówieśników, tych znajomych oraz nieznajomych.

Pociągowe społeczeństwo okresu mojego pierwszego „dojeżdżania” charakteryzowało się pewną hierarchią. Pierwszoroczniacy, średni dojeżdżacze, dojeżdżacze seniorzy oraz charakteryzujące się własną hierarchią warstwy wyższe. Mieszanie się klas „dojeżdżających” następowało w rożnym stopniu – pierwszoroczniacy szukali często protekcji u seniorów, przed wyzyskiem i uciskiem klas od nich wyżej postawionych. Najczęściej opierało się to na więzach rodzinno-sąsiedzkich. Jednocześnie zaś ucisk stosowany był także przez środowiska bliskie uciskanemu. Kocenie w okresie swojego apogeum, które na szczęście miejsce miało nim ja zacząłem dojeżdżać, zahaczało momentami o dręczenie i wręcz znęcanie się. Obecnie o ile zauważyłem, zwyczaj ten zanikł prawie całkowicie.

Dojeżdżanie to nie tylko cała bogata kultura „wagonowa” [której nie jestem w tym momencie w stanie przedstawić w sposób wyczerpujący – mam nadzieję kiedyś się za to zabrać] – to także jej subkultura „peronowa”. Oczekiwanie na podstawienie składu, lub pociąg długodystansowy posiadało określone reguły. Peron podzielony był na poszczególne rewiry – objęte w niepisane posiadanie przez grupy zawodowe, towarzyskie lub związane z poszczególnymi miejscowościami. Układ ten znajdował jednocześnie pewne odzwierciedlenie w rozkładzie poszczególnych grup w wagonach składu. Dojeżdżając przez pewien czas pociągiem o określonej godzinie, z prawdopodobieństwem 95 procent zdolny byłem określić w którym z kolejności wagonie dana osoba się znajduje, a także z dużą dokładnością określić przedział lub część wagonu w której mogę ją odnaleźć. Niepisana umowa regulowała ład i porządek dojeżdżającego społeczeństwa. Taka rewirowość doskonale świadczy reliktach pierwotnych instynktów stadnych.

Ten wykład „Opowieści kolejowych” zawarł w sobie wiele zagadnień teoretycznych, a mniej bezpośrednich przykładów z moich wspomnień… …bywa 🙂

Related Posts

5 Responses
  1. ja jakoś pkp specjalnie nigdy nie lubiłam – do dziś nękają moją głowę stereotypy, ale za to pks – owszem – po dziś dzień, w nieco innym kierunku przemierzam mnóstwo kilometrów każdego dnia, więc to, o czym piszesz jest mi dobrze znane. osobiście bardzo lubię efekt „stałych twarzy i osób” – tak jakoś bezpieczniej człowiek się czuje, bo jest wśród swoich 🙂 – to coś w rodzaju syndromu Polaka za granicą – gdy spotka Polaka robi mu się lżej. oprócz tego od zawsze lubiłam „podsłuchiwać” rozmowy pasażerów pks’ów – czasem człowiek dowiadywał się niesamowitych rzeczy – książkę można by o tym napisać 🙂

  2. Ech… Rynarz…
    Gdybyś był sprytniejszy, wiedziałbyś, że dogadywać trzeba się z klasą rządzącą [konduktor, kierownik składu], a nie z klasą rządzoną. Zaoszczędziłoby Ci to nerwów, przygód, kocenia, i może nawet parę zł na biletach ;]

  3. Bellatrix

    Maciek, przybij piątkę – ja trzy lata PKSem dojeżdżałam. Kocenia nie było, koledzy z klasy dojeżdżający busami albo ciapągami się nie skarżyli na kocenie. Jedyną anomalią była krzywizna torów niedaleko Siedlec. 😉

  4. @frustrat: no tak od ciebie to trzeba się uczyć jak się dobrze podlizać komu trzeba… ;]

    @bellatrix: przybijam 🙂 dojeżdżanie kształtuje charakter, hehehehe…. a kocenie to już i za moich czasów przechodziło do lamusa 😉

Leave a Reply