In wino veritas

Mojego ulubinego wina nie kupie w sklepie, nie wyprodukują go w żadnej rozlewni, nie pochodzi z żadnej winnicy.

Rocznik – w sumie niewiadomy, początek lat 90tych, może połowa ostatniej dekady XX wieku. Materiał z którego powstało – owoce dzikiej róży zbierane dopiero po pierwszych przymrozkach. W smaku zakwalifikować można jako słodkie, z lekkim posmakiem karmelu. Konsystencja lekko oleista – wino delikatnie osadza się na ściankach kieliszka. Kolor – poezja – bursztynowy wpadający w lekką czerwień. Z pozoru dość ciemny – dopiero pod światło rozświetla sie pełnią bursztynu. Moc – rozgrzewające, rozweselające, nikt nigdy nie mierzył procentów alkoholu, doświadczenie podpowiada że jest ono mocniejsze od zwykłego.

To jest moje ulubione wino – wino mojej babci. Najlepsze z możliwych, jedyne które naprawdę lubię. Zaś jeśli spośród win komercyjnych miąłbym wybrać możliwie (a w zasadzie jest to i tak niemożliwe) najbardziej do niego zbliżone wino to zdecydowanie jest to Tokaju Aszú i to co najmniej 7 puttonowy.

Na zdrowie! Za obronioną magisterkę i za wszystkie inne okazje :)

„Bardzo lubisz deszcz”

Za osobę, która miała bardzo duży wpływ na twórczość Akiry Kurosawy zwykło uważać się amerykańskiego reżysera Johna Forda. Kiedy dwaj mistrzowie spotkali się pewnego razu Ford powiedział do Kurosawy po prostu: „Bardzo lubisz deszcz„, na co on odpowiedział mu: „A ty na prawdę uważałeś podczas moich filmów„.

Ciekawy przykład dogłębnego szacunku w zetknięciu dwóch cywilizacji. Dwóch obcych kulturowo, a zarazem bardzo pokrewnych sobie ludzi w kilku słowach potrafi wyrazić do siebie najwyższy szacunek i wzajemne zrozumienie. Po takich słowach już nic nie trzeba mówić.

Czasem wymiana jednego zdania z kimś całkowicie obcym powoduje, że masz wrażenie że jest to twoja pokrewna dusza. Czasem może starczyć nawet spojrzenie.

Głowa myśli

Chwila refleksji i ciekawy przykład jak wędrują ludzkie [moje] myśli…

Pociąg do domu godz. 15:54 – na uszach mp3. Leci najlepszy polski jazzowy gitarzysta Jarek Śmietana, mój ulubiony kawałek pt. „Papierek Lakmusowy” z płyty „Talking Guitar” [POBIERZ TUTAJ]. Muzyka przecudnej urody i „leniwa” gitara elektryczna, która spokojnie jazzuje sobie i wprowadza w nastrój wakacyjno-relaksujący. W głowie od razu pojawiają się mi różne wspomnienia, różne obrazy:

Pusty peron na zapadłym dworcu kolejowym gdzieś hen hen, ja leże rozłożony na ławce, śpiwór pod głową. chylące się ku zachodowi słońce delikatnie świeci mi w oczy – naciągam głębiej słomkowy kapelusz. Czas zatrzymał się w miejscu… Przyjemny chłód wieczoru, schodzimy z jachtu do nadbrzeżnej knajpki na zasłużone zimne piwko. Przyjemny chłód zroszonego szkła w dłoni. Przeciągam palcem po szklance zmazując krople. Cisza i idealnie gładka tafla jeziora na widoku, odległe pokrzykiwania i śmiechy żeglarzy. Kolejny wieczór mazurskiego słonecznego rejsu. Problemy odpłynęły, w głowie przyjemna pustka…

Jednym słowem lato. Myślałem że w lato pociągi będą trochę mniej tłoczne. Pomyliłem się – pociąg relacji Olsztyn – Ełk przez Mikołajki – jeden z dwóch w ciągu całego dnia na tej trasie. Uprzednio jeździły dwa wagony, ale marszałek województwa nie dał pieniędzy od jakiegoś czasu jeździ jeden. Wynik prosty. Tłok porównywalny jedynie z tym w piętnastce jadącej na Kortowiadę. Wejdzie kobieta z wózkiem, ktoś z rowerem i jest strasznie. Duszno, tłoczno i niewygodnie. Brakuje jedynie grupy meksykanów z kurami i kozą na sznurku oraz kilku hindusów na dachu… Myślenie z głębokiego PRLu – „ich problem, niech się zmieszczą…”, nie obchodzi ich to że ktoś jeździ tym pociągiem codziennie z pracy…

Na uszach nadal Jarek Śmietana. Przyglądając się od jakiegoś czasu tytułom piosenek jazzowych z okresu PRLu rozmyślam jakie bajeczne formy one przybierają i jak musiały działać na przeciętnego demoluda który już wziął taką płytę w ręce. Choćby płyta Jarka Śmietany:

  1. Bieganie po Manhattanie / Manhattan Jogging – 3’14″
  2. Alisia – 4’45″
  3. Tabasco Song – 3’08″
  4. Podróżując we Śnie / Travellin’ In Dream – 4’13″
  5. Trzech Panów w Łódce / Three Men In A Boat – 4’05″
  6. Samba Carrera – 3’33″
  7. Papierek lakmusowy / Litmus – 3’12″
  8. Od siedmiu wzwyż / From Seven Up – 3’55″
  9. Polowanie na robaczka / Hunting A Bug – 4’12″
  10. Samochody w Pokrowcach / Cased Up Cars – 4’15″

Czyż to nie jest jakaś magiczna mieszanka. Powiew światowego życia w głębokiej dziurze Europy…? Czy choćby dla tego nie warto było pokochać jazzu? Przez 3 minuty i 14 sekund poczuć jak to jest uprawiać jogging w Nowym Jorku? Bezcenne, nawet jeśli zaraz w wiadomościach podają co nowego na VI Plenum a piwo sprzedają dopiero od trzynastej…

Wiadomość z ostatniej chwili! Vive la revolution ! PKP zmiękło właśnie w tym momencie, po kilku tygodniach, postawieni pod ścianą w końcu dadzą dziś dodatkowy wagon. Zmiękli w obliczu międzynarodowego skandalu. Pociąg pełen, a tu nagle pojawia się wycieczka dzieci z Rosji. Na szali zostaje położony międzynarodowy honor RP! Trzeba działać… a może tam jakieś dzieci z Syberii całą srogą zimę czekały żeby pojechać do Sorkwit na spływ Krutynią….

Syberia kojarzy mi się z książką „Przez Syberię na gapę” Romualda Koperskiego. Książka podróżnicza, piękna w swej prostocie, a jednocześnie pouczająca i mądra. Idealna na wakacje. Bo są takie książki które sie doskonale nadają na hamak, na plażę lub do pociągu w drodze nad morze lub góry. Co mógłbym jeszcze zaproponować na początek wakacji – jaka książka doskonale nadaje się do lekkiego a zarazem ciekawego rozpoczęcia wakacyjnego sezonu literackiego? Od wakacyjnych książek oczekuje przede wszystkim wprowadzania w inny świat, by umiały oderwać mnie od codzienności. Więc zdecydowanie polecić mogę „Luna to surowa pani” Heinleina, lub coś z Tolkiena – sam myślę czy nie przypomnieć sobie w tym roku „Silmarillionu” lub nie wziąć sie za „Niedokończone Opowieści”.

Niestety jednak to nie są dla mnie prawdziwe wakacje. zacząłem pracę, moment przełomowy w życiu – pierwsza „prawdziwa” stała praca, codzienna… Wydaje mi się że moment ten jest bardziej przełomowy w moim życiu niż mające nastąpić niedługo otrzymanie tytułu magistra, które wydaje mi się jakoś mało znaczące, mało nobilitujące i mające niezbyt wielki wpływ na moją przyszłość samo w sobie. Za to myśl, że już nigdy nie spędzę dwóch, ani trzech miesięcy w błogiej niezależności i wolności, jakoś mnie bardziej porusza i powoduje pewną nostalgię.

Więc ponownie przełączam na piosenkę nr 7 – Papierek Lakmusowy i wsłuchuje się w gitarę Jarka Śmietany. I wspominam. Zamknę oczy i się uśmiechnę bo wielka jest siła wyobraźni.

Akira Kurosawa

Oglądam filmy Akiry Kurosawy [黒沢 明]. Dotychczas znane mi wyrywkowo – teraz zabieram się za obejrzenie większości jego dostępnych u nas filmów. Oglądam i jestem zachwycony!

Po Siedmiu Samurajach [七人の侍]Straży Przybocznej zastanawiam się jak dużo czerpał on z amerykańskich westernów. Ciekawe byłoby w takim razie zapętlenie się tego w taki sposób, iż potem z kolei kinematografia hollywoodzka inspirowała się Kurosawą [Siedmiu Wspaniałych, Last Man Standing i inne]. Czy jednak u podstaw części jego dorobku na prawdę leży dogłębna fascynacja kinem amerykańskim, czy może widać w nich jedynie jego odrobinę – czerpanie motywów, czy amerykanizacja niektórych jego filmów?. Czy część jego filmów w takim razie zaliczyć można do kinematografii stricte japońskiej czy jest to odmiana którą można nazwać inaczej „ryżowymi westernami” [tak jak spaghetti westerny]?

Takie to moje nieskładne przemyślenia odnośnie „części samurajskiej” jego twórczości. Zabiorę sie niedługo do Szekspirowskiej części, a jest także realistyczna opowieść współczesna którą także reżyserował i jak się dowiaduje, także rosyjskie motywy… Bogactwo!

Analizowanie wzajemnych inspiracji Kurosawy [duży wpływ Johna Forda] i Kurosawą to na prawdę fascynujące zajęcie. Doszukiwanie się w poszczególnych filmach dawnych i współczesnych elementów zaczerpniętych od mistrza i tych które mistrz zapożyczał to świetna zabawa intelektualna. Test na filmową erudycję. Ciekawa zabawa.

[na zdjęciu ulubiony aktor Kurosawy Toshirō Mifune w genialnej kreacji ronina w filmie Straż Przyboczna]

Filmów jeszcze przede mną wiele więc i zabawa trwa dalej! :D

Heurystyka i Hermeneutyka- panowie „historycy”

Nie wytrzymałem…

Już na pierwszych zajęciach ze „Wstępu do Historii” dowiedziałem się, że istnieją takie dwa słowa jak Heurystyka i Hermeneutyka. Dwa podstawowe elementy, dwie czynności, które KAŻDY historyk powinien zastosować podczas swojej pracy i powinny one stać się z czasem elementami naturalnymi pracy – jego odruchami bezwarunkowymi.

W skrócie:

- Heurystyka – wyszukiwanie i zapoznanie ze źródłami tematu i literaturą – nabywanie erudycji i poszukiwanie innych źródeł informacyjnych.

- Hermeneutyka – interpretacja / analiza źródła historycznego – wydobywanie z niego faktów, ocenianie ich i konstruowanie hipotez.

i jeszcze parę innych czynności o których zdali się zapomnieć panowie Sławomir CenckiewiczPiotr Gontarczyk. Historycy z wykształcenia, niestety chyba niezbyt dobrze uważali na „Wstępie do badań historycznych”…

Ich książkę znam tylko z recenzji i fragmentów, jednak wyłania się z nich obraz tego co jest chyba najczęstszym błędem historyków, zazwyczaj młodych i niedoświadczonych, czasem starszych, najczęściej tych posiadających ideologiczne zacięcie. Jest teza którą chce się udowodnić i analizuje się materiał pod określonym kątem starając się zepchnąć niewygodne fakty na margines i z wielu możliwości interpretacyjnych przyjmować zawsze tę pasującą do tery, nie koniecznie najoczywistszą…

Sam przyznaje sie robiłem tak w liceum na fizyce :) Robiliśmy eksperyment, w odpowiedziach znajdowaliśmy potrzebny wynik, a potem po wykonaniu fikcyjnego przelewanie, mierzenia, eksperymentowania ustawialiśmy tak wyniki ćwiczenia żeby ostatecznie wyszedł oczekiwany wynik. Nie żebyśmy zmyślili wszystko. Po prostu tu dodało się kilka milimetrów, tam ujęło kilka sekund i jakoś to wychodziło.

Mam przeczucie że coś podobnego zaszło i tutaj. Ufam w tej kwestii prof. Andrzejowi Friszke i jego artykułowi z sobotniego wydania Gazety Wyborczej.

Pisze na ten temat WYBORCZA – [tutaj]

Pisze na ten temat DZIENNIK – [tutaj]

Pisze na ten temat RZECZPOSPOLITA – [tutaj] i słowami swojego publicysty R. Ziemkiewicza – [tutaj]

Ehhh… co do niektórych opcji politycznych to po prostu łapie mnie obrzydzenie i niechęć do samej formy wypowiadania sie o tym. Panie Rafale, a można było jeszcze takie fajne książki napisać :)

kiedy w końcu nadejdą czasy TECHNOKRACJI!!!!!!!!!!!!!!!!! Koniec z politykowaniem i każdemu wg zasług. Nie mogę się doczekać!

dwa bieguny emocji

Jadąc ostatnio samochodem, w radiowej Trójce usłyszałem zapomnianą, genialną piosenkę… potem kolejną. Gdybym miał depresję to z pewnością wyleczyłyby mnie one ze wszystkich objawów, jednak ona po prostu wprowadziły mnie w świetny humor. Niezwykłe, porywające – pure energy, pure happiness.

Phil Collins – Wear my hat

[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=JlklbPvKfb4]

Phil Collins – Dance into the light

[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=_E6Le1Ooi8I&feature=related]

Potem usłyszałem kolejne melodie. Uderzenie w całkowicie drugi biegun – dwie inne genialne piosenki Collinsa – nostalgiczne, smutne i skłaniające do przemyśleń. Taki chillout na smutno.

Phil Collins – Another day in paradise

[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=ftlYLcEW_I4]

Phil Collins -In the air tonight

[youtube=http://pl.youtube.com/watch?v=Gz7gajAb2ww&feature=related]

I za to chyba właśnie trzeba muzykę choć czasem pokochać, że ma tak ogromny wpływ na nasze emocje. Za to ze 3-minutowy utwór może nasz dzień zasnuć chmurami, a czasem zamienić go w pasmo uśmiechu.